
Trzydzieści sześć godzin to czas, który upłynął od śmierci Pana Jezusa na Krzyżu do Jego chwalebnego Zmartwychwstania. Gdzie przebywał wtedy nasz Zbawiciel? Co się z Nim działo? Jakie doniosłe wydarzenia mają miejsce w ten – na swój sposób – dziwny dzień, jakim jest Wielka Sobota? Niewiele mówi nam o tym Pismo Święte, dlatego sięgnijmy do świadectw dwóch wielkich mistyczek, których prywatne objawienia zostały uznane przez Kościół: bł. Anny Katarzyny Emmerich i Marii z Agredy. Znajdziemy tam sporo interesujących odpowiedzi na nurtujące nas pytania.
Gdy Jezus, głośno wołając, skonał na Krzyżu, dusza Jego w postaci świetlistej, otoczona Aniołami, między którymi był i Gabriel, spłynęła w ziemię u stóp Krzyża – rozpoczyna swoją relację, dotyczącą tego, co działo się z Panem Jezusem tuż po śmierci, bł. Anna Katarzyna Emmerich.
Pan Jezus udaje się do Otchłani…
Według wizji tej niemieckiej mistyczki, Chrystus wraz z aniołami najpierw udał się do Otchłani, aby uwolnić wszystkich swoich przodków wywodzących się z narodu wybranego. Otchłań była przestrzenią podzieloną na trzy wyraźnie rozdzielone strefy. W jej pierwszej części znajdowali się Adam i Ewa – pierwsi rodzice wypędzeni z Raju po popełnieniu grzechu pierworodnego; w drugiej – przodkowie Jezusa od dzieci pierwszych rodziców aż do czasów Abrahama; a w trzeciej – przodkowie Jezusa od pokolenia Abrahama aż do Jana Chrzciciela. Przodkowie Abrahama podlegali mękom czyśćcowym, za to jego sprawiedliwi potomkowie, a wśród nich żydowscy Patriarchowie, sędziowie, królowie, Mojżesz, aż do Joachima, Anny, Józefa, Zachariasza, Elżbiety i Jana nie podlegając cierpieniom charakterystycznym dla czyśćca, oczekiwali z utęsknieniem na spełnienie obietnicy zbawienia i otworzenie drogi do Nieba. To właśnie do nich wszystkich z orszakiem aniołów udał się najpierw Pan Jezus. Przekazał im radosną Nowinę o odkupieniu i zbawieniu, która kończyła ich cierpienia i oczekiwanie. Szczęśliwe te dusze, wyzwolone z Otchłani, mogły od tej pory cieszyć się oglądaniem Boga i radością obiecanego Nieba.
Na wieść o tym od dawna oczekiwanym zdarzeniu wielbiły one swojego Odkupiciela słowami: Baranek, który został zabity, godny jest przyjąć Bóstwo, moc i potęgę. Ty, o Panie, swoją Krwią wykupiłeś nas i uczyniłeś królestwem dla naszego Boga, abyśmy panowali. Twoja jest potęga, Twoje jest Królestwo, Twoja chwała z Twoich dzieł. Nastrój, który panował wtedy w Otchłani, tak opisała w swojej wizji Maria z Agredy: Ciemne więzienie zmieniło się w Niebo (…), dusze znajdujących się tam sprawiedliwych doznały stanu błogosławieństwa i dostąpiły jasnego widzenia Bóstwa, (…) przeszły ze stanu długiej tęsknoty do nieustannej chwały, z ciemności do światła. Niektóre z tych dusz zostały wysłane na ziemię, aby zaświadczyć o zmartwychwstaniu Chrystusa. Następnie radosny pochód wyruszył, aby oswobodzić dusze pogan, którzy kierowali się za życia prawdą i dążeniem do niej.
Niezliczone gromady dusz, uwolnionych z Otchłani i miejsc oczyszczenia, poprowadził Jezus w triumfalnym pochodzie w górę do radosnego przybytku, umieszczonego pod Niebiańską Jerozolimą. (…) Przybyłe dusze czekała radość i pokrzepienie; zastawiono dla nich podobne stoły Niebiańskie, do jakich i ja zasiadałam, gdy Bóg dobrotliwy chciał mnie pocieszyć i pokrzepić w bolesnych widzeniach – opowiada, co zobaczyła, Anna Katarzyna Emmerich.
Następnie nasz Zbawiciel skierował się do piekła. Za zbliżeniem się Jezusa dał się słyszeć ryk potężny i okrzyk trwogi, bramy rozwarły się na oścież i ukazała się przepaść, pełna ohydy, ciemności i okropności – relacjonuje swoją wizję niemiecka mistyczka. – Wszyscy czarci musieli uczcić i uznać Jezusa, to było dla nich najstraszniejszą męką – dodaje. Wszystkie złe duchy zostały spętane i wrzucone do piekła. Ich przywódcę – Lucyfera aniołowie wrzucili w środkowy krąg, skąd miał się wydostać na pewien czas dopiero w XX wieku.
Tymczasem w Wieczerniku…
Co się działo wtedy z Apostołami i uczniami Jezusa oraz Maryją i pozostałymi niewiastami? Wszyscy oni przebywali pogrążeni w smutku i modlitwie w Wieczerniku. – Wtem pojawił się Najświętszej Pannie anioł z poleceniem, by wyszła do furtki Nikodema, bo zbliża się Pan. Radość napełniła Serce Maryi. Nie wspominając nic innym niewiastom, otuliła się płaszczem i pospieszyła do furtki w murach, którą wychodziło się do ogrodu Józefa. Była może dziewiąta godzina wieczorem – opowiada swoją wizję Emmerich. Nagle Matka Boża zobaczyła Najświętszą Duszę swojego Boskiego Syna w otoczeniu dusz jego przodków. Uścisnąwszy Maryję, Zbawiciel powiedział do nich: Oto Maryja, Matka Moja! Gdy cały orszak oddalił się, Jego Matka powróciła do Wieczernika, nic nie wspominając niewiastom i Apostołom o tym, co ją spotkało.
… i w Grobie Pańskim
W tym czasie, jak pisze bł. Anna Katarzyna, drzwi Grobu były wciąż zamknięte i przywalone kamieniem, ale poprzez nie widziałam Ciało Zbawiciela tak, jak je złożono, otoczone jasnym blaskiem; dwaj Aniołowie stali przy świętym Ciele, oddając Mu cześć. (…) Koło Grobu Świętego cicho było i spokojnie. Strażnicy, w liczbie siedmiu, stali lub siedzieli naprzeciw groty i po bokach.
Dusza naszego Odkupiciela przebywała w Otchłani do godziny trzeciej nad ranem w niedzielę. O tej porze Pan Jezus wraz z aniołami i uwolnionymi z Otchłani świętymi powrócił do miejsca, gdzie spoczywało Jego Ciało. Czuwający przy Nim aniołowie oddawali Mu cześć. Na rozkaz Maryi niektórzy z aniołów zebrali i z najwyższą czcią przechowywali wszystkie relikwie należące do Chrystusa. Maria z Agredy wszystkie je wylicza: Krew, kawałki Ciała, włosy i wszystko cokolwiek należało do Ciała Boskiego Syna.
Gdy wszyscy przybyli do Grobu Odkupiciela i zobaczyli umęczone Ciało Pana Jezusa, oddali Mu hołd. A gdy to się wypełniło, aniołowie zwrócili Ciału Zbawiciela wszystkie utracone podczas Męki fragmenty i osiągnęło ono pełnię i doskonałość.
Zmartwychwstał Pan, Alleluja!
W tej chwili Dusza Pana Jezusa połączyła się znowu z Ciałem i nadała mu przez to nieśmiertelne życie i chwałę. W porównaniu z jasnością Jego Boskiego Ciała nawet kryształ wydaje się ciemny (…). Piękność wszystkich stworzeń razem wziętych była niczym w porównaniu z pięknością Ciała Chrystusowego, wspaniałość zmartwychwstałego Zbawiciela z niczym się nie da porównać – relacjonuje swą wizję Maria z Agredy.
A tak opisuje moment Zmartwychwstania Chrystusa bł. Anna Katarzyna Emmerich: Ujrzałam Najświętszą Duszę Jezusa, unoszącą się nad grotą między dwoma Aniołami z hufców wojowniczych, otoczoną zastępem zjawisk świetlanych. Przeniknąwszy skałę, opuściła się Dusza na święte Ciało i pochyliwszy się niejako nad nim, stopiła się z Nim w jedną całość. W tej chwili widać było przez przykrycia, że członki się poruszają, a oto z boku, spośród całunów, ukazało się jasne, żywe Ciało Pana, z Duszą i z Bóstwem złączone (…).
Dary zmartwychwstałego Ciała
Najświętsze, uwielbione Ciało Pana Jezusa uzyskało cztery dary chwały: jasność, niepoddawanie się cierpieniu, zwinność i delikatność. Ponieważ każdy zbawiony człowiek uzyska po wejściu do Nieba te same dary, opiszmy je pokrótce.
Jasność oznacza, że otrzymamy pełne, czyli lepsze niż wszyscy uczeni w Piśmie i doktorzy Kościoła, zrozumienie Boskiej doskonałości. Niepoddawanie się cierpieniu znaczy, że nasze ciało nie zazna już żadnego bólu, choroby, rozkładu, zgnilizny i powtórnej śmierci. Dzięki darowi zwinności, czyli innymi słowy nie posiadając fizycznego ciężaru, będziemy przemieszczać się prędzej niż jakiekolwiek stworzenie ziemskie, szybciej niż ptaki i wiatr. Delikatność zaś objawi się w tym, że będziemy mogli przenikać przez absolutnie wszystkie napotkane na naszej drodze przeszkody.
Ponadto nasza dusza otrzyma dary oglądania i posiadania Boga, dar rozkoszowania się tym najwyższym Dobrem, dary pewności i spokoju cenniejsze niż wszystkie ziemskie majątki, uciechy i radości, niż wszystko co jest dostępne na ziemi. Dodatkowo, jak powiedziała podczas objawień Matka Boża do Marii z Agredy: Każdy dobry uczynek, który człowiek spełni w stanie łaski uświęcającej, pomnaża w odpowiedni sposób każdy z tych darów.
Boski Syn odwiedza swoją Matkę
W momencie połączenia Duszy i Ciała Pana Jezusa, smutek i cierpienie Maryi zmieniło się w radość i rozkosz, wynagradzające Jej wszystkie udręki i boleści, które przeżyła podczas Męki i Śmierci swojego Syna.
Wkrótce po Zmartwychwstaniu, Pan Jezus udał się do Swojej ukochanej Matki. Tak opisuje to zdarzenie bł. Anna Katarzyna: – Teraz znowu ujrzałam Zbawiciela w chwale świetlistej, jak przeniknąwszy skaliste sklepienie, uniósł się ponad grotę. Ziemia zadrżała w posadach, a równocześnie spłynął z Nieba na Grób jak błyskawica anioł w postaci wojownika, odwalił kamień na prawą stronę i usiadł na nim. Jezus piękny był nad wyraz i majestatyczny, a blask bił od Niego. Okrywała Go na kształt szerokiego płaszcza suknia fałdzista, koloru blado niebieskiego, połyskująca podobnie jak dym w świetle słonecznym. (…) Na rękach i nogach znać było błyszcząco rany tak rozwarte, że np. w rany u rąk można było włożyć palec. (…) Tak stanął Jezus przed Swą Matką, otoczony duszami praojców – opisuje ten moment i postać Zbawiciela niemiecka mistyczka.
– Wtedy wszedł do Niej Zmartwychwstały Zbawiciel, Jezus Chrystus, pełen wspaniałości i otoczony wszystkimi świętymi i patriarchami – relacjonuje z kolei Maria z Agredy.
A Maryja, oddając pokłon i hołd Jezusowi, upadła na ziemię. Jezus podniósł Swoją Matkę i przytulił Ją do Najświętszego Serca, dając Jej poznać cudowność Swojej Boskiej Duszy. Boża Rodzicielka usłyszała skierowane do siebie słowa: Wstąp wyżej, Przyjaciółko Moja!, otrzymując w ten sposób nagrodę za wszystko, co wycierpiała. Jak jeszcze parę godzin wcześniej Maryja odczuwała cierpienia Męki i umierania Swojego Boskiego Syna, tak teraz trwała w zachwyceniu, dzieląc z Nim Jego chwałę, triumf i radość. – Przy Zmartwychwstaniu Zbawiciela Matka Boża doznała radości i działania łask w tej samej mierze, w jakiej poprzednio cierpiała – pisze Maria z Agredy.
* * *
Na koniec przytoczmy jeszcze ten wzruszający opis spotkania św. Marii Magdaleny z Mistrzem, tak jak przekazuje go bł. Anna Katarzyna Emmerich: Wtedy Jezus – On to był bowiem – rzekł zwykłym, znanym jej głosem: „Mario!”. Magdalena, poznawszy Pana po głosie, zapomniała o ukrzyżowaniu, śmierci i pogrzebie, upadła przed Nim na kolana i wyciągnąwszy ręce ku Jego stopom, zawołała, jak zwykła była Go dawniej nazywać: „Rabbuni” (Mistrzu)!
Wesołego Alleluja! Chrystus Zmartwychwstał! Prawdziwie Zmartwychwstał!
370 lat temu, 1 kwietnia 1656 roku we lwowskiej katedrze nasz monarcha, Jan II Kazimierz Waza, przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej oddał Rzeczpospolitą szczególnej opiece Najświętszej Maryi Panny, nazywając ją Królową Polski. Co jednak szczególnie interesujące, ten tytuł odnoszący się do Matki Zbawiciela został objawiony trzykrotnie przez samą Maryję na początku XVII wieku w dalekiej Italii.
Pani Cecylia Pajka pochodzi z Mazowsza. Urodziła się w miejscowości Lutobrok koło Pniewa, ale od prawie 50 lat mieszka w Makowie Mazowieckim, gdzie należy do parafii pod wezwaniem św. Józefa. W 2025 roku wraz z grupą Apostołów Fatimy udała się na pielgrzymkę do Sanktuarium Matki Bożej w Fatimie.
– W Fatimie było cudownie. Naprawdę jestem wdzięczna za to, że po 21. latach uczestnictwa w Apostolacie spotkało mnie takie szczęście – pojechałam do Fatimy, o której marzyłam od dawna – wspomina pielgrzymkę do portugalskiego sanktuarium pani Cecylia.
– To było niesamowite przeżycie, bo byłam tam po raz pierwszy. Dziękuję Bogu, że w Roku Jubileuszowym otrzymałam od Niego taką łaskę. Groby pastuszków: świętych Hiacynty i Franciszka oraz s. Łucji, to po prostu coś cudownego. Z wdzięcznością pokonałam na klęczkach tradycyjną drogę do Kaplicy Objawień, a wieczorami brałam udział w procesjach ze świecami – dodaje.
Zaczęło się od książki o Fatimie…
Wszystko to możliwe było dzięki temu, że pani Cecylia już od dawna wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Początki swojej przygody z naszą organizacją wspomina następująco: – Zaczęło się tak, że znalazłam ulotkę i zamówiłam książkę o Fatimie. Wypełniłam formularz Apostolatu i zaczęłam dostawać kalendarze, różańce oraz wiele różnych dewocjonaliów. Otrzymałam także oczywiście figurkę Matki Bożej Fatimskiej.
Jako Apostołka Fatimy pani Cecylia dostaje również systematycznie „Przymierze z Maryją”, którego jest wierną czytelniczką:
– W „Przymierzu…” jest dużo ciekawych artykułów, np. świadectwa członków Apostolatu czy opis pielgrzymek do Fatimy. Po przeczytaniu zanoszę „Przymierze z Maryją” do kościoła żeby ktoś inny poznał Stowarzyszenie, zapisał się do Apostolatu i żeby przyniosło to dobre owoce – mówi z przekonaniem.
Obecnie kościołem parafialnym pani Cecylii jest świątynia pod wezwaniem Bożego Ciała w Makowie Mazowieckim, ale nie zawsze tak było. – Chrzest przyjęłam w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny – Królowej Świata w Zatorach, a do Pierwszej Komunii Świętej i bierzmowania przystępowałam w bazylice kolegiackiej Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Pułtusku – przytacza fakty ze swojej młodości. – Z dzieciństwa pamiętam, że moja babcia codziennie odmawiała Różaniec, a ja klęczałam obok i też się razem z nią modliłam.
Kurpie – ich kultura i zwyczaje
Pani Cecylia pochodzi z Kurpiów Białych, krainy etnograficznej leżącej na północny-wschód od Legionowa w województwie mazowieckim. Region ten słynie m.in. z charakterystycznej gwary, haftów, wycinanek i wyrobów tkackich. – Moja mama i ciocia zajmowały się haftem serwetek kurpiowskich na tiulu. Wykonywały też obrusy, bieżniki, serwetki na drutach i szydełku.
– Moja ciocia ma po babci cały strój kurpiowski. Składa się on z białej koszuli wyszywanej czarno-czerwonym wzorem kurpiowskim, kolorowej sukni w paski, fartucha zdobionego kolorowymi cekinami, czarnych, sznurowanych trzewików i czerwonej lub zielonej chusty w kwiaty. Babcia zawsze zakładała ten tradycyjny strój na specjalne uroczystości w kościele.
Żona, matka, babcia
– Skończyłam szkołę zawodową i 1,5 roku technikum rolniczego, ale moje główne zainteresowanie i zawód to kucharstwo. 28 lat pracowałam na kuchni, a przez prawie 38 lat pracy zawodowej miałam tylko siedem dni zwolnienia – opowiada pani Cecylia.
– W 1972 roku po zawarciu ślubu zamieszkałam u męża w miejscowości Pękowo. Tam też urodziła się nasza pierwsza córka. Do Makowa Mazowieckiego przeprowadziliśmy się w 1978 roku, gdy miała iść do pierwszej klasy szkoły podstawowej. W sumie urodziłam czworo dzieci, ale jeden syn zmarł po kilku dniach. Doczekałam się też czterech wnuków, dwóch wnuczek oraz dwóch prawnuków.
– Od ośmiu lat jestem wdową, ale w 2021 roku zaprzyjaźniłam się z Januszem, którego kuzynka wyszła za mojego wnuka. Razem byliśmy na pielgrzymce w Fatimie, a w tym roku wybieramy się do Sanktuarium Matki Bożej w Lourdes.
Swoją opinią na temat pielgrzymki Apostolatu do Fatimy podzielił się z nami też pan Janusz:
–Jestem zachwycony i bardzo zadowolony. Brak mi słów. Największe wrażenie wywarły na nas nabożeństwa, Droga Krzyżowa i nauki, które przy tej okazji głosił towarzyszący nam ksiądz. Chcemy też podziękować koordynatorowi Apostolatu Fatimy, panu Krzysztofowi Golcowi za organizację pielgrzymki.
Oprac. Janusz Komenda
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za piękny kalendarz i za słowa wdzięczności. Wszystko co robicie, jest wielkie. Jestem wzruszona i proszę dalej pracować nad wszystkim, co jest związane z wiarą chrześcijańską.
Barbara z Pińczowa
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się swoim świadectwem… W 1983 roku pracowałem na budowach w Poznańskim Kombinacie Budowlanym. Zostałem wysłany do Libii na kontrakt. Budowaliśmy tam domy parterowe. Nasz „camp” mieścił się w miejscowości Azzija. W każdą środę przyjeżdżał franciszkanin spowiadać i odprawiać Mszę Świętą. (…) Starałem się codziennie odmawiać Różaniec na „campie”. Pracownicy z różnych stron Polski zauważyli, że wierzę i kocham Boga, że nie wstydzę się Go… Po powrocie latem 1984 żona zauważyła, że Pan Jezus Miłosierny mnie otworzył na innych i odmienił mego ducha.
W kościele Wniebowstąpienia znajdowała się półka z cudownymi medalikami. Zapoznałem się z postacią św. Katarzyny Laboure, która otrzymała wzór na medaliki od Matki Bożej. I tak Jezus Miłosierny posłał mnie, abym rozdawał je na budowie i głosił Prawdę o dobroci Boga. Święta Katarzyna na każdym kroku mnie także towarzyszyła, w ogóle nie czułem jakiegoś zawstydzenia, wręcz przeciwnie: czułem radość z niesienia Bożego Miłosierdzia w codzienności, jakie Dobry Bóg daje nam przez ręce Maryi. To trwało wiele lat. Ewangelizowałem tam, gdzie chciano słuchać. Mówiłem, że o każdą sekundę zapyta nas Pan Bóg i że Boże Miłosierdzie jest jedynym ratunkiem dla każdego człowieka.
Żona zachorowała, kiedy jeszcze pracowałem. W sumie trwało to około 7 lat. To był dla nas trudny okres… Po przejściu na emeryturę żona pomału gasła. W pierwsze piątki miesiąca przychodził do nas ksiądz proboszcz z Panem Jezusem Eucharystycznym. Choć był to dla nas trudny czas, to był także pełen łaski mimo cierpienia. 9 listopada 2019 roku stał się dniem spotkania żony z Jezusem Miłosiernym.
Później zaopiekowałem się bezdomnym Michałem, miał 37 lat. (…) Słuchał tajemnic Różańca na dany dzień. Kolega z pracy zaproponował, aby w jego mieszkaniu odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego.
Drugi bezdomny, Piotr, był na wózku inwalidzkim. Mogąc jednak pomóc tylko doraźnie, zapragnąłem przyprowadzić go do tronu Miłosierdzia Bożego, aby i on doświadczył ogromu Miłości i dobroci Boga. Wszedłem nawet we współpracę z pewnym kapłanem i robiliśmy, co w naszej mocy, aby zdroje łaski wylewały się w życiu Piotra. Mój podopieczny żył z żebrania. Dzięki dobroci kolegów, którzy pomagali mu się przemieszczać i pchali wózek, starczało mu na przetrwanie, ale część przeznaczał na alkohol. To niestety bardzo mu przeszkadzało w dotarciu do spowiedzi. Z czasem jednak się rozchorował, trafił do szpitala i już nie wrócił…
I tak idę dalej w codzienność, aby nieść Miłość do każdego człowieka. Najlepiej mi to wychodzi, kiedy tłumaczę tajemnice Różańca świętego. Każde miejsce się nadaje. Patrzę, gdzie Pan mnie prowadzi, gdzie chce swoim Miłosierdziem dotknąć człowieka…
Dodatkowo ostatnio chodzę na fizykoterapię. Tam rozdaję medaliki Matki Bożej, które dostaję z karmelu żeńskiego, z którym weszliśmy w relację, kiedy żyła jeszcze moja żona. Kochane siostry wymadlały łaski i siły dla małżonki.
Ja sam wierząc i ufając Bożemu Miłosierdziu zamówiłem u salezjanów Msze gregoriańskie za moich bliskich. W tym kościele w drugi wtorek miesiąca modlimy się za konających i za dusze w czyśćcu cierpiące. Zwłaszcza te potrzebują Miłosierdzia. Dobry Pan prosi i pobudza serce do tego, aby się za nimi wstawiać.
Codziennie rano proszę Ducha Świętego, abym odczytywał dobrze Jego natchnienia i żył z nimi tego dnia. Na razie Duch Święty tak mnie prowadzi, że na kolejnych „gregoriankach” zaprosił mnie, aby razem z pobożnymi niewiastami wspólnie modlić się na Mszy Świętej i prosić o Miłosierdzie dla konających dusz czyścowych. Pozdrawiam Was serdecznie!
Z Panem Bogiem
Stanisław z Poznania
Szanowni Państwo!
Dobrze, że jesteście. Życzę wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują niszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg!
Dariusz z Marcinowic
Szczęść Boże!
Kampania promująca książkę „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest świetnym pomysłem, a sama publikacja jest znakomicie przygotowana i wydana. To w zasadzie jest książka historyczna i tak też mogłaby być reklamowana. Może w przyszłości warto przygotować również osobną kampanię marketingową dla tych, którzy w Kościele nie są jeszcze tak silnie osadzeni…
Z pozdrowieniami
Michał z Gdańska
Szanowna Redakcjo!
Życzę wszystkiego co najlepsze w roku 2026, niech Boża Opatrzność czuwa nad Waszą działalnością. Artykuły w czasopiśmie „Przymierze z Maryją” są wspaniałe, zawsze ciekawe i potrzebne. Czasami mam wątpliwości, że może ktoś inny bardziej by potrzebował takiej lektury, a ja zajmuję to miejsce. Komu tylko mogę, to podaję po przeczytaniu. Pozdrawiam serdecznie – szczęść Boże!
Stanisława z Rędzin
Szczęść Boże!
Dziękuję Panu Bogu i Matce Najświętszej za to, co robicie. To bardzo trudne, ważne sprawy. Proszę, nigdy nie ustawajcie w Waszych działaniach. Chylę czoło przed Wami za trud i Wasze poświęcenie w każdej akcji Stowarzyszenia – wychodzicie do ludzi, szerząc kult Maryjny w dzisiejszych trudnych czasach. Zasługujecie na wielki szacunek. Bóg zapłać!
Józefa z Dąbrowy Tarnowskiej
Szczęść Boże!
W moim przekonaniu Wasza kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniałą akcją. W lipcu tego roku ukończę, jeśli Pan Bóg pozwoli, 85 lat. Miałem w tym czasie wiele upadków, jak: depresja, rak złośliwy gruczołu krokowego, ale moja silna wiara wpojona mi przez rodziców uzdrowiła mnie. Pozdrawiam Was serdecznie!
Roman z Kujawsko-Pomorskiego