
Wywierające ogromny wpływ na świadomość społeczeństwa, zdominowane przez lewicowy sposób myślenia media w Polsce, nie chcą pamiętać, że głównym przeciwnikiem państwa komunistycznego w naszym kraju był Kościół Katolicki. To właśnie on położył największe zasługi w dziele osłabiania systemu totalitarnego. Symbolami tej walki o wolność są tacy kapłani, jak: św. Jan Paweł II, bł. Stefan kard. Wyszyński i bł. Jerzy Popiełuszko. Ten ostatni walkę o wolność Kościoła i narodu przypłacił męczeńską śmiercią.
Choć ks. Jerzy nie był jedynym duchownym, którego władze PRL uznawały za groźnego przeciwnika, to właśnie jego postanowiły „zlikwidować” w pierwszej kolejności. Praca duszpasterska tego kapłana, pomoc prześladowanym przez reżim komunistyczny robotnikom i działaczom związkowym, gromadzące tłumy Msze Święte za Ojczyznę, które odprawiał w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie, kazania, w których upominał się o godność ludzką i prawdę budziły nienawiść wśród polskich sługusów ZSRS, a nawet na samym Kremlu. Gdy tajnym służbom nie udało się skompromitować kapłana jako rzekomego wywrotowca i terrorystę, czemu służyć miała „prowokacja na Chłodnej”, czyli podrzucenie broni, materiałów wybuchowych i nielegalnych ulotek do mieszkania księdza Popiełuszki, funkcjonariusze walczącego z Kościołem IV Departamentu MSW podjęli kroki, by go zamordować. Zadanie to powierzono trzem oficerom Służby Bezpieczeństwa.
Kpt. Grzegorz Piotrowski, por. Leszek Pękala i por. Waldemar Chmielewski pierwszą próbę zamachu na duszpasterza ludzi pracy podjęli 13 października 1984 roku. Ukrywszy twarz pod czapką kominiarką, Piotrowski wyskoczył na drogę i rzucił cegłę w stronę samochodu, którym jechał ks. Jerzy. Zamierzał rozbić przednią szybę i w ten sposób doprowadzić do wypadku. Przeliczył się. Kierowca kapłana, Waldemar Chrostowski, zadziałał bardzo przytomnie, kierując szybko jadący pojazd w stronę napastnika. Ten stracił pewność siebie i chybił. Mimo niepowodzenia esbecy nie porzucili jednak swych planów.
Porwanie
Czas ostatecznej próby nadszedł 19 października 1984 roku. Ks. Jerzy wracał właśnie z Bydgoszczy, gdzie na zaproszenie Duszpasterstwa Ludzi Pracy odprawił Mszę św. w parafii pw. Świętych Polskich Braci Męczenników. Samochód marki Volkswagen Golf ponownie prowadził Waldemar Chrostowski.
Piotrowski, Pękala i Chmielewski ruszyli jego śladem Fiatem 125p. Mieli ze sobą dodatkowe tablice rejestracyjne, sznurek, plaster, eter, kajdanki, pistolety i worek z kamieniami… Chmielewski włożył mundur milicjanta drogówki.
W pewnym momencie, na drodze do Torunia, esbeckie auto błysnęło kilkakrotnie światłami. Widząc w jego wnętrzu umundurowanego funkcjonariusza MO dającego znaki, by zjechali na pobocze, ks. Jerzy zwrócił się do Chrostowskiego:
– Stań, bo możemy mieć kłopoty.
Kierowca zjechał więc z drogi. Działo się to w terenie niezabudowanym, w rejonie wsi Górsk. Esbecy pozorując kontrolę trzeźwości, posadzili Chrostowskiego na przednim siedzeniu fiata, po czym skuli go kajdankami, zakneblowali i straszyli pistoletem.
Zaraz potem zajęli się ks. Popiełuszką. Wyciągnęli go przemocą z wozu i poprowadzili do służbowego samochodu.
– Panowie, dlaczego mnie tak traktujecie – zapytał zaniepokojony kapłan.
W odpowiedzi kpt. Piotrowski zaczął go bić po głowie i karku drewnianą pałką. Ks. Jerzy upadł i stracił przytomność. Wtedy oprawcy związali go sznurem, zakneblowali usta gazą, po czym włożyli do bagażnika i ruszyli.
Droga męczeńska
Skuty kajdankami Waldemar Chrostowski obserwował uważnie drogę. Z pogróżek esbeków wynikało, że zamierzają zamordować zarówno jego, jak i kapłana. Toteż gdy minęli jadący w tym samym kierunku samochód osobowy Fiat 126p, a na poboczu pojawiły się sylwetki dwóch mężczyzn stojących przy motocyklu, otworzył nagle drzwi i wyskoczył na szosę. Potłuczony, pobiegł szukać ratunku dla ks. Jerzego. Oprawcy, w obawie, że mogą zostać rozpoznani przez świadków, nie zatrzymali się.
W tym czasie kapelan Solidarności odzyskał przytomność i zaczął napierać na klapę bagażnika. Esbecy zjechali więc na parking w pobliżu hotelu „Kosmos” w Toruniu. Gdy Pękala pociągnął za dźwignię i otworzył bagażnik, kapłan, który wcześniej oswobodził się z więzów, wyskoczył na zewnątrz i rzucił się do ucieczki. Wołał przy tym o pomoc. Niestety, daremnie. Piotrowski szybko dogonił księdza i bił pałką po głowie do utraty przez niego przytomności. Wtedy oprawcy ponownie zakneblowali usta i skrępowali ręce i nogi kapelana Solidarności, a wrzuciwszy go do bagażnika, ruszyli w dalszą drogę. Po przejechaniu przez Toruń skierowali się na Włocławek.
Ks. Jerzy ponownie odzyskał przytomność, gdy funkcjonariusze zatrzymali się w pobliżu stacji benzynowej, by kupić olej. Znowu podjął rozpaczliwą próbę otwarcia klapy bagażnika. Zauważywszy to, oprawcy podjechali kilkaset metrów dalej i zaparkowali auto w przydrożnych zaroślach. Położyli kapłana na narzucie rozłożonej na trawie i Piotrowski znów zaczął okładać go pałką. Groził, że jeżeli się nie uspokoi, zastrzeli go. Efekt był taki, że ciało nieprzytomnego ks. Popiełuszki znów trafiło do bagażnika.
Po pewnym czasie sytuacja się powtórzyła. Mimo więzów, ks. Jerzy ponownie próbował się uwolnić. Uderzenia w klapę usłyszeli esbecy. Po zatrzymaniu samochodu przy bocznej drodze, kapitan znów zaczął katować więźnia. Gdy ten znieruchomiał, zakleili mu taśmą zakneblowane usta, a na szyję założyli pętlę ze sznura, którego końce przywiązali do nóg. Wszelkie próby ich wyprostowania powodować musiały przyduszanie ofiary. Dodatkowo do nóg duchownego przywiązali worek z kamieniami.
Narodziny dla Nieba
Teraz nastąpił ostatni etap męczeństwa. Fiat milicyjny podjechał na tamę na Zalewie Wiślanym we Włocławku. Tam oprawcy wyciągnęli nieprzytomnego księdza z bagażnika i wrzucili do wody. Jeszcze wtedy żył…
Po zakończeniu krwawej roboty, mordercy udali się do Warszawy, racząc się po drodze wódką.
* * *
Nie będziemy tu zajmować się wszczętymi przez milicję (dzięki świadectwu Waldemara Chrostowskiego) poszukiwaniami ks. Jerzego, aresztowaniami sprawców i ich zwierzchników w generalskich mundurach oraz okolicznościami wymuszonego pod naciskiem opinii publicznej procesu. Ważne dla katolików jest przede wszystkim świadectwo ks. Jerzego Popiełuszki, sługi Bożego, zatroskanego o los rodaków uciskanych przez ateistyczne państwo totalitarne.
Niestety, nie jesteśmy w stanie odtworzyć myśli, modlitw i uczuć kapłana. Jako niewinna i bezbronna ofiara, stał się natchnieniem dla Polaków do walki pokojowymi środkami o wolność Kościoła i obywateli. W ten sposób zwykły, ale odznaczający się gorącą wiarą kapłan stał się ziarnem, które przyniosło plon w postaci odzyskania przez Polskę niepodległości.
Epilog
6 czerwca 2010 roku ksiądz Jerzy Popiełuszko został beatyfikowany. Ceremonii asystował zebrany na placu Piłsudskiego w Warszawie tłum 150 tysięcy wiernych.
Wyobcowanie, depresja, lęk, utrata sensu, pustka… Bardzo często te życiowe bolączki kojarzą się z samotnością, osamotnieniem, poczuciem opuszczenia. Ale zastanówmy się – czy zawsze ten stan musi być czymś złym i uciążliwym? Czy na pewno nie możemy wyciągnąć z samotności jakichś korzyści? A może mamy wtedy więcej czasu na refleksję, na przemyślenie własnego życia, relacji z Bogiem i bliźnimi?
Panią Wiesławę Mazur z Jeżówki w Małopolsce poznałem podczas wrześniowej pielgrzymki Apostołów Fatimy do Zakopanego, Kalwarii Zebrzydowskiej, Wadowic i Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie. W swojej parafii, pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, pani Wiesława należy do wspólnoty Żywego Różańca. Oto co jeszcze o sobie opowiedziała…
– Wiarę przekazali mi rodzice. Mieszkaliśmy w Sułoszowie, do kościoła mieliśmy 5 km, ale w niedzielę nie było, że nie chce mi się iść do kościoła. Nawet nikt o tym nie pomyślał. To zostaje, to zaszczepiła mi mama i do dzisiaj tak jest. Był tylko podział: tato szedł na siódmą, ja na dziewiątą, a mama na sumę, bo każdy miał jakieś obowiązki. Takie były niedziele. A broń Boże, żeby coś wziąć do ręki, coś robić w niedzielę! A dzisiaj? Pranie, sprzątanie… Młode pokolenie wszystko wykonuje w niedzielę, bo wtedy ma czas. W tamtych czasach było to nie do pomyślenia.
W Licheniu doznałam czegoś niesamowitego
Pani Wiesława lubi pielgrzymować, a szczególne miejsce w jej sercu zajmuje sanktuarium w Licheniu. – W Licheniu byłam siedem razy. 20 lat temu doznałam tam czegoś niesamowitego. Jechaliśmy przez Kalisz i wstąpiliśmy do Sanktuarium św. Józefa. Kolana mnie wtedy tak bolały, że myślałam iż nie dam rady dojechać do Lichenia. Jak wchodziliśmy do sanktuarium w Kaliszu, to w duchu poprosiłam: żeby te kolana przestały mnie boleć. Nagle poczułam, jakby się ugięły, ale nic więcej się nie stało. Weszliśmy do kościoła, pomodliliśmy się, złożyliśmy podziękowania oraz prośby i pojechaliśmy dalej. W Licheniu trzeba było przejść na klęczkach przez bramę, przy której jest głaz z odciśniętymi stopami Matki Bożej. Powiedziałam, że nie mogę, bo jak klęknę, to nie wstanę, tak mnie te kolana bolą. Wtedy moja koleżanka powiedziała: Spróbuj, może ci się uda. I tak zrobiłam. Przeszłam tę bramę na klęczkach, wstałam i… kolana mnie nie bolały! Do dzisiaj mam zdrowe kolana. Dlatego wracam do Lichenia, jak tylko jest okazja.
Należę do Apostolatu Fatimy i chętnie czytam „Przymierze z Maryją”
– Pewnego razu znalazłam ogłoszenie w gazecie, że można otrzymać „Przymierze z Maryją” i różaniec. Wysłałam mój adres i poprosiłam o przysłanie. Dostałam różaniec i książeczkę o przepowiedniach Matki Bożej z Fatimy. Od tamtej pory wszystko się zaczęło: zaczęłam być w kontakcie ze Stowarzyszeniem, które wspomagałam, na ile mnie było stać. W czasopismach, które dostaję, jest dużo ciekawych rzeczy. Niektóre sobie zachowałam na pamiątkę; wracam do nich, czytam, analizuję, przetrawiam po swojemu. Czytam chętnie prawie całe „Przymierze z Maryją”, bo te artykuły dużo mi dają, wiele się z nich dowiedziałam, a jak rozmawiam ze znajomymi i ktoś mnie pyta skąd to wiem, to mówię, że było w „Przymierzach…”. Po przeczytaniu nic nie wyrzucam, tylko zanoszę do kościoła, żeby ktoś inny sobie zabrał, przeczytał i poznał Stowarzyszenie.
– Od 2018 roku należę do Apostolatu Fatimy i jestem z tego bardzo zadowolona. Zauważyłam, że z mojej miejscowości kilka osób też zapisało się do Apostolatu, bo jak rozmawiam i mówię, że jest Apostolat Fatimy i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi, to słyszę: Tak, my już wiemy.
Żyję dzięki temu, że wierzę
Pani Wiesława przeżyła śmierć męża, syna i córki. Wiara w Pana Boga i ufność, że Matka Boża pomoże jej i jej bliskim w tej trudnej sytuacji, bardzo pomagała. Tak wspomina te trudne chwile: – Mąż zmarł wcześniej, ale z tym jeszcze szło się pogodzić, bo już przeżył trochę lat, natomiast cierpienie matki nad umierającym dzieckiem, to jest chyba najgorsza rzecz w życiu. Stało się, jak się stało. Trzeba jednak żyć dalej, trzeba się z tym pogodzić, bo jak byśmy się nie pogodzili, to co by z nas było? Dzięki temu, że wierzę, to żyję.
Pewnego razu, gdy byłam u schyłku wytrzymałości, usłyszałam wewnętrzny głos: Nie rezygnuj! I pomyślałam: Nie! Nie zrezygnuję! Dodało mi to tyle siły, że wytrzymałam wszystko i przetrwałam do końca. Nie załamałam się, bo uświadomiłam sobie, że taka była wola Boża. Modlę się tylko, żeby nie było gorzej i wierzę, że kiedyś się jeszcze spotkamy.
Oprac. Janusz Komenda
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Na początku chciałabym gorąco podziękować całej Redakcji, wszystkim redaktorom, księżom, którzy piszą piękne artykuły. Chciałam z całego serca podziękować za otrzymane „Przymierze z Maryją” oraz piękną figurkę Matki Bożej Fatimskiej oraz inne materiały i dewocjonalia. Wasza praca jest potrzebna, wartościowa, pokazuje piękno wiary w Miłosierdzie Boże. Będę się modlić za całą Redakcję o zdrowie, siły i błogosławieństwo Boże.
Z Panem Bogiem!
Jolanta z Rybnika
Szanowni Państwo!
Serdecznie dziękuję za piękny kalendarz „365 dni z Maryją”, a także za ładne poświęcone obrazki i wszystkie przesyłki, jakie otrzymuję od Was. Cieszę się, że o mnie pamiętacie i ja też o Was pamiętam w modlitwie. Bardzo cieszę się z Waszej pracy. Dużo pracuje cały zespół, chylę czoła przed Wami. Bardzo dziękuję Wam wszystkim, życząc wszelkiego Dobra. Szczęść Boże!
Franciszka z Gryfina
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za piękne życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego, ale również i fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły ducha i wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla rozwoju naszej duchowości chrześcijańskiej. Wszystkie materiały i dewocjonalia, które otrzymałem od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi, są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę Panu, Apostolatowi Fatimy, zespołowi redakcyjnemu i wszystkim współpracownikom wielu łask Bożych, opieki Maryi, dużo radości i zdrowia. Wszystkiego najlepszego. Szczęść Boże!
Marek z Lublina
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Bardzo dziękuję za współpracę z Wami. Trwa ona już od 18 lat. Doceniam Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi i cały zespół redakcyjny. To, co piszecie, pogłębia naszą wiarę w trudnych dzisiejszych czasach. Modlę się za cały zespół redakcyjny. Dziękuję, że pamiętacie w modlitwach o mnie i mojej rodzinie, za życzenia urodzinowe, za kalendarz, który rozświetla mój dom. Każdego dnia patrzę na Matkę Najświętszą, która nas błogosławi, wyprasza nam zdrowie i opiekę.
Z Panem Bogiem!
Danuta z Michałowa
Szczęść Boże!
Pragnę złożyć serdeczne podziękowanie za otrzymane życzenia urodzinowe uwiecznione na pięknej karcie z wizerunkiem Fatimskiej Pani.
Z Panem Bogiem!
Robert
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Bardzo dziękuję za Wasz wkład w krzewienie prawd wiary. Pragnę podziękować za otrzymane materiały edukacyjne, które umacniają wiarę, duchowość, niosą światło pokoju i miłość w sercach. Dają nadzieję do życia i niech tak pozostanie jak najdłużej – najlepiej na zawsze. Wspierając tę kampanię, wspólnie walczymy o serca, które jeszcze są uśpione. Cały miesiąc październik uczestniczyłem w nabożeństwie różańcowym, ofiarując za grzeszników, którzy obrażają Niepokalane Serce Maryi. Życzę całej Redakcji i dla Pana Prezesa obfitych łask Bożych. Z Panem Bogiem, Bóg zapłać za wszystko z całego serca!
Wojciech z Grodziska Mazowieckiego
Szczęść Boże!
Takie dzieła Boże jak Wasze trzeba koniecznie wzbudzać! W przesłaniu Matki Bożej płynącym z Gietrzwałdu drzemie wielka potęga ratunku dla Polski – to jest nasze zadanie do odrobienia. Bogu dzięki, że mamy w Polsce tak wspaniałych ludzi jak Wy (i Wasze Stowarzyszenie), którzy to odkrywają! Heroicznym wysiłkiem rozprzestrzeniają to cudownie ratujące Polskę przesłanie. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Rita i Ryszard
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję bardzo za życzenia urodzinowe, a szczególnie za Waszą modlitwę w mojej intencji. Najbardziej wszyscy potrzebujemy opieki Pana Boga. Świętym Charbelem, zainteresowałam się już kilka lat temu. Oprócz książek, mam dla całej rodziny relikwie oraz olej świętego Charbela, przysłanym z Libanu. Warto, aby jak najwięcej ludzi Go poznało. Chciałam powiedzieć także o innym, bardzo skutecznym orędowniku, chociaż oczekującym na wyniesienie na ołtarze, Słudze Bożym Wenantym Katarzyńcu, nazywanym polskim Charbelem. Bardzo skutecznym, czego osobiście doświadczyłam. Sama nie mogłam uwierzyć, jak szybko i w jaki sposób mi pomógł. Tego dowody posiada również moja córka. Rozwikłanie jej problemu odbywało się w tak irracjonalny sposób, że trudno nie uwierzyć w pomoc Sługi Bożego Wenantego. Obiecałam, że będę opowiadała o Jego skutecznej pomocy. W internecie jest wiele filmów i książek o Wenantym. Żyjemy dzisiaj w trudnych czasach, dużo ludzi boryka się z problemami finansowymi. Jeśli ten stan się nie zmieni, czeka nas totalne bankructwo. Czcigodny Sługa Boży Wenanty Katarzyniec jest bardzo skuteczny w tych sprawach. Szanowni Państwo, może również warto by było dać ludziom szansę skorzystania z tej pomocy i zorganizować jakąś akcję związaną z tym kandydatem na ołtarze? Życzę Państwu dużo zdrowia i siły w prowadzeniu tak szczytnej działalności, z której obficie korzystamy. Mówię z wdzięcznością – Bóg zapłać!
Krystyna
Szczęść Boże!
Bardzo popieram to, co robicie – że wysyłacie różne pisma, które w tym czasie są bardzo potrzebne, aby ludzie się dowiedzieli, jak żyć z pomocą Pana Jezusa, Matki Najświętszej i wiarą bo jest to bardzo potrzebne. Dziękuję za wszystkie upominki, które od Was otrzymuję. Gorąco modlę się za Was i także proszę o modlitwę.
Genowefa z Rzeszowa