Cudowne wydarzenia
 
Święta, która cierpiała, by wybawić innych
Agnieszka Stelmach
Dla zrównoważenia ciężaru złego, mnożyć się będą ofiary wynagradzające. Na całym świecie wiele sióstr zakonnych, zakonników, księży i świeckich przyjmować będzie na siebie krzyż zadośćuczynienia za bezmiar zła, który nas otacza – tymi słowami biograf św. Ludwiny z Schiedam, Joris-Karl Huysmans wyjaśnił krótko istotę cierpienia, które dotyka dobrych i sprawiedliwych ludzi.
 
Święta Ludwina z Schiedam żyła na przełomie XIV i XV wieku w Holandii. Był to w Kościele czas szerzenia się herezji i ogromnego zepsucia tak wśród duchownych, jak i wiernych.
 
Ludwina należy do grona tych świętych, którzy podobnie jak Barbara od św. Dominka, Ludwika Lateau, Elżbieta Canori Mora, czy wiele innych cierpiała za dusze czyśćcowe, za prześladowców Kościoła i za różnego rodzaju grzechy bliźnich.
 
Jedna z najurodziwszych panien w miasteczku Schiedam w krótkim czasie straciła cały swój ziemski urok. Dotknięta strasznymi chorobami, w wyniku których jej ciało pokryło się ohydnymi wrzodami, początkowo nie chciała pogodzić się z cierpieniem. Dopiero dzięki uważnemu rozważaniu Męki Pańskiej, zmieniła swój sposób patrzenia na świat. Tłumaczyła później, że cierpimy nie tylko za grzechy, które popełniamy sami, ale także za grzechy innych. Wcześnie owdowiała żona może np. znosić ciężary życia tu na ziemi po to, by wymodlić niebo dla duszy przedwcześnie zmarłego męża, trawionego ogniem czyśćca.
 
Dzieciństwo
 
Ludwina przyszła na świat w holenderskim miasteczku Schiedam, w zubożałej rodzinie (co znamienne, w Niedzielę Palmową 1380 r., w chwili gdy w miejscowej świątyni czytano Mękę Pańską) – jako jedyna córka Piotra i Petronelli. Miała ośmiu braci.
 
Podobnie jak inne dziewczynki z okolic pomagała matce w obowiązkach domowych. Gdy była starsza, chodziła po sprawunki, ale często zdarzało się, że spóźniała się do domu, ponieważ wstępowała do miejscowego kościoła pomodlić się przed figurą Matki Bożej. Twierdziła nawet, że Maryja się do niej uśmiechała. W porównaniu z innymi nastoletnimi dziewczętami niechętnie brała udział w zabawach, tańcach czy spacerach. Dwunastolatka częściej wybierała samotność.

Jej piękno znikło…
 
Piękna blondynka o wdzięcznym uśmiechu podobała się wielu młodzianom z okolicy. Przychodzili prosić ją o rękę, ale za każdym razem dziewczyna odmawiała. Ślubowała bowiem Jezusowi zachować czystość.
Mimo że ojciec pod wpływem swojej żony przestał na nią naciskać, by wyszła za mąż za bogatego kandydata i przez to ulżyła rodzinie – niepokoiła się swoją niezwykłą urodą. Gdy miała 15 lat, Chrystus naznaczył ją swym piętnem. Dziewczyna zapadła na nieznaną chorobę, która ją bardzo osłabiła. Zaczęła chudnąć. Wdzięk rysów zaginął. Twarz, która dawniej była biało-różowa, teraz przybrała kolor ziemisty. Życzenie Ludwiny spełniło się. Jej piękno znikło zupełnie. Chłopcy, pragnący ją niegdyś poślubić, cieszyli się, że odrzuciła ich zaloty…
 
Pewnego razu święta pod naporem nieustępliwych przyjaciółek wyszła, by poślizgać się po zamarzniętym tuż za domem kanale. Ludwina ledwie zdążyła włożyć łyżwy i wstać, gdy nagle jakaś rozpędzona dziewczyna wjechała w nią. Święta, upadłszy, złamała prawe żebro. Ten wypadek przykuł ją do łóżka. Ludwina cierpiała prawdziwe katusze. W końcu zjawił się u jej łoża pobożny medyk Godfryd z Hagi. Zbadawszy chorą, powiedział: – Ta choroba nie wchodzi w nasz zakres kompetencji. Wszyscy Hipokratesi świata zostawiliby tu swą chwałę. Ręka Boża jest w tym dziecku. Wielkie dziwy Pan w niej działać będzie. Jeżeliby ona moją córką była, chętnie oddałbym wagę złota, równą jej głowie, aby zapłacić za taką łaskę. To rzekłszy odszedł, nie zapisując żadnego lekarstwa…
 
Dziwna choroba wzmagała się. Dziewczyna nie mogła stać, leżeć, chodzić ani siedzieć. Obawiając się odleżyn, prosiła innych, by ją przenosili od czasu do czasu z jednego łóżka na drugie.
 
Przez jakiś czas jeszcze próbowała czołgać się. Po trzech latach takiej męki została całkowicie przykuta do łóżka i już się z niego nie ruszyła.
Zadośćuczyniła za grzechy innych

Na początku choroby Ludwina myślała, że spotyka ją taka udręka z powodu grzechów, które być może popełniła. Święta prosiła Pana, by ulżył jej cierpieniom. Potem, w miarę jak coraz bardziej rozczulała się nad swoim stanem, rzadziej zaczęła się zwracać o pomoc do Boga. Dopiero wiele lat później zrozumiała, że jest duszą wybraną, która ma zadośćuczynić za grzechy innych.
 
Pan Jezus przygotowywał Ludwinę do wyzwolenia się z wszystkiego, co nie pozwalałoby świętej służyć Mu w sposób doskonały. Poza cierpieniami fizycznymi, dziewczynę nękały utrapienia duszy. W stanie wewnętrznego opuszczenia, połączonego z nieustającymi cierpieniami fizycznymi, przeżyła Ludwina całe lata i uważała się za przeklętą przez Boga. Jezus niewidzialnie wspierał ją w owym czasie „oczyszczenia”, ale też odebrał wszelkie namacalne pociechy. Odmówił jej nawet – przez pewien czas – dostępu do sakramentów świętych.
 
Ludwina, przykuta do łoża, po kilku latach udręki początkowo otrzymywała Najświętszy Sakrament dwa razy do roku, a potem sześć razy. Przełomowe dla niej stało się spotkanie z jednym ze spowiedników, ks. Janem Potem, który pewnego razu stwierdził: – Moja córko za mało rozmyślasz nad Męką Pańską. Zacznij rozważać Mękę Chrystusową, a zobaczysz, że jarzmo Pana będzie lekkim. Ludwina wysłuchała rad i nawet próbowała pójść za nimi, lecz ból, którego doświadczała na co dzień był tak dojmujący, iż nie potrafiła przenieść się myślami do Ogrodu Oliwnego, ani tym bardziej na Kalwarię, by towarzyszyć Panu Jezusowi. Później wyjaśniła kapłanowi, że zamiast rozpamiętywać Mękę Chrystusową, myśli o swoich cierpieniach. I mimo starań nie jest w stanie skupić się na tej modlitwie. Wówczas duchowny przekonywał ją, że modlitwa niejako wymuszona, jest miła Bogu, bo dużo ją kosztuje. Dodał, że gdyby Pan Jezus zawsze dawał tyko pociechy, stałyby się one szkodliwe, rozmiękczając dusze i tracąc wskutek tego swe znaczenie.
 
Ks. Pot mówił, że każdy do pewnego stopnia jest odpowiedzialny za błędy innych i powinien też do pewnego stopnia za nie zadośćuczynić. Możemy więc za pozwoleniem Bożym przekazywać część swych zasług innym, którzy ich nie mają i nie zamierzają się nawet o nie starać. Tak, jak zrobił to Pan Jezus, który wziął na siebie spłacenie długu zaciągniętego przez innych, by zadośćuczynić Bogu Ojcu za nieprawości grzeszników, których odkupił. – Syn Boży pierwszy dał przykład przelewania zasług z niewinnego na winnego i żąda w dalszym ciągu od wielu dusz, by idąc w Jego ślady, cierpiały za drugich – mówił kapłan.
 
– Gdyby nie było takich dusz – kontynuował ks. Pot – przyjmujących na swe barki kary za grzechy, których nie popełniły, stałoby się ze światem całym to, co z Holandią, gdyby jej nie ochraniały wały: pogrążyłby się on w falach grzechu, jak kraj nasz w falach morza. Dusze więc takie są dobrodziejkami nieba i ziemi. Dalej duchowny tłumaczył, że gdy dusza dochodzi do wyżyn cierpienia, ból fizyczny przechodzi w rozkosz niebiańską. Ksiądz Pot przekonywał Ludwinę, że ona nie może zaznać tej rozkoszy, ponieważ wzbrania się przed cierpieniem i nie pozwala oczyścić się Panu do końca. – Przyjmij te przygniatające cię krzyże, a zobaczysz, że ci już dolegać nie będą – dodał.
 
Ludwina za radą duchownego walczyła ze swoimi słabościami byle tylko móc skupić się na rozważaniu Męki Jezusa. W Wielkanoc poczciwy ksiądz przyniósł jej Komunię Świętą i rzekł: – Droga córko. Do dnia dzisiejszego opowiadałem Ci o męce Pana Jezusa. Odtąd zamilknę, gdyż On sam zapuka do serca Twego. Po Komunii dusza Ludwiny rozgorzała miłością Bożą. Wycieńczona chora oderwać się nie mogła od męki Pana, która ją dawniej tak bardzo męczyła. Widok ukrzyżowanego Jezusa odrywał ją zupełnie od siebie samej i rzucał do stóp Ukochanego.
 
Cierpienia fizyczne kobiety wzmagały się z każdym rokiem. Ciało świętej trawiła gangrena. Gdy chciano jej zmienić posłanie, trzeba było związywać członki, aby ciało się nie rozpadło. Święta przez 30 lat zjadła tyle, co zdrowa osoba przez 3 dni spożywać powinna. Przez jakiś czas podawano jej jedynie plasterek pieczonego jabłka. Potem tylko wodę z winem. W końcu cały jej pokarm stanowiła Eucharystia. Chora nie tylko nie mogła jeść, ale także spać. Urzędnicy z Schiedam wskutek szerzących się plotek o niezwykłym cudzie, jakim było życie Ludwiny, postanowili sprawdzić, czy faktycznie był w tym palec Boży… Przez cały miesiąc święta znajdowała się pod ścisłym nadzorem bogobojnych strażników, którzy dzień i noc ją obserwowali. W 1421 roku w specjalnych protokołach potwierdzono, że kobieta żyła bez pożywienia i snu, a jej ciało rozpadało się. Napisano, że Ludwina pozbawiona była jednej części wnętrzności, podczas gdy druga, pokryta robactwem, wydawała miły zapach. Dodano, że rodzice Ludwiny zachowywali na pamiątkę odrywające się części ciała w specjalnym naczyniu i wydawały one nadzwyczaj miłą woń.
 
Gdy Ludwina wyzwoliła się ze wszystkiego, co tylko mogło odwracać jej uwagę od Boga, przyszedł czas na drobne pociechy. Pan Jezus sam ją odwiedził kilka razy. Po raz pierwszy, gdy otrzymała stygmaty… Święta często też widywała aniołów, a w towarzystwie swojego Anioła Stróża przemierzała czyściec, by wyzwolić zeń dusze.

Cierpiała za złych księży
 
Kobieta cierpiała głównie za złych księży. Jeden z nich o imieniu Piotr nie miał czasu odpokutować na ziemi za swe grzechy, a święta, której zawdzięczał nawrócenie, modliła się za niego, nic nie wiedząc o jego losie. Dwanaście lat po śmierci tego duchownego, gdy błagała jeszcze o miłosierdzie Boże nad nim, anioł zaprowadził ją do czyśćca. Tam usłyszała płaczliwy głos wołającego o pomoc z głębi studni. – To dusza tego księdza, za którego zaniosłaś tyle modlitw do Odkupiciela – rzekł anioł. Święta zmartwiła się bardzo, widząc go jeszcze pogrążonego w ogniu czyśćcowym, lecz niebieski towarzysz zapytał: – Czy chcesz cierpieć, aby tę duszę wybawić? O tak – zawołała. Wtenczas anioł zaprowadził Ludwinę przed potok, wpadający z hukiem do przepaści, i kazał jej go przejść. Cofnęła się ogłuszona hałasem i przerażona głębokością przepaści. W końcu wskoczyła w próżnię i rzuciła się w fale. Czepiając się skał, dotarła wycieńczona do brzegu. Dusza zaś biała uleciała do nieba. Ludwina wyzwoliła też z czyśćca duszę nieszczęśliwego zakonnika Jana Angeli, zmarłego w Schiedam, który wyznał swe grzechy świętej i odszedł pełen dobrych postanowień. Pchany jednak popędami zmysłowymi, uległ pokusie. Wreszcie usłuchał rad Ludwiny i oddalił od siebie okazje pobudzające do grzechu. Osiem tygodni później zapadł na dżumę i umarł.
 
Dar bilokacji
 
Święta, chociaż była przykuta do łóżka, miała dar bilokacji. Gdy pewnego razu odwiedził ją przeor klasztoru św. Elżbiety położonego na wyspie Woorne, święta dała tak wyraźny opis każdej z sal, iż zakonnik zdumiony zdołał jedynie wykrzyknąć: – Wszak u nas nigdy nie byłaś! – Mój ojcze – odpowiedziała święta – przebiegałam duchem Twój klasztor i poznałam tam wszystkich aniołów, strzegących twoich zakonników.
 
Ludwina miała też dar uspokajania ludzi skrupulatnych i wzmacniania nieszczęśliwców atakowanych przez szatana. Przykładem jest tutaj pewien dręczony przez diabła urzędnik, który chciał się powiesić. Ksiądz, wyczerpawszy wszystkie sposoby, aby zapobiec samobójstwu, poszedł po radę do Ludwiny. Ta powiedziała, że to pokusa szatańska i doradziła: – Wyspowiadaj tego człowieka i każ mu za pokutę… powiesić się.
 
Ksiądz zdumiony spytał: – A jeśli to zrobi? Na to Ludwina odrzekła: – Nie bój się. Szatan, który go trapi czarnymi myślami, nie da mu nigdy zabić się przez nadnaturalne posłuszeństwo. Zanadto nienawidzi sakramentów świętych. Ksiądz Jan Pot – chociaż miał wielkie zaufanie do Ludwiny – wyszedł strapiony, nie wiedząc co czynić. Ale, gdy nieszczęśnik trwał przy swoim zamiarze odebrania sobie życia, ksiądz doprowadzony do ostateczności rzekł: – Powiesisz się za pokutę. Uradowany urzędnik wrócił do siebie. Czym prędzej przywiązał sznur do belki sufitu. Już zaciągnął go na szyję, gdy nagle czarci zawołali: – Nie zabijaj się nieszczęśniku! W tej samej chwili jeden z nich zerwał powróz, a drugi, porwawszy biedaka, rzucił nim o ścianę. Mężczyzna zemdlał i dopiero po kilku godzinach krewni go odnaleźli. Nigdy więcej nie przyszło mu do głowy, by odbierać sobie życie.

Chora na ciele, leczyła chorych na duszy
 
Stygmatyczka i mistyczka przykuta do łoża nie mogła zaznać spokoju. Ta chora na ciele Święta, leczyła chorych na duszy. Przychodzili do niej po radę zarówno księża i zakonnicy, jak i książęta, mieszczanie, patrycjusze i plebejusze.
 
Tuż przed śmiercią miała widzenie. Jezus ukazał jej obraz ówczesnych czasów. Ujrzała ukoronowanych szaleńców, żądny krwi lud mordujący się nawzajem. Widziała zepsutych mnichów handlujących Ciałem Chrystusa. Zobaczyła straszne gusła i „czarne msze” odprawiane po lasach. Byłaby umarła z rozpaczy na ten widok, ale Pan ją pocieszył, ukazując zastępy świętych przemierzających ziemię, którzy reformowali opactwa, niszczyli kult szatana, nawracali lud, karcili królów, szli naprzód, nie zważając na żadne zniewagi.
 
Na ten widok Ludwina błagała Boga, by mogła wynagrodzić Mu za niezmierzoną ilość zbrodni. Wiedziała, że godzina śmierci zbliża się i wydawało jej się, że nie dość dobrze spełniła swoje posłannictwo. W końcu nadeszła Wielkanoc 1433 roku. Ludwina przytuliła się do Serca Jezusowego i szepnęła: – O jakże jestem zmęczona życiem. Weź mnie stąd, mój Panie. Chrystus w towarzystwie chórów anielskich, apostołów i Maryi oraz licznych świętych osobiście ją namaścił. Anioł Stróż włożył do jej rąk świecę i postawił krzyż. Ludwina poprosiła jeszcze o straszliwe tortury, by móc uratować jak najwięcej dusz i od razu pójść do Nieba. Jezus spełnił jej życzenie. Umarła dwa dni później w ogromnych męczarniach…
 


NAJNOWSZE WYDANIE:
Chrystus Zmartwychwstał! Dla Ciebie i dla mnie
Wielki Post, Wielki Tydzień, Wielka Noc… Ten numer naszego pisma obejmuje czasowo jakże wielkie wydarzenia. Zatem pragniemy w temacie głównym odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie naszego Pana są Jego najwspanialszymi dla nas darami i dlaczego były niezbędne, byśmy mogli zbawić nasze dusze.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Wiarę wyniosłem z domu rodzinnego

Dzisiaj prezentujemy Państwu sylwetkę pana Zdzisława Czajki, który wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi od 2004 roku, a od 2008 roku należy do Apostolatu Fatimy. W listopadzie ubiegłego roku wziął udział w pielgrzymce Apostolatu do Sanktuarium Matki Bożej w Fatimie. Oto co nam o sobie opowiedział…

 

– Urodziłem się w Leżajsku na Podkarpaciu, a ochrzczony zostałem przez ks. Józefa Węgłowskiego w parafii pw. św. Józefa w Tarnawcu koło Leżajska. Potem wyjechałem z rodzicami, Władysławem i Reginą, na Opolszczyznę. Zamieszkaliśmy w Myszowicach, a należeliśmy do parafii pw. Świętej Trójcy w Korfantowie. W dzieciństwie byłem ministrantem i służyłem do Mszy Świętej w małej kapliczce w Myszowicach.


Zaangażowanie w życie Kościoła


– Po zawarciu małżeństwa przeprowadziłem się do swojej obecnej parafii pw. św. Marcina Biskupa w Jasienicy Dolnej, choć uczęszczam do kościoła filialnego pw. św. Mateusza w Mańkowicach. Przez kilka lat należałem wraz z żoną do Żywego Różańca, który teraz już niestety u nas nie istnieje. Poza tym przez 12 lat śpiewałem w chórze parafialnym.


– Kiedyś dostałem od mojego kolegi album poświęcony położonemu niedaleko od Mańkowic Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej na Szwedzkiej Górce. Nazwa Szwedzka Górka jest związana w obecnością na tych terenach w czasie wojny trzydziestoletniej wojsk szwedzkich. W czasach PRL-u jeździłem tam na coroczną Mszę Świętą z okazji tzw. dnia ludowego.

Obecnie w drugi dzień Zielonych Świątek odbywa się tam Zjazd Rolników.


– Od kilku lat sympatyzuję z Trzecim Zakonem ojców franciszkanów w Nysie. Do tej pory nie złożyłem przyrzeczeń, ale jeżdżę tam co jakiś czas na Msze Święte. W każdą ostatnią niedzielę miesiąca jest tam odprawiana Msza Święta w intencji powołań do Trzeciego Zakonu świeckich franciszkanów.


Duchowni w rodzinie


– Brat mojego ojca, Jan Czajka, i jego stryj, Wawrzyniec Czajka, byli księżmi. Miło wspominam zwłaszcza ks. Jana, który przez 42 lata, jako proboszcz i kanonik, posługiwał w parafii Świętych Piotra i Pawła w Zagorzycach Dolnych koło Sędziszowa w Małopolsce.


– Moja siostra stryjeczna Lucyna Czajka – siostra Katarzyna – jest zakonnicą w Zgromadzeniu Córek Bożej Miłości. Obecnie pracuje jako nauczycielka w przedszkolu prowadzonym przez swoje zgromadzenie w Wilkowicach koło Bielska-Białej.


Wspieranie Stowarzyszenia


– Dwadzieścia lat temu, wracając z pracy, znalazłem przed wejściem do mieszkania ulotkę informującą o możliwości wspierania Stowarzyszenia i tak się to zaczęło. Od 2005 roku zgromadziłem wszystkie kalendarze „365 dni z Maryją” i mam prawie 100% wydań „Przymierza z Maryją”, nie mówiąc o innych dewocjonaliach, które otrzymałem: figurce Matki Bożej Fatimskiej czy różańcach, zwłaszcza tym wydanym na 100-lecie Objawień Fatimskich.


Pielgrzymka do Fatimy


– Na 20-lecie swojego wspierania Stowarzyszenia zostałem wylosowany na pielgrzymkę do Fatimy. Byłem z tego powodu bardzo szczęśliwy. W Fatimie podobały mi się szczególnie: plac przed bazyliką, droga krzyżowa, domy, w których mieszkały dzieci fatimskie oraz zamki, kościoły i klasztor templariuszy w Tomar. Miło wspominam również to, że podczas pielgrzymki moja żona wylosowała figurkę Matki Bożej Fatimskiej, która była nagrodą za zakupy zrobione w jednym ze sklepów.

– Bardzo dziękuję za pielgrzymkę i pozdrawiam szczególnie całą naszą grupę oraz panią przewodnik, która opiekowała się nami i przekazała nam bardzo dużo wiadomości.


Oprac. JK

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowna Redakcjo!

Dziękuję serdecznie za przesłany kalendarz i egzemplarze „Przymierza z Maryją”. Czytam je z ochotą i uwagą „od deski do deski”. Artykuły są wartościowe i ciekawe. Życzę dalszej owocnej pracy w tym zakresie. Wasze kalendarze są przepiękne, wspieram datkiem akcję ich rozprowadzania. Życzę wytrwałości w działalności Stowarzyszenia, wspierając ją na ile mogę niemal od początku powstania organizacji, a mam już prawie 90 lat. Niech Boża Opatrzność czuwa nad Wami.

Stanisława ze Śląskiego

 

 Szczęść Boże!

Dziękuję za prowadzenie tak pięknych i potrzebnych akcji katolickich. W miarę moich możliwości wspieram Was w tym pięknym dziele materialnie i duchowo. Życzę Wam, abyście kontynuowali to dzieło jak najdłużej i niech Was Matka Boża Fatimska ma w Swojej opiece i pomaga Wam w tych trudnych dla naszego kraju czasach. Szczęść Wam Boże!

Tadeusz z Małopolski

 

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za przesłane pozdrowienia, upominki oraz pozostałe materiały. Ogromnie ucieszyła mnie informacja, że Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi oraz Apostolat Fatimy rozpoczęły kampanię mającą na celu ożywienie kultu św. Antoniego z Padwy. Był on bowiem ukochanym świętym mojej prababci, babci i mamy. Z czasem stał się bardzo bliski i mojemu sercu. Ale nie zawsze tak było. Był taki czas w moim życiu, gdy jako nastolatka miałam do niego wiele żalu. Szczególnie wówczas, gdy widziałam moją ukochaną mamę, stojącą w kościele, pod figurą św. Antoniego i z ufnością modlącą się do niego, a on jej nie pomagał w powrocie do zdrowia i w codziennych troskach. Tak wówczas to widziałam. Przyszedł jednak czas, gdy zrozumiałam, że to obecność tego świętego w życiu mojej mamy sprawiała, że było jej lżej nieść trudy choroby i życia.

Gdy zostałam tercjarką franciszkańską, zapragnęłam, aby w mojej parafii rozwinął się kult św. Antoniego. Żeby wierni mogli z ufnością zawierzać swoje sprawy – często tak bardzo trudne i beznadziejne – Bożemu Cudotwórcy. Aby w ich sercach nigdy nie zaginęła nadzieja Jego wstawiennictwa u Boga i otrzymania skutecznej pomocy. Ta sama nadzieja, jaką żywiła w sercu przez całe życie moja mama. Za każdym razem, gdy wspominam tę historię, to odnoszę wrażenie, graniczące z pewnością, że to sam św. Antoni prowadził mnie w działaniach, które miały rozszerzyć jego kult, na chwałę Bożą, w moim parafialnym kościele. Tu muszę dodać, że zostałam tercjarką w kościele, w którym znajduje się figura św. Antoniego, przed którą tak często modliła się moja mama. I to dzięki Ojcom Franciszkanom z tej świątyni mogłam zaangażować się w ożywienie kultu św. Antoniego w moim kościele parafialnym.

Proszę pozwolić, że poniżej krótko opiszę, jak obecnie przedstawia się ten kult w mojej parafii:

W 2000 roku uroczyście powitaliśmy w naszej parafii relikwie św. Antoniego przybyłe prosto z Padwy. W kościele stanęła figura Świętego, obok której jest umieszczony koszyczek z cytatami z kazań św. Antoniego. Tym samym mogą one stanowić formę modlitwy za wstawiennictwem tego Świętego. W każdy wtorek, po Mszy Świętej, odmawiana jest litania do św. Antoniego z Padwy. Każdego 13 czerwca, gdy Kościół obchodzi jego wspomnienie, w intencjach złożonych przez parafian odprawiana jest Msza z poświęceniem chlebków, które później wierni zabierają do domów. Chlebki mają przypominać o chrześcijańskim obowiązku niesienia pomocy potrzebującym i ubogim. Przy figurze umieszczona jest również kasetka na ofiary, które przekazywane są parafialnej Caritas. Tak zebrane pieniądze służą do organizowania różnorakiej pomocy potrzebującym w naszej parafii.

Pozdrawiam Was serdecznie i ufam, że kampania mająca ożywić kult św. Antoniego z Padwy przyniesie liczne duchowe owoce – o co, z całą gorliwością, będę się modliła! Szczęść Boże!

Mariola – Apostołka Fatimy

 

 Szczęść Boże!

Dziękuję bardzo za wszystkie piękne i wartościowe broszurki. Św. Antoni i św. Józef są moimi szczególnymi patronami, chociaż św. Ojciec Pio i św. Jan Paweł II też są moimi wielkimi orędownikami. Dziękuję za Wasze akcje i piękne publikacje. Ja i moja mamusia (91 lat) chętnie dowiadujemy się z nich dużo o życiu świętych, a modlitwy są piękne. Dlatego z całego serca Wam dziękuję. Bóg zapłać za wszystko, co buduje oraz umacnia moją wiarę i miłość do Pana Boga, Jego Syna i naszej Matki.

Grażyna z Torunia

 

 Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję za niezmierzone wsparcie duchowe, modlitwy oraz wszystkie przesyłki. Wasze kampanie są bardzo szlachetne i potrzebne. Proszę pozwolić, że dam przykład… W zeszłym roku pewnej rodzinie podarowałam kalendarz Maryjny. Od tej pory jej członkowie zaczęli częściej chodzić do kościoła, a ostatnio nawet jeżdżą na pielgrzymki. Nie jest to jedyna rodzina, bo przekazywałam też „Przymierze z Maryją” – zdarzało się, że zostawiałam je na stoliku w przychodni zdrowia. W każdym „Przymierzu…” można znaleźć bardzo ciekawe i pouczające artykuły oraz nowe modlitwy, za co serdecznie dziękuję!

Czas bardzo szybko upływa, już jesteśmy razem od 2009 roku. Mam nadzieję, że dobry Pan Bóg i Najświętsza Maryja Panna pobłogosławią nam i jeszcze dłuższy czas będziemy razem. Choć niestety muszę przyznać, że ostatnio choroby bardzo nękają mnie i mojego męża… Czasem jest mi bardzo ciężko, ale staram się wytrwale modlić i odzyskuję siły. Modlę się też za Was wszystkich codziennie, wypraszając zdrowie, błogosławieństwo Boże we wszystkim oraz opiekę Matki Bożej. Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego co najlepsze – zwłaszcza zdrowia, błogosławieństwa Bożego, opieki Najświętszej Maryi Panny oraz darów Ducha Świętego dla Was wszystkich.

Z Panem Bogiem

Irena z Jastrzębia Zdroju

 

 Szczęść Boże!

Wspieram każdą akcję, którą organizuje Wasze Stowarzyszenie ku czci Pana Jezusa i Matki Najświętszej. Uważam, że są one bardzo potrzebne. Mimo sędziwego wieku, śledzę je na bieżąco. Niech Matuchna Fatimska Wam błogosławi!

Henryk z Tychów