
Ta zawarta w tytule stara prawda, znana już starożytnym, nigdy nie była tak aktualna, jak dzisiaj. Nasi przodkowie, którzy ciężko pracowali w świecie pozbawionym skomplikowanych maszyn i urządzeń, mieli na co dzień solidną dawkę ruchu i wysiłku. Dziś jednak, gdy wielu ludzi pracuje „za biurkiem”, musimy zadbać o aktywność fizyczną poza pracą: poprzez ćwiczenia i sport. Jest to konieczne nie tylko dla naszego zdrowia, ale i dla dobra duszy. Harmonijny rozwój duchowy i fizyczny powinien cechować dobrego katolika…
Pismo Święte wręcz roi się od sportowych porównań, a wzmianki o różnych zawodach, grach i ćwiczeniach odnajdziemy już w Starym Testamencie. Prekursorami sportu w świecie antycznym byli oczywiście Grecy, których kultura rozpoczęła ekspansję na wschód wraz z podbojami Aleksandra Wielkiego w IV wieku przed Chrystusem i dotarła także do Palestyny. Żydzi mieli pewne opory przed uprawianiem sportu, ponieważ starożytne zawody organizowano zwykle ku czci jakiegoś władcy, któremu oddawano boską cześć, co w sposób oczywisty godziło w monoteizm narodu wybranego. To samo można powiedzieć także o chrześcijanach. A jednak grecka kultura sportu była w tamtym kręgu cywilizacyjnym tak powszechna (wszędzie wznoszono stadiony, a w każdym mieście powstawał gimnazjon, czyli ośrodek kształcący tężyznę fizyczną młodzieży), że odwołania do sportu były przez wszystkich rozumiane. Dlatego również Apostołowie chętnie się nimi posługiwali.
W dobrych zawodach wystąpiłem...
Chyba najbardziej znany ze „sportowych” fragmentów z Biblii to słowa św. Pawła z 2 Listu do Tymoteusza: W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego (2Tm 4,7–8). Jeszcze szersze odwołanie do sportu pojawia się w 1 Liście do Koryntian: Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę? Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali. Każdy, który staje do zapasów, wszystkiego sobie odmawia; oni, aby zdobyć przemijającą nagrodę, my zaś nieprzemijającą. Ja przeto biegnę nie jakby na oślep; walczę nie tak, jakbym zadawał ciosy w próżnię, lecz poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę, abym innym głosząc naukę, sam przypadkiem nie został uznany za niezdatnego (1 Kor 9,24–27).
A zatem już od pierwszych dekad po Zmartwychwstaniu Jezusa porównania sportowe były powszechnie używane przez chrześcijan jako metafora zmagań duchowych, które musi podjąć człowiek, aby zostać zbawiony. Oczywiście powyższego cytatu z 1 Listu do Koryntian nie można odczytywać w ten sposób, że Zbawienie jest zarezerwowane tylko dla nielicznych (co czynią np. Świadkowie Jehowy). Św. Paweł pisał tak dlatego, że w kręgu pogańskim panował zwierzęcy wręcz kult zwycięzcy. Na starożytnych igrzyskach nie było podium, nagradzano wyłącznie zwycięzcę, a pozostałych, włącznie z tymi, którzy zajęli drugie i trzecie miejsce, wyszydzano i upokarzano. To oczywiście wzmacniało niemal nadludzkie wysiłki, jakie musiał podjąć antyczny olimpijczyk, aby wygrać. Jego ascetyczny tryb życia, forsowne ćwiczenia, dieta i rezygnowanie z wszelkich przyjemności stawały się dogodnym porównaniem wobec starań chrześcijanina, który musi odmówić sobie wielu ziemskich uciech, aby zachować Boże Przykazania i wejść do Królestwa Niebieskiego.
Sport i średniowiecze - czy to przeciwieństwa?
Wkrótce po uznaniu chrześcijaństwa za religię państwową, w Cesarstwie Rzymskim w 393 roku odbyły się ostatnie starożytne igrzyska olimpijskie. Do ich organizacji powrócono dopiero w XIX wieku. Kościół jest przez to niekiedy oskarżany przez współczesnych krytyków o „pogrzebanie idei olimpijskiej” oraz „wzgardzenie sportem”. Nazbyt często zapominamy jednak o tym, jak te starożytne igrzyska wyglądały: chociażby w zapasach, gdzie wszystkie chwyty były dozwolone, a zawodnicy często straszliwie się ranili, wyłamywali sobie stawy, łamali ręce i wychodzili z zawodów jako kaleki. Chrześcijaństwo nie mogło zaakceptować takich barbarzyńskich widowisk, podobnie jak zakazało niewolnictwa czy walk gladiatorów. Poza tym obowiązek składania darów Zeusowi sprawił, że olimpiada tak bardzo kojarzyła się z pogaństwem, iż nie mogło być dla niej miejsca w nowym, chrześcijańskim porządku świata.
Czy oznacza to jednak, że w średniowiecznej Europie sport nie istniał? Nic bardziej mylnego! Przecież turnieje rycerskie to okres najpiękniejszej, sportowej rywalizacji w historii naszego kontynentu! Rycerze przygotowywali się do walki i zawodów już od najmłodszych lat, kształtując kondycję fizyczną i siłę mięśni. W tym celu uprawiali biegi, skoki, poruszanie się w zbroi (które też traktowano wówczas jako sport), rzut oszczepem, gry w kije, podnoszenie ciężarów czy zapasy. To prawda, że w średniowiecznym systemie szkolnictwa przykładano niewielką wagę do wychowania fizycznego, ale wynikało to z ówczesnego stylu życia, który wymagał znacznie większej aktywności na co dzień i dlatego nie szukano dodatkowych form zapewniających tężyznę ciała. W myśli średniowiecznej podkreślano wartość pracy, a nie sportu, jako aspektu fizycznego, który pomaga człowiekowi w rozwoju duchowym, według słynnej maksymy ora et labora (módl się i pracuj).
Mimo to św. Tomasz z Akwinu w ciepłych słowach pisał o ćwiczeniach fizycznych: Jedność bowiem duszy i ciała wynika z natury człowieka, a stąd można wysnuć wniosek, że doskonałość duszy nie może wykluczać naturalnej doskonałości ciała. Należy więc przyjąć, że doskonałe przysposobienie ciała jest konieczne do szczęśliwości pod każdym względem doskonałej. (…) Ciało wprawdzie niczego nie wnosi do tego działania duszy, na którym polega oglądanie Istoty Bożej – mogłoby jednak być przeszkodą w stosunku do tego działania. Stąd doskonałość ciała jest konieczna, by ciało nie przeszkadzało wzniesieniu myśli.
Sport dla człowieka czy przeciwko człowiekowi?
W czasach nowożytnych postępujący rozwój techniki i produkcja maszyn, które zaczęły wykonywać dużą część pracy za ludzi, a także zwiększająca się liczba pracowników umysłowych na rzecz fizycznych, sprawiły, że zaczęliśmy szukać innych form aktywności ruchowej, a sport stawał się coraz bardziej popularny, zwłaszcza w krajach chrześcijańskich.
Dobro niesione przez kulturę fizyczną graniczyło jednak i graniczy do dziś również z wieloma zagrożeniami. Wszystkie trzy systemy totalitarne XX wieku wykorzystywały wizerunki wysportowanych mężczyzn i kobiet jako wzór „nowego człowieka”, którego chciały stworzyć: oderwanego od Boga, za to bezgranicznie oddanego władzy. Wielu z Czytelników być może pamięta nienaturalnie umięśnione zawodniczki z Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Wiele z nich przedwcześnie zmarło albo skończyło na wózku inwalidzkim z powodu totalnego zniszczenia zdrowia przez nadmierne stosowanie dopingu, do czego zmuszały je komunistyczne władze.
Zagrożenia niesione przez nadmierne uprawianie sportu ponad ludzkie siły, charakterystyczne dla ówczesnej epoki, bardzo celnie zauważał Sługa Boży bp Jan Pietraszko. Tak mówił o tym w kazaniach, które głosił w krakowskiej kolegiacie św. Anny w latach 1955–56: Skreśliwszy wieczność (…), człowiek przenosi wszystkie swe aspiracje na teren doczesny i ziemski. I tu zaczyna się seria tragicznych niekonsekwencji. Z jednej strony człowiek głosi postulat piękna i siły, radości życia, kultury ciała i siłą rzeczy zaczyna uprawiać ascezę, którą potępił w Ewangelii. Weźmy choćby wąski odcinek: sport. Ile ascezy, ile wyrzeczeń, pracy i utrudzenia do granic ostatecznej wytrzymałości wymaga sport pojęty w duchu laickim. Dla człowieka zdrowego, silnego, pięknego fizycznie poświęca się nie tylko wartości duchowe w znaczeniu chrześcijańskim, lecz poświęca się to, co się chciało ocalić: zdrowie, a nieraz życie… Płaci się ogromną cenę – nieproporcjonalnie wielką cenę. (…) Chrześcijaństwo nie jest wrogiem ani sportu, ani zdrowej kultury ciała. Nie zwalcza rozumnego używania przyjemności. Owszem – głosi potrzebę jednego i drugiego, lecz równocześnie zachowuje w tej dziedzinie dużo spokojnej powściągliwości, liczy się bowiem z całym człowiekiem.
Biskup Pietraszko ujął tymi słowami elementarnie ważną prawdę: sport ma służyć człowiekowi, a nie prowadzić do jego wypalenia i zniszczenia. Oczywiście, że zawodowi sportowcy muszą poddawać się codziennym, forsownym ćwiczeniom i diecie. Ważne jednak, aby ten wysiłek podejmowali tylko ci, którzy mają do tego predyspozycje fizyczne i aby nie był to wysiłek ponad ludzkie siły, prowadzący do nadwyrężenia zdolności organizmu. A już całkowicie niedopuszczalne jest stosowanie dopingu, który nie tylko przeczy samej idei sportu jako uczciwego współzawodnictwa, ale też prowadzi człowieka do ruiny zdrowotnej i psychicznej, będąc sprzeczną z duchem rywalizacji sportowej. Warto też pamiętać o tym, że w chrześcijaństwie jest miejsce nie tylko dla najlepszych i nie tylko dla zwycięzców, ale również dla tych, którym coś się nie udaje. Tym też chrześcijański sport różni się od tego, jak pojmowali go starożytni poganie, i dlatego dzisiaj wręczamy nagrody również za drugie, trzecie miejsca; doceniamy remisy i bramki strzelone nawet w przegranych meczach…
Ćwicz i nie zapominaj o Bogu!
Sport powinien być praktykowany proporcjonalnie do predyspozycji danej osoby otrzymanych od Boga, tak aby przynosił korzyść, a nie zgubę. Człowiek aktywny fizycznie jest zdrowszy, ma lepsze samopoczucie, zwiększoną koncentrację, lepszy sen itd. Ruch rozwija mięśnie, wpływa na prawidłowy wzrost i kształt kości, rozwija układ krążeniowo-oddechowy, podnosi sprawność i wydolność fizyczną.
Człowiekowi, który dba o siebie od strony fizycznej łatwiej przychodzi skupienie na modlitwie i podejmowanie rozmaitych wyzwań życia codziennego. Lepiej też postrzega samego siebie i innych ludzi, co daje większe możliwości podołania Bożym natchnieniom i niesienia Bożej miłości napotkanym osobom.
Tego wszystkiego nie da się jednak osiągnąć w oderwaniu od Boga i jego planu stworzenia, w pysznym przeświadczeniu o własnej potędze. To jest łatwa droga do przekroczenia granic fizycznych, na które nie mamy wpływu i do rychłego samozniszczenia człowieka. Pamiętajmy więc, aby podejmując aktywność fizyczną i uprawiając sport, przede wszystkim brać pod uwagę Boży plan względem nas.
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa