Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię. Nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię (Jr 1,5). To są słowa Pana Boga skierowane przez proroka Jeremiasza do każdego z nas… Nikt z nas na tym świecie nie pojawia się przypadkowo. Każdy człowiek ma do wykonania zadanie w dziele Bożego zbawienia. Zabicie dziecka to wielka ingerencja człowieka w ten Boży plan.
Tymczasem na całym świecie w ciągu ostatniego półwiecza dokonano od 1,5 mld do 2 mld zabiegów przerwania ciąży. W naszym kraju w 2007 roku próbowano zapisać w Konstytucji prawną ochronę życia ludzkiego od poczęcia, ale projekt ten nie został zaaprobowany przez Sejm. Prawodawcy dopuszczają więc aborcję, a w innych krajach także eutanazję. Zatem gdy prawo jest niegodziwe, nie ma mowy o porządku moralnym i rozwoju społeczeństwa.
W naszej Ojczyźnie nadal więc można legalnie niszczyć życie nienarodzonych, bezbronnych istot. Dlaczego? Bo być może ta bezbronna istota urodzi się chora? Bo być może zagrozi ona życiu matki? A tak naprawdę największe spustoszenie w życiu przyszłej matki czyni właśnie okrutne i niegodziwe pozbycie się rozwijającego się w niej nowego życia. Aborcja jest bowiem brutalną ingerencją w naturalne funkcjonowanie kobiecego organizmu. Jest głębokim, niezmiernie poważnym okaleczeniem kobiety – fizycznym, psychicznym i duchowym.
Dlaczego kobiety decydują się na aborcję?
Nie zawsze kobieta, zgłaszając się do lekarza, jest przygotowana na informację, że została matką, że pod jej sercem rozwija się człowiek. Wiadomość ta dla jednych jest wielką radością, dla innych zaś – informacją wręcz przerażającą, gdyż z różnych względów potencjalna matka nie jest przygotowana na przyjęcie dziecka. Informację o poczętym życiu nierzadko kobiety przyjmują jako dramat – przeżywają rozdarcie. Nagle pojawiają się wątpliwości, strach przed odrzuceniem, utratą partnera, „swobodnego”, „beztroskiego” życia (nawet w małżeństwach). Czasem wiąże się to z ogromnym lękiem przed trudami samotnego wychowywania dziecka lub skomplikowaną sytuacją życiową. Brakuje też duchowego i moralnego wsparcia oraz odpowiedzialności za prokreację. Ta odpowiedzialność istnieje wśród małżonków prawidłowo uformowanych moralnie i duchowo.
Jeśli jednak małżonkowie stosują antykoncepcję, wówczas zwiększony jest lęk związany z poczęciem i, niestety, często bywa podejmowana decyzja o pozbyciu się niechcianej ciąży.
W rodzinach prawidłowo ukształtowanych, które biorą moralną i duchową odpowiedzialność za swoje zachowanie, w których panuje rozwój duchowy i miłość, nie ma takich dylematów.
Poraniona młodzież
Z wielkim przerażeniem patrzę na małoletnią młodzież, która w bardzo młodym wieku rozpoczyna kontakty seksualne. Kiedy w latach 80. spotykałam się z młodzieżą, sytuacja była znacznie lepsza, a dziś jestem wstrząśnięta, gdy podczas spotkań z młodymi ludźmi okazuje się, że inicjacja seksualna rozpoczyna się w coraz młodszych klasach. Zdaniem chłopców, którzy rozpoczęli współżycie, duży wpływ odgrywają tu wyzywające stroje dziewcząt. Dziewczyna w wieku 16 lat opowiada, że jest po wielu aborcjach. Matka zawsze zawoziła ją do ginekologa prywatnie, by pozbyć się „problemu”, jakim było poczęte dziecko. Jakiż mocny jest u niej później syndrom poaborcyjny. Bywa, że przez całe życie będzie doświadczała ciągłego poczucia żalu i winy, stanów lękowych lub ciężkich depresji. Na długie lata zostaje pozbawiona wewnętrznego spokoju i harmonii. Ale nie tylko ona cierpi. Cierpi także młody ojciec poczętego, a potem zabitego dziecka. Przeraża też fakt, że mimo oficjalnego zakazu aborcji, nie ma problemu z zabiciem dziecka na każdym etapie rozwoju. Czasem bywają utrudnienia związane z brakiem pieniędzy, ponieważ jeśli dziecko jest duże, to jego zabicie więcej kosztuje. Ogromny wpływ na taką sytuację ma współczesna laicka kultura, wczesne wychowanie seksualne, pornografia, telewizja, zła lektura i wiele innych czynników. Podejmowanie właściwej decyzji uzależnione jest od sfery moralnej i duchowej. A ta najczęściej jest zniszczona przez laickie lub antyreligijne wychowanie. W życiu tych młodych ludzi, którzy decydują się na aborcję, panuje chaos – przede wszystkim w życiu duchowym. W rodzinach tych młodych osób nie ma czasu na rozmowy, na wspólne rozwiązywanie problemów, nie ma prawdziwej miłości zdolnej do ofiary, a w życiu duchowym jest pustka. Są kłótnie, agresja i przemoc. Dzieci z takich rodzin przeważnie decydują się na aborcję, gdyż same nie znają prawdziwej Bożej Miłości. Ci młodzi ludzie, tak jak każdy człowiek, poszukują miłości i szczęścia. Nie znajdują ich w domu, poszukują gdzie indziej – niestety często także w jej namiastce – rozbudzonej erotyce.
Krew niewinnie przelana głośno woła do Boga
Tę prawdę przypomina Jan Paweł II w encyklice „Evangelium Vitae”. Nie zapominajmy, że gdy ginie dziecko, to tylko pozornie cierpi jedna osoba. Profesor Bernard Nathanson w filmie „Niemy krzyk” pokazał, że torturowane i zabijane dziecko cierpi jak dorosły. Gdyby matki miały świadomość, jak brutalnie i okrutnie rozrywane są ciała ich dzieci, z jakim przerażeniem te bezbronne istoty płaczą i krzyczą, choć ich krzyk jest niemy i bezgłośny, być może nie dałyby zgody na taką zbrodnię. To malutkie, bezbronne dziecko staje się męczennikiem idącym do Ojca w Niebie. Każda aborcja to wielkie żniwo dla szatana, bo pozostają splamione niewinną krwią sumienia: decydentów, czyli polityków wydających ustawy, rodziców, lekarzy, całego personelu medycznego, wszystkich osób, które przyczyniły się do zabicia. Ci wszyscy ludzie objęci są ekskomuniką. Sumienia tych wszystkich osób są zranione. Rany te może uleczyć tylko Bóg – często podczas dobrej spowiedzi, ale w wielu sytuacjach – u egzorcysty. Bóg przebaczy zawsze, gdy człowiek wyraża prawdziwą skruchę i żal.
Żaden psycholog nie jest w stanie skutecznie pomóc tym osobom, jeśli one nie zwrócą się z ufnością do Boga. My także poprzez ofiarę, post, modlitwę, adorację Najświętszego Sakramentu możemy wyprosić nawrócenie tych, którzy umarli duchowo przez dokonaną aborcję. By sytuacja ulegała poprawie, potrzeba przebaczenia, duchowego odrodzenia w rodzinach i wielkiej modlitwy, która wzniesie się do Nieba.
Syndrom dziecka ocalonego
Niepokojące są zachowania w rodzinach, w których są już dzieci, a matka zabija kolejne – żyjące dzieci zaczynają odczuwać lęk, zagrożenie swego życia, brak ufności, rozpoczynają się kłótnie, często agresywne zachowania. Bywa też, że matka miała zamiar zabić dziecko i pod wpływem czegoś zmieniła decyzję. Wtedy u narodzonego dziecka (czasem długo) pojawia się tzw. syndrom dziecka ocalonego. Zdumiewa fakt, że kiedy matka postanawia zabić poczęte, maleńkie, np. zaledwie pięciotygodniowe dziecko, ono w jakiś przedziwny sposób to odczuwa. Mimo że matka odstępuje od powziętej wcześniej decyzji, mimo że zaakceptuje rozwijające się w niej życie, nawet pokocha swoje maleństwo, łatwo później rozpoznać u takiego dziecka syndrom dziecka ocalonego. Cierpienia takiego dziecka są tak duże, że niekiedy leczenie odbywa się w oddziale psychiatrycznym, w którym mimo wszystko nie odzyskuje ono równowagi psychicznej.
Może je uleczyć jedynie prawda. Odnajdzie równowagę psychiczną, jeśli dowie się prawdy od swej matki i jej przebaczy. Podobnie bywa w sytuacji syndromu poaborcyjnego, w którym równowaga duchowa powraca, gdy matka przebacza wszystkim, którzy przyczynili się do zabicia jej dziecka. Przebaczenie jest jednak trudne, a najtrudniej jest przebaczyć sobie i zaufać Bożemu Miłosierdziu. Czasem wystarczy bardzo dobry rachunek sumienia, dobra spowiedź, a czasem nie obejdzie się bez egzorcysty. Pamiętajmy, że każda osoba, nawet najbardziej obciążona grzechem, jeśli zaufa Jezusowi, otrzyma łaskę nawrócenia, doświadczy, że Jego Miłosierdzie jest tak wielkie, iż największy grzesznik może stać się największym świętym.
W każdej rodzinie prawidłowo ukształtowanej, gdzie wartości duchowe są rozwijane, przestrzegane i pielęgnowane, furtka dla Złego jest zamknięta. To w tych rodzinach panuje Miłość zdolna do ofiary. Pojawiające się cierpienie staje się wtedy ofiarą zanoszoną w duchu Miłości do Boga. Połączone z wielką modlitwą, postem, adoracją Najświętszego Sakramentu – ma wielką moc na niezliczone Boże łaski, które zdolne są przemieniać nawet najbardziej zatwardziałe ludzkie serca.
Wielcy świadkowie naszych czasów
Znani publicznie aborterzy, jak wspomniany już prof. Nathanson, uznający siebie za ateistę, (sam zabił ok. 5 tys. dzieci, a odpowiedzialny był za 75 tysięcy w prowadzonej przez siebie klinice) stwierdził, że często zmuszony był zmieniać kadrę lekarską, gdyż w ich praktyce na samym początku pojawiał się alkohol, środki uspokajające, a w małżeństwach – kłótnie kończące się często rozwodami. Nie mogli pracować dłużej niż trzy miesiące. Prof. Nathanson nie mógł znieść psychicznie grupy ludzi modlących się pod jego kliniką, to go dręczyło, aż ostatecznie zamknął się w swym domu i chciał popełnić samobójstwo. Wtedy ktoś zapukał do drzwi jego mieszkania… Okazało się, że to ksiądz katolicki. Był płacz, długa spowiedź, nawrócenie zakończone przyjęciem chrztu i pełnym radosnym powrotem do Boga. Pamiętam wielki ból na jego twarzy, a po chrzcie dziecięcą radość. Niedługo potem zmarł.
Nieco inaczej przebiegała droga nawrócenia dr. Stojana Adasevica, serbskiego abortera, który jako lekarz w dawnej komunistycznej Jugosławii zmuszany był do wykonywania aborcji. W ciągu 26 lat zabił około 48 tysięcy dzieci. Przez pewien czas każdego dnia śniły mu się dzieci i pilnująca ich osoba, którą okazał się św. Tomasz z Akwinu. Jako wyznawca prawosławia, nie wiedział, kim jest ów człowiek. Niebawem jednak go poznał, a święty, niczym Boży wysłannik, pomógł mu wrócić do Boga.
Nie zabijajmy własnych dzieci
Pamiętajmy, że niezależnie od tego, czy człowiek jest wierzący, czy nie – otrzymuje wielki dar od Pana Boga, jakim jest sumienie. Jest to Dekalog wpisany w nasze serca niczym „kamienne tablice”. Bóg dał nam wolną wolę. To my decydujemy o wyborach. By nasze sumienia znarkotyzować, aborterzy używają zastępczych słów, np. aborcja, eutanazja, przerwanie lub zakończenie ciąży, terminacja ciąży. Kobiety często pod wpływem tych określeń, zupełnie nieświadome tego, co to naprawdę znaczy, podejmują decyzję o zabiciu bezbronnego człowieka, która pozostawia w nich ogromną ranę duchową. Ma ona potem odzwierciedlenie w całym życiu rodzinnym, społecznym i narodowym. Powiem więcej – ma wpływ na losy całego świata.
Jakże znamienne, trafne i prawdziwe są słowa bł. Matki Teresy z Kalkuty, laureatki Pokojowej Nagrody Nobla, wypowiedziane w 1994 roku podczas międzynarodowej konferencji ONZ w Kairze. Matka Teresa tak przedstawiła konsekwencje legalizacji zbrodni aborcji: Wiele razy powtarzałam – i jestem tego pewna – że największym niebezpieczeństwem zagrażającym pokojowi jest dzisiaj aborcja. Jeżeli matce wolno zabić własne dziecko, cóż może powstrzymać ciebie i mnie, byśmy się nawzajem nie pozabijali?
Mając w pamięci te słowa – nie zabijajmy! Wybierzmy życie!
Maria Bienkiewicz
Maria Bienkiewicz jest założycielką Fundacji Nazaret, której celem jest ratowanie zagrożonego życia nienarodzonych oraz udzielanie wsparcia kobietom spodziewającym się dziecka. Od ponad 33 lat, walcząc o życie nienarodzonych dzieci, pozostaje do dyspozycji matek, które wahają się czy urodzić. Spotyka się, rozmawia, a przede wszystkim przekonuje, że „życie to dar z tysiącem drzwi”, które ma mnóstwo rozwiązań wszelakich problemów.
370 lat temu, 1 kwietnia 1656 roku we lwowskiej katedrze nasz monarcha, Jan II Kazimierz Waza, przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej oddał Rzeczpospolitą szczególnej opiece Najświętszej Maryi Panny, nazywając ją Królową Polski. Co jednak szczególnie interesujące, ten tytuł odnoszący się do Matki Zbawiciela został objawiony trzykrotnie przez samą Maryję na początku XVII wieku w dalekiej Italii.
Pani Cecylia Pajka pochodzi z Mazowsza. Urodziła się w miejscowości Lutobrok koło Pniewa, ale od prawie 50 lat mieszka w Makowie Mazowieckim, gdzie należy do parafii pod wezwaniem św. Józefa. W 2025 roku wraz z grupą Apostołów Fatimy udała się na pielgrzymkę do Sanktuarium Matki Bożej w Fatimie.
– W Fatimie było cudownie. Naprawdę jestem wdzięczna za to, że po 21. latach uczestnictwa w Apostolacie spotkało mnie takie szczęście – pojechałam do Fatimy, o której marzyłam od dawna – wspomina pielgrzymkę do portugalskiego sanktuarium pani Cecylia.
– To było niesamowite przeżycie, bo byłam tam po raz pierwszy. Dziękuję Bogu, że w Roku Jubileuszowym otrzymałam od Niego taką łaskę. Groby pastuszków: świętych Hiacynty i Franciszka oraz s. Łucji, to po prostu coś cudownego. Z wdzięcznością pokonałam na klęczkach tradycyjną drogę do Kaplicy Objawień, a wieczorami brałam udział w procesjach ze świecami – dodaje.
Zaczęło się od książki o Fatimie…
Wszystko to możliwe było dzięki temu, że pani Cecylia już od dawna wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Początki swojej przygody z naszą organizacją wspomina następująco: – Zaczęło się tak, że znalazłam ulotkę i zamówiłam książkę o Fatimie. Wypełniłam formularz Apostolatu i zaczęłam dostawać kalendarze, różańce oraz wiele różnych dewocjonaliów. Otrzymałam także oczywiście figurkę Matki Bożej Fatimskiej.
Jako Apostołka Fatimy pani Cecylia dostaje również systematycznie „Przymierze z Maryją”, którego jest wierną czytelniczką:
– W „Przymierzu…” jest dużo ciekawych artykułów, np. świadectwa członków Apostolatu czy opis pielgrzymek do Fatimy. Po przeczytaniu zanoszę „Przymierze z Maryją” do kościoła żeby ktoś inny poznał Stowarzyszenie, zapisał się do Apostolatu i żeby przyniosło to dobre owoce – mówi z przekonaniem.
Obecnie kościołem parafialnym pani Cecylii jest świątynia pod wezwaniem Bożego Ciała w Makowie Mazowieckim, ale nie zawsze tak było. – Chrzest przyjęłam w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny – Królowej Świata w Zatorach, a do Pierwszej Komunii Świętej i bierzmowania przystępowałam w bazylice kolegiackiej Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Pułtusku – przytacza fakty ze swojej młodości. – Z dzieciństwa pamiętam, że moja babcia codziennie odmawiała Różaniec, a ja klęczałam obok i też się razem z nią modliłam.
Kurpie – ich kultura i zwyczaje
Pani Cecylia pochodzi z Kurpiów Białych, krainy etnograficznej leżącej na północny-wschód od Legionowa w województwie mazowieckim. Region ten słynie m.in. z charakterystycznej gwary, haftów, wycinanek i wyrobów tkackich. – Moja mama i ciocia zajmowały się haftem serwetek kurpiowskich na tiulu. Wykonywały też obrusy, bieżniki, serwetki na drutach i szydełku.
– Moja ciocia ma po babci cały strój kurpiowski. Składa się on z białej koszuli wyszywanej czarno-czerwonym wzorem kurpiowskim, kolorowej sukni w paski, fartucha zdobionego kolorowymi cekinami, czarnych, sznurowanych trzewików i czerwonej lub zielonej chusty w kwiaty. Babcia zawsze zakładała ten tradycyjny strój na specjalne uroczystości w kościele.
Żona, matka, babcia
– Skończyłam szkołę zawodową i 1,5 roku technikum rolniczego, ale moje główne zainteresowanie i zawód to kucharstwo. 28 lat pracowałam na kuchni, a przez prawie 38 lat pracy zawodowej miałam tylko siedem dni zwolnienia – opowiada pani Cecylia.
– W 1972 roku po zawarciu ślubu zamieszkałam u męża w miejscowości Pękowo. Tam też urodziła się nasza pierwsza córka. Do Makowa Mazowieckiego przeprowadziliśmy się w 1978 roku, gdy miała iść do pierwszej klasy szkoły podstawowej. W sumie urodziłam czworo dzieci, ale jeden syn zmarł po kilku dniach. Doczekałam się też czterech wnuków, dwóch wnuczek oraz dwóch prawnuków.
– Od ośmiu lat jestem wdową, ale w 2021 roku zaprzyjaźniłam się z Januszem, którego kuzynka wyszła za mojego wnuka. Razem byliśmy na pielgrzymce w Fatimie, a w tym roku wybieramy się do Sanktuarium Matki Bożej w Lourdes.
Swoją opinią na temat pielgrzymki Apostolatu do Fatimy podzielił się z nami też pan Janusz:
–Jestem zachwycony i bardzo zadowolony. Brak mi słów. Największe wrażenie wywarły na nas nabożeństwa, Droga Krzyżowa i nauki, które przy tej okazji głosił towarzyszący nam ksiądz. Chcemy też podziękować koordynatorowi Apostolatu Fatimy, panu Krzysztofowi Golcowi za organizację pielgrzymki.
Oprac. Janusz Komenda
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za piękny kalendarz i za słowa wdzięczności. Wszystko co robicie, jest wielkie. Jestem wzruszona i proszę dalej pracować nad wszystkim, co jest związane z wiarą chrześcijańską.
Barbara z Pińczowa
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się swoim świadectwem… W 1983 roku pracowałem na budowach w Poznańskim Kombinacie Budowlanym. Zostałem wysłany do Libii na kontrakt. Budowaliśmy tam domy parterowe. Nasz „camp” mieścił się w miejscowości Azzija. W każdą środę przyjeżdżał franciszkanin spowiadać i odprawiać Mszę Świętą. (…) Starałem się codziennie odmawiać Różaniec na „campie”. Pracownicy z różnych stron Polski zauważyli, że wierzę i kocham Boga, że nie wstydzę się Go… Po powrocie latem 1984 żona zauważyła, że Pan Jezus Miłosierny mnie otworzył na innych i odmienił mego ducha.
W kościele Wniebowstąpienia znajdowała się półka z cudownymi medalikami. Zapoznałem się z postacią św. Katarzyny Laboure, która otrzymała wzór na medaliki od Matki Bożej. I tak Jezus Miłosierny posłał mnie, abym rozdawał je na budowie i głosił Prawdę o dobroci Boga. Święta Katarzyna na każdym kroku mnie także towarzyszyła, w ogóle nie czułem jakiegoś zawstydzenia, wręcz przeciwnie: czułem radość z niesienia Bożego Miłosierdzia w codzienności, jakie Dobry Bóg daje nam przez ręce Maryi. To trwało wiele lat. Ewangelizowałem tam, gdzie chciano słuchać. Mówiłem, że o każdą sekundę zapyta nas Pan Bóg i że Boże Miłosierdzie jest jedynym ratunkiem dla każdego człowieka.
Żona zachorowała, kiedy jeszcze pracowałem. W sumie trwało to około 7 lat. To był dla nas trudny okres… Po przejściu na emeryturę żona pomału gasła. W pierwsze piątki miesiąca przychodził do nas ksiądz proboszcz z Panem Jezusem Eucharystycznym. Choć był to dla nas trudny czas, to był także pełen łaski mimo cierpienia. 9 listopada 2019 roku stał się dniem spotkania żony z Jezusem Miłosiernym.
Później zaopiekowałem się bezdomnym Michałem, miał 37 lat. (…) Słuchał tajemnic Różańca na dany dzień. Kolega z pracy zaproponował, aby w jego mieszkaniu odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego.
Drugi bezdomny, Piotr, był na wózku inwalidzkim. Mogąc jednak pomóc tylko doraźnie, zapragnąłem przyprowadzić go do tronu Miłosierdzia Bożego, aby i on doświadczył ogromu Miłości i dobroci Boga. Wszedłem nawet we współpracę z pewnym kapłanem i robiliśmy, co w naszej mocy, aby zdroje łaski wylewały się w życiu Piotra. Mój podopieczny żył z żebrania. Dzięki dobroci kolegów, którzy pomagali mu się przemieszczać i pchali wózek, starczało mu na przetrwanie, ale część przeznaczał na alkohol. To niestety bardzo mu przeszkadzało w dotarciu do spowiedzi. Z czasem jednak się rozchorował, trafił do szpitala i już nie wrócił…
I tak idę dalej w codzienność, aby nieść Miłość do każdego człowieka. Najlepiej mi to wychodzi, kiedy tłumaczę tajemnice Różańca świętego. Każde miejsce się nadaje. Patrzę, gdzie Pan mnie prowadzi, gdzie chce swoim Miłosierdziem dotknąć człowieka…
Dodatkowo ostatnio chodzę na fizykoterapię. Tam rozdaję medaliki Matki Bożej, które dostaję z karmelu żeńskiego, z którym weszliśmy w relację, kiedy żyła jeszcze moja żona. Kochane siostry wymadlały łaski i siły dla małżonki.
Ja sam wierząc i ufając Bożemu Miłosierdziu zamówiłem u salezjanów Msze gregoriańskie za moich bliskich. W tym kościele w drugi wtorek miesiąca modlimy się za konających i za dusze w czyśćcu cierpiące. Zwłaszcza te potrzebują Miłosierdzia. Dobry Pan prosi i pobudza serce do tego, aby się za nimi wstawiać.
Codziennie rano proszę Ducha Świętego, abym odczytywał dobrze Jego natchnienia i żył z nimi tego dnia. Na razie Duch Święty tak mnie prowadzi, że na kolejnych „gregoriankach” zaprosił mnie, aby razem z pobożnymi niewiastami wspólnie modlić się na Mszy Świętej i prosić o Miłosierdzie dla konających dusz czyścowych. Pozdrawiam Was serdecznie!
Z Panem Bogiem
Stanisław z Poznania
Szanowni Państwo!
Dobrze, że jesteście. Życzę wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują niszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg!
Dariusz z Marcinowic
Szczęść Boże!
Kampania promująca książkę „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest świetnym pomysłem, a sama publikacja jest znakomicie przygotowana i wydana. To w zasadzie jest książka historyczna i tak też mogłaby być reklamowana. Może w przyszłości warto przygotować również osobną kampanię marketingową dla tych, którzy w Kościele nie są jeszcze tak silnie osadzeni…
Z pozdrowieniami
Michał z Gdańska
Szanowna Redakcjo!
Życzę wszystkiego co najlepsze w roku 2026, niech Boża Opatrzność czuwa nad Waszą działalnością. Artykuły w czasopiśmie „Przymierze z Maryją” są wspaniałe, zawsze ciekawe i potrzebne. Czasami mam wątpliwości, że może ktoś inny bardziej by potrzebował takiej lektury, a ja zajmuję to miejsce. Komu tylko mogę, to podaję po przeczytaniu. Pozdrawiam serdecznie – szczęść Boże!
Stanisława z Rędzin
Szczęść Boże!
Dziękuję Panu Bogu i Matce Najświętszej za to, co robicie. To bardzo trudne, ważne sprawy. Proszę, nigdy nie ustawajcie w Waszych działaniach. Chylę czoło przed Wami za trud i Wasze poświęcenie w każdej akcji Stowarzyszenia – wychodzicie do ludzi, szerząc kult Maryjny w dzisiejszych trudnych czasach. Zasługujecie na wielki szacunek. Bóg zapłać!
Józefa z Dąbrowy Tarnowskiej
Szczęść Boże!
W moim przekonaniu Wasza kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniałą akcją. W lipcu tego roku ukończę, jeśli Pan Bóg pozwoli, 85 lat. Miałem w tym czasie wiele upadków, jak: depresja, rak złośliwy gruczołu krokowego, ale moja silna wiara wpojona mi przez rodziców uzdrowiła mnie. Pozdrawiam Was serdecznie!
Roman z Kujawsko-Pomorskiego