...
 
 
 
 
 
Kochajmy naszą ziemską Ojczyznę
Jak naucza nas i wychowuje Święta Matka Kościół, każdy katolik winien być patriotą. Wynika to zarówno z czwartego Przykazania Bożego, jak i z porządku miłości. Ojczyzna bowiem jest matką daną nam od Boga. W jej łonie nabiera człowiek właściwych sobie kształtów i dojrzewa. To ona uczy nas w sposób właściwy swoim dzieciom postrzegać i poznawać świat, artykułować treści w jedynej własnej mowie i wyrażać siebie. Tak oto pozostaje na zawsze ta nasza wspólna Matka współtwórczynią osobistej tożsamości każdego z nas. Innymi słowy, nieodrodną część wspólną naszych odrębnych osobowości stanowi to, co niejako wyssaliśmy z mlekiem tejże Matki. A karmi nas ona, i to zarówno każdego z nas z osobna, jak i nas jako Naród, sztafetę pokoleń – ofiarną krwią bohaterów tudzież wybornym mlekiem rodzimej kultury. Toteż tę naszą ziemską Matkę, Ojczyznę, winniśmy z woli samego Boga kochać, czcić, pracować dla niej w pocie czoła, a także Jej bronić aż do utraty krwi. Patriotyzmu uczy nas Pan Jezus Powszechną i wiecznie trwałą Ojczyzną obdarzonego dziecięctwem Bożym rodzaju ludzkiego jest Niebo. Jest ono celem ostatecznym każdego z nas. W dążeniu do osiągnięcia tegoż celu winniśmy zawsze mieć na względzie, że droga do Nieba bynajmniej nie jest zawieszona w jakiejś wyidealizowanej czy wyabstrahowanej próżni. Przeciwnie – jest ona mocno i konkretnie osadzona tu, na ziemi. Nasza droga do Nieba wiedzie jedynym w swoim rodzaju, ojczystym szlakiem. Toteż nie powinien się spodziewać odziedziczyć ojczyzny w Niebie ktoś, kto w ciągu ziemskiej wędrówki nie troszczyłby się należycie o tę ziemską, kto nie nauczyłby się jej kochać, czcić, służyć i bronić. Warto zatem ze wszech miar sobie uświadamiać, iż droga do Nieba jest bardzo konkretna: ziemska i swojska. Patriotyzmu – jako cnoty miłości własnej ojczyzny – uczy nas sam nasz Boski Mistrz i Odkupiciel. Z tego, co utrwalono na kartach Ewangelii, Pan Jezus dwukrotnie zapłakał: po raz pierwszy – ujrzawszy zmarłego przyjaciela, Łazarza, i powtórnie – na widok Jerozolimy, którą czekał marny los. Zastanówmy się dlaczego Chrystus Pan, będąc nie tylko człowiekiem, lecz i zarazem wszechwiedzącym oraz nieskończenie miłosiernym Bogiem – nie płacze bezustannie. Przecież ciągle ktoś umiera i co rusz jakieś miasta czy państwa upadają… Otóż niewątpliwie jako Bóg-człowiek darzy Pan Jezus każdego człowieka i każdą ziemską ojczyznę miłością doskonałą. Jednakże, zachowując w tym uniwersalnym umiłowaniu Boży ład, daje nam nasz Boski Mistrz – jako człowiek doskonały, a co za tym idzie – absolutny wzór osobowy – przykład porządku miłości. Na pierwszym miejscu nade wszystko kochać winniśmy to, co jako własne dane nam zostało od Boga jako szczególne zadanie miłości. Dlatego Pan Jezus reaguje płaczem na śmierć szczególnie bliskiej osoby, swojego przyjaciela. Natomiast Jerozolima stanowiła dla Hebrajczyków czy Izraelitów, których żadną miarą nie należy utożsamiać ze współczesnymi Żydami – najświętszą i najistotniejszą cząstkę ojczystego kraju. Jako stolica i zarazem jedyne miasto, w którym znajdowała się świątynia, czyli narodowe sanktuarium – jawiła się oczom Pańskim w sposób wywołujący wzruszenie porównywalne do tego, które mogłoby się stać naszym udziałem, gdybyśmy zdolni byli ujrzeć w tej samej chwili Jasną Górę i Wawel. Toteż Chrystus jako Syn Człowieczy, ujrzawszy Jerozolimę – na myśl o klęskach, które dotkną Jego ziemską ukochaną Matkę, Ojczyznę – zapłakał… Porządek miłości Tego porządku miłości, który jest jednym z przejawów Bożego ładu w świecie, a którego przykład nam daje sam nasz Boski Mistrz – uczyć powinniśmy nasze dzieci od maleńkości, mówiąc im mniej więcej jak następuje: Wszystkie mamusie i wszyscy tatusiowie są dla swoich dzieci darem od samego Boga. Jednak ze wszystkich mam w świecie tę jedną jedyną dał Tobie Pan Bóg jako Twoją własną, abyś ją szczególnie ukochał. Toteż rzeczą oczywistą jest, że dla Ciebie Twoja mamusia jest najukochańszą, najpiękniejszą, najmądrzejszą i najlepszą spośród wszystkich kobiet świata. Nie dlatego, że wszystkie inne panie są mniej kochane, brzydsze, głupsze czy gorsze od Twojej mamy, lecz właśnie dlatego, że tę jedyną daje Tobie Pan Bóg jako Twoją własną, abyś ją kochał najmocniej i najbardziej. Podobnie rzecz się ma z Twoim tatusiem (i innymi tatusiami) – najukochańszym, najmocniejszym, najmądrzejszym i najlepszym, podobnie też z naszym ukochanym domem. I pamiętaj, że jesteś Polakiem! A dla nas, Polaków nad życie ukochaną matką i zarazem ukochanym domem jest Polska, którą spośród wszystkich ojczyzn na ziemi dał nam Pan Bóg. Bądź dumny, że jesteś Polakiem! Toteż kochaj i chętnie poznawaj nasze dzieje ojczyste, które pod wieloma względami nie mają sobie równych w świecie! Kochaj również, zgłębiaj i rozwijaj naszą wspaniałą, przebogatą szlachecką kulturę! Staraj się wzbudzać w sobie odwiecznego rycerskiego ducha wielu pokoleń Polaków, ducha Rycerstwa Przedmurza Chrześcijaństwa! Kochaj i pielęgnuj polszczyznę, Twoją piękną, ojczystą mowę! Kochaj najbardziej swoją własną ojczyznę i swój własny naród! A przede wszystkim kochaj Polskę i wszystko, co (w dobrym rozumieniu) polskie! Bądź dumny, że jesteś Polakiem! Tutaj należałoby się upewnić, że nasze dzieci i młodzież potrafią właściwie odróżniać patriotyzm – jako cnotę miłości własnej ojczyzny – oraz dobrze rozumiany nacjonalizm – jako cnotę miłości własnego narodu – od szowinizmu i nazizmu. Szowinizm – jako postawa nienawiści i pogardy wobec innych – jest z natury grzeszny, przy tym niemający nic wspólnego z naszą wielowiekową tradycją i kulturą. Zawierający zaś w sobie – jako cechę własną – pierwiastek szowinizmu nazizm, czyli narodowy socjalizm, jest wręcz zjawiskiem antypolskim, absolutnie nie do pogodzenia ze szczerze polskim nacjonalizmem. Kolektywistyczny, totalitarny socjalizm jest czymś tak obcym i obmierzłym sarmackiej duszy naszego Narodu, duszy miłującej wolność w duchu katolickiego personalizmu, jak tylko coś obcym, wstrętnym i obrzydliwym być może. Maryja–Kościół–Polska W testamencie z Krzyża – adresowanymi bezpośrednio do św. Jana Ewangelisty słowami: „Oto matka twoja” – Pan Jezus zawierzył nam i darował swoją świętą Rodzicielkę, aby nam ukochaną Matką była i abyśmy, ofiarowując jej nasze dziecięce serca – sami w miłości wzrastali. Wraz z Maryją daje nam Pan naszą świętą Matkę Kościół. Matka Boża się z Kościołem najwyraźniej utożsamia. To Ona była pierwszą świątynią, w której łonie, żywy Bóg-człowiek od chwili poczęcia z Ducha Świętego przebywał. Cokolwiek w Piśmie św. odnosi się do Maryi, możemy również odnieść do Kościoła. W głębszym rozumieniu, w jakimś mistycznym wymiarze – Maryja i Kościół to jedno. Dla nas zaś, katolików-Polaków, ta święta Matka, którą nam Pan Jezus darował i zawierzył w testamencie z Krzyża, jest też naszą Królową. Maryja będąca Matką Kościoła bierze w swą Macierzyńską opiekę również ukochane Polskie Królestwo. To Ona sama życzyła sobie najwyraźniej, aby Ją w świecie tytułować Królową Polski. Jest Maryja zarazem Matką Kościoła i Polski Królową. Kościół i Polska pozostają zaś na naszym rodzimym gruncie tak bliskimi sobie, iż się bezustannie wzajemnie przenikają. To w łonie Świętej Matki Kościoła zrodziła się Polska. Kościół i Naród mają wielu wspólnych świętych bohaterów. Nie ma mowy o polskości bez katolicyzmu, przynajmniej w przestrzeni kulturalno-obycza­jowej. Kościół jest odwiecznie patriotyczny, a Naród zawsze wierny. Polskość z katolicyzmem i Naród z Kościołem od zarania naszych dziejów po dziś dzień tak się zrosły, że niejednokrotnie nie sposób tego, co polskie od tego, co katolickie oddzielić. Stąd też prawdziwie polski patriotyzm czy nacjonalizm zawsze będzie miał katolicki wymiar i charakter, zaś nasz katolicyzm cechować będzie niezmiennie typowo polski, żarliwy patriotyzm. Jeśli zapomnę o tobie… Nie wstydźmy się więc i nie bójmy przyznać do patriotyzmu. Kochajmy naszą ziemską Ojczyznę, mając w pamięci słowa Psalmu 136: Jeruzalem, jeśli zapomnę o tobie, niech uschnie moja prawica! Niech język mi przyschnie do podniebienia, jeśli nie będę pamiętał o tobie, jeśli nie postawię Jeruzalem ponad największą moją radość. Ks. Roman Adam Kneblewski
 >
Zwyczaje postne i wielkanocne
Kościół katolicki wyznacza wiernym porządek przygotowań doskonale wprowadzających w czas przeżywania Męki i Zmartwychwstania Pańskiego. Jest on wpisany w rytm ludzkiego życia - pracy, nauki, odpoczynku, odżywiania się. Wszystkie obrzędy i rytuały mają głęboki sens i zbliżają nas do tajemnicy Zmartwychwstania. Niestety, stopniowo zapominamy o starych zwyczajach i obrzędach; jesteśmy dzisiaj coraz bardziej pobłażliwi wobec samych siebie zarówno w poście, jałmużnie, jak i modlitwie. Efekt? Nasz poziom duchowości spada, a przeżywanie najważniejszych dla chrześcijan Świąt Wielkiej Nocy powoli sprowadza się do zaledwie estetycznego i konsumpcyjnego aspektu. A jak to kiedyś na naszych ziemiach bywało? Przypomnijmy sobie ważniejsze zwyczaje i obrzędy związane z Wielkanocą. WSTĘPNA ŚRODA - NAWRACAJCIE SIĘ! Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię! albo Pamiętaj człowiecze, że prochem jesteś i w proch się obrócisz! ? takie wezwania słyszymy w środę popielcową, zwaną wstępną, gdy na znak pokuty, żalu, kruchości ludzkiego życia kapłan posypuje naszą głowę popiołem, uzyskanym z palm wielkanocnych, poświęconych w Niedzielę Palmową poprzedniego roku. Tym obrzędem, ustanowionym w 1091 r. przez papieża bł. Urbana II, w Kościele katolickim rozpoczynamy 40-dniowy okres Wielkiego Postu. Warto nadmienić, że ten czas oczyszczenia, pokuty, zadumy na początku chrześcijaństwa trwał zaledwie około tygodnia, ale był bardzo surowy. Potem go wydłużano, nawet do 70 dni, aż w VI wieku papież św. Grzegorz Wielki ustalił, że Wielki Post będzie liczył 40 dni, na wzór postu Pana Jezusa na pustyni. Kiedyś też chrześcijanie więcej od siebie wymagali: w czasie trwania postu nie spożywano mięsa, słoniny, alkoholu, mleka i masła, które zastępował kwaśny żur, pieczone ziemniaki w mundurkach, kiszona kapusta, śledzie, olej i sól; mniej pobożni pościli tylko w środy, piątki i soboty. Od śródpościa ponadto nie jadano gotowanych potraw, co symbolicznie podkreślano zwyczajem tłuczenia w tym dniu starych garnków. We wstępną środę popiołem sypano nie tylko w kościele: karczmarz montował garnek nad drzwiami i obsypywał głowy wszystkich wchodzących. Do dzisiaj zachował się również zwyczaj zabierania popiołu do domu dla posypania głów domowników, którzy nie mogli być w tym dniu w kościele. HOSANNA I PALMY NA WIERZBNĄ NIEDZIELĘ Niedziela Palmowa (zwana także Kwietną lub Wierzbną) rozpoczyna święte obrzędy wielkanocne. Od średniowiecza wystawia się tego dnia widowiska pasyjne, w czasie Mszy św. czytany jest opis Męki Pańskiej z podziałem na role. Święcenie palm symbolizujących drzewo życia oraz procesje z nimi i głośnym ?Hosanna Synowi Dawidowemu!? na pamiątkę uroczystego triumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy odbywały się już w IV stuleciu w Ziemi Świętej, a od VII wieku w Europie. W Polsce palmy wije się z gałązek wierzby okrytych puszystymi pączkami (zwanych baziami lub kotkami), bukszpanu, borówek, tui, cisu, tataraku, wstążek i papierowych kwiatów. Do dziś organizowane są konkursy na najpiękniejszą i najwyższą (upleciona w 2011 r. w Lipnicy Murowanej mierzyła aż 36 m). Palmy kiedyś były nawet lekarstwem dla ludzi i zwierząt (sproszkowane), ponadto odpędzały chmury gradowe, chroniły przed klęskami i przysparzały urodzaju? Przede wszystkim jednak zwyczaje związane z Niedzielą Palmową wprowadzały w święty czas Wielkiego Tygodnia: zakazywano wielu prac, np. przędzenia i szycia; na groby zanoszono resztki święconych potraw, a same groby dekorowano gałązkami wierzby ? symbolem życia i śmierci. OSTATNIE DNI POSTU Zwyczaje ludowe na Wielką Środę i Wielki Piątek były skoncentrowane na zbliżającym się końcu postu. Urządzano bowiem "grzebanie żuru", który się wszystkim uprzykrzył (wylewano go gdzie bądź), albo "palenie żuru" ? kończąc przedświąteczne porządki, palono stare miotły, szmaty, śmieci, by dom, ale domyślnie także dusze były na święta czyste. Innym obyczajem były kąpiele w stawie czy rzece, by zapewnić sobie zdrowie, urodę i ochronę przed złem. Gospodarze święcili swe pola, by zapewnić sobie urodzaj, palili siedem ognisk na krańcach wsi, aby ustrzec domy od pożaru. Nowy ogień zaś w piecach zapalano dopiero od paschału. Dzieci natomiast tego dnia (lub w Wielki Czwartek) ubierały kukłę Judasza ozdobioną 30 szkiełkami (domyślnie: srebrnikami), zrzucały ją z kościelnej wieży, ciągnęły przez wieś, krzycząc: "Zdrajca! Judasz!" i poniewierając, by wreszcie spalić lub utopić w rzece czy jeziorze. CORAZ BLIŻEJ TRIDUUM Wymowną liturgię miała "ciemna jutrznia" odprawiana w kościele przy 15 świecach w Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę przed świtem, a później przeniesiona na godzinę 21.00. Śpiewano psalmy i kolejno gaszono 14 świec symbolizujących 12 apostołów oraz dwóch nieznanych z imienia uczniów, którzy opuścili Pana Jezusa w czasie męki; ostatnia zaś - symbolizująca Zbawiciela - świeciła do końca albo gaszona była na pamiątkę Jego śmierci. Całość kończyło głośne zamknięcie brewiarzy, przypominające złorzeczenia ludzi pod krzyżem i trzęsienie ziemi. W Wielki Czwartek (zwany cierniowym) na pamiątkę Ostatniej Wieczerzy spożywano tajnię - postną, ale obfitą kolację. Dla wielu był to ostatni posiłek przed śniadaniem wielkanocnym. Kościół do dzisiaj pielęgnuje także zwyczaj obmywania stóp 12 mężczyznom (starcom lub ubogim) - wzorem uczynku miłosierdzia Zbawiciela. W Kościołach odprawiana jest wtedy Msza Wieczerzy Pańskiej, upamiętniająca Ostatnią Wieczerzę Jezusa Chrystusa z uczniami. Znamienna jest zapadająca po Gloria głucha cisza: milkną dzwony, dzwonki, używa się klekotów, kołatek, grzechotek czy trajkotek (inaczej: chrząszczy). Takimi instrumentami bawili się też chłopcy na ulicach. Konsekrowane Hostie oraz Najświętszy Sakrament są po komunii przenoszone do ciemnicy, co symbolizuje pojmanie i uwięzienie Zbawiciela. Po Eucharystii obnaża się ołtarz. Dawniej tego dnia pracowano tylko do południa, wykonywano wybrane czynności: mężczyźni sadzili drzewa owocowe, kobiety piekły chleby i ciasta, robiły masło "przeznaczone na lekarstwo na rany, chłopi wieszali śledzia na suchym drzewie nad drogą, urządzając mu pogrzeb, a panny malowały pisanki (kraszanki) - piękne, barwne, pisane woskiem, malowane, trawione, skrobane" W każdym regionie Polski inaczej zdobione. W Wielki Piątek - dzień zadumy nad Męką Zbawiciela, nie wykonywano hałaśliwych prac, a przed wschodem słońca chodziło się do rzeki obmyć twarz, ręce i nogi, gdyż woda tego dnia nabiera uzdrawiającej mocy. Szczególnie popularne było źródełko w Piekarach Śląskich na Górze Kalwaryjskiej. Ołtarz w kościele był ogołocony ze świec i kwiatów, a uwagę wiernych skupiał urządzany od X stulecia Grób Pański, w którym umieszczano krzyż i stawiano przy nim straż. Od XVI stulecia znajdował się w nim także Najświętszy Sakrament, a krzyż adorowano przed ołtarzem. Wielka Sobota to liturgia i zwyczaje sprawowane w przeddzień największej uroczystości. W kościele święci się wodę i ogień, zapalając paschał symbolizujący zmartwychwstałego Jezusa, który jest alfą i omegą - początkiem i końcem. Od VIII wieku (w Polsce - od XIV stulecia) święcone są pokarmy: chleb symbolizujący Ciało Chrystusa, jajka - nowe życie i zmartwychwstanie Pana Jezusa, wędliny - świadczące o dostatku oraz masło, ser, sól, chrzan, ciasto i baranek z triumfalną chorągiewką (agnusek - z łac. agnus - jagnię). PRAWDZIWIE ZMARTWYCHWSTAŁ! "Chrystus Zmartwychwstał!" - tak od rezurekcji (łac. resurrectio - powstanie z martwych) przez cały okres wielkanocny pozdrawiano się na powitanie, a w odpowiedzi słychać było: "Prawdziwie Zmartwychwstał!". Podczas Mszy rezurekcyjnej odgrywano scenę z niewiastami i Aniołem przy pustym grobie Jezusa oraz strzelano na wiwat. Charakterystyczne wezwanie Alleluja! (wychwalajcie Pana), obecne niemal we wszystkich pieśniach wielkanocnych, istnieje w liturgii od VI wieku. Po Mszy św. w domach zasiadano przy wystawnych śniadaniach wielkanocnych, które poprzedzało dzielenie się jajkiem i składanie życzeń. Wśród potraw królował piękny baranek z czerwoną chorągiewką, położony na łączce z rzeżuchy lub żytka - rzeźbiony w cukrze, marcepanie lub w maśle. Kto przespał poranną rezurekcję - nie jadł. Ale gdzieniegdzie spożywano tylko jedną potrawę przygotowywaną ze święconego, np. w Gorcach w Rabce jadano sodrę: pokrojone jajka, chleb, wędlinę i chrzan, wymieszane ze zsiadłym mlekiem. I ŚMIGUS, I DYNGUS Po tylu dniach postu trzeba się rozluźnić, dlatego od Niedzieli Wielkanocnej królowały zabawy: śmigus -polewanie panien wodą i uderzanie ich po nogach rózgami (na zdrowie) albo delikatne polewanie pachnącą wodą po ręce; dyngus - wykupywanie się dziewczyn od oblewania a także rozdawanie pisanek, słodyczy i pieniędzy przebierańcom, którzy chodzili po wsi z barankiem lub kogutkiem (nawiązując do Jezusa i zaparcia się św. Piotra) i płatali różne figle. W różnych regionach żarty przybierały różne formy: w okolicach Krakowa chodziły "siude baby" czy "siudy" - baby niosące koszyk z kukłą-dzieckiem i dziad z różańcem z kasztanów lub brukwi. Baby brudziły sadzą "na szczęście", jeśli nie otrzymały stosownych datków. W Poniedziałek Wielkanocny na krakowskim Zwierzyńcu organizowano festyn "Emaus", a we wtorek na Krzemionkach przy kopcu Krakusa -zabawę, tzw. rękawkę, w ramach której z kopca rzucano słodycze zebranym biedakom i młodzieży. Niedaleko Limanowej z kolei był zwyczaj przebierania się za "dziady śmigustne" czy "słomiaki" gwiżdżące i trąbiące głośno - uosabiały one tych, którzy stracili głos, bo nie uwierzyli w Zmartwychwstanie. Na Mazowszu natomiast chodzili "kurcarze"  - chłopcy z sikawkami, klekotkami i kurkiem dyngusowym. JAK JEST DZISIAJ? Tradycja swoje, a "nowoczesność" swoje - Co ostatecznie wygrywa? - zależy to tylko od nas! Jeśli chcemy, zachowamy to, co piękne i szlachetne, co świadczy o naszych korzeniach. Wszak i dziś zdarzają się tacy, którzy przez 40 dni z pomocą Kościoła toczą boje z własnymi ułomnościami, a od Wielkiego Czwartku czy Piątku żyją o chlebie i wodzie aż do rezurekcji? Michał Wikieł
 >
Wszystko dla Niepokalanej!
Za św. Maksymilianem Z bratem Maciejem Marią Sasko, członkiem zgromadzenia Franciszkanów Niepokalanej (FI), rozmawia Piotr Tadeusz Waszkiewicz. Czy mógłby Brat przedstawić pokrótce historię zgromadzenia Franciszkanów Niepokalanej? - Początki naszego zgromadzenia sięgają 2 sierpnia roku 1970, kiedy to dwaj ojcowie franciszkanie – Stefano Maria Manelli i Gabriel Maria Pellettieri, podjęli próbę odnowienia ducha św. Franciszka na sposób, jaki wskazał nam św. Maksymilian. Tak powstał klasztor Casa Mariana we Frigento. Z biegiem lat wspólnota rozwijała się – dzisiaj jest osobnym zgromadzeniem, zatwierdzonym przez bł. Jana Pawła II, i liczy sobie około 350 braci i 400 sióstr. Czym Franciszkanie Niepokalanej różnią się od innych duchowych synów św. Franciszka? - Cecha, która najbardziej odróżnia Franciszkanów Niepokalanej od innych gałęzi drzewa franciszkańskiego to Traccia Mariana di Vita Francescana, czyli „rys maryjny życia franciszkańskiego” – dokument zawierający idee i wskazówki o. Manellego, założyciela naszej wspólnoty. Traccia... prezentuje ducha św. Franciszka w świetle Niepokalanej – za przykładem św. Maksymiliana Marii Kolbego. Jest to w istocie odczytanie samej Reguły św. Franciszka; jej kontynuowanie z „maryjnego” punktu widzenia. Tak więc nasze zgromadzenie cechuje wspólnotowe życie modlitwy, ubóstwa, pokuty, w duchu całkowitego oddania się Niepokalanej, aby Ona przemieniła nas w Jezusa Ukrzyżowanego, na podobieństwo św. Franciszka, i uczyniła nas narzędziami w podboju wszystkich dusz dla Boga. Jest to zarazem pewna nowość i różnica – bowiem żadna odnowa zakonu św. Franciszka do tej pory nie zobowiązywała do tak radykalnego oddania się Matce Bożej, ale także kontynuacja, ponieważ Franciszkanie Niepokalanej rozwijają potencjał, którego przykład dał nam sam św. Franciszek i wszyscy jego duchowi synowie. Franciszkanie Niepokalanej w sposób szczególny odwołują się do osoby św. Maksymiliana. W jaki sposób polski franciszkanin zainspirował Wasze zgromadzenie? - Można powiedzieć, że św. Maksymilian, franciszkanin, rycerz Maryi, oddany Jej na własność i przemieniony przez Niepokalaną na wzór Chrystusa Ukrzyżowanego (wystarczy pomyśleć o jego śmierci, która uratowała życie drugiego człowieka) jest wcieleniem charyzmatu naszego zgromadzenia. Ojciec Kolbe słusznie widział w Niepokalanej „złotą nić”, która przebiegała przez całą historię zakonu św. Franciszka, co szczególnie widać w walce, jaką franciszkanie stoczyli o ogłoszenie dogmatu Niepokalanego Poczęcia. Założyciel Niepokalanowa podkreślał, że ogłoszenie tego dogmatu powinno stanowić dopiero początek prawdziwej walki o podbój całego świata dla Chrystusa przez Niepokalaną; on sam i jego współbracia podjęli się tej służby dla Maryi w XX wieku. Dzieło św. Maksymiliana, niespodziewanie zahamowane przez drugą wojnę światową, stanowiło inspirację dla o. Stefano M. Manellego, który, idąc za wezwaniem II Soboru Watykańskiego*, pragnął powrócić do źródeł życia franciszkańskiego – ubogiego, maryjnego i naśladującego Chrystusa. Do podjęcia tego dzieła pobudziło naszego założyciela także ogólne oddalenie się od autentycznego przykładu św. Franciszka, które nastąpiło po Soborze. Jakie elementy duchowości św. Maksymiliana obecne są u Franciszkanów Niepokalanej? - Aby móc odkryć elementy duchowości św. Maksymiliana Marii Kolbego w naszym zgromadzeniu, trzeba najpierw zobaczyć, czym charakteryzuje się duchowość tego Świętego. W jednym zdaniu można powiedzieć, że nie zmierzała ona do niczego innego, jak tylko do „zmarianizowania” całego świata – poczynając od własnej osoby – tak, żeby to Niepokalana pociągnęła świat i poprowadziła do Najświętszego Serca Jezusowego. Dlatego Franciszkanie Niepokalanej starają się, za przykładem św. Maksymiliana wieść życie franciszkańskie w świetle Niepokalanej i dla Niepokalanej. Wyrazem tego oddania się Najświętszej Maryi Pannie jest ślub maryjny, który czyni członków naszej wspólnoty „własnością Niepokalanej” – w ten sposób pragniemy przyspieszyć przyjście Królestwa Chrystusowego na świecie. Podobnie jak św. Maksymilian, dążymy do jak największej chwały Bożej, uświęcając najpierw siebie (przez modlitwę, pokutę, posłuszeństwo) – a następnie cały świat; wszystkie dusze, które istnieją i będą istnieć; wszystkimi godziwymi środkami. W sposób szczególny – tak jak to czynił św. Maksymilian – wykorzystujemy do tego celu środki masowego przekazu. A wszystko to dla Niepokalanej i przez Niepokalaną. * Dekret Perfectae Caritatis wzywał do odnowienia życia zakonnego przez powrót do pierwotnego ducha ożywiającego instytuty; wskazywał również, że nadzieję odnowy należy budować na gorliwszym zachowywaniu reguły i konstytucji – przyp. PTW.  
 >
 >
 >
numer 78 wrzesień/październik
Bóg i Ojczyzna
Przymierze z Maryja okladka numeru Cały czas znajdują się wśród naszych rodaków tacy, którzy chcieliby nas odciąć od chrześcijańskich korzeni. Święty Jan Paweł II nawoływał, byśmy się nie lękali i otworzyli na oścież drzwi Chrystusowi. Posłuchajmy papieża-Polaka, bo jeśli tego nie zrobimy, siłą rzeczy otworzymy szeroko drzwi antykulturze i barbarzyńcom, którzy nie będą mieć skrupułów i nie wiedzą co to litość...
 >
 
Maryja listy od przyjaciol Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! To dopiero pierwszy egzemplarz „Przymierza z Maryją”, który otrzymałem, ale zainspirował mnie do napisania tego listu. Boli mnie sytuacja w mojej rodzinie. Prócz mnie, tylko babcia deklaruje, że jest wierząca. I czuję, niestety, wśród bliskich brak Pana Boga – obojętność, kłótnie, zawiść, złośliwości. Jest też i coś, co najbardziej mnie boli, coraz częstsze picie alkoholu przez moich rodziców. Nie pomagają moje apele i łzy, oni ciągle powtarzają, że są dorośli i będą robić, co im się podoba, a ja mam się nie wtrącać. Przykre jest też to, że moja babcia (która, jak już wspomniałam, ma się za katoliczkę) podziela ich opinie, i mówi, że nawet ksiądz w kościele pije wino… Modlę się żarliwie o nawrócenia i uzdrowienie sytuacji w mojej rodzinę i proszę Was o to samo. Pozdrawiam. AD  
 >
Do jakże wspaniałych rozważań skłania nas ten piękny górski pejzaż! Zdjęcie obok przedstawia masyw Watzmann w Alpach Bawarskich. Jak uczy nas Kościół, Wszechmocny Bóg stworzył góry dla Swej chwały oraz po to, by ludzie mogli podziwiać w nich odbicie nieskończonej potęgi i majestatu Boga. Warto przez chwilę nad tym pomedytować. Z pewnością szczególnie po męczącym i pracowitym dniu takie rozważania byłyby dobrym ćwiczeniem duchowym – usiąść w ciszy, w spokoju odmówić Różaniec, po czym spróbować wyrazić to, co mówi naszej duszy ta majestatyczna panorama. Możemy np. zadać sobie pytanie: czy ktoś już kiedyś zdobył najwyższy szczyt tego masywu górskiego i czy radował się on pięknym widokiem po spełnieniu wieloletnich marzeń, aby zobaczyć okolicę rozciagającą się u jego stóp. Człowiek ten na pewno wykrzyknąłby: Wysiłek całkowice się opłacił! Cóż za radość napełnia moją duszę! Niech Bóg będzie pochwalony! Zostanę tu tak długo, jak tylko się da, by w mym duchu utrwalił się na zawsze ten cudowny widok! Możemy także widzieć w tej wspinaczce i w tym wielkim wysiłku zmierzającym do zdobycia szczytu symbol walki, którą my sami musimy stoczyć, aby wspiąć się – jeśli można się tak wyrazić – na górę najgorszych wad, które podkopują nasze życie duchowe. Jak alpinista – zaczynamy zmierzać w górę, po czym potykamy się, upadamy, wstajemy i ruszamy znów, bez zniechęcenia. Modlimy się, prosimy o pomoc Matkę Bożą i znów na nowo idziemy w górę, mając niezachwianą nadzieję na ostateczne powodzenie, kiedy w końcu zrzucimy kajdany naszych najgłębiej zakorzenionych wad napełniających naszą duszę smutkiem. Możemy jednak wprowadzić nasze rozważania na poziom jeszcze wyższy. Można by na przykład wyobrazić sobie górę jeszcze wyższą i piękniejszą od tej na ilustracji. Góra ta istniałaby tylko w sferze bytów potencjalnych, które Bóg mógłby stworzyć, gdyby tego zechciał. Jest to rozważanie również uprawnione, ponieważ zbliża nas ono do Boga, który jest nieskończonym Pięknem i Majestatem. Temu, kto ma zwyczaj prowadzić takie właśnie rozważania, tego typu medytacje mogą przynieść duchowe ukojenie. Dla takiej duszy zejście później z tych wyżyn i powrót do rzeczy konkretnych jest prawie jak wygnanie. Dlaczego? Ponieważ dla takiego człowieka sednem rzeczywistości nie są rzeczy konkretne, którymi musi codziennie się zajmować. Dla takiej osoby istota rzeczywistości polega na myśleniu, rozważaniu i wyobrażaniu sobie rzeczy możliwych, istniejących w nieskończonych Bożych planach. Są to rozważania uprawnione, a nawet konieczne dla człowieka, ponieważ mogą one nam przynieść pewne ukojenie w naszym codziennym trudzie na tym padole łez. Rozważania takie wymagają oczywiście pewnego wysiłku, ale mogą być bardzo pocieszające, a nawet możemy stwierdzić, że stanowią formę kontemplacji i modlitwy miłą Bogu. Leonard Przybysz 
 

PISMO POŚWIĘCONE FATIMSKIEJ PANI

Przymierze z Maryja - pismo poświęcone Fatimskiej PaniZ każdym kolejnym numerem "Przymierza z Maryją" bogatsi jesteśmy w doświadczenia i wiemy, że nasze pismo służy pomocą tysiącom rodzin, dla których Maryja jest przewodniczką i opiekunką. Trud włożony w tworzenie dwumiesięcznika daje efekty w postaci poszerzenia świadomości moralnej i religijnej naszego narodu.


Najważniejsze tematy, które poruszamy na łamach "Przymierza z Maryją" to:

- kwestia godnego przyjmowania Komunii Świętej
- śmierć, czyściec i modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące, wieczne zbawienie i wieczne potępienie
- objawienia w Fatimie i w Lourdes, nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa
- objawienia Jezusa Miłosiernego i kult Bożego Miłosierdzia
- szkaplerz święty i związane z nim nabożeństwo
- żywoty i historie świętych
... i wiele innych, wśród których nie brakuje kwestii dotykających kryzysu naszej cywilizacji, takich jak kondycja współczesnych rodzin, czy też walka o życie nienarodzonych

MARYJA I "PRZYMIERZE"

Maryja i Przymierze, czyli od niewielkiego biuletynu do kolorowego, popularnego dwumiesięcznikaCZYLI OD NIEWIELKIEGO BIULETYNU DO KOLOROWE-
GO, POPULARNEGO DWU-
MIESIĘCZNIKA...


Kiedy w październiku 2001 roku wydrukowaliśmy pierwszy numer „Przymierza z Maryją”, niewiele osób dawało nam szanse na „sukces”. Sceptyków lub pesymistów co do naszej misji było więcej niż optymistów. Dziś jednak chyba nie ma wątpliwości – 280 000 rodzin, które otrzymują pismo, to najlepszy dowód na to jak ważny i potrzebny jest nasz dwumiesięcznik.

Nasze pismo przeszło długą drogę – od czarno-białego biuletynu do kolorowego pisma, z którego opinią liczą się katolicy – duchowni i świeccy. Wiele się zmieniło, z wyjątkiem jednego – od początku stronę tytułową „Przymierza z Maryją” zdobi wizerunek Matki Bożej Fatimskiej. Maryja daje nam pomoc, którą czujemy na każdym kroku. I Jej też zawierzamy nasze pismo, z wiarą oczekując triumfu Jej Niepokalanego Serca!

 
Copyright © by STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ IM. KS. PIOTRA SKARGI