...
 
 
 
 
 
Wychowanie młodzieży to powołanie
Wielokrotnie słyszymy takie stwierdzenie: Młodzież jest przyszłością narodu. Myślę, że w tych słowach znajdziemy bardzo dużo prawdy, bo przecież jako istoty ludzkie przemijamy. Przychodzi pokolenie po pokoleniu, człowiek po człowieku. Przyszłość świata leży więc w rękach naszych i przyszłych pokoleń. Ja chciałbym pójść jeszcze dalej i powiedzieć, że młodzież jest przyszłością Kościoła. Kanclerz Jan Zamoyski, fundując Akademię Zamojską, wypowiedział znamienite słowa, które uzupełniają moją pierwszą myśl, stwierdził mianowicie: Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Nie można się nie zgodzić z tymi przemyśleniami, ponieważ taki będzie świat w przyszłości, jakie będzie wychowanie i formacja młodzieży. Jako ksiądz pracuję wśród młodzieży już jedenaście lat. Jako duszpasterz, katecheta, spowiednik i kierownik duchowy, a także jako instruktor harcerski od dawna prowadzę formację młodych ludzi w Harcerstwie Rzeczypospolitej Polskiej. Wielokrotnie dane mi było słyszeć stwierdzenie czy też utyskiwanie różnych osób w poważnym wieku jak zła jest współczesna młodzież. Muszę jednak stwierdzić kategorycznie, że przez wszystkie te lata mojej służby młodemu człowiekowi nie spotkałem złej młodzieży. Za to spotkałem młodych ludzi zepsutych przez swoje rodziny, zdeprawowanych przez najbliższych, którzy dali im zły przykład i tak naprawdę zniszczyli im życie. Przecież każdy człowiek stworzony przez Boga na Jego obraz i podobieństwo jest stworzeniem dobrym, choć skażonym grzechem pierworodnym. To zło pochodzące od przodków może zatruć jego serce jadem zła. Słowa uczą, przykłady pociągają Przykład zawsze idzie z góry – od rodziców, dziadków czy też innych ludzi, którzy za wychowanie młodego człowiek odpowiadają. Mamy w naszej polskiej historii wiele przykładów rodziców, nauczycieli, wychowawców i księży, którzy poświęcili swoje życie wychowaniu młodzieży. Nasza przyszłość będzie taka, jakich młodych wychowamy, a nade wszystko – jak ich wychowamy. Osobiście pracując z młodzieżą, bardzo sobie ten rodzaj służby cenię. Młodzi są zawsze autentyczni i tego samego oczekują od swoich wychowawców i nauczycieli, a nade wszystko od rodziców. Nie da się młodego człowieka wyprowadzić w pole. Młodzi ludzie od razu potrafią wyczuć fałsz. Zauważą, czy ktoś gra, czy też jest szczery i autentyczny. Potrzebują wzorców w osobie swoich rodziców, nauczycieli, wychowawców, księży i katechetów. Nie trzeba moralizatorstwa i tanich chwytów, by pozyskać ich zaufanie. Młodzi potrzebują, aby ktoś ich pociągnął za sobą, aby powiedział im, jak pokierować swoim życiem, żeby nie pobłądzić, ale iść prostą drogą. Dziś wielu rodziców, nauczycieli i wychowawców przestało traktować swoje zadania wychowawcze jako powołanie. Obecnie stają się tylko w dużej mierze wyrobnikami, jakimiś „zawodowcami” w przekazywaniu wiedzy, ale nie w wychowaniu. Bo iluż z nich ze względu na własne pokręcone życie nie ma jak dać dobrego przykładu. Verba docent, exempla trahuntSłowa uczą, ale przykłady pociągają. I tak naprawdę wychowanie młodego człowieka polega na prowadzeniu go własnym przykładem. Trzeba budować zaufanie młodych przez szczerość i otwartość na nich, ich sprawy oraz ich problemy. Przez uważne słuchanie, bo wielu z nich nikt tak naprawdę nie słucha – wszyscy im mówią, że mają się słuchać dorosłych, ale o ich problemach mało kto chce słyszeć, a co dopiero mówić o pomocy. Tu przykładem dla mnie jest sam nasz Zbawiciel Jezus Chrystus, który miał serce otwarte i kochające dla każdego człowieka. Młodzieńca, który do niego przyszedł, wysłuchał i dobrze mu poradził. Kochał całym sercem. Myślę, że tak samo i dziś, służąc ludziom młodym, trzeba tego kochającego serca i tej samej otwartości. Trzeba cierpliwości i wytrwałości a także męstwa. Nie wolno pozwolić sobie na tandetne aktorstwo, bo to nic nie daje. Trzeba autentyczności i własnego przykładu. Choćby i przy wychowaniu młodych do uczestnictwa w niedzielnej Mszy Świętej. Nie można im nakazać iść na Mszę Świętą, a samemu w niej nie uczestniczyć. Nie można im nakazać modlić się, a samemu tego nie robić. Młodzi muszą widzieć, że rodzice chodzą do kościoła na Mszę Świętą, co więcej – muszą widzieć, jak rodzice się modlą i przystępują do Komunii Świętej. To samo w odniesieniu do wychowawców – tu potrzeba dobrego przykładu. Potrzeba dobrego świadectwa własnego życia. Miłość do Boga i Ojczyzny Przed laty w Liceum Ogólnokształcącym w Wieliczce, prowadzonym przez Ojców Franciszkanów Reformatów, którego uczniem miałem zaszczyt być, mieliśmy wspaniałego nauczyciela historii, Pana Profesora Stanisława Szuro. Był dla nas wspaniałym nauczycielem, ale nade wszystko żywą historią. Lekcje prowadził właściwie z pamięci. Opowiadał z pasją i przejęciem. Potrafił zainteresować przedmiotem, wplatając przeróżne opowiadania czy anegdoty. Pamiętam, jak wzruszał się, opowiadając o bohaterskich czynach Polaków na różnych etapach dziejów naszej Ojczyzny. To nas, młodych, bardzo budowało. Przy tym, jako człowiek pobożny, każdą lekcję rozpoczynał modlitwami po łacinie. Kształotowało to nasz rozwój. Z rozrzewnieniem wspominam także mojego świętej pamięci Księdza Proboszcza Władysława Czarnego, kapłana bardzo oddanego swoim parafianom, bardzo życzliwego, ubogiego i kochającego każdego człowieka. Budował nas swoim przykładem. Uczył modlitwy i pobożnego uczestniczenia we Mszy Świętej. Na lekcjach religii prowadzonych jeszcze wtedy w kościele albo w salkach udostępnianych przez dobrych ludzi, uczył miłości do Boga i Ojczyzny, szacunku do każdego człowieka, cierpliwości i wytrwałości. Ciągle mam przed oczyma jego połataną i wytartą sutannę. Był dla mnie przykładem kapłana oddanego Chrystusowi bez reszty. Był tym, dzięki któremu zrodziło się i we mnie powołanie do kapłaństwa. Dlatego też każdego dnia próbuję służyć młodemu człowiekowi i realizować to, do czego powołał mnie Chrystus. A opierając się na przykładach i wzorcach moich przodków, a także moich nauczycieli, wychowawców, księży i katechetów, czerpię to wszystko, co potrzebne, aby wychowywać i prowadzić młodego człowieka we właściwym kierunku. Trudne to zadanie, ale możliwe do wykonania. Potrzeba chęci, a nade wszystko wiary i pomocy z Nieba. Bóg jako kochający Ojciec nie odmawia nigdy pomocy. Mając takie wsparcie, samemu trzeba dawać autentyczne świadectwo i pociągać młodzież za sobą. A współcześnie tylu młodych jest zagubionych. Tak jak mówił Pan Jezus – są jak owce bez Pasterza. Siejmy w sercach i duszach to, co dobre! Pragnę serdecznie zachęcić wszystkich, którzy podejmują się trudu służby młodym ludziom, aby nie tracili ducha, aby swoje działania oparli na Bogu jako solidnym fundamencie. Aby nie zważali na problemy i trudności, lecz mężnie wypełniali swoje zadania. Zachęcam, by nie traktowali swojej służby jako ponurej pańszczyzny, ale jako najprawdziwsze powołanie dane z Nieba. Bądźcie autentyczni, a porwiecie za sobą młodzież. Piszę te słowa z obozu harcerskiego, którego jestem komendantem i każdego dnia obejmuję służbę dla ludzi młodych – w tym przypadku harcerzy. Ile w tym piękna; może owoców nie widać od razu, ale po jakimś czasie wszystko się ujawnia. To tak jak z ziarnem wrzuconym w ziemię. Owocu od razu nie widać. Trzeba zaczekać do żniwa. Dlatego siejmy w sercach i duszach ludzi młodych to, co dobre, uczmy ich i pociągajmy dobrym przykładem. Z harcerskim „Czuwaj!”. Ks. hm. Marcin Kostka FSSP, Naczelnik Harcerstwa Rzeczypospolitej Polskiej  
 >
Nie zabijaj – wybierz życie!
Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię. Nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię (Jr 1,5). To są słowa Pana Boga skierowane przez proroka Jeremiasza do każdego z nas… Nikt z nas na tym świecie nie pojawia się przypadkowo. Każdy człowiek ma do wykonania zadanie w dziele Bożego zbawienia. Zabicie dziecka to wielka ingerencja człowieka w ten Boży plan. Tymczasem na całym świecie w ciągu ostatniego półwiecza dokonano od 1,5 mld do 2 mld zabiegów przerwania ciąży. W naszym kraju w 2007 roku próbowano zapisać w Konstytucji prawną ochronę życia ludzkiego od poczęcia, ale projekt ten nie został zaaprobowany przez Sejm. Prawodawcy dopuszczają więc aborcję, a w innych krajach także eutanazję. Zatem gdy prawo jest niegodziwe, nie ma mowy o porządku moralnym i rozwoju społeczeństwa. W naszej Ojczyźnie nadal więc można legalnie niszczyć życie nienarodzonych, bezbronnych istot. Dlaczego? Bo być może ta bezbronna istota urodzi się chora? Bo być może zagrozi ona życiu matki? A tak naprawdę największe spustoszenie w życiu przyszłej matki czyni właśnie okrutne i niegodziwe pozbycie się rozwijającego się w niej nowego życia. Aborcja jest bowiem brutalną ingerencją w naturalne funkcjonowanie kobiecego organizmu. Jest głębokim, niezmiernie poważnym okaleczeniem kobiety – fizycznym, psychicznym i duchowym. Dlaczego kobiety decydują się na aborcję? Nie zawsze kobieta, zgłaszając się do lekarza, jest przygotowana na informację, że została matką, że pod jej sercem rozwija się człowiek. Wiadomość ta dla jednych jest wielką radością, dla innych zaś – informacją wręcz przerażającą, gdyż z różnych względów potencjalna matka nie jest przygotowana na przyjęcie dziecka. Informację o poczętym życiu nierzadko kobiety przyjmują jako dramat – przeżywają rozdarcie. Nagle pojawiają się wątpliwości, strach przed odrzuceniem, utratą partnera, „swobodnego”, „beztroskiego” życia (nawet w małżeństwach). Czasem wiąże się to z ogromnym lękiem przed trudami samotnego wychowywania dziecka lub skomplikowaną sytuacją życiową. Brakuje też duchowego i moralnego wsparcia oraz odpowiedzialności za prokreację. Ta odpowiedzialność istnieje wśród małżonków prawidłowo uformowanych moralnie i duchowo. Jeśli jednak małżonkowie stosują antykoncepcję, wówczas zwiększony jest lęk związany z poczęciem i, niestety, często bywa podejmowana decyzja o pozbyciu się niechcianej ciąży. W rodzinach prawidłowo ukształtowanych, które biorą moralną i duchową odpowiedzialność za swoje zachowanie, w których panuje rozwój duchowy i miłość, nie ma takich dylematów. Poraniona młodzież Z wielkim przerażeniem patrzę na małoletnią młodzież, która w bardzo młodym wieku rozpoczyna kontakty seksualne. Kiedy w latach 80. spotykałam się z młodzieżą, sytuacja była znacznie lepsza, a dziś jestem wstrząśnięta, gdy podczas spotkań z młodymi ludźmi okazuje się, że inicjacja seksualna rozpoczyna się w coraz młodszych klasach. Zdaniem chłopców, którzy rozpoczęli współżycie, duży wpływ odgrywają tu wyzywające stroje dziewcząt. Dziewczyna w wieku 16 lat opowiada, że jest po wielu aborcjach. Matka zawsze zawoziła ją do ginekologa prywatnie, by pozbyć się „problemu”, jakim było poczęte dziecko. Jakiż mocny jest u niej później syndrom poaborcyjny. Bywa, że przez całe życie będzie doświadczała ciągłego poczucia żalu i winy, stanów lękowych lub ciężkich depresji. Na długie lata zostaje pozbawiona wewnętrznego spokoju i harmonii. Ale nie tylko ona cierpi. Cierpi także młody ojciec poczętego, a potem zabitego dziecka. Przeraża też fakt, że mimo oficjalnego zakazu aborcji, nie ma problemu z zabiciem dziecka na każdym etapie rozwoju. Czasem bywają utrudnienia związane z brakiem pieniędzy, ponieważ jeśli dziecko jest duże, to jego zabicie więcej kosztuje. Ogromny wpływ na taką sytuację ma współczesna laicka kultura, wczesne wychowanie seksualne, pornografia, telewizja, zła lektura i wiele innych czynników. Podejmowanie właściwej decyzji uzależnione jest od sfery moralnej i duchowej. A ta najczęściej jest zniszczona przez laickie lub antyreligijne wychowanie. W życiu tych młodych ludzi, którzy decydują się na aborcję, panuje chaos – przede wszystkim w życiu duchowym. W rodzinach tych młodych osób nie ma czasu na rozmowy, na wspólne rozwiązywanie problemów, nie ma prawdziwej miłości zdolnej do ofiary, a w życiu duchowym jest pustka. Są kłótnie, agresja i przemoc. Dzieci z takich rodzin przeważnie decydują się na aborcję, gdyż same nie znają prawdziwej Bożej Miłości. Ci młodzi ludzie, tak jak każdy człowiek, poszukują miłości i szczęścia. Nie znajdują ich w domu, poszukują gdzie indziej – niestety często także w jej namiastce – rozbudzonej erotyce. Krew niewinnie przelana głośno woła do Boga Tę prawdę przypomina Jan Paweł II w encyklice „Evangelium Vitae”. Nie zapominajmy, że gdy ginie dziecko, to tylko pozornie cierpi jedna osoba. Profesor Bernard Nathanson w filmie „Niemy krzyk” pokazał, że torturowane i zabijane dziecko cierpi jak dorosły. Gdyby matki miały świadomość, jak brutalnie i okrutnie rozrywane są ciała ich dzieci, z jakim przerażeniem te bezbronne istoty płaczą i krzyczą, choć ich krzyk jest niemy i bezgłośny, być może nie dałyby zgody na taką zbrodnię. To malutkie, bezbronne dziecko staje się męczennikiem idącym do Ojca w Niebie. Każda aborcja to wielkie żniwo dla szatana, bo pozostają splamione niewinną krwią sumienia: decydentów, czyli polityków wydających ustawy,  rodziców, lekarzy, całego personelu medycznego, wszystkich osób, które przyczyniły się do zabicia. Ci wszyscy ludzie objęci są ekskomuniką. Sumienia tych wszystkich osób są zranione. Rany te może uleczyć tylko Bóg – często podczas dobrej spowiedzi, ale w wielu sytuacjach – u egzorcysty. Bóg przebaczy zawsze, gdy człowiek wyraża prawdziwą skruchę i żal. Żaden psycholog nie jest w stanie skutecznie pomóc tym osobom, jeśli one nie zwrócą się z ufnością do Boga. My także poprzez ofiarę, post, modlitwę, adorację Najświętszego Sakramentu możemy wyprosić nawrócenie tych, którzy umarli duchowo przez dokonaną aborcję. By sytuacja ulegała poprawie, potrzeba przebaczenia, duchowego odrodzenia w rodzinach i wielkiej modlitwy, która wzniesie się do Nieba. Syndrom dziecka ocalonego Niepokojące są zachowania w rodzinach, w których są już dzieci, a matka zabija kolejne – żyjące dzieci zaczynają odczuwać lęk, zagrożenie swego życia, brak ufności, rozpoczynają się kłótnie, często agresywne zachowania. Bywa też, że matka miała zamiar zabić dziecko i pod wpływem czegoś zmieniła decyzję. Wtedy u narodzonego dziecka (czasem długo) pojawia się tzw. syndrom dziecka ocalonego. Zdumiewa fakt, że kiedy matka postanawia zabić poczęte, maleńkie, np. zaledwie pięciotygodniowe dziecko, ono w jakiś przedziwny sposób to odczuwa. Mimo że matka odstępuje od powziętej wcześniej decyzji, mimo że zaakceptuje rozwijające się w niej życie, nawet pokocha swoje maleństwo, łatwo później rozpoznać u takiego dziecka syndrom dziecka ocalonego. Cierpienia takiego dziecka są tak duże, że niekiedy leczenie odbywa się w oddziale psychiatrycznym, w którym mimo wszystko nie odzyskuje ono równowagi psychicznej. Może je uleczyć jedynie prawda. Odnajdzie równowagę psychiczną, jeśli dowie się prawdy od swej matki i jej przebaczy. Podobnie bywa w sytuacji syndromu poaborcyjnego, w którym równowaga duchowa powraca, gdy matka przebacza wszystkim, którzy przyczynili się do zabicia jej dziecka. Przebaczenie jest jednak trudne, a najtrudniej jest przebaczyć sobie i zaufać Bożemu Miłosierdziu. Czasem wystarczy bardzo dobry rachunek sumienia, dobra spowiedź, a czasem nie obejdzie się bez egzorcysty. Pamiętajmy, że każda osoba, nawet najbardziej obciążona grzechem, jeśli zaufa Jezusowi, otrzyma łaskę nawrócenia, doświadczy, że Jego Miłosierdzie jest tak wielkie, iż największy grzesznik może stać się największym świętym. W każdej rodzinie prawidłowo ukształtowanej, gdzie wartości duchowe są rozwijane, przestrzegane i pielęgnowane, furtka dla Złego jest zamknięta. To w tych rodzinach panuje Miłość zdolna do ofiary. Pojawiające się cierpienie staje się wtedy ofiarą zanoszoną w duchu Miłości do Boga. Połączone z wielką modlitwą, postem, adoracją Najświętszego Sakramentu – ma wielką moc na niezliczone Boże łaski, które zdolne są przemieniać nawet najbardziej zatwardziałe ludzkie serca. Wielcy świadkowie naszych czasów Znani publicznie aborterzy, jak wspomniany już prof. Nathanson, uznający siebie za ateistę, (sam zabił ok. 5 tys. dzieci, a odpowiedzialny był za 75 tysięcy w prowadzonej przez siebie klinice) stwierdził, że często zmuszony był zmieniać kadrę lekarską, gdyż w ich praktyce na samym początku pojawiał się alkohol, środki uspokajające, a w małżeństwach – kłótnie kończące się często rozwodami. Nie mogli pracować dłużej niż trzy miesiące. Prof. Nathanson nie mógł znieść psychicznie grupy ludzi modlących się pod jego kliniką, to go dręczyło, aż ostatecznie zamknął się w swym domu i chciał popełnić samobójstwo. Wtedy ktoś zapukał do drzwi jego mieszkania… Okazało się, że to ksiądz katolicki. Był płacz, długa spowiedź, nawrócenie zakończone przyjęciem chrztu i pełnym radosnym powrotem do Boga. Pamiętam wielki ból na jego twarzy, a po chrzcie dziecięcą radość. Niedługo potem zmarł. Nieco inaczej przebiegała droga nawrócenia dr. Stojana Adasevica, serbskiego abortera, który jako lekarz w dawnej komunistycznej Jugosławii zmuszany był do wykonywania aborcji. W ciągu 26 lat zabił około 48 tysięcy dzieci. Przez pewien czas każdego dnia śniły mu się dzieci i pilnująca ich osoba, którą okazał się św. Tomasz z Akwinu. Jako wyznawca prawosławia, nie wiedział, kim jest ów człowiek. Niebawem jednak go poznał, a święty, niczym Boży wysłannik, pomógł mu wrócić do Boga. Nie zabijajmy własnych dzieci Pamiętajmy, że niezależnie od tego, czy człowiek jest wierzący, czy nie – otrzymuje wielki dar od Pana Boga, jakim jest sumienie. Jest to Dekalog wpisany  w nasze serca niczym „kamienne tablice”. Bóg dał nam wolną wolę. To my decydujemy o wyborach. By nasze sumienia znarkotyzować, aborterzy używają zastępczych słów, np. aborcja, eutanazja, przerwanie lub zakończenie ciąży, terminacja ciąży. Kobiety często pod wpływem tych określeń, zupełnie nieświadome tego, co to naprawdę znaczy, podejmują decyzję o zabiciu bezbronnego człowieka, która pozostawia w nich ogromną ranę duchową. Ma ona potem odzwierciedlenie w całym życiu rodzinnym, społecznym i narodowym. Powiem więcej – ma wpływ na losy całego świata. Jakże znamienne, trafne i prawdziwe są słowa bł. Matki Teresy z Kalkuty, laureatki Pokojowej Nagrody Nobla, wypowiedziane w 1994 roku podczas międzynarodowej konferencji ONZ w Kairze. Matka Teresa tak przedstawiła konsekwencje legalizacji zbrodni aborcji: Wiele razy powtarzałam – i jestem tego pewna – że największym niebezpieczeństwem zagrażającym pokojowi jest dzisiaj aborcja. Jeżeli matce wolno zabić własne dziecko, cóż może powstrzymać ciebie i mnie, byśmy się nawzajem nie pozabijali? Mając w pamięci te słowa – nie zabijajmy! Wybierzmy życie! Maria Bienkiewicz   Maria Bienkiewicz jest założycielką Fundacji Nazaret, której celem jest ratowanie zagrożonego życia nienarodzonych oraz udzielanie wsparcia kobietom spodziewającym się dziecka. Od ponad 33 lat, walcząc o życie nienarodzonych dzieci, pozostaje do dyspozycji matek, które wahają się czy urodzić. Spotyka się, rozmawia, a przede wszystkim przekonuje, że „życie to dar z tysiącem drzwi”, które ma mnóstwo rozwiązań wszelakich problemów.  
 >
O tradycjach adwentowo-świątecznych Rorate caeli desuper
Szczególny czas Adwentu i świąt Bożego Narodzenia obfitował w wiele zwyczajów. Dawniej nie było wprawdzie rubasznych krasnali, zwanych „Santa Clausami”, obowiązywały znacznie skromniejsze „standardy konsumpcyjne”, ale okres ten przeżywany był godnie i głęboko. Przypomnijmy sobie te, które były praktykowane niemal powszechnie. Wiele z nich przetrwało do dziś, a inne – być może – zostaną wskrzeszone… Adwent to czas przygotowania do świąt Bożego Narodzenia, podczas których wspominamy przyjście na świat Mesjasza. Niegdyś w tym okresie, podobnie jak w Wielkim Poście, ustawały nie tylko zabawy, ale także wszelkie muzykowanie. Był to czas postu i umartwień. Przez kolejne 4 tygodnie życie towarzyskie na wsiach toczyło się głównie przy okazji wspólnej pracy (darcia pierza, przędzenia itp.). Śpiewano wtedy pieśni adwentowe, rozmawiano, snuto opowieści… Niosący się po łąkach, lasach i mokradłach Podlasia przeciągły głos pasterskich trąb – ligawek oznajmiał ludziom początek Adwentu. Ich gra przypominała także o potrzebie pozostawania w stałej gotowości na nadejście końca świata, gdy głos trąb anielskich wezwie wszystkich na Sąd Pański. RORATY, SCHODY, WIENIEC Do dziś w Polsce żywa jest adwentowa tradycja odprawiania codziennie przed świtem Mszy św. ku czci Najświętszej Maryi Panny, czyli rorat. Nazwa ta pochodzi od pierwszego słowa pieśni adwentowej Rorate caeli desuper (Niebiosa rosę spuśćcie z góry) opartej na słowach proroka Izajasza, wyrażających tęsknotę za obiecanym Mesjaszem. Podczas Mszy zapala się dużą, udekorowaną żywą zielenią świecę, symbolizującą Bogarodzicielkę, która w swym łonie niesie Światłość Świata pogrążonej w mroku grzechu Adama ludzkości. Do odgrywającej dużą rolę w adwentowej liturgii symboliki światła nawiązują także noszone przez dzieci lampiony. Tu z kolei nasuwa się skojarzenie z ewangelicznymi lampami oliwnymi, przygotowanymi przez wyczekujące na przyjście oblubieńca Panny Mądre. Do dzisiaj w niektórych kościołach kultywowany jest stary zwyczaj ustawiania schodów, po których „schodzi” figurka małego Jezusa. Każdy stopień oznacza jeden dzień adwentu. Ostatnimi laty przyjęła się w Polsce pochodząca z Niemiec praktyka wieszania w świątyniach (i nie tylko) wykonanego z gałęzi drzew iglastych wieńca. Na początku każdego tygodnia Adwentu zapala się jedną z czterech umieszczonych w nim świec. W okresie Adwentu Kościół obchodził kilka popularnych świąt. Do najbardziej znanych należą: wspomnienie św. Barbary (4 grudnia), św. Mikołaja (6 grudnia) i Uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP (8 grudnia). Jako że św. Barbara jest patronką górników, poświęcony jej dzień był szczególnie uroczyście obchodzony w kopalniach. Wigilia imienin św. Mikołaja to z kolei wieczór z utęsknieniem wyczekiwany przez dzieci. WIGILIA, PASTERKA Adwent zamyka wieczór poprzedzający Boże Narodzenie, czyli Wigilia. Do niedawna 24 grudnia był dniem postnym i w wielu rodzinach takim pozostał. Wierni ograniczali się do spożycia tylko jednego posiłku – wieczerzy. Wszelkie prace w gospodarstwie czy też przy przygotowaniu uroczystej kolacji należało wykonywać chętnie, nie wolno było przeklinać czy kłócić się, gdyż stara mądrość ludowa ostrzegała: jaka Wigilia, taki cały rok. Na ten wyjątkowy wieczór w sposób szczególny przystrajano domy. W staropolskich czasach zarówno izby w chatach, jak i pokoje w pałacach dekorowano snopami zboża, które wraz z sianem umieszczonym na stole wigilijnym miały przypominać, że Pan Jezus przyszedł na świat w stajence. Choć to może komuś wydawać się niewiarygodne, jednak popularna dziś choinka na dobre zawitała do polskich domów dopiero w pierwszej połowie XX wieku! Wcześniej wnętrza izb zdobiono w rozmaity sposób. Na południu Polski do powały przywiązywano podłaźniki, czyli przybrane jabłkami, orzechami i ozdobami z papieru gałęzie drzew iglastych. Obok wieszano także sklejone z różnokolorowych opłatków kule, tzw. światy. Gdy na nieboskłonie zabłysła pierwsza gwiazdka, wszyscy domownicy zasiadali do uroczystej kolacji. Tak jak dziś, rozpoczynała ją ceremonia składania sobie życzeń oraz łamania opłatkiem. Tradycja nakazywała, by do stołu zasiadła parzysta liczba osób. Zwyczaj ten sprzyjał podtrzymywaniu kontaktów z samotnymi krewnymi czy sąsiadami. Składający się z 12 dań posiłek był charakterystyczny dla bogatszych domów. W biedniejszych jadano skromniej. Po kolacji barwione opłatki zanoszono także do stajni, by nakarmić nimi zwierzęta. Po wieczerzy wigilijnej czas do wyjścia na pasterkę, czyli Mszę św. odprawianą o północy, wypełniano śpiewaniem kolęd i pastorałek. RODZINNE ŚWIĘTA Z KOLĘDĄ W TLE Dzień Bożego Narodzenia nasi przodkowie spędzali w gronie najbliższej rodziny w atmosferze powagi i skupienia. Wstrzymywali się od wszelkich prac, z wyjątkiem karmienia zwierząt. Po powrocie z uroczystej Mszy św. posilano się przygotowanym dzień wcześniej jedzeniem, modlono i śpiewano kolędy. Od pójścia na Mszę św. zaczynano także drugi dzień świąt. W wiejskich kościołach podczas liturgii księża święcili przyniesione przez gospodarzy ziarno do zasiewu. Na pamiątkę męczeńskiej śmierci patrona dnia, św. Szczepana, wierni podczas Mszy Świętej rzucali w kapłana przyniesionymi specjalnie w tym celu ziarnami zbóż. 26 grudnia rozpoczynał się także sezon kolędowy. Grupy młodych ludzi z gwiazdami, szopkami czy też w tradycyjnych kolędniczych strojach ruszały w obchód po domach z życzeniami, śpiewem i krótkimi inscenizacjami. Adam Kowalik
 >
 >
 >
numer 89 lipiec/sierpień
Takie będą Rzeczypospolite
Przymierze z Maryja okladka numeru To wydanie „Przymierza z Maryją” jest poświęcone w głównej mierze katolickiemu wychowaniu młodego człowieka. W związku z tym dobrze byłoby zastanowić się nad kilkoma kwestiami, wspomnianymi w powyższym cytacie… Czy naprawdę w Polsce wszczepiany jest w serca i umysły naszych dzieci duch Ewangelii? Czy strzeżemy Prawa Bożego oraz obyczajów chrześcijańskich? Jeśli tak, to skąd zatem w naszym kraju tylu uzależnionych od używek nastolatków? Skąd taka ilość młodych, którzy odrzucają Kościół i wiarę w Boga? Skąd bluźniercze napisy na ścianach naszych świątyń i klasztorów, jak choćby te, które ostatnio pojawiły na budynku należącym do sióstr felicjanek w Krakowie? Skąd tyle dramatów wśród młodzieży? Młodzi patrzą na swoich rodziców i często powielają domowe wzorce…
 >
 
Maryja listy od przyjaciol  Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Szanowna Redakcjo Z całego serca dziękuję za przesyłki od Was. Szczególną radość sprawiła mi ta ostatnia, bo dała nadzieję i wiarę w to, że jednak czuwa nade mną Maryja. Obecnie jestem w trudnym momencie życia. Od wielu lat choruję na niewydolność nerek, ale do niedawna wyniki nie były takie złe. Od 3 lat z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej. W tej chwili jestem w piątym stadium choroby i jestem przygotowywana do dializ. Życie na dializach to zupełnie inny etap, którego bardzo się obawiam. Jest mi niezmiernie ciężko się z tym pogodzić, że życie nie będzie już normalne. To fatalna wiadomość zarówno dla mnie, jak i dla mojej 84-letniej mamy, którą się opiekuję. Ostatnia przesyłka o Matce Bożej Uzdrowienie Chorych rozpaliła we mnie iskierkę nadziei, że Maryja wstawi sią za mną u Swojego Syna, aby moja choroba się zatrzymała, abym mogła żyć tak jak dotychczas. Mam ogromną nadzieję, że Msza Święta w Rzymie w naszych intencjach w tym pomoże. Wierzę, że Matka Boża Uzdrowienie Chorych wejrzy na mnie Swoim łaskawym spojrzeniem. Jeszcze raz serdeczne „Bóg zapłać” za tę akcję. Helena  
 >
 Ostatnimi czasy coraz większą popularnością w Polsce cieszy się święty Charbel Makhlouf – libański mnich, pustelnik i cudotwórca, któremu poświęcimy niniejszy artykuł. Prezentowany tutaj wizerunek przedstawia świętego Libańczyka z przymkniętymi oczami. Możemy się skoncentrować więc na jego twarzy, która robi ogromne wrażenie. Co z niej możemy „wyczytać”? Otóż, wbrew pozorom nie jest to twarz osoby zamkniętej w sobie. Na obliczu libańskiego mnicha odbija się jego dusza – całkowicie zwrócona w stronę wartości wyższych, wiecznych… Na twarzy tej maluje się wielka powaga, spokój i kontemplacja rzeczywistości pozaziemskiej, nadprzyrodzonej. Św. Charbel jakby chciał powiedzieć: Conversatio mea in coelis est – Moje rozważania są zwrócone wyłącznie ku Niebu, bo tam jest moja Ojczyzna. Z miłości do Boga oddaliłem się od tego świata, od którego już niczego nie oczekuję. Zamknąłem swoje oczy na to, co ziemskie, a otworzyłem je szeroko na to wszystko, co jest związane z nadprzyrodzonością i wiecznością. Zapewne, Drogi Czytelniku, zdajesz sobie dobrze sprawę z tego, jak wielkim wyrzeczeniem jest oddalenie się od tego świata, biorąc pod uwagę fakt, że człowiek jest istotą społeczną. Żeby normalnie funkcjonować, potrzebujemy przecież kontaktu z ludźmi… I dlatego wyrzeczenie się współżycia społecznego, aby prowadzić życie kontemplacyjne, żyć „sam na sam z Bogiem i dla Boga samego” (formuła bł. Pawła Justinianiego, kameduły), stanowi heroiczny akt cnoty. Na tym wizerunku święty Charbel ma przymknięte oczy… A jeśli nagle by je otworzył i spojrzał na nas, co by nam powiedział? I jaka byłaby nasza reakcja? Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy. W jego przypadku – pięknej duszy! Czy mielibyśmy odwagę spojrzeć prosto w jego oczy i wytrzymać ten przenikliwy wzrok? Pewne jest, że już w pierwszym momencie św. Charbel dojrzałby najgłębsze zakamarki naszych dusz, ze wszystkimi naszymi wadami. Te niebiańskie oczy prześwietliłyby nas jak promienie rentgena. W jednej chwili dowiedzielibyśmy się, co w nas jest chwalebnego, ale także co w nas jest w najwyższym stopniu naganne i całkowicie godne odrzucenia. W tej sytuacji powstaje szereg pytań: czy bylibyśmy gotowi na przyjęcie bolesnej prawdy o nas samych i czy bylibyśmy w stanie przyjąć pokornie mocną naganę ze strony świętego mnicha z Libanu? Czy znaleźlibyśmy w sobie siłę i odwagę, aby natychmiast zmienić swoje życie? Święty Charbelu Makhlouf, módl się za nami, biednymi grzesznikami! Leonard Przybysz   Św. Charbel Makhlouf (1828–1898) – urodził się w ubogiej rodzinie chrześcijańskiej w Bika Kafra w północnym Libanie. Na chrzcie otrzymał imię Józef. Już jako dziecko odznaczał się wielką pobożnością, zamiłowaniem do modlitwy, kontemplacji i samotności. W wieku 23 lat wstąpił do klasztoru św. Marona w Annaya, gdzie otrzymał zakonne imię Charbel. Po odbyciu studiów teologicznych w klasztorze w Kfifan i otrzymaniu święceń kapłańskich wrócił do klasztoru św. Marona, gdzie przebywał do 1875 roku. Wtedy przeniósł się do znajdującej się w pobliżu klasztoru pustelni pod wezwaniem świętych Piotra i Pawła. Żyjąc w odosobnieniu, prowadził niezwykle ascetyczny tryb życia, poszcząc i umartwiając się. Większość czasu spędzał na modlitwie i praktykach religijnych. W pustelni spędził ostatnie 23 lata swego życia. 16 grudnia 1898 roku podczas odprawiania Mszy Świętej dostał udaru mózgu. Zmarł osiem dni później – w Wigilię Bożego Narodzenia. Został pochowany na klasztornym cmentarzu. Ciało Charbela zachowało się w doskonałym stanie, a jego wstawiennictwu przypisywanych jest wiele cudów. Został beatyfikowany (1965) i kanonizowany (1977) przez papieża Pawła VI. Grób świętego w Annaya jest celem licznych pielgrzymek z całego świata.  
 

PISMO POŚWIĘCONE FATIMSKIEJ PANI

Przymierze z Maryja - pismo poświęcone Fatimskiej PaniZ każdym kolejnym numerem "Przymierza z Maryją" bogatsi jesteśmy w doświadczenia i wiemy, że nasze pismo służy pomocą tysiącom rodzin, dla których Maryja jest przewodniczką i opiekunką. Trud włożony w tworzenie dwumiesięcznika daje efekty w postaci poszerzenia świadomości moralnej i religijnej naszego narodu.


Najważniejsze tematy, które poruszamy na łamach "Przymierza z Maryją" to:

- kwestia godnego przyjmowania Komunii Świętej
- śmierć, czyściec i modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące, wieczne zbawienie i wieczne potępienie
- objawienia w Fatimie i w Lourdes, nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa
- objawienia Jezusa Miłosiernego i kult Bożego Miłosierdzia
- szkaplerz święty i związane z nim nabożeństwo
- żywoty i historie świętych
... i wiele innych, wśród których nie brakuje kwestii dotykających kryzysu naszej cywilizacji, takich jak kondycja współczesnych rodzin, czy też walka o życie nienarodzonych

MARYJA I "PRZYMIERZE"

Maryja i Przymierze, czyli od niewielkiego biuletynu do kolorowego, popularnego dwumiesięcznikaCZYLI OD NIEWIELKIEGO BIULETYNU DO KOLOROWE-
GO, POPULARNEGO DWU-
MIESIĘCZNIKA...


Kiedy w październiku 2001 roku wydrukowaliśmy pierwszy numer „Przymierza z Maryją”, niewiele osób dawało nam szanse na „sukces”. Sceptyków lub pesymistów co do naszej misji było więcej niż optymistów. Dziś jednak chyba nie ma wątpliwości – 280 000 rodzin, które otrzymują pismo, to najlepszy dowód na to jak ważny i potrzebny jest nasz dwumiesięcznik.

Nasze pismo przeszło długą drogę – od czarno-białego biuletynu do kolorowego pisma, z którego opinią liczą się katolicy – duchowni i świeccy. Wiele się zmieniło, z wyjątkiem jednego – od początku stronę tytułową „Przymierza z Maryją” zdobi wizerunek Matki Bożej Fatimskiej. Maryja daje nam pomoc, którą czujemy na każdym kroku. I Jej też zawierzamy nasze pismo, z wiarą oczekując triumfu Jej Niepokalanego Serca!

prezent
 
Copyright © by STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ IM. KS. PIOTRA SKARGI
 
...