Świętujmy po katolicku!
O rodzinnym przeżywaniu Bożego Narodzenia, zagrożeniach płynących z komercjalizacji tych Świąt i konieczności podtrzymywania świątecznych tradycji z prezesem Instytutu Ks. Piotra Skargi Sławomirem Olejniczakiem oraz wiceprezesem Sławomirem Skibą rozmawiają Bogusław Bajor i Adam Kowalik.



Bogusław Bajor: Panowie, zgodzimy się, że Święta Bożego Narodzenia (nazywane dawniej Godnymi Świętami) ze swoją wspaniałą atmosferą to czas szczególny. Na czym powinien się w tym okresie skupić katolik?


Sławomir Olejniczak: Święta Bożego Narodzenia to przede wszystkim fundamentalna i radosna tajemnica wcielenia Słowa Bożego – Pana Jezusa Zbawiciela. Bez wcielenia nie byłoby zbawienia i odkupienia naszych grzechów. Dziś, niestety, coraz więcej osób – także katolików – żyje tak, jakby Pana Boga nie było, a Jego przykazania nie obowiązywały. Do wielu nie trafia ta Prawda, że Zbawiciel się narodził, by nas wybawić z grzechów, lecz jak ma ona trafiać, jeśli wielu ludzi nie ma świadomości swych grzechów. Czym się zatem mają radować?

Człowiek mając świadomość swej grzeszności, wie, że grozi ona wiecznym potępieniem. Więc przyjście na świat Zbawiciela, który pragnie mnie ocalić i wyzwolić z niewoli grzechu i potępienia, jest naprawdę radosnym wydarzeniem. To jest podstawa świętowania!

Bardzo ważny jest też element „rodzinności” Bożego Narodzenia. Jest on związany z tym, że świętujemy nie tylko narodzenie Chrystusa, ale świętujemy to wydarzenie w kontekście całej Świętej Rodziny – Jezusa, Maryi i Józefa. Ta łaska, która ożywiała atmosferę stajni betlejemskiej, w jakiś sposób udziela się też podczas świąt rodzinom katolickim. Ale do tego trzeba być odpowiednio przygotowanym. Przystąpić do sakramentu spowiedzi, pojednać się z bliźnimi, umieć zasiąść do stołu wigilijnego z czystym sercem w atmosferze miłości i przebaczenia. Z łaską trzeba współpracować.

Sławomir Skiba: Przytoczę tutaj cytat z Mickiewicza: Wierzysz, że się Bóg narodził w betlejemskim żłobie, lecz biada ci, jeżeli nie zrodził się w tobie. Radosne świętowanie musi mieć wyraz w wewnętrznej przemianie, a ta jest niemożliwa bez spowiedzi i Komunii Świętej. Do tej przemiany mają nas przygotować wyrzeczenia adwentowe, które dawniej były podobne do tych czynionych w Wielkim Poście. Jeśli otworzymy się na działanie łaski, to Narodzenie Pana nastąpi także w naszym życiu.

SO: Tu zarysowuje się istotna różnica między świętowaniem katolickim a – nazwijmy to – komercyjno‑protestanckim, które wkrada się do naszego kraju. Adwent powinien być okresem wyciszenia, odsunięcia się od bodźców tego świata i pokus ciała po to, żeby się przygotować do Przyjścia Pana przede wszystkim duchowo. Radość Świąt Bożego Narodzenia jest owocem łaski, która spływa na dusze praktykujących katolików i ta radość później się uzewnętrznia. Natomiast w wersji komercyjno‑protestanckiej jest odwrotnie: to jest element zagłuszania, huku centrów handlowych, mnóstwa gadżetów, błyskotek, coraz większej ilości prezentów, a w duszy panuje pustka, a nawet zgryzota. Prawdziwa radość się nie pojawia, bo ten komercyjny zgiełk nie jest dziełem łaski.
 

 

BB: Komercjalizacja świąt niesie oczywiste zagrożenia, ale czy nie jest tak, że może też stać się w pewnych przypadkach szansą, by zainteresować Bożym Narodzeniem ludzi obojętnych religijnie?

SS: Z jednej strony sprowadzenie Bożego Narodzenia do wymiaru czysto handlowego jest ogromnym ­spłyceniem tych pięknych świąt i jako takie jest zjawiskiem negatywnym. Z drugiej jednak strony – we współczesnym świecie, który tak szybko się laicyzuje, nawet ta komercyjna otoczka przedświąteczna może być okazją – przynajmniej w Polsce – do tego, by ludzie w jakiś sposób odczuli czas zbliżających się świąt.

 
 
 
BB: Dlaczego?

SS: Dlatego, że wielu osobom ta otoczka o czymś przypomina. Nawet jeżeli ta atmosfera pozbawiona jest odniesień stricte religijnych, chcąc nie chcąc nasiąka się niezwykłą atmosferą, słuchając choćby piosenek, w których słyszymy nazwę „Boże Narodzenie”. Uważam, że jest to jakiś wstęp, jakiś przyczynek do refleksji nad tymi świętami.
 

 

Adam Kowalik: Biorąc pod uwagę fakt, że te piosenki puszczane są w różnych centrach handlowych na długo przed Bożym Narodzeniem, można powiedzieć trochę ironicznie, że jest to sklepowy adwent…

SS: Trochę tak. Komercyjna otoczka przypomina o zbliżających się świętach. I dla wielu ludzi jest dyskomfortem, że muszą znosić tę przedświąteczną atmosferę. Przy tak nieczystych często sumieniach, przy utraconej niewinności – której symbolem są święta – wielu ludzi to drażni.

 

 

BB: Niemniej mamy świadomość, że komercjalizacja Bożego Narodzenia może doprowadzić do wypaczenia idei świąt…

SO: Tak. Tym bardziej, że jest połączona z desakralizacją i protestantyzacją na modłę amerykańską. Jest to, niestety, coraz powszechniejsze w Polsce. Udający św. Mikołaja krasnal Santa Claus, tudzież piosenki w stylu Jingle Bells skutecznie pomagają zapomnieć o Adwencie. To zawsze był błogosławiony czas oczyszczenia czy nawet postu przed oczekiwanym narodzeniem Zbawiciela, które dopiero zaczynało okres bożonarodzeniowy. A teraz coraz bardziej czeka się na Boże Narodzenia jak na finał jakiejś wielkiej imprezy. Zauważyłem to, będąc kiedyś w Anglii. Mianowicie Anglicy w grudniu organizowali tzw. Christmas Parties – czyli imprezy bożonarodzeniowe – chodzili po pubach, imprezowali. Niestety, to też coraz bardziej zauważalne jest wśród młodych ludzi w Polsce.

SS: Warto więc przypominać, że zgodnie z dawnym zwyczajem okres bożonarodzeniowy trwał – z całą swoją otoczką: kolędami, choinką itp. – od 25 grudnia do 2 lutego, czyli święta Matki Bożej Gromnicznej. W naszym kraju jeszcze trzymamy w domach czy kościołach choinki do 2 lutego, ale niestety coraz mniej intensywnie skupiamy się na religijnym przeżywaniu tych świąt i okresu bożonarodzeniowego. Dość powiedzieć, że dla niektórych ten okres zaczyna się już po Dniu Zadusznym i trwa do Wigilii, bo w tym czasie można nabyć w sklepach „świąteczne błyskotki” i prezenty.

 

 

BB: Zgadzam się, że Boże Narodzenie jest postrzegane dziś nie tyle jako początek szczególnego okresu, lecz finał… Pytanie tylko: czego jest finałem? Na co czeka współczesny świecki człowiek w kontekście tych świąt? Na kolejny długi weekend?

SO: Poniekąd tak. Sprowadza się to w wielu przypadkach do rozrywkowego spotkania rodzinnego – z dużą ilością jedzenia i napitku. Możemy „pogadać”, pooglądać filmy w telewizji i… na tym się kończy. Natomiast przeżycie świąt jako pamiątki Narodzenia Zbawiciela, wielu ludziom niestety gdzieś umyka.

 

 

BB: Kwestia religijna to jedna sprawa. Druga – to fakt, że święta Bożego Narodzenia „wymuszają” niejako ich rodzinne przeżywanie.

SO: Oczywiście, rodzinne święta to bardzo istotny aspekt. Jeżeli rodzina jest zgodna, to Pan Jezus jest w tej atmosferze obecny – wtedy mamy wspólne śpiewanie kolęd, pełną ciepła wieczerzę wigilijną, wspólne pójście na pasterkę. Natomiast w rodzinach, gdzie te relacje są zepsute przez np. zdrady, rozwody, związki nieformalne, to wspólne przeżywanie świąt jest trudne, gdyż wtedy rzeczywiście budzą się wyrzuty sumienia. Te osoby widzą, że w ich przypadku relacja miłości małżeńskiej, rodzinnej, która powinna być ufundowana na sakramencie małżeństwa – czyli ostatecznie na miłości Pana Jezusa – w jakiś sposób zgrzyta. Znane są nawet przypadki, że w Wigilię niektórzy podejmują próby samobójcze. To jest efekt rozpaczy. Ludzie nie poukładali sobie życia. Ba, dalej brną w grzechy i ostatecznie są kuszeni do rozpaczliwych działań. To jest straszne, ale z drugiej strony takie wyrzuty sumienia mogą być też okazją do nawrócenia i uporządkowania swojego życia.

 

 

BB: W jaki sposób możemy pomóc takim osobom wrócić na dobrą drogę?

SS: Kiedy jestem w towarzystwie takich osób – także podczas świąt – staram się nie udawać, że wszystko jest w porządku. Staram się wykorzystać tę sytuację i składam takie życzenia, które rzeczywiście będą wyrażały nadzieję dla tej osoby naprawienia tego, co w jej życiu jest nie tak albo przynamniej skierowania jej uwagi w stronę Pana Boga. W takich przypadkach nie składam zdawkowych życzeń: „wszystkiego najlepszego”, „dużo zdrowia”, „wesołych świąt”, „dużo pieniędzy”…

SO: …w tym kontekście życzylibyśmy bowiem „szerokiej drogi do piekła”…

SS: Dokładnie. I dlatego nie możemy przyjąć takiej postawy, która niestety jest prawie powszechna także wśród katolików, by dla podtrzymania dobrej atmosfery „dać spokój” i udawać, że nie ma całego tego zła: zdrad, rozwodów itp. Jeśli znajdziemy się w takim towarzystwie, to będzie dla nas trudna, ale jednocześnie doskonała sytuacja, by praktykować uczynki miłosierne co do duszy. Być może jest to jedyna okazja w roku, bym mógł jakoś – oczywiście w bardzo chrześcijański sposób – wpłynąć na bliźniego, który nie żyje tak, jak Pan Bóg przykazał. Być może właśnie Pan Bóg potrzebuje mojego pośrednictwa, by przebić się z łaską do tej osoby. Wiem, że w te święta wszyscy chcą mieć dobre samopoczucie, ale my, katolicy, nigdy nie możemy przyzwalać na zło i grzech. Sama idea Bożego Narodzenia kłóci się z życiem antykatolickim! Tego nie da się pogodzić. Dlatego zróbmy wszystko, by pomóc naszym bliźnim w katolickim przeżyciu tych świąt.

 

 

BB: Laicyzacja jest procesem, który obejmuje także nasze świętowanie. Jak zatrzymać lub odwrócić tę tendencję?

SO: To jest kwestia podtrzymywania tradycji w domach. Nie ulegajmy komercji i modom, tylko szukajmy tego, co było. Wskrześmy atmosferę dzieciństwa. Pytajmy nasze babcie i naszych dziadków, jak to było w ich czasach, czytajmy pamiętniki, w których opisane są dawne zwyczaje. I próbujmy to kontynuować, przywracajmy tradycje – stawiajmy szopki, podtrzymujmy zwyczaje kolędowania, bierzmy udział w orszakach Trzech Króli. Te tradycje trzeba też propagować za pośrednictwem mediów – także mediów elektronicznych.

SS: Szczególnie zachęcam wszystkich do wspólnego śpiewania kolęd. Ten zwyczaj dawniej był powszechny. Chyba najbardziej kojarzy mi się z przeżywaniem świąt z czasów mojego dzieciństwa.

 

 

AK: …a teraz bardziej się kolęd słucha, niż śpiewa…

SS: Niestety tak. W ogóle wiele tradycji – nie tylko zresztą świątecznych – zostało gdzieś w pokoleniu naszych rodziców przerwanych. Tamto pokolenie było bardziej otwarte na to, co możemy nazwać „światowością”. Nie rozstrzygam, czy na to zeświecczenie wpłynęła atmosfera PRL‑u, „rewolucja kulturalna” lat 60. czy może migracja ludności ze wsi do miast.

Mimo wszelkich przeciwności próbujmy jednak odzyskać stare tradycje, podtrzymujmy post wigilijny, przełamujmy się opłatkiem, módlmy się przed wieczerzą, inscenizujmy jasełka, kolędujmy, wspólnie ubierajmy szopkę, później choinkę. Tak było przez wieki i nie pozwólmy na zanik tych tradycji. Dlatego z radością przyjmuję informacje, że wiele młodych rodzin katolickich powraca do wielu zapomnianych tradycji. To niezwykle budujące i inspirujące!

 

 

AK: Czego Panowie życzą naszym Czytelnikom z okazji świąt Narodzenia Pańskiego?

SO: Przede wszystkim świąt radosnych, ale tą radością, która płynie ze zjednoczenia z Chrystusem – poprzez wspólną modlitwę rodzinną, poprzez przystąpienie do sakramentów. Życzę, aby ta łaska Boża jako owoc przyjęcia Chrystusa umacniała życie rodzinne Czytelników „Przymierza z Maryją” przez następne 365 dni – do kolejnego Bożego Narodzenia. Nie zapominajcie, Drodzy Czytelnicy, że rodzina jest ufundowana przede wszystkim na sakramencie małżeństwa. Z tego sakramentu płynie moc uświęcająca dla małżonków, by wspólnie kroczyli drogą, którą obrali w dniu ślubu. A jest to wspólna droga do Nieba. Wspierając się wzajemnie, zawsze mogą liczyć na pomoc Pana Jezusa, który narodził się w betlejemskiej stajni, a w końcu oddał za nich życie na Krzyżu, aby oni mogli mieć życie wieczne.

SS: Ja z kolei chciałbym życzyć, aby wszyscy nasi Przyjaciele pamiętali o tym, co w tych świętach jest najistotniejsze. Żeby w gorączce przedświątecznej nie przedkładali tego, co jest tylko otoczką świąt Bożego Narodzenia nad to, co się dzieje w ich sumieniach i ich duszach. To znaczy, żeby nie dali się zwieść przedświątecznej krzątaninie na tyle, aby stać się dla siebie nawzajem przyczyną do kłótni czy jakichś sporów. Nie wypominajmy więc sobie różnych rzeczy, które de facto nie mają żadnego znaczenia. Zachowajmy spokój, bo Pan Jezus na pewno nie będzie zadowolony z tego, że mamy wysprzątany dom i wszystko jest dopięte na ostatni guzik pod względem kulinarnym, a w sercach trzymamy urazę do najbliższych, jesteśmy z nimi pokłóceni. Diabeł będzie chciał zrobić wszystko, żeby zepsuć nam te piękne święta. Nie pozwólmy mu na to! No i oczywiście módlmy się o łaskę prawdziwie godnego, katolickiego przeżycia świąt Bożego Narodzenia.

 
Dziękujemy za rozmowę.
 >
Zmartwychwstaniemy!
Przekazałem wam na początku to, co przejąłem; że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie(…) Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. (…) Jeżeli zatem głosi się, że Chrystus zmartwychwstał, to dlaczego twierdzą niektórzy spośród was, że nie ma zmartwychwstania? Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara. (…) Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania. Tymczasem jednak Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli. Ponieważ bowiem przez człowieka [przyszła] śmierć, przez człowieka też [dokona się] zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia. Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc. Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć. (…) Nie łudźcie się! Wskutek złych rozmów psują się dobre obyczaje. Ocknijcie się naprawdę i przestańcie grzeszyć! Są bowiem wśród was tacy, co nie uznają Boga. Ku waszemu zawstydzeniu to mówię! Lecz powie ktoś: A jak zmartwychwstają umarli? W jakim ukazują się ciele? O, niemądry! Przecież to, co siejesz, nie ożyje, jeżeli wprzód nie obumrze. (…) Nie wszystkie ciała są takie same: inne są ciała ludzi, inne zwierząt, inne wreszcie ptaków i ryb. Są ciała niebieskie i ziemskie, lecz inne jest piękno ciał niebieskich, inne – ziemskich. (…) Podobnie rzecz się ma ze zmartwychwstaniem. Zasiewa się zniszczalne – powstaje zaś niezniszczalne(…) Jeżeli jest ciało ziemskie powstanie też ciało niebieskie. (…) Oto ogłaszam wam tajemnicę: nie wszyscy pomrzemy, lecz wszyscy będziemy odmienieni. W jednym momencie, w mgnieniu oka, na dźwięk ostatniej trąby – zabrzmi bowiem trąba – umarli powstaną nienaruszeni, a my będziemy odmienieni. Trzeba, ażeby to, co zniszczalne, przyodziało się w niezniszczalność, a to, co śmiertelne, przyodziało się w nieśmiertelność. A kiedy już to, co zniszczalne, przyodzieje się w niezniszczalność, a to, co śmiertelne, przyodzieje się w nieśmiertelność, wtedy sprawdzą się słowa, które zostały napisane: Zwycięstwo pochłonęło śmierć. Gdzież jest, o śmierci twoje zwycięstwo? (…) Bogu niech będą dzięki za to, że dał nam odnieść zwycięstwo przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Przeto, bracia moi najmilsi, bądźcie wytrwali i niezachwiani, zajęci zawsze ofiarnie dziełem Pańskim, pamiętając, że trud wasz nie pozostaje daremny w Panu. Fragmenty 1 listu św. Pawła Apostoła do Koryntian; 15:3-58, Biblia Tysiąclecia
 >
Polska potrzebuje świadectwa wiary
O wywyższeniu Polski, czasie Miłosierdzia, nawróceniu i misji narodów rozmawiamy z prezesem Stowarzyszenia i Instytutu Ks. Piotra Skargi, Sławomirem Olejniczakiem. Panie Prezesie, jak należy rozumieć słowa Pana Jezusa, które usłyszała św. Siostra austyna: „Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli Mojej, wywyższę ją w potędze i świętości”? – Zbawiciel postawił warunek: Jeżeli będzie posłuszna woli Mojej! Jest to dla nas zarówno zachęta, jak i obietnica, że otrzymamy przyszłą nagrodę, jeśli pozostaniemy Mu wierni.   W jaki sposób ta nasza wierność ma się objawiać? – Poprzez wierność nauczaniu Kościoła katolickiego w kwestiach wiary i moralności. Szczególne znaczenie ma sprawa moralności w życiu publicznym. Wchodzimy tu bowiem w sferę nie tylko cnót i grzechów osobistych, ale także cnót bądź grzechów o charakterze społecznym. Niestety, dziś liberalne elity, mass media i tzw. środowiska kultury promują i utrwalają te drugie. Odbywa się to m.in. przez psucie obyczajów, czyli niepisanych norm zachowań mających niejednokrotnie swoje źródło w chrześcijaństwie.   I tak tworzone są struktury zła, o których wspominał św. Jan Paweł II? – Te struktury zła chronią prawnie zepsute obyczaje. I jeśli dochodzi do jakiegokolwiek sprzeciwu względem tego „prawa”, to stosowane są sankcje karne wobec osób, które to „prawo” łamią. Tak to działa choćby w przypadku legalizacji związków homoseksualnych na Zachodzie. Gdy ktoś tylko krytykuje te przeciwne naturze związki, od razu jest oskarżany o tzw. mowę nienawiści i podlega karze. Podobnie jest w przypadku zabójstw dzieci nienarodzonych, bo zbrodnia aborcji – która w ciągu ostatniego półwiecza pochłonęła na świecie od 1,5 mld do 2 mld nienarodzonych dzieci! – jest uznawana za jedno z podstawowych „praw kobiet”. No a teraz dochodzi jeszcze szczególna troska liberalnych elit o promowanie tzw. teorii gender, która neguje fakt, że Bóg stworzył nas mężczyzną i kobietą…   To nie jedyne zagrożenia dla kondycji duchowej Polaków… – Oczywiście. Jest też wiele zagrożeń dla wiary. Niestety, poziom wiedzy religijnej wielu naszych rodaków stoi na bardzo niskim poziomie. Większość grzechów jest popełnianych z powodu niewiedzy, a ta wynika z lenistwa duchowego. Weźmy np. grzech przeciw pierwszemu przykazaniu Bożemu. Polacy, także ci, którzy nazywają siebie katolikami, masowo oddają się – bez żadnej refleksji – magii, okultyzmowi czy wróżbiarstwu. A przecież trzeba mieć świadomość, że tego typu praktyki są swego rodzaju oddawaniem czci siłom ciemności, co niekiedy może zakończyć się nawet opętaniem. W tej sytuacji nie dziwi fakt, że coraz liczniejsi egzorcyści mają w naszym kraju mnóstwo pracy.   Dziś wiele mówi się o miłosierdziu Bożym, które często jest rozumiane jako pobłażliwość, a kwestie Bożej sprawiedliwości czy kary zepchnięto na margines. Czy kara może być jednym z przejawów Bożego Miłosierdzia? – Pan Bóg jest cierpliwym, miłosiernym, kochającym Ojcem, ale musimy pamiętać, że jest też sprawiedliwy i mądry. Więc, prowadząc człowieka ku Niebu, stosuje z jednej strony zachęty, a z drugiej – kary czy napomnienia, żeby ten człowiek ostatecznie osiągnął zbawienie duszy. Cóż by to był za ojciec, gdyby pobłażał grzechom swojego dziecka i ostatecznie skazał je na zatracenie wieczne… Proszę zwrócić uwagę na to, iż często jest tak, że dopiero w momencie jakiegoś wstrząsu niektórzy ludzie dochodzą do opamiętania. Nikomu rzecz jasna nie życzymy życiowych tragedii, ale taki wstrząs jest często początkiem prawdziwego nawrócenia, bo człowiek zaczyna szukać głębszego fundamentu, niż tylko życie doczesne. W ogóle musimy pamiętać, że życie ziemskie jest czasem miłosierdzia, który został nam dany po to, żebyśmy mogli przygotować się do wieczności. Bóg chce, żebyśmy przebywali z Nim w Niebie, dlatego Miłosierdzie Boże pozwala nam podnieść się po każdym upadku. Ale są pewne warunki. Przede wszystkim musimy żałować za nasze grzechy i postanowić poprawę. Wtedy możemy owocnie skorzystać z sakramentu spowiedzi. Jeśli jednak ktoś będzie grzeszył zuchwale – kradł, oszukiwał, cudzołożył – licząc na ­Miłosierdzie Boże, to takie zachowanie jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu. Ze względu na zatwardziałość serca takiego nieszczęśnika, ten straszny grzech jest nieodpuszczalny.   Wróćmy do tematyki polskiej. Czy nasz kraj ma jakąś misję do spełnienia? – Każdy kraj i naród ma jakąś misję do spełnienia. My mamy zadanie krzewienia wiary katolickiej, ze szczególnym uwzględnieniem Wschodu. Pełniliśmy tę misję przez 400 lat: począwszy od małżeństwa św. Jadwigi Królowej z Władysławem Jagiełłą, na skutek czego doszło do nawrócenia Litwy; poprzez Unię Brzeską, aż do czasów rozbiorów, które były efektem także zaniedbań i grzechów naszych przodków. Z chwilą upadku Rzeczypospolitej ta misja nie tylko została przerwana, ale wręcz zniweczona. Musimy, jako naród, starać się to naprawić.   Niektórzy katolicy odrzucają ideę roli narodu w dziele zbawienia… – Mają rację, ale tylko w tym sensie, że naród jako taki w całości rzeczywiście nie zostanie zbawiony. Zbawienie duszy dotyczy wyłącznie konkretnych osób. Jesteśmy jednak istotami społecznymi i dlatego nasze osobiste zbawienie nigdy nie dokonuje się w zupełnym oderwaniu od bliźnich. Pan Bóg dał nam dar płodności, abyśmy się rozmnażali i tworzyli społeczność ludzką. I ta społeczność ma sprzyjać naszemu zbawieniu. W tym sensie możemy mówić o roli narodu w dziele zbawienia. Jako wspólnota osób mamy pewne reguły rządzące tą wspólnotą – obyczaje bądź prawa. Jeśli te obyczaje i prawa są zgodne z Przykazaniami Bożymi, z nauczaniem Kościoła, to sprzyjają uświęceniu dusz. Pisał o tym św. Augustyn w Państwie Bożym. Państwo wzorcowe to takie, które jest ukształtowane zgodnie z nauczaniem Kościoła. Wtedy możemy mówić o cywilizacji chrześcijańskiej. I to wszystko, co ta cywilizacja tworzy – relacje międzyludzkie oparte na obyczajach i prawach, sztuka, architektura, instytucje, świątynie, zamki etc. – odzwierciedla pewną kulturę, mentalność oraz stan ducha, które mogą umacniać i wspierać działania w kierunku zbawienia ludzi. Gdy ulice naszych miast noszą imiona świętych, a nie np. komunistycznych zbrodniarzy, gdy na budynkach publicznych widnieją symbole wiary – krzyże czy figury świętych, to to wszystko ukierunkowuje nas ku Panu Bogu. Dlatego naszym zadaniem jest taka działalność publiczna, która doprowadzi do tego, by całe nasze otoczenie sprzyjało zbawieniu dusz.   A do czego jeszcze zobowiązuje nas 1050. rocznica Chrztu Polski, którą w tym roku obchodzimy? – Przede wszystkim do tego, żebyśmy pozostali wierni tradycji chrześcijańskiej Polski, a w tym czasie zamętu i nasilenia się grzechów publicznych na skalę dotąd niespotykaną, żebyśmy odważnie bronili Praw Bożych w życiu publicznym. W tym jubileuszowym roku mamy szansę doprowadzenia do całkowitego zakazu aborcji w Polsce. Jakież łaski mogą zostać zesłane na Polskę, jeśli to zrobimy. Ponadto możemy przez to dać światu świadectwo wiary w wymiarze publicznym. To będzie jednocześnie zachęta do przebudzenia. Nasza postawa może być dla chrześcijan w innych krajach umocnieniem w wierze. Mamy szansę sprostać temu zadaniu, wszak naszą potężną pomocą jest Maryja… – Pan Jezus dał nam Swoją Matkę, jako przewodniczkę pewną do Nieba. Tutaj zachęcam wszystkich do lektury Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do NMP, autorstwa św. Ludwika Marii Grignion de Montfort, który ukazuje nam, w jaki sposób Maryja prowadzi nas do Swego Syna. Ona wyjednuje nam łaski, jest naszą opiekunką i przewodniczką, a z drugiej strony – jest skuteczną obroną przeciw zakusom diabelskim. Dlatego zawsze powinniśmy się zwracać do tej najlepszej Matki. Najlepiej słowami modlitwy różańcowej!   Dziękuję za rozmowę. Rozmawiał: Bogusław Bajor Ten tekst pochodzi z najnowszego numeru "Przymierza z Maryją". Jeżeli chcesz otrzymywać pismo drogą pocztową przejdz na tę stronę.
 >
 >
 >
numer 97 listopad/grudzień 2017
Święta Godne czy wygodne?
Przymierze z Maryja okladka numeru Rozpoczął się Adwent – czas oczekiwania na przyjście Pana Jezusa. Przez kilkadziesiąt kolejnych dni nasze myśli będą biegły do betlejemskiej stajenki, w której przed ponad dwoma tysiącami lat Najświętsza Maryja Panna wydała na świat Boga-Człowieka – Zbawiciela Świata. Z drugiej strony okres ten skłania do refleksji nad sobą oraz nad światem współczesnym. Czy jesteśmy gotowi na ponowne przyjście Chrystusa – tym razem w roli Sędziego, który rozliczy ludzi z dobrych i złych uczynków?
 >
 
Maryja listy od przyjaciol Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Bardzo dziękuję za przepiękny różaniec. Już dawno żaden prezent mnie tak nie ucieszył, zwłaszcza że urodziłam się 13 maja… Moje życie nigdy nie było łatwe, ale dopiero niedawno nauczyłam się jak żyć w zgodzie z własnym sumieniem. Żałuję, że kiedyś nie potrafiłam się tak modlić jak dziś, ale do tego trzeba chyba dojrzeć. Pięć lat temu pożegnałam moją mamę Teresę, która była dla mnie całym światem. Ufam, że kiedyś się spotkamy. Moja mama była wyjątkową osobą, zawsze gotową do pomocy, nawet swoim kosztem. Dziś niewielu już takich ludzi się spotyka. Drugą ogromną stratą w moim życiu była śmierć pierwszego syna, Arkadiusza. Teraz, choć już po nim nie płaczę, to codziennie wyobrażam sobie jak by wyglądał, kim by dzisiaj był. Mam jeszcze dwoje dzieci, córkę (18 lat) i syna (16 lat). Kocham ich bardzo i codziennie dziękuję Bogu, że ich mam. Od niedawna modlę się codziennie na różańcu i staram się zachęcać do tej modlitwy osoby mi bliskie, które do tej pory tego nie robiły. Osobiście odczuwam zawsze ogromne pocieszenie. Modlitwa podnosi mnie na duchu. Czuję, że żadne problemy mnie nie zabiją, ale wzmocnią.

 

Z poważaniem

Urszula

 

 

 

 

 

Szczęść Boże!

 

Chciałam bardzo podziękować za słowa, które dodają mi otuchy i utwierdzają mnie w wierze. Tym bardziej, że w swoim życiu przeszłam wielką próbę wiary. Kilkanaście lat temu mąż, który był człowiekiem bardzo religijnym, zdradził wiarę katolicką i został świadkiem Jehowy. Walczyłam o niego, ale bez skutku. Byłam na rozdrożu, zastanawiałam się, czy zostać z nim, czy odejść, a mamy trzech synów. Wybrałam jednak drogę „pokutnicy” i pozostałam z nim, bo nie chcę podeptać sakramentu małżeństwa. Modliłam się o siłę i wytrwałam, choć życie w takim „układzie” jest bardzo ciężkie. Maryja dodawała mi otuchy i wciąż pomaga mi zmagać się z codziennością. Dzięki Niej wiem, że w każdej sytuacji – z Bożą pomocą – można się odnaleźć. Cieszę się, że mogłam podzielić się z Wami moimi troskami. Dzięki temu lżej mi na sercu. Proszę o modlitwę za mnie i za męża.

 

Pozdrawiam Was serdecznie

Bogumiła

 

 

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Pragnę za pośrednictwem Redakcji serdecznie podziękować za Jubileuszowy Różaniec 100-lecia Objawień Matki Bożej w Fatimie oraz za wszystko, co od Was otrzymałam. Wiara jest podstawą mojego życia. Doświadczyłam Bożego Miłosierdzia i wielkiej łaski i chciałam się tym z Czytelnikami podzielić. W tym roku obchodzimy z mężem 10. rocznicę ślubu i z tej okazji otrzymaliśmy najpiękniejszy prezent od Boga. 7 kwietnia urodziłam zdrowego synka. Przez te wszystkie lata naszego małżeństwa przeżyliśmy wiele pięknych chwil, ale też dużo wycierpieliśmy. Straciliśmy pięcioro dzieci we wczesnym etapie ciąży. Przeszłam liczne zabiegi i leczenie, po których stan mojego zdrowia się pogorszył. Lekarze widzieli jedyną nadzieję dla mnie w „in vitro”. Nie skorzystaliśmy jednak z tego. Pomimo bólu i bezsilności, zawierzyliśmy całkowicie Jezusowi Miłosiernemu i Matce Przenajświętszej. Nie było dnia, bym nie myślała o utraconych dzieciach, ale nie miałam żalu do Boga. Pomyślałam, że być może takie jest nasze przeznaczenie. Pan Bóg różnie kieruje naszymi drogami. Cały czas jednak modliłam się o cud macierzyństwa m.in. do św. Rity. I w końcu moja modlitwa została wysłuchana. Zaszłam w ciążę w Roku Miłosierdzia. Dwóch lekarzy, u których się leczyłam, stwierdziło, że z medycznego punktu widzenia było to mało prawdopodobne. Była to ciąża dużego ryzyka i miałam problemy, ale dotrwaliśmy szczęśliwie do końca. I jestem mamą! Napisałam ten list, aby wyrazić swoją radość i wlać nadzieję w serca tych osób, które borykają się z podobnymi kłopotami. Nadzieja jest zawsze, trzeba tylko zaufać Bogu i powierzyć mu swoje życie. A wtedy wszystko jest możliwe. Dziękuję również Wam za umożliwienie przesłania za Waszym pośrednictwem intencji do Fatimy czy grobu św. Rity. To bezcenna inicjatywa. Pozdrawiam wszystkich, którzy modlą się za mnie.

Z Panem Bogiem

Anna

 

 

 

 

Szczęść Boże!

 

Dzień przed przyjęciem kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej (który jest u nas w parafii przenoszony z domu do domu) otrzymałam od Was Jubileuszowy Różaniec Fatimski. Bardzo serdeczne za niego dziękuję!

 

Jestem wielką czcicielką Maryi. Za Jej pośrednictwem wiele dobra doświadczyłam w życiu. Jestem przekonana, że gdy człowiek odda Jej swoje troski, Ona najlepiej wie, co z nimi zrobić. Trzeba Jej tylko zaufać bezgranicznie. Wiele razy w trudnych chwilach zwracałam się do Maryi i nigdy się nie zawiodłam. Pamiętam jak koleżanki jechały latem na wakacje, a ja brałam dzieci ze sobą i ruszałam na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy dziękować i prosić. W 1992 roku w Fatimie powierzyłam Matce Bożej całą moją rodzinę i od tej pory poczułam, jakby połowa moich kłopotów odeszła ode mnie. A i cuda się zdarzają. Niedawno, podczas pobytu w sanatorium, natrafiłam na kaplicę z wizerunkiem Matki Bożej Uzdrowienie Chorych. Uklękłam i powierzyłam Jej swoją chorobę – cztery lata bezskutecznie leczyłam wysoki poziomu leukocytów w moim organizmie i żaden ze specjalistów, u których bywałam, nie był w stanie mi pomóc. Po wizycie u Matki Bożej, niemal z dnia na dzień dolegliwości ustąpiły. Wróciłam do domu z doskonałymi wynikami, których nie miałam od lat i które do dziś się utrzymują. Piszę o tym, by pokazać, że wiara czyni cuda. Bóg Wam zapłać za dobrą robotę.

Z pozdrowieniami

Maria z Jarocina

 

 

 

 >
Portugalia… Z punktu widzenia geograficznego niewielki kraj, ale jakże potężny dzięki swej katolickiej wierze i historii. Portugalia przez wieki słynęła z gorliwości w propagowaniu wiary katolickiej na świecie. Przeważnie w Azji i w Ameryce Południowej. Wreszcie kraj ten wybrała Matka Boża, aby – poprzez trójkę pastuszków – przekazać światu jakże istotne Orędzie Fatimskie.

 

Portugalczycy zawsze wyróżniali się swoją głęboką religijnością, która widoczna jest również w sztuce ludowej. Ma ona odbicie w sławnych ceramicznych płytkach, zwanych azulejo, których kilka przykładów tutaj przedstawiamy. Bardzo ciekawa jest ta przedstawiająca przepięknie zdobioną ramę, wewnątrz której znajduje się Matka Boża w towarzystwie aniołów, depcząca węża. Warto podkreślić, że Niepokalana Dziewica jest Patronką i Królową Portugalii oraz wszystkich narodów języka portugalskiego.

 

Płytki azulejo mają korzenie arabskie. Na przełomie XV i XVI wieku technologia ich produkcji dotarła do Portugalii. Te piękne płytki są używane do zdobienia kościołów, klasztorów, ołtarzy, pałaców, kamienic, ogrodów… Mogą przedstawiać różne sceny życia codziennego, ale także historyczne epizody oraz egzotyczną faunę i florę. W XX stuleciu nawet stacje kolejowe i metro były zdobione tymi wspaniałymi kafelkami.

 

Kiedy je podziwiamy, możemy w pewnym sensie dotknąć tego, co charakteryzuje kulturę, mentalność i zwyczaje Portugalczyków. Artystyczny zmysł tego narodu został bowiem ukształtowany, a następnie w ciągu wieków udoskonalony pod wpływem nauki Kościoła katolickiego. Ale, niestety, wielki kryzys religijny, który miał związek z pseudoreformą protestancką, stopniowo doprowadził narody – w pewnym stopniu także Portugalczyków – do osłabienia przekonania, że potrzebują one Boga, transcendencji i religii. W rzeczywistości w owym czasie przez Europę przetoczyła się fala wielkiej rewolucji, która miała zgubne skutki dla historii chrześcijaństwa, włącznie z kulturą i sztuką.

 

Człowiek jest bytem religijnym. W Średniowieczu ludzie – od władcy i najwyższych warstw aż do prostego ludu – mieli tego pełną świadomość, co z kolei miało swe odzwierciedlenie nie tylko w życiu osobistym, ale także społecznym. Dlatego nadrzędnym celem późniejszych wielkich portugalskich wypraw morskich było nie tyle odkrywanie nowych lądów, co rozpowszechnianie wiary i doktryny katolickiej na świecie i zbawienie dusz.

 

Dzisiaj przeciwnie – Prawda i Wiara katolicka są negowane. W naszym świecie szaleje rewolucyjny huragan, który grozi wymieceniem tylu zwyczajów i cudów kultury – włącznie z pięknymi płytkami azulejo, które otrzymaliśmy od naszych katolickich przodków…

 

Módlmy się, żeby Patronka i Królowa Portugalii na to nie pozwoliła!

 

Leonard Przybysz

 

 

 

PISMO POŚWIĘCONE FATIMSKIEJ PANI

Przymierze z Maryja - pismo poświęcone Fatimskiej PaniZ każdym kolejnym numerem "Przymierza z Maryją" bogatsi jesteśmy w doświadczenia i wiemy, że nasze pismo służy pomocą tysiącom rodzin, dla których Maryja jest przewodniczką i opiekunką. Trud włożony w tworzenie dwumiesięcznika daje efekty w postaci poszerzenia świadomości moralnej i religijnej naszego narodu.


Najważniejsze tematy, które poruszamy na łamach "Przymierza z Maryją" to:

- kwestia godnego przyjmowania Komunii Świętej
- śmierć, czyściec i modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące, wieczne zbawienie i wieczne potępienie
- objawienia w Fatimie i w Lourdes, nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa
- objawienia Jezusa Miłosiernego i kult Bożego Miłosierdzia
- szkaplerz święty i związane z nim nabożeństwo
- żywoty i historie świętych
... i wiele innych, wśród których nie brakuje kwestii dotykających kryzysu naszej cywilizacji, takich jak kondycja współczesnych rodzin, czy też walka o życie nienarodzonych

MARYJA I "PRZYMIERZE"

Maryja i Przymierze, czyli od niewielkiego biuletynu do kolorowego, popularnego dwumiesięcznikaCZYLI OD NIEWIELKIEGO BIULETYNU DO KOLOROWE-
GO, POPULARNEGO DWU-
MIESIĘCZNIKA...


Kiedy w październiku 2001 roku wydrukowaliśmy pierwszy numer „Przymierza z Maryją”, niewiele osób dawało nam szanse na „sukces”. Sceptyków lub pesymistów co do naszej misji było więcej niż optymistów. Dziś jednak chyba nie ma wątpliwości – 280 000 rodzin, które otrzymują pismo, to najlepszy dowód na to jak ważny i potrzebny jest nasz dwumiesięcznik.

Nasze pismo przeszło długą drogę – od czarno-białego biuletynu do kolorowego pisma, z którego opinią liczą się katolicy – duchowni i świeccy. Wiele się zmieniło, z wyjątkiem jednego – od początku stronę tytułową „Przymierza z Maryją” zdobi wizerunek Matki Bożej Fatimskiej. Maryja daje nam pomoc, którą czujemy na każdym kroku. I Jej też zawierzamy nasze pismo, z wiarą oczekując triumfu Jej Niepokalanego Serca!

prezent
 
Copyright © by STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ IM. KS. PIOTRA SKARGI
 
...