Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Kiedy czytając Ewangelię, podążamy za Panem Jezusem, zawsze jesteśmy pełni podziwu i nadziei, gdy oglądamy oczyma duszy Jego litość i zrozumienie dla grzeszników. Oczywiście, nie możemy dać sobie wmówić, że Panu Jezusowi to właściwie jest wszystko jedno, czy ktoś przestrzega przykazań, czy nie. Ostatnimi czasy namnożyło się wprost heretyckich i kłamliwych interpretacji miłosierdzia Pana Jezusa, nawet przez osoby, które powinny stać na straży właściwego rozumienia Bożej Prawdy. Jednak ukazywanie Chrystusa jako – przepraszam za wyrażenie – „kumpla” grzeszników i celników jest sprzeczne z tym, co sam Pan Jezus mówi o Sobie.
Oto twierdzi On, że nie przyszedł wzywać sprawiedliwych, ale grzeszników. Przyszedł w pierwszym rzędzie, aby im nieść ocalenie, aby ich ratować. Odpuszcza największe grzechy, ale dodaje: Idź, a od tej chwili już nie grzesz. Zatem Miłosierdzie Boże jest nieskończone, ale pod warunkiem, że człowiek w końcu to miłosierdzie przyjmie, tzn. uzna swój grzech i zrobi wszystko, by się poprawić.
Ciekawa i poniekąd zatrważająca jest jednak pewna wypowiedź Pana Jezusa, że istnieją takie grzechy, które nie będą odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym. Są to tzw. grzechy przeciw Duchowi Świętemu. Na pewno słyszeliśmy o takich grzechach. O nich jedynych powiedział Pan Jezus, że nie mogą być nigdy odpuszczone. „Katalog” tych grzechów zaczyna się od takiego: Grzeszyć zuchwale w nadziei miłosierdzia Bożego. Czy może być grzech, którego Miłosierdzie Boże by nie zmazało? Albo czy można grzeszyć, a równocześnie mieć nadzieję w Bożym Miłosierdziu? Najwidoczniej można, ale los takiego grzesznika jest opłakany. Zastanówmy się więc, kto grzeszy zuchwale w nadziei Bożego miłosierdzia?
Kiedyś czytałem o pewnym angielskim lordzie, który przyznawał się do wiary katolickiej, ale jego życie było pasmem strasznych grzechów. Jego przyjaciele pytali nieraz: Czy ty naprawdę nie boisz się potępienia? A on ze śmiechem odpowiadał: Znalazłem sposób na Boga i Boży sąd. Mam dwa duże zamki w moich posiadłościach. Pomiędzy tymi zamkami jest odległość mniejsza niż jeden dzień drogi, a w obydwu mam księży, którzy są moimi kapelanami i którzy odprawiają dla mnie Msze, a jak poczuję, że umieram, to mnie któryś rozgrzeszy, w jednym zamku albo drugim. Przyjaciele tego lorda uznali, że z takimi układami z Bogiem rzeczywiście piekło nie ma szans. Jednak Bóg, jak wiemy, nie pozwala z Siebie szydzić. Ów angielski lord zmarł nagle, dokładnie między jednym zamkiem a drugim, w połowie drogi. Postawa tego człowieka była właśnie grzeszeniem zuchwałym w nadziei Bożego Miłosierdzia. Ma to miejsce zawsze wtedy, kiedy człowiek próbuje wykorzystać Bożą dobroć do wykpienia samego Boga. To jest tak, jak gdyby ktoś mówił: Wprawdzie grzeszę ciężko i wiem, że to jest złe, ale z drugiej strony wiem Boże, że jesteś miłosierny i musisz przebaczyć, kiedy ktoś żałuje, dlatego ja teraz będę grzeszył, a jak osiągnę pewien wiek, to się zmienię. Ty mi i tak wybaczysz, bo jesteś miłosierny… Człowiek, bez pomocy szatana, chyba by nie wpadł na taki pomysł. Ale nawet taki grzech mógłby być odpuszczony, gdyby grzesznik zdobył się na szczery żal. Pan Bóg przecież tyle razy zapewnia w Swoim Słowie, że nie zależy Mu na śmierci grzesznika, ale na jego poprawie i zbawieniu. Dlaczego więc Pan Jezus nazwał ten grzech niemożliwym do odpuszczenia? Bo człowiek swoim postępowaniem zamyka sobie drogę do żalu, tak się w swoim życiu ustawia, że żal jest po prostu niemożliwy.
Wróćmy do naszego pana z zamku… Gdyby nie próbował oszukać siebie, a nawet Pana Boga, fałszywym poczuciem bezpieczeństwa, nawet mimo tak wielkich grzechów mógł jeszcze trafić do Nieba, choćby po wielu wiekach kar czyśćcowych. Może wspomniałby kiedyś na sąd i śmierć i ze strachu zmienił swoje życie. Żal ze strachu przed Bożym sądem czy karą wystarczy do zgładzenia grzechów w połączeniu ze spowiedzią. On jednak sam się skazał na zaślepienie, bo zaufał swojemu sprytowi. Jego postawa wobec Boga była jednym wielkim zuchwalstwem, choć pozornie pokładał nadzieję w Bożym Miłosierdziu. Jednak tylko pozornie, bo ani na moment nie chciał zmienić swojego życia, ani prosić o przebaczenie. Postanowił za to schwytać Boga w pułapkę Jego własnej dobroci. Bóg udowodnił mu, że chociaż z natury jest Miłością i Miłosierdziem, to jednak nie pozwoli robić z Siebie żartów. Jak widzimy, grzeszyć zuchwale w nadziei Bożego Miłosierdzia oznacza bardziej postawę życiową, niż konkretny, pojedynczy grzech.
Bywa czasem tak, że ludzie się oskarżają z powodu tego właśnie grzechu, a co gorsza zaczynają wątpić, czy Pan Bóg im może przebaczyć, bo na przykład spowiadając się, w głębi duszy wiedzieli, że i tak wrócą do swoich grzechów. Jednak takie obawy są bezpodstawne. Czym innym jest wiedzieć na podstawie doświadczenia, a czym innym wiedzieć, bo się już postanowiło, że jak tylko odejdę od konfesjonału, zacznę grzeszyć od nowa. Przypuśćmy, że ktoś ma problem np. z alkoholem. Przychodzi do spowiedzi, spowiada się i na ile potrafi – żałuje. Jednak obawia się, a nawet wie, że za jakiś czas upadnie znowu, choćby nie chciał. W takim przypadku nie ma zuchwałej ufności w Boże Miłosierdzie. Miałoby to miejsce, gdyby ktoś spowiadając się, już miał powzięty zamiar, np.: Dziś jakoś wytrzymam, ale jutro się upiję, a potem znowu pójdę do spowiedzi, a Bóg musi mi wybaczyć, bo jest przecież miłosierny… Biada temu, kto by tak myślał. Z powodu swojego zuchwalstwa jest tak usposobiony, że nie bierze żalu i poprawy w ogóle w rachubę. Dlatego sam zamyka swoje serce przed łaską, a zatem nigdy nie dostąpi odpuszczenia. Prośmy często Matkę Bożą z Fatimy, byśmy nigdy nie próbowali wykorzystać Bożej Miłości dla możliwości bezkarnego grzeszenia.
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa