Rodzina
 
Katolickie wychowanie dzieci

Gdy chcemy coś sensownie powiedzieć o jakimkolwiek ludzkim działaniu, przede wszystkim powinniśmy postawić pytanie o cel tegoż działania. W przeciwnym razie możemy błąkać się po obrzeżach tematu, nigdy nie dochodząc do sedna sprawy…

Pamiętam bezowocne wielogodzinne rozmowy niby o wychowaniu. Była to debata przed laty z kilkoma „edukatorami seksualnymi”, zamianowanymi przez ówczesnego ministra edukacji narodowej z komunistycznego nadania – profesora Jerzego Wiatra (niegdysiejszego piewcy wielkości Stalina).

Gdy uparcie próbowałem dojść do poznania celu wprowadzenia do szkół „edukacji seksualnej” (taki był zamysł ówczesnego MEN), panowie czynili zręczne uniki, konsekwentnie zasłaniając się „koniecznością” wprowadzenia w życie już przegłosowanej ustawy. Próba ustalenia hierarchii wartości, która będzie wyznacznikiem tej „edukacji”, też spełzła na niczym…

Wreszcie na koniec debaty postawiłem im dwa pytania. Pierwsze: Czy można używać norm moralnych przy ocenie zachowań seksualnych zwierząt? Odpowiedzieli chórem, że oczywiście nie, bo zwierząt to w ogóle nie dotyczy. Na to czekałem i… zadałem drugie pytanie: Czy wolno nie używać norm moralnych przy ocenie zachowań seksualnych ludzi? Zacisnęli zęby. Spuścili głowy. Żaden nie bąknął, że nie wolno. Zostali zdemaskowani…

Cały zamysł edukacji seksualnej bazował i bazuje nadal na tym, by zaciekawić i zachęcić do aktywności seksualnej młodych, ukazując wszelkie możliwe działania jako „równie dobre”. Żadnych ocen moralnych, żadnych ostrzeżeń o złych skutkach. Z jednoczesnym zakazem używania rozumu i woli w imię spontaniczności (czytaj: bezmyślności i bezwolności). Ciekawe, że wszystkie ważne działania człowiek planuje i pieczołowicie przygotowuje, a jedynie działania seksualne miałyby być „spontaniczne” na zasadzie „jak się zachce”.

Całkowitą bezkarność działań na polu seksualnym ma gwarantować, ochoczo reklamowana, „znakomita, niezawodna i całkowicie nieszkodliwa, nowoczesna” antykoncepcja. A w razie „wpadki” mamy jeszcze „dobrodziejstwo aborcji”, którą próbuje się ­dopisywać do praw człowieka! Słowem „bawcie się dobrze”…

Wierzę, że autorzy, propagatorzy i promotorzy programowej demoralizacji młodzieży doczekają się osądu jeżeli nie prawników, to przynajmniej historyków. A już na pewno nie opłaci im się ta plugawa działalność w „rozliczeniu ostatecznym”. Tak czy inaczej, sfera płciowości to teren śmiertelnych (dosłownie) zagrożeń dla naszych wychowanków.

Dobro wychowanka


Po tym przydługim wstępie przystąpmy do rozważań o wychowaniu. Pierwszy problem – cel wychowania. Można go określać różnie, lecz w rozsądnych propozycjach będzie to zawsze jakoś zdefiniowane dobro wychowanka. Skoro dla człowieka największym dobrem jest zbawienie, to można powiedzieć, że nadrzędnym celem wychowawczym jest zbawienie wychowanka.

Powstaje pytanie: przez co osiąga się zbawienie? Nikt nie zostanie zbawiony wbrew swej woli. Pan Bóg obdarowawszy człowieka wolną wolą, jest konsekwentny. Iluż ma o to do Boga pretensje, że pozwala człowiekowi źle czynić. A ze złych czynów człowieka (np. wojny) wyciąga wniosek, że Bóg nie istnieje.

Miłość, wiara i łaska…


Człowiek, by mógł być zbawiony, sam tego musi wpierw zapragnąć i podjąć osobisty trud. Trud użycia rozumu i woli w drodze do własnej świętości. Świętości, która w praktyce oznacza pełną wolność wyboru dobra i odrzucenia zła. Bez względu na to, jak to zło jawi się jako atrakcyjne i kuszące i jak kosztowne jest opowiedzenie się za dobrem. Szczytem świętości i zarazem tak rozumianej wolności jest zdolność oddania życia w obronie wyznawanych wartości. Człowiek wolny może wchodzić w piękne i trwałe relacje z innymi. Najdojrzalszą relacją jest miłość. Miłość rozumiana jako „bezinteresowny dar z siebie samego” (Jan Paweł II). Własny rozwój do granic człowieczych możliwości i piękne relacje z innymi są źródłem największego szczęścia na ziemi. Maksimum szczęścia gwarantuje dobra relacja z Bogiem – wiara. Gwarantuje ona również „płynne” przejście do domu Ojca, do wieczności.

By ten stan wolności i szczęścia zarazem osiągnąć, nie wystarczy nawet najdoskonalsze używanie rozumu i woli. Jest jeszcze potrzebna łaska. Możemy ją wypraszać przez modlitwę, lecz łaski sakramentalne otrzymujemy wyłącznie przez Kościół za pośrednictwem wyświęconych kapłanów. Choćbyśmy po ludzku zrobili najwięcej, jak to jest możliwe, to i tak nie zasłużymy sobie sami na zbawienie. Zbawieni możemy być tylko dzięki Bożemu Miłosierdziu. Do tegoż Miłosierdzia powinniśmy się uciekać i odwoływać.

Mamy zatem nakreśloną powyżej strategię wychowania: Po pierwsze wychowanek powinien zapragnąć, zatęsknić do własnego zbawienia. Następnie powinien wyrazić wewnętrzną gotowość do podjęcia osobistego trudu, wysiłku, pracy nad samym sobą. Dalej powinniśmy wdrożyć wychowanka do używania rozumu i woli na drodze własnego wzrostu do świętości. Dobre chęci powinniśmy pomóc przełożyć na konkretne czyny, które będą przemieniać osobę wychowanka. Równolegle powinniśmy wzbudzać tęsknotę do spotkania z Bogiem i miłość do Kościoła (jedynego pośrednika łask sakramentalnych), a także wprowadzać w życie Kościoła, w uczestnictwo w sakramentach.

Przykład rodziców


Po określeniu, co jest nadrzędnym celem wychowania, trzeba znaleźć środki do niego prowadzące. Zauważmy, jak wiele debat czy porad dotyczących wychowania koncentruje się wyłącznie na skutecznych środkach do zmuszenia dziecka, by robiło to, co my uważamy za stosowne. Najlepiej, żeby jeszcze wydawało mu się, że sam tego chce. Niestety, może to działać tylko na krótką metę. Przykładowo; nadmierne używanie kija i marchewki zwykle źle się kończy. Mały chłopczyk, gdy usłyszy od krewkiego taty: „Zrób to, bo ci wleję”, ze strachu jest gotów zrobić niemalże wszystko. W jego sercu jednak rodzi się bunt. I przyjdzie czas, że na takie zdanie ojca będzie mógł odpowiedzieć: „Tato, nie dasz rady!”, i co? Koniec ojcowskiego autorytetu?

Dziecko ma wybierać dobro nie dlatego, że mu się to opłaci, lecz dlatego, że taka jest człowiecza powinność. Bo bycie człowiekiem zobowiązuje do ludzkiego postępowania.

Jak to osiągnąć?


Pierwszym i najważniejszym środkiem wychowawczym jest przykład rodzicielski. Nic rodziców z tego nie zwolni i nikt z ludzi w pełni nie naprawi skutków złego przykładu. Nie znaczy to bynajmniej, by ktokolwiek, kto wzrastał w złej czy nawet patologicznej rodzinie, miał do końca życia tym wszystko usprawiedliwiać, czy wypowiadać zdania „Już taki jestem, a w ogóle to miałem w życiu pod górkę”. Człowiek ma w sobie moc przemiany samego siebie, a z pomocą łaski jest w stanie bardzo wyrosnąć ponad swój dom rodzinny. Mam na to sporo dowodów w postaci życiorysów konkretnych znanych mi osób.

Wróćmy jednak do dobrego przykładu rodziców. Chodzi tu o indywidualne postawy, wybory, zasady postępowania ojca i matki, ale też o ich relacje z innymi. W szczególności o jakość ich relacji miłości i głębię ich więzi małżeńskiej. Tu niczego nie da się zagrać czy udawać. Dzieci nie da się oszukać. Ich niezwykła wrażliwość i bystrość obserwacji domaga się bezwzględnej uczciwości ze strony rodziców. Tłumaczenie, nawet najbardziej sugestywne, że w życiu ważniejsze jest „być” niż „mieć”, nie będzie wiarygodne, gdy dziecko gołym okiem widzi, że „dla rodziców najważniejsza jest kasa”…

Zatem rodzicom nie pozostaje nic innego, jak tylko solidna inwestycja we własne osoby, w relacje małżeńskie, w relacje z Bogiem. By być świetlanym i pociągającym przykładem dla własnych dzieci.

Niestety, najwspanialszy nawet przykład rodziców nie gwarantuje jeszcze sukcesu w wychowaniu. Co rusz słyszymy bowiem: „z takiej porządnej rodziny, a tak się… pogubił, stoczył…”.

Uwaga na zagrożenia!


Na nasze dzieci czyha mnóstwo zagrożeń zewnętrznych. Są one profesjonalnie, wręcz perfekcyjnie zorganizowane… przeciwko naszym dzieciom. A ściślej przeciwko światu wartości, które pragniemy naszym dzieciom przekazać, przeciwko Bogu. Myślę tu głównie o liberalnych i bezbożnych mediach.

Telewizja poprzez atrakcyjny, szybkozmienny obraz jest szczególnie wciągająca dla małych dzieci. Wielka to pokusa dla rodziców, by dla chwili spokoju „uziemić dzieci przed telewizorem”. Wpływ telewizji może być jednak zgubny dla naszych dzieci. Oczywiście można korzystać z niektórych ofert TV, lecz zawsze oglądanie powinno odbywać się pod kontrolą rozumu i woli. Oglądanie wspólne z dziećmi pozwala na wskazanie im i skomentowanie treści złych, nieprzyzwoitych, brutalnych. To my mamy być panem telewizora, a nie on naszym. Zabronić oglądać telewizję to mało, trzeba dać dzieciom coś w zamian. W naszej rodzinie było wspólne czytanie, lecz absolutnym hitem okazała się opowieść, jak to rodzice się poznali, pokochali, pobrali, czekali na dzieci…

Drugim śmiertelnym zagrożeniem dla naszych dzieci jest internet. Z jednej strony bardzo pożyteczne narzędzie do uzyskiwania potrzebnych informacji, z drugiej śmietnik i rynsztok treści destrukcyjnych i nieprzyzwoitych (by nie powiedzieć obrzydliwych). Można zakładać blokady, stawiać komputer w ogólnie dostępnym i widocznym miejscu, ale tak naprawdę trzeba się nauczyć z niego korzystać i stać się panem, a nie niewolnikiem komputera.

Kolejne zagrożenie to gry komputerowe. Ciekawe, wciągające i… zniewalające. Najlepiej samemu całkowicie z nich zrezygnować i zachęcić do tego dzieci. Może ciekawsza okaże się wycieczka w góry czy choćby pokopanie piłki z tatą na przydomowym podwórku.

Rówieśnicy


Wreszcie niezwykle ważny czynnik wpływający na rozwój naszych dzieci – to rówieśnicy. Na ile to możliwe, powinniśmy otaczać nasze dzieci dobrymi rówieśnikami. Przy licznym rodzeństwie problem częściowo sam się rozwiązuje. Wszystkie najbliższe dzieci są z „tej samej bajki”. Warto poważnie pomyśleć o wyborze szkoły (tu kierowałbym się głównie osobowością dyrektora), o wpuszczaniu rówieśników naszych dzieci pod nasz dach (szansa poznania i dyskretnej kontroli). Wreszcie bezwzględnie warto uwzględnić rówieśników przy planowaniu wakacji. To bardzo ważny czas, w którym wiele można wygrać, ale też wiele stracić. Jedne wakacje w złym towarzystwie mogą zniszczyć całe przyszłe życie wychowanka. Od urodzenia dzieci, wszystkie wakacje spędzaliśmy w otoczeniu wybranych rodzin z dziećmi. Rodzin naszego pokroju, głównie z kręgu Duszpasterstwa Rodzin.

Na koniec myśl przewodnia. Słowa Stefana kardynała Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia: Ludzie mówią: czas to pieniądz, a ja wam mówię: czas to miłość. Poświęcajmy dzieciom czas. Nawet, gdy nam go dotkliwie brakuje. Wyrywajmy go sobie „z gardła”, za wszelką cenę. Nasze dziecko ma dzisiaj tyle lat, miesięcy i dni… Jutro już będzie za późno. Dzisiejszy dzień nie wróci, będzie miało o dzień więcej. Straconego w wychowaniu czasu w żaden sposób nie da się cofnąć, odwrócić. Obyśmy nie płakali na starość, patrząc bezradnie na zagubienie naszych dzieci, którym nie daliśmy dość miłości w postaci poświęconego im czasu.

Jacek Pulikowski



NAJNOWSZE WYDANIE:
Pod opieką Matki
Dotarliśmy do 150. numeru „Przymierza z Maryją” – pisma tak wyczekiwanego w tysiącach polskich domów. W przeważającej mierze poświęciliśmy go Tej, którą obraliśmy za Patronkę – Matce Najświętszej. To Ona jest naszą Przewodniczką pewną do Nieba.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Świadectwo Pana Pawła

Pan Paweł wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi już od 20 lat, a w czerwcu wziął udział w pielgrzymce Apostołów Fatimy do portugalskiego sanktuarium. Pochodzi z Mazowsza, z parafii pod wezwaniem świętego Bartłomieja Apostoła w Paprotni. Tam przyjął sakrament chrztu i bierzmowania oraz przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej.

 

– Wiarę zachowałem po rodzicach i staram się ją kontynuować – opowiada pan Paweł. – Różaniec i modlitwę „Anioł Pański” odmawiam sam albo z Katolickim Radiem Podlasia z Siedlec. Staram się też, jeśli możliwości pozwolą, odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego i dzięki TV Trwam uczestniczyć w apelach jasnogórskich. W niedzielę i inne święta biorę udział w uroczystościach kościelnych, takich jak np. nabożeństwa fatimskie. Jak pogoda jest niesprzyjająca, taka jesienno-zimowa, to korzystam z uprzejmości znajomych i sąsiadów, żeby dojechać do kościoła autem.

– Staram się wspierać parafię w pracach gospodarczych, jeśli chodzi o utrzymanie terenów zielonych wokół świątyni. Jakieś pojęcie na ten temat mam, bo parę ładnych lat zajmowałem się pielęgnacją zieleni przy urzędzie gminy jako pracownik gospodarczy.

– Radzę sobie lepiej lub gorzej, ale odnoszę wrażenie, że osoby w wieku seniorskim, tak jak moja skromna osoba, nie zawsze są jeszcze komuś potrzebne, bo teraz liczy się młody, sprytny, no i trochę zamożny. Takie teraz mamy czasy, że raczej każdy chce utrzymywać kontakty z takimi osobami, a pokolenie starszych ludzi nie każdemu już pasuje.

 

20 lat w Apostolacie Fatimy


– O Stowarzyszeniu Ks. Piotra Skargi dowiedziałem się ponad 20 lat temu, przeglądając prasę katolicką. Zainteresowałem się i tak jakoś ta wymiana korespondencji między Stowarzyszeniem a mną trwa. Oczywiście, za wszystkie przesłane czasopisma, jak np. „Przymierze z Maryją” i dewocjonalia związane z Państwa działalnością, dziękuję bardzo.

– Czasami zaglądam na strony internetowe Stowarzyszenia i przeglądam, co tam akurat jest z aktualnych wiadomości. To, co Państwo robicie, na pewno jest potrzebne. Ja ze swojej strony nadal postaram się wspierać Stowarzyszenie i Apostolat Fatimy, tak jak do tej pory. Nie jest to może bardzo duża ofiara, ale „ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka”, jak mówi przysłowie.

– Zaniepokoiła mnie informacja zawarta w ostatnim numerze „Przymierza z Maryją”, że nakład pisma spada. Uważam, że gdyby każdy wygospodarował te 15–20 zł, to sytuacja byłaby zdecydowanie lepsza i bez problemu można byłoby pokryć koszty wydania i wysyłki „Przymierza…”.

 

Pielgrzymka do Fatimy


– Jestem bardzo zadowolony z wyjazdu z Apostolatem do Fatimy. To był mój pierwszy wyjazd w tak bardzo sławne miejsce. Wszystkie miejscowości, które zwiedzaliśmy, były zabytkowe i bardzo ciekawe, a świątynie i katedry monumentalne. Wszystkie miejsca robią ogromne wrażenie, a obiekty sakralne są jakby dwa razy większe od naszych. Trzeba wyrazić uznanie dla budowniczych, którzy te obiekty wznosili.

– Taki wyjazd to są dosyć poważne koszty, nie tylko jednostkowe, ale dla całej grupy. Byłem w grupie osób, które objęła taka życzliwa pomoc ze strony Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi. Serdeczne „Bóg zapłać” za to, że miałem taką możliwość. Przypuszczam, że wszyscy są, tak jak ja, zadowoleni. Muszę pochwalić i wyrazić słowa wdzięczności dla organizatorów, bo wszystko było bardzo dobrze przygotowane.


oprac. Janusz Komenda


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowni Państwo!

Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!

Anna ze Zgierza

 

 

Szczęść Boże!

Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.

Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.

Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.

Wdzięczna Czytelniczka

Krystyna z Pruszkowa

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!

Barbara

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Danuta z Krakowa

 

 

Szanowni Państwo!

Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,

Maria

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.

Janina z Włocławka

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.

A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.

Z Panem Bogiem!

Genowefa