...
 
 
 
 
 
Złota nić Wiary Chrystusowej na ziemiach polskich
Chrzest Mieszka I w 966 roku jest nie tylko momentem wszczepienia władcy i jego poddanych w Kościół katolicki, ale także początkiem historii narodu i państwa polskiego. Powstanie i trwanie Polski jest ściśle związane z jej chrystianizacją. Od daty Chrztu rozwijana jest piękna i delikatna złota nić świętości i wszystkiego, co najpiękniejsze w naszych ponad 1000-letnich dziejach. Ta nić bywała często nadwyrężana i brukana przez rozmaite odstępstwa i niewierności synów Narodu Polskiego. Jednak jak dotąd – co jest zachwycającym faktem – nie przerwała się ostatecznie, i ufamy, że dzięki łasce Bożej zostanie przekazana następnym pokoleniom Polaków. 1050-letnia historia chrześcijańskiej Polski jest tak bogata, że można by pisać na jej temat opasłe tomy. Tyle pokoleń, świętych i błogosławionych, rozmaitych wydarzeń… W artykule tym spróbujmy dotknąć jedynie kilku najbardziej znamiennych spraw, które pomogą nam w tych rocznicowych rozważaniach. Przybywam do Was z ziemi Polan Wręcz fascynujące jest to, że pierwsza znana nam wzmianka pisana o Polsce pojawia się w roku 1000, a więc krótko po naszym Chrzcie. Jej autorem jest św. Brunon z Kwerfurtu (Niemiec), który w „Żywocie św. Wojciecha” przytoczył słowa św. Wojciecha wypowiedziane do Prusów. Pokazują one misję, jaką Polska dostała od Boga: Przybywam do Was z ziemi Polan (Terra Polonorum), rządzonej przez księcia Bolesława, by nieść wam światło Wiary prawdziwej. Na powyższe zdanie, które wypowiedział jeden z głównych patronów Polski, zwrócił uwagę w swoich publikacjach krakowski historyk, prof. Andrzej Nowak z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Czyż wierzący nie dostrzeże w tym ręki Bożej Opatrzności? Czyż Polak, katolik roku 2016 nie przyzna, że zdanie to okazało się też swoistym proroctwem? Tak, proroctwem! Bowiem 1016 lat po napisaniu tego zdania Polska nadal istnieje i to jako naród katolicki (mimo tylu dziejowych tragedii i całego kryzysu religijnego, moralnego i tożsamościowego). Jest także podporą i obrońcą doktryny katolickiej! Zauważmy, że to nasze istnienie jest zdumiewające, biorąc pod uwagę losy innych ludów słowiańskich, Prusów, a nawet Rusi Kijowskiej, która najpierw odpadła od Kościoła Powszechnego, a później została zdobyta przez Moskwę. Zaś Terra Polonorum jest. Jest ziemia polska i są Polacy! Wiary nam katolickiej ta Korona dochowała i obroniła Jeśli jako katolicy wierzymy, że nic nie dzieje się bez dopustu Opatrzności, i że Bóg ma wobec człowieka plan, którym jest dzieło zbawienia, to z tej perspektywy niepodobna dojść do innego wniosku, niż takiego, że jako Polska istniejemy, bo taka jest Jego, Boga święta wola. I nawet jeśli Bóg karze nas za odstępstwa i za grzechy, jak to czynił np. z Narodem Wybranym w Starym Testamencie, dostrzegamy w tym Jego Miłosierdzie i Jego Bożą pedagogikę, do której przykładu tak często sięgał wielki Sługa Boży, ks. Piotr Skarga. W Kazaniach Sejmowych ks. Skarga z wielką miłością pisał o naszej Ojczyźnie, a zadziwiające jest to, że po 400 latach, możemy te słowa odnieść także do siebie: Wiary nam katolickiej ta Korona dochowała i obroniła. Ona wam wiary świętej katolickiej, przez którą do wiecznej ojczyzny przychodzicie, dochowała; i Chrystusa, zbawienie wasze, i jego Ewangeliją przyniosła. Ona jej od fałszywych nauk i jadów heretyckich obroniła. Ona Husa przed stem kiladziesiąt lat swymi kaptury i konfederacyjami i jego przeklęte kacerstwo odpłoszyła. Do tego czasu kapłany wam i biskupy, i duchowne pasterze wasze daje, przy których przystęp do łaski Bożej i obrony od wszytkich nieprzyjaciół macie. Ona wszczepiła tu ołtarz służby Bożej i ofiar przedziwnych, z których wam ubłaganie Boskie zawżdy płynie. Ona się i dzisiejszych złych wieków srogim heretykom odejmuje i wilki te jadowite, jako może, od was odgania. Inne narody nie mają tak szczęśliwej ojczyzny. I stara się, abyście nie byli bez kapłana, bez ołtarza, bez nauki, i zatem bez Boga, jako się to innym narodom przydało, którzy tak dobrej i czujnej matki nie mieli. Jakoż jej miłować nie macie? Warto pomyśleć, kim byśmy byli bez Kościoła, bez łaski Bożej, bez zbawiennej nauki katolickiej, która tak bardzo kształtowała nasz obyczaj, że z pogańskich plemion przekształciła nas w Naród tylu Świętych i Błogosławionych? Matka Boża wielkie rzeczy dla Polaków zamierza Wiele jest dowodów na szczególną więź naszego Narodu z Panem Jezusem i Jego Matką. Wystarczy wspomnieć choćby postać wielkiej mistyczki XX wieku, św. Siostry Faustyny Kowalskiej. Mniej znany jest może inny fakt, potwierdzający tę silną więź Polaków ze Zbawicielem i Maryją. Na 4 lata przed śmiercią Sługi Bożego, ks. Piotra Skargi, w klasztorze jezuitów Gesu Nuovo w Neapolu, w wigilię Wniebowzięcia, 14 sierpnia 1608 roku, zatopiony w modlitwie współbrat Skargi, o. Juliusz Mancinelli ujrzał Matkę Bożą. U stóp Maryi klęczał jego współbrat z nowicjatu, św. Stanisław Kostka, bowiem była to także czterdziesta rocznica śmierci tegoż świętego. Widząc to, o. Mancinelli zawołał: Królowo Wniebowzięta, módl się za nami, na co Matka Boża wypowiedziała zdumiewające słowa: Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie. Po tych słowach ojciec Juliusz krzyknął: Królowo Polski Wniebowzięta, módl się za Polskę! Wówczas Maryja miłosiernie spojrzała na klęczącego przed Nią Stanisława Kostkę, potem na o. Mancinellego i powiedziała: Jemu tę łaskę dzisiejszą zawdzięczasz, mój Juliuszu. Niezwykła radość napełniła serce zakonnika po tym widzeniu. Od tej chwili modlił się: Królowo Polski, módl się za nami i wielokrotnie powtarzał: Matka Boża wielkie rzeczy dla Polaków zamierza. To właśnie zdarzenie i późniejsze zaangażowanie o. Mancinellego jest początkiem uznania Najświętszej Maryi Panny Królową Polski, czego dokonał król Jan Kazimierz we Lwowie 1 kwietnia 1656 roku. Warto uświadomić sobie fakt, że to nie my, Polacy, ale to Ona, Maryja, najpierw wybrała nas i chce być naszą Królową! Mimo niewierności, jesteśmy Narodem Katolickim Wiek XIX, czas rozbiorów i powstań, dostarczył nam wielu przykładów, jak mocne pozostało katolickie serce Polski, choć jej widzialny, polityczny byt nie istniał. Wielkie odrodzenie kulturalne, ekonomiczne i religijne przygotowało nas do wejścia w jeszcze trudniejszy wiek XX. Stamtąd wyrasta żywa religijność, której wyrazem są męczennicy narodowego socjalizmu i komunizmu, jak św. Maksymilian Kolbe i bł. Jerzy Popiełuszko. Chrzest i Wiarę, które otrzymaliśmy 1050 lat temu, jak dotąd przechowaliśmy jako Naród, mimo skrajnie niesprzyjających warunków. By tę Wiarę utrzymać, nasi ojcowie ponosili niewyobrażalne dla nas ofiary. Od niemal początku istnienia Polski obok nas działy się rzeczy, które na trwałe wstrząsnęły światem chrześcijańskim. Schizma Wschodnia odgrodziła nas od Wschodu Europy i przyczyniła się do narastającej i po dziś dzień trwającej niechęci, a nawet wrogości, której wyrazem jest męczeńska śmierć św. Jozafata Kuncewicza czy choćby męczeństwo św. Andrzeja Boboli – autora tekstu Ślubów Lwowskich. Inna tragedia – protestantyzm, który oderwał od katolicyzmu całe narody – oddzielił nas murem wrogości od krajów zachodniej i północnej Europy. Wszystkie prądy antykatolickie czy później antychrześcijańskie uderzały także w nas. Błędy zakorzeniały się także wśród naszych rodaków. Polacy angażowali się w husytyzm, w herezję protestancką, w ideologię oświecenia, poszli za Napoleonem rozpowszechniającym idee Rewolucji Francuskiej, zaangażowali się w ruch rewolucyjny XIX i XX wieku. Jednak – i to jest wielce zdumiewające – mimo wszystkich tych niewierności i zdrad, naród, kraj (inaczej niż w przypadku innych narodów) pozostawał i pozostaje – choć niezwykle okaleczony – Narodem Katolickim. Dobrze będzie przywołać tutaj tylko następujące liczby: Obecnie w 97 krajach na całym świecie pracuje aż 2170 polskich misjonarzy! Jeśli coś trwa ponad 1000 lat, musi być sprawdzone i mocne. Rzeczywiście, tożsamość zbudowana na prawdziwej wierze to skarb, siła, to źródło wielkości, do jakiej wzywa nas sam Zbawiciel: Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski (Mt 5,48). Polska zawsze wierna! Weszliśmy w rok 2016, rok 1050-lecia Chrztu Polski. Jesteśmy w apogeum zmagań pomiędzy Kościołem i anty‑kościołem, pomiędzy szatańską Rewolucją zmierzająca do otwartego kultu szatana oraz Kontrrewolucją, która pod sztandarem Chrystusa i Maryi broni resztek Cywilizacji Chrześcijańskiej. Żyjemy w świecie, w którym neomarksiści budują utopię wielokulturowości, organizując gigantyczny napływ imigrantów kulturowo i tożsamościowo odmiennych od Europy i innych krajów cywilizacji zachodniej (USA, Australia, Brazylia etc.). Przeciw nam skierowane są gigantyczne i potężne struktury miażdżące tożsamość jak np. Unia Europejska, Rada Europy itd. Dzięki Bożej Opatrzności „Terra Polonorum” trwa, by z niej nieść innym światło Wiary prawdziwej, jak powiedział św. Wojciech w X wieku do pogańskich Prusów. Istnieje, by z niej wychodziła iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Pana Jezusa. Znamienne, jaką Polska jest przeszkodą dla wielkich antychrześcijańskich potęg, które mają swe wpływy nawet w niektórych kręgach kościelnych. Objawia się to również w tych dniach, kiedy to na ubiegłorocznym Synodzie biskupów to właśnie hierarchowie polscy wraz z garstką nielicznych biskupów, głównie z Afryki i Wschodu, bronili wielkiej prawdy Chrystusowej o małżeństwie, o rodzinie, o płciowości, o grzechu i sakramentach, czyli bronili Świętej Wiary w jej istotnych punktach, bronili człowieka w jego esencjonalnym, bytowym wymiarze bycia mężczyzną i kobietą. Na koniec warto przywołać słowa Prymasa Hlonda: Polska nie zwycięży bronią, ale modlitwą, pokutą i wielką miłością bliźniego, i Różańcem; Polska ma stanąć na czele Maryjnego zjednoczenia narodów; Zachód oczyszczając się ze zgnilizny, z podziwem na nas patrzeć będzie; Trzeba ufać i modlić się; Jedyna broń, której używając Polska odniesie zwycięstwo – to Różaniec. On tylko uratuje Polskę od tych strasznych chwil, jakimi może narody będą karane za swą niewierność względem Boga; Polska będzie pierwsza, która dozna opieki Matki Bożej; Maryja obroni świat od zagłady zupełnej; Polska nie opuści sztandaru Królowej Nieba; Całym sercem wszyscy niech się zwracają z prośbą do Matki Najświętszej o pomoc i opiekę pod Jej płaszczem; Nastąpi wielki triumf Serca Matki Bożej, po którym dopiero zakróluje Zbawiciel nad światem przez Polskę. My, Polacy, potrzebujemy Boga i Jego Kościoła katolickiego, ale historia, zarówno ta sprzed 1050 lat, jak i ta dziejąca się na naszych oczach pokazuje, że Kościół potrzebował, potrzebuje i będzie potrzebował Polski. Tej Polski, której tożsamość wyraża tytuł Polonia semper fidelis! Polska zawsze wierna! Jeśli uratujemy taką Polskę, to i ona, być może, będzie mieć ten przywilej i honor, by jako narzędzie w Bożym ręku obronić Kościół. Arkadiusz Stelmach Ten tekst pochodzi z najnowszego numeru "Przymierza z Maryją". Jeżeli chcesz otrzymywać pismo drogą pocztową przejdz na tę stronę.
 >
Sakrament - niezawodne lekarstwo dla naszych dusz
Niemalże przez całe nasze życie jesteśmy świadkami udzielania sakramentów świętych i pewnie nieraz z zaciekawieniem obserwowaliśmy liczne i piękne ceremonie im towarzyszące. Można powiedzieć więcej - całe życie katolika gromadzi się wokół siedmiu sakramentów, tych siedmiu widzialnych znaków niewidzialnej łaski Bożej. Czy rozumiem znaczenie tych obrzędów? Czy staram się wgłębić w urok tych modlitw, jakie Kościół wypowiada przy udzielaniu sakramentów? Jeśli nigdy nie postawiłem sobie tych pytań, to straciłem wiele okazji, aby uszlachetnić swoją duszę. Skoro sakramenty są tak ważne dla Kościoła, to należałoby przypomnieć podstawowe wiadomości na ich temat. Aby uzmysłowić sobie wagę i pochodzenie sakramentów, chciałbym przywieść na myśl wspaniały obraz pewnego artysty przedstawiający ukrzyżowanego Zbawiciela. Oto z przebitego boku wytryskuje siedem promieni – przeczystych strumieni, które wylewają się na niekończące się rzesze ludzi. Jakże zbawienne powodują skutki w owych duszach, które ożywają i nabierają nowych sił w drodze do Nieba. Patrząc na ten obraz, widzimy zarazem, jak wysoką cenę przyszło zapłacić Chrystusowi, aby te strumienie wytrysnęły z Jego otwartego boku i skutkowały uświęceniem dusz wiernych. Strumienie te symbolizują właśnie sakramenty, czyli uprzywilejowane przez samego Boga sposoby udzielania łaski. SAKRAMENT JEST ZAWSZE SKUTECZNY W istocie prawdziwym sakramentem dla nas jest osoba Pana naszego Jezusa Chrystusa. On jest dawcą łaski i On jest prawdziwym Sakramentem – jest mediatorem, tzn. pośrednikiem między człowiekiem a Bogiem. Przez Niego otrzymujemy wszelkie łaski i przez Niego mamy przystęp do Boga. Św. Leon Wielki powiedział, że po Zmartwychwstaniu Chrystusa wszystko co było w Nim widoczne, przeszło w misteria chrześcijańskie, czyli w sakramenty. Gdy celebrujemy sakramenty święte, to tak naprawdę mamy okazję doświadczyć działania Chrystusa w sposób bardzo realny, np. gdy kapłan chrzci, wówczas sam Chrystus chrzci, gdy kapłan bierzmuje, to bierzmuje sam Chrystus, a kapłan użycza Mu tylko swego ciała i swego głosu. Dlatego mówimy, że sakrament jest zawsze skuteczny. Jezus Chrystus ustanowił siedem sakramentów Nowego Testamentu. Wystarczająca to ilość, ażeby Kościół Święty osiągnął swój nadprzyrodzony cel. A są to: Chrzest, Bierzmowanie, Eucharystia, Pokuta, Namaszczenie chorych, Kapłaństwo i Małżeństwo. Różnią się one bardzo od misteriów i obrzędów Starego Testamentu, gdyż tamte nie dawały łaski, lecz tylko wskazywały na łaskę, którą dopiero Chrystus miał Swoją męką wysłużyć. Natomiast siedem sakramentów zawiera w sobie łaskę i zawsze udziela jej tym, którzy je godnie przyjmują. Chrystus wybrał pięć czynności i dwa stany życia i podniósł je do rangi sakramentu. I możemy się dziwić, że np. życie zakonne nie jest sakramentem, a małżeństwo jest, ale sama Mądrość Wcielona tak postanowiła. MATERIA, FORMA, OSOBA Najpopularniejszą definicją sakramentów jest ta, którą podał św. Augustyn: „Sakrament jest to znak widzialny łaski niewidzialnej, ustanowiony dla naszego uświęcenia”. Mówiąc ściśle, aby sakrament tzn. działanie Pana naszego Jezusa Chrystusa doszło do skutku, potrzeba trzech elementów: rzeczy, która stanowi materię sakramentu, słów, które są jego formą oraz osoby udzielającej sakramentu. Jeśli brakłoby któregoś z tych trzech albo osoba nie miałaby właściwej intencji, to sakrament jest nieważny i nie dochodzi do skutku. Ponadto Kościół ma prawo określić dodatkowe obok formy i materii warunki ad validitatem tzn. do ważności sakramentu w obliczu prawa, np. do ważności sakramentu małżeństwa konieczny jest kapłan mający tzw. jurysdykcję tzn. prawo do błogosławienia małżeństw. W sakramentach Chrztu, Bierzmowania, Eucharystii, Namaszczenia chorych i Kapłaństwa łatwo wskazać materię sakramentu; będzie nią woda, olej krzyżma, chleb i wino, olej chorych, oraz nałożenie rąk. Inaczej się ma z sakramentami Pokuty i Małżeństwa. Tutaj materią sakramentu będą czynności wiernych. W przypadku Pokuty materią są trzy razem wzięte akty penitenta, z których pierwszy jest najważniejszy: żal za grzechy, wyznanie grzechów i zadośćuczynienie, a formą – słowa rozgrzeszenia, które wymawia kapłan. W przypadku Małżeństwa materią będzie wzajemne oddanie sobie prawa do ciała dla osiągnięcia celu małżeństwa, a formą wzajemne przyjęcie tego prawa. Można powiedzieć, że forma i materia w tym sakramencie nawzajem się „krzyżują”, tak więc nie udzielamy sakramentu sobie samemu. Kapłan zaś, który musi być obecny, w tym przypadku nie udziela sakramentu, ale w imieniu Kościoła potwierdza, że został on ważnie zawarty i udziela specjalnego błogosławieństwa. MOC CHRYSTUSA Głównym celem sakramentów świętych jest udzielenie łaski uświęcającej, lub jej pomnożenie, oraz łaski sakramentalnej, która pomaga osiągnąć cel poszczególnych sakramentów. Gdy postawimy sobie pytanie: jakim sposobem sakramenty udzielają łaski?, to Kościół odpowiada, że mocą, którą w nie włożył sam Jezus Chrystus, czyli jak mówią uczeni doktorowie ex opere operato, tzn. jeśli wszystko odbyło się poprawnie i osoba przyjmująca nie stawia przeszkody, tzn. ma wolę przyjęcia sakramentu, wówczas zawsze udziela on łaski, którą oznacza. Moc Chrystusa jest zaś tak wielka, że nawet niegodność lub niegodziwość szafarza nie jest w stanie zniweczyć skutków ich działania. SAKRAMENTY ŻYWYCH I UMARŁYCH... Pięć z tych sakramentów (Chrzest, Bierzmowanie, Eucharystia, Pokuta i Namaszczenie chorych) jest przeznaczonych do osobistego duchowego udoskonalenia każdego człowieka. Przez Chrzest bowiem odradzamy się na duszy, a odrodzeni do nowego życia otrzymujemy Boski pokarm Eucharystii, dzięki któremu dokonuje się nasz wzrost duchowy. Przez Bierzmowanie doznajemy pomnożenia łaski, wzmocnienia w wierze i udoskonalamy cnotę męstwa. Jeśli wpadamy w grzech, który jest chorobą duszy, przez Pokutę odzyskujemy łaskę i zdrowie duchowe. Jeśli tego potrzeba otrzymujemy zdrowie na ciele przez Namaszczenie chorych. Dwa ostatnie sakramenty: Kapłaństwo i Małżeństwo służą do rządzenia Kościołem oraz jego duchowego i fizycznego wzrostu. Przez Kapłaństwo Kościół zyskuje kierowników i szafarzy świętych sakramentów, dzięki którym może się duchowo rozrastać, natomiast dzięki Małżeństwu, które jako podstawowy cel ma zrodzenie potomstwa, Kościół rozrasta się fizycznie. Pięć jest sakramentów żywych a dwa są umarłych. Sakrament Chrztu i Pokuty udziela się tym, którzy są umarli na duszy z powodu grzechu, natomiast pozostałe są udzielane tym, którzy żyją w łasce uświęcającej, tzn. mają życie nadprzyrodzone. Tutaj należy przypomnieć ostrzeżenie Kościoła Świętego, że ten, kto do sakramentów żywych przystępuje z sumieniem obciążonym grzechem śmiertelnym, nie tylko nie otrzymuje łaski, lecz nadto popełnia ciężki grzech świętokradztwa. Ponadto trzy z sakramentów świętych można przyjąć tylko raz: Chrzest, Bierzmowanie i Kapłaństwo. Wyciskają one na duszy wiernych niezatarte znamię, którego my zmysłami nie dostrzegamy, ale widzą go aniołowie i demony. W przyszłym życiu znamię to, które wyciska tzw. charakter sakramentalny, będzie przyczyną większej chwały zbawionych lub zwiększy hańbę potępionych. I tak Chrzest wyciska charakter, dzięki któremu człowiek staje się członkiem Mistycznego Ciała Chrystusowego, czyli Kościoła katolickiego, zdolnym do przyjmowania innych sakramentów. Przez charakter Bierzmowania, stajemy się żołnierzami Chrystusowymi dla publicznego wyznawania i obrony wiary katolickiej. Przez sakramentalny charakter Kapłaństwa mężczyzna zostaje sługą Chrystusowym i otrzymuje od Niego władzę sprawowania i udzielania sakramentów. NAJŚWIĘTSZA EUCHARYSTIA Wszystkie sakramenty są konieczne, aby Kościół żył, ale nie wszystkie są jednakowo każdemu potrzebne. Na przykład nie każdy musi wstępować w małżeństwo, a kapłaństwo powinni przyjmować tylko ci, którzy zostali uprzednio przez samego Chrystusa wybrani. Natomiast Chrzest wszyscy muszą przyjąć, aby stać się członkiem Kościoła, poza którym, jak głosi największy dogmat naszej wiary, nie ma zbawienia. Jeden jednak sakrament przewyższa wszystkie inne, mianowicie Najświętsza Eucharystia. Dlatego jest największym i uprzywilejowanym sakramentem, gdyż nie tyle udziela ona łaski, ale jest samym dawcą łaski – Jezusem Chrystusem Panem naszym, który pod postacią chleba i wina jest obecny prawdziwie, rzeczywiście i istotnie tzn. razem ze swoją naturą ludzką i duszą. WAŻNOŚĆ I GODZIWOŚĆ SAKRAMENTÓW Wszystkie sakramenty należą do Kościoła katolickiego, który założył Chrystus Pan i powierzył mu dla jego wzrostu i uświęcania. Co jednak z sakramentem Chrztu udzielanym przez protestantów, heretyków czy innymi sakramentami, które są udzielane przez schizmatyków? Czy są one ważne? Owszem, najczęściej są ważne, gdyż Chrystus działa przez te sakramenty pomimo tego, że są one udzielane poza Jego widzialnym Kościołem. Nie znaczy to jednak, że znika nieprawidłowość w ich udzielaniu. Nie chodzi bowiem tylko o ważność sakramentów, ale także o ich godziwość. Aby zilustrować tę zależność, można posłużyć się pewnego rodzaju porównaniem do koncesji na wytwarzanie jakiegoś produktu. Wyobraźmy sobie, że jakaś firma posiada koncesje na wyrób produktów określonej marki. I oto pewna grupa pracowników postanowiła w sposób nieuprawniony odejść z tej firmy, ale odchodząc, ukradła ze sobą plany produkcyjne i w innym miejscu poczęła wytwarzać identyczne produkty, głosząc, że te ich są właśnie prawdziwe. Nawet jeśli zaiste oferowane przez nią produkty są opatrzone takim samym logo i wydają się identyczne z oferowanymi przez oryginalnego producenta, to nie godzi się nam u takich wytwórców kupować. Choćby były nawet łatwiejsze do zdobycia, to kupowanie u nich jest niemoralne i bierzemy na siebie ciężką winę, kupując towar wytworzony niezgodnie z prawem. Bóg widzi wszystko i ukarze tak niegodziwych sprzedawców, jak i ich nabywców. Podobnie jest i z sakramentami. Wolno je przyjmować tylko w Kościele katolickim, który jest jedynym ich depozytariuszem i strażnikiem. Oczywiście, wolno żywić nadzieję, że Bóg okaże miłosierdzie tym, którzy przyjmują sakramenty poza Kościołem z niezawinionej niewiedzy, ale owa prosta analogia wydaje się uzasadniona przynajmniej co do zasady. OBRZĘDY, PRZED KTÓRYMI DRŻĄ DEMONY Sakramentom towarzyszą liczne i bogate ceremonie oraz obrzędy. Kościół ustanowił je, aby przybliżyć naszym zmysłom to, co w sposób niewidzialny dzieje się w chwili przyjmowania sakramentu w naszej duszy. Święty Sobór Trydencki naucza, że „Święta Matka Kościół ustanowił ceremonie, aby przez nie wyrazić majestat i przez znaki widzialne pobudzić umysły wiernych do kontemplacji rzeczy wznioślejszych”. Obecnie w Kościele katolickim obrządku łacińskiego obowiązują dwie formy udzielania sakramentów – zwyczajna i nadzwyczajna. Najogólniej rzecz biorąc, można powiedzieć, że forma nadzwyczajna to te dostojne i starożytne ryty udzielania sakramentów zazwyczaj w języku łacińskim, a forma zwyczajna to ta wprowadzona w latach siedemdziesiątych wskutek reformy po Soborze Watykańskim II. W roku 2007 Ojciec Święty Benedykt XVI w Motu proprio Summorum Pontificum rozporządził, że biskupi i kapłani mogą używać dawnych rytów siedmiu sakramentów świętych, a wszyscy wierni mają prawo prosić, aby były im one udzielone w tradycyjnej formie, tzn. według dawnych łacińskich obrzędów. Kościół bez Chrystusa i sakramentów istnieć nie może. Bł. Anna Katarzyna Emmerich w jednym z widzeń dostrzegła, jak demony boją się i nienawidzą udzielanych sakramentów, a zwłaszcza nienawidzą Świętej Eucharystii. Dlatego w sposób szczególny swoją wściekłość obracają przeciwko biskupom i kapłanom, którzy są jej szafarzami i strażnikami. Zabijając w ludziach katolicką wiarę o sakramentach, podważając zaufanie do szafarzy, demony niszczą owe siedem filarów, na których wznosi się mistyczny gmach Kościoła katolickiego. Pamiętajmy o tym i ze czcią przyjmujmy te Święte Tajemnice oraz módlmy się za tych, którzy ich nam udzielają. Ks. Grzegorz Śniadoch
 >
Krzyżu święty, nade wszystko!
Krzyżu święty, nade wszystko, drzewo przenajszlachetniejsze! W żadnym lesie takie nie jest, jedno, na którym sam Bóg jest. Słodkie drzewo, słodkie gwoździe rozkoszny owoc nosiło - to słowa jednej z najstarszych pieśni pasyjnych, powstałej w VI wieku dla uczczenia kawałka Krzyża Świętego sprowadzonego wówczas w atmosferze wielkiego święta do francuskiego Poitiers. Jaką drogę pokonał chrześcijański niegdyś świat, a wraz z nim katolicka Polska, aby od aktu tak wielkiego uwielbienia i najwyższej czci dla drzewa Krzyża, na którym zawisło zbawienie świata, przejść do otwartych zniewag, bluźnierstw i profanacji? Skąd furia i nienawiść do Ukrzyżowanego, której świadkami jesteśmy coraz częściej również w naszym kraju? Z pewnością niejednym z nas, Drodzy Czytelnicy, wstrząsnęły wydarzenia, jakich byliśmy świadkami pewnej sierpniowej nocy. Niezależnie bowiem od politycznych kontekstów i rozgrywek, na naszych oczach dokonały się rzeczy wstrząsające. Ktoś kto zachował odrobinę wrażliwości, nie mógł nie zauważyć prawdziwego sensu tych wydarzeń. Oto jednej tylko nocy w sercu naszego kraju – w samej stolicy, za zgodą władz miasta, na ulicę wyległ parotysięczny motłoch, którego celem było wyszydzanie Krzyża. Niektórzy próbowali tłumaczyć, że nie o Krzyż chodziło, tylko o jego wykorzystanie do niewłaściwych celów, że nie można stawać po stronie „pisowskiego krzyża” (jakby Krzyż przynależał do jakiejś partii). Pewnie ten i ów w tłumie przyszedł z takim naiwnym nastawieniem, jednak jeśli widział całą panoramę tych wydarzeń, nie mógł z czystym sumieniem przyłączyć się do owej pijanej zgrai. Po raz pierwszy bowiem w całej historii Polski zaatakowany został publicznie z taką furią Krzyż Zbawiciela i Kościół Święty. Dość wspomnieć, że uczestnicy tej manifestacji dopuścili się takich aktów bluźnierstw i profanacji, jak układanie krzyża z puszek po piwie, zatknięcie na krzyżu pluszowej zabawki, próba przyklejenia do krzyża pluszowej kaczki i otwarte szydzenie z papieża poprzez parodiowanie w papierowej mitrze papieskiej audiencji. Wszystko to pośród oklasków, śmiechu, drwin i wulgaryzmów rozbawionego i wściekłego zarazem motłochu. Poszczególnym wybrykom, które ktoś mógłby uznać za odosobnione, wtórował tłum skandujący w bluźnierczym amoku: Kto nie skacze, ten za krzyżem! oraz Precz z krzyżami! I jeszcze, jakby dla podkreślenia bachicznego ducha w jakim to wszystko się odbyło, śpiew: Niech żyje wolność, wolność i swoboda… Znamienne, że do tego publicznego aktu nienawiści do samego Krzyża Zbawiciela doszło właśnie nocą. Jakby dla podkreślenia znaczenia roli sił ciemności, które w tym czasie zdawały się obejmować swoją mocą tłum pijanych bluźnierców. Takiej wrogości do Krzyża Polska jeszcze nie widziała i nie mogą nas uspokajać żadne zapewnienia organizatorów. Nawet komuniści w czasach PRL-u, mimo programowej i doktrynalnej nienawiści do religii, nigdy nie odważyli się na publiczne znieważanie Krzyża. Z pewnością niejeden z nas owej nocy poczuł, że odbyło się na jego oczach wstrząsające widowisko urągające Panu Bogu. Jakbyśmy w twarzach tych upojonych nienawiścią ludzi wrzeszczących na ulicach Warszawy Precz z krzyżami! ujrzeli motłoch, który na słowa Piłata odnoszące się do ubiczowanego Zbawiciela – Oto człowiek!, zakrzyknął: Precz, precz! Ukrzyżuj! Ukrzyżuj! Kiedy więc w Niedzielę Palmową znów zastanawiać się będziemy, jak naród żydowski witający Zbawiciela wjeżdżającego do Jerozolimy słowami Hosanna Synowi Bożemu! mógł w Wielki Piątek krzyczeć: Precz, precz! Ukrzyżuj!, wspomnijmy na nasz naród. Przeszedł on bowiem niewyobrażalną przemianę: od chrztu i przyjęcia Krzyża, za który miliony naszych przodków oddało życie, broniąc się przed półksiężycem i pod Wiedniem ratując chrześcijańską Europę, przez czasy komunizmu, w których młodzież w wielu szkołach broniąc Krzyża śpiewała: Nie zdejmę Krzyża, choćby mi umrzeć trzeba, choćby mi groził kat morderca…, aż po ostatnie tygodnie z okrzykami: Precz z krzyżami! i serią profanacji krzyży w całej Polsce. Kiedy piszę te słowa, niedługo przed świętem Podwyższenia Krzyża Świętego, nie milkną bluźniercze okrzyki i fala nienawiści do Ukrzyżowanego zdaje się obejmować kraj. Jakby tym nocnym aktem profanacji otwarto wrota piekieł i demony ruszyły w Polskę. Po internecie krąży właśnie nowy „przebój” polskich dyskotek:w klubach i nocnych lokalach młodzi ludzie przy dźwiękach plemiennej muzyki w transie skandują: Gdzie jest krzyż?! Tymczasem wrogie Kościołowi lewicowe środowiska, feministki i aborcjoniści organizują w sejmie konferencje, na których domagają się prawnej możliwości zabijania dzieci na żądanie i zapowiadają wyjście do otwartej wojny z Kościołem, który krytykują za obronę życia i dogmatyzm. Liderzy największej obecnie partii lewicowej, jaką jest SLD, domagają się usunięcia krzyży z miejsc publicznych i zepchnięcia Kościoła na margines życia społecznego w imię tzw. laickości państwa i w myśl tej samej zasady rozpoczynają dyskusje na temat dalszej obecności religii w szkołach… Wszystko to, jak dotychczas, odbywa się przy niemal biernej postawie większości katolików oraz katolickich polityków, którzy biorą na siebie odpowiedzialność za przyzwalanie na zło. W ten sposób cały naród zaciąga na siebie straszną odpowiedzialność przed Bożą Sprawiedliwością. I tylko miłosierny Bóg wie, jaką cenę – prócz minionych klęsk żywiołowych i tragedii – przyjdzie nam jeszcze zapłacić… Czy się to komuś podoba czy nie, Jezus Chrystus jest Królem Wszechświata i Panem całego stworzenia. Jak uczy Kościół ustami papieży, ma On odbierać należną Mu cześć tak w sercach poszczególnych ludzi, jak i w całych społeczeństwach. Dlatego troską każdego katolika musi być nie tylko oddawanie czci Panu Jezusowi prywatnie i osobiście, ale również – co jest naszym obowiązkiem wynikającym z chrztu świętego – publicznie, poprzez stanowione prawa, oficjalne nabożeństwa, budowane kościoły, kaplice, kapliczki, fundowane krzyże w miejscach publicznych właśnie i noszone przez nas z odwagą symbole i sakramentalia Świętej Wiary Katolickiej. Żaden działacz SLD ani innej wrogiej Kościołowi organizacji nie może nam tego zabronić, ani żaden katolik nie może się zgodzić na zepchnięcie naszej religii do sfery prywatnej. Byłoby to bowiem zdradą powierzonej przez Zbawiciela misji i próbą podważenia władzy jaką nad każdym człowiekiem i całym stworzeniem dzierży nasz Pan i Król – Jezus Chrystus, przed którym musi się w końcu ugiąć każde kolano. Czy więc możemy biernie przyglądać się tej wrogiej Kościołowi inwazji ideologii laicyzmu i niczym nieskrępowanej chęci użycia? Czy też dokonując stale aktów wynagradzających za te wszystkie zniewagi i bluźnierstwa zwielokrotnimy nasz apostolat, aby w naszym otoczeniu i pośród naszych bliskich nikt nie ośmielił się szydzić z Chrystusa oraz Jego Krzyża? Czy odważymy się na takie świadectwo wierności Krzyżowi, aby żaden z naszych ochrzczonych bliskich i przyjaciół, pod groźbą grzechu, nie ośmielił się wspierać i korzystać z propagandy wrogich Kościołowi mediów takich jak „Nie”, „Fakty i mity” czy „Gazeta Wyborcza” lub oddawać głosu na partie i ludzi, sprzeciwiających się choćby w części Wierze Katolickiej i jej zasadom? Czy zdolni będziemy do takiego świadectwa naszej wiary, jakie w czasach PRL-u wyrażały słowa: Nie zdejmę Krzyża z mojej ściany za żadne skarby świata. Bo na nim Jezus ukochany grzeszników z niebem brata. Nie zdejmę Krzyża z mego serca, choćby mi umrzeć trzeba, choćby mi groził kat, morderca, bo Krzyż to klucz do Nieba. Nie zdejmę Krzyża z mojej duszy, nie wyrwę Go z sumienia, bo Krzyż szatana wniwecz kruszy, bo Krzyż to znak zbawienia. A gdy zobaczę w poniewierce Jezusa Krzyż i ranę, która otwiera Jego Serce, w obronie Krzyża stanę! Sławomir Skiba
 >
 >
 >
numer 86 styczeń/luty 2016r.
Chrzest Polski naszym zobowiązaniem
Przymierze z Maryja okladka numeru 1050. rocznica Chrztu Polski jest dobrą okazją, by zastanowić się chwilę nad własnym Chrztem. Czym on jest? Przede wszystkim pierwszym sakramentem, od którego – można rzec – wszystko się zaczyna. Chrzest gładzi grzech pierworodny i daje nam życie nadprzyrodzone. Ponadto włącza człowieka do Mistycznego Ciała Chrystusa, czyli do Kościoła. Byliśmy poganami, a stajemy się chrześcijanami. Oto cudowna moc Chrztu!

 >
 
Maryja listy od przyjaciol Witam Was serdecznie, jednocześnie dziękując za pouczający artykuł nt. świadków Jehowy. Do tej pory nigdy nie wiedziałam, jak się zachować przy spotkaniach z nimi. Ja, przy okazji jakiegokolwiek kontaktu z tymi osobami, wyraźnie mówię, że chętnie z nimi porozmawiam na tematy ogólne, jednak nie może rozmowa dotyczyć wiary i przekonań religijnych, bo tych ja nie zmienię. Dziękuję serdecznie redaktorowi naczelnemu i całej Redakcji „Przymierza z Maryją” za bardzo ciekawe artykuły, które pomagają i umacniają nas w wierze. Czytamy to pismo wszyscy w rodzinie, a potem jeszcze pożyczam sąsiadom i znajomym, z którymi dyskutujemy o treści pisma. Niech Was wszystkich ma w opiece Matka Boża. Teresa
 >
Ta piękna scena rzeźbiarska przedstawiająca 12-letniego Jezusa Chrystusa nauczającego w jerozolimskiej Świątyni jest otaczana szczególną czcią w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w São Paulo (Brazylia). Ogromne wrażenie robi wyraz twarzy przedstawionych postaci (naturalnej wielkości) oraz bogactwo ich strojów. W centrum widzimy młodego Jezusa, za Nim zaś stoją św. Józef i Najświętsza Maryja Panna. Ich oblicza wyrażają wielką troskę z powodu wcześniejszego zniknięcia Syna, ale również ulgę po Jego odnalezieniu. Patrząc na Jezusa odnosi się wrażenie, że On jednocześnie odpowiada na wiele pytań, którymi „bombardują” Go zgromadzeni w Świątyni mędrcy i nauczyciele. Niewątpliwie są zaskoczeni i zaintrygowani mądrością odpowiedzi Zbawiciela. Do tego dochodzi ich wzburzenie faktem, że oto prosty Młodzieniec wykazuje sprzeczności w ich toku rozumowania. A przecież to oni są nauczycielami, uczonymi w Piśmie, obdarzonymi – w ich mniemaniu – największym autorytetem! Szczególnie wymowny jest wyraz twarzy mędrca, podpierającego ręką podbródek, którego widzimy po lewej stronie. Jego wzrok zdradza zawiść, a nawet nienawiść. Bardzo uważnie słucha słów Jezusa i na wszelkie sposoby szuka argumentów, aby wytknąć Mu błędy. Widok tych nauczycieli przywodzi nam na myśl pytanie: Co przyczyniło się do odrzucenia przez nich nauki Mesjasza? Na pewno był to brak pokory – cnoty praktykowanej choćby przez prostego rybaka, św. Piotra, który zapytany przez Pana Jezusa, za kogo on Go uważa, odpowiedział: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga Żywego (Mt 16,16). Obca im była też postawa setnika, który dał piękne świadectwo swej wiary w Zbawiciela: Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. (Mt 8,8) Ale moglibyśmy również pytać, co by się wydarzyło, jeśliby mędrcy przyjęli naukę Chrystusa? Tylko Bóg to wie! Faktem jest, że próżność i pycha, wynikająca z ich świetnej znajomości Pisma, doprowadziły do tego, że odrzucili Zbawiciela. Owszem, posiadali wiedzę, ale nie mieli wiary. Byli zaślepieni! Oni, którzy niemal przez całe życie interpretowali Pisma, na pewno wysnuwali wiele hipotez na temat przyjścia Mesjasza. I nagle teraz przed oczami mieli Autora i Źródło Prawa. Mieli przed sobą Prawdę i nie uznali Jej. Tak, pycha i próżność są źródłami duchowej ­ślepoty. Według tradycji, jeden z tych mędrców już na łożu śmierci uznał boskość Jezusa Chrystusa. Niech w Niebie będzie naszym orędownikiem i przede wszystkim niech wyprosi nam wielką łaskę pokory. Leonard Przybysz
 

PISMO POŚWIĘCONE FATIMSKIEJ PANI

Przymierze z Maryja - pismo poświęcone Fatimskiej PaniZ każdym kolejnym numerem "Przymierza z Maryją" bogatsi jesteśmy w doświadczenia i wiemy, że nasze pismo służy pomocą tysiącom rodzin, dla których Maryja jest przewodniczką i opiekunką. Trud włożony w tworzenie dwumiesięcznika daje efekty w postaci poszerzenia świadomości moralnej i religijnej naszego narodu.


Najważniejsze tematy, które poruszamy na łamach "Przymierza z Maryją" to:

- kwestia godnego przyjmowania Komunii Świętej
- śmierć, czyściec i modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące, wieczne zbawienie i wieczne potępienie
- objawienia w Fatimie i w Lourdes, nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa
- objawienia Jezusa Miłosiernego i kult Bożego Miłosierdzia
- szkaplerz święty i związane z nim nabożeństwo
- żywoty i historie świętych
... i wiele innych, wśród których nie brakuje kwestii dotykających kryzysu naszej cywilizacji, takich jak kondycja współczesnych rodzin, czy też walka o życie nienarodzonych

MARYJA I "PRZYMIERZE"

Maryja i Przymierze, czyli od niewielkiego biuletynu do kolorowego, popularnego dwumiesięcznikaCZYLI OD NIEWIELKIEGO BIULETYNU DO KOLOROWE-
GO, POPULARNEGO DWU-
MIESIĘCZNIKA...


Kiedy w październiku 2001 roku wydrukowaliśmy pierwszy numer „Przymierza z Maryją”, niewiele osób dawało nam szanse na „sukces”. Sceptyków lub pesymistów co do naszej misji było więcej niż optymistów. Dziś jednak chyba nie ma wątpliwości – 280 000 rodzin, które otrzymują pismo, to najlepszy dowód na to jak ważny i potrzebny jest nasz dwumiesięcznik.

Nasze pismo przeszło długą drogę – od czarno-białego biuletynu do kolorowego pisma, z którego opinią liczą się katolicy – duchowni i świeccy. Wiele się zmieniło, z wyjątkiem jednego – od początku stronę tytułową „Przymierza z Maryją” zdobi wizerunek Matki Bożej Fatimskiej. Maryja daje nam pomoc, którą czujemy na każdym kroku. I Jej też zawierzamy nasze pismo, z wiarą oczekując triumfu Jej Niepokalanego Serca!

prezent
 
Copyright © by STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ IM. KS. PIOTRA SKARGI
 
...