Cudowne wydarzenia
 
Zagadka libańskiego pustelnika
Agnieszka Stelmach

Charbel (Szarbel) Makhlouf to niezwykły pustelnik libański, który żył ponad 100 lat temu. Tysiące ludzi na całym świecie za jego wstawiennictwem odzyskało zdrowie. Świadectwa cudów napływają każdego dnia do klasztoru maronitów w Annaya, w którym mieszkał. Napisano o nim wiele książek i artykułów, wyemitowano liczne filmy w różnych językach. Za jego przyczyną dokonało się tysiące spektakularnych uzdrowień.
Liban, kraj położony na Bliskim Wschodzie, graniczący z Syrią i Izraelem pełen jest katolickich kościołów i sanktuariów maronickiego obrządku. Żywy jest tam także kult maryjny.


Kraj ten wielokrotnie był wspominany w Piśmie Świętym. Według Ewangelii mieszkańcy Tyru (obecnego Syru na południu Libanu) oraz pobliskiego Sydonu udawali się na południe do Galilei, by słuchać nauczania Mistrza z Nazaretu (Mk 3, 8). Sam Jezus był w okolicach Tyru i Sydonu (Mk 7, 24). Mówił m.in. o tym, że oba te miasta – wówczas pogańskie – spotka lepszy los na Sądzie Ostatecznym niż miasta palestyńskie, które Go nie przyjęły (Mt 11, 21-22). Bezpośredni kontakt z Jezusem pozostawił trwałe ślady wśród mieszkańców tych obszarów. Późniejsza wieść o męce Mistrza z Nazaretu i śmierci oraz powstaniu z martwych, wielu utwierdziła w wierze w Niego.

To w górskiej libańskiej miejscowości Bigah-Kafra 8 maja 1828 roku przyszedł na świat jeden z największych współczesnych świętych, którego kult jest żywy na całym świecie.

CUDOWNY ZNAK

Charbel Makhlouf na chrzcie otrzymał imię Youssef (Józef). Od najmłodszych lat pociągała go kontemplacja. Często udawał się do pobliskiej jaskini, by tam oddawać się modlitwie i choć przez chwilę przebywać sam na sam z Bogiem. Jego rówieśnicy wyśmiewali się z „jaskini świętego”, w której palił kadzidło i recytował modlitwy. Mimo sprzeciwu rodziny, opuścił dom w wieku 23 lat i wstąpił do klasztoru św. Marona w miejscowości Annaya. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1859 roku. Jako młody ksiądz, w 1869 r. był świadkiem masakry przeszło 20 tysięcy chrześcijan, dokonanej przez muzułmanów i druzów. Bojówki muzułmańskie mordowały całe rodziny, plądrowały, grabiły, paliły kościoły, klasztory i domy wyznawców Chrystusa. Uciekinierzy szukali schronienia w klasztorze w Annaya. Ojciec Charbel im pomagał, modlił się, pościł i stosował surowe praktyki pokutne, ofiarowując siebie Bogu w duchu ekspiacji za popełnione zbrodnie i błagając o Boże Miłosierdzie dla prześladowców oraz ich ofiar.

Po 16 latach życia w klasztorze otrzymał zgodę od przełożonych do przejścia do pobliskiej pustelni świętych Piotra i Pawła. Był to wyjątkowy przywilej, a znak wskazujący na jego gotowość do opuszczenia klasztoru objawił się w cudowny sposób.

Ojciec Charbel otrzymawszy zlecenie pilnego przygotowania raportu, usiadł w nocy, aby nad nim popracować. W lampie jednak zabrakło oleju. Zakonnik poprosił jednego ze sług świeckich, by ją napełnił. Ten, chcąc sobie zażartować z zakonnika, zamiast oleju wlał do lampy wodę. Mimo to lampa zapłonęła jasnym światłem. Sam przełożony przyszedł do celi zakonnika sprawdzić to nadzwyczajne zjawisko. Przekonał się, że lampa, która była napełniona wodą, świeciła tylko wtedy, gdy zapalał ją ojciec Charbel. Był to znak z Nieba, świadczący o gotowości zakonnika do podjęcia wyzwań życia pustelniczego.

CHCĘ ŻYĆ W NIEDOSTATKU...


Przez pozostałe dwadzieścia trzy lata ojciec Charbel nosił włosiennicę, spał na sienniku z deski i zjadał jeden posiłek w ciągu dnia (zwykle były to rozgotowane zboża lub oliwki; nigdy nie skosztował owoców). Wykonywał najcięższe prace stolarskie i rolnicze. Pustelnik znany był z tego, że długo i dokładnie przygotowywał się do celebracji Mszy Świętej, a po niej co najmniej przez dwie godziny pozostawał na modlitwie dziękczynnej. Zawsze pokorny, choć niewolny od pokus, z miłością odnosił się do każdego bliźniego i sumiennie wykonywał wszystkie swoje obowiązki. Już za życia za jego przyczyną działy się cuda. A to odstraszył groźnego węża, innym razem uratował uprawy przed szarańczą i uzdrowił chorego psychicznie Jibraila Sabę.
Pustelnik, który pozostał pod jurysdykcją przełożonego klasztoru, wielokrotnie powtarzał: – Ubóstwo sprzyja zbawieniu. Skromność wzmacnia duszę. Chcę żyć w niedostatku, ignorując przyjemności i słodycz tego świata. Chcę być sługą Chrystusa i moich braci.

Prowadząc niezwykle surowe życie, narażony na zimno i skwar, pozbawiony jakichkolwiek wygód i czułości ludzkiej był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. 16 grudnia 1898 r. ojciec Charbel tak jak zawsze o godz. 11.00 w swojej kapliczce rozpoczął odprawianie Mszy św. W momencie Podniesienia doznał ataku paraliżu, dokładnie w chwili, gdy odmawiał modlitwę maronickiej liturgii: Ojcze wszelkiej prawdy, oto ofiara Syna Twego, który umarł za mnie... Spojrzyj na Jego Krew przelaną na Golgocie dla mojego zbawienia i przyjmij moją ofiarę. Agonia trwała jeszcze przez 8 dni. Przez cały ten czas o. Makhlouf starał się dokończyć przerwaną modlitwę eucharystyczną. Umarł w wigilię Bożego Narodzenia, w dniu 24 grudnia 1898 roku, w zimowy mroźny dzień. Miał wówczas 70 lat. Został pochowany na wiejskim cmentarzu w Boże Narodzenie.

CO SIĘ DZIEJE Z CIAŁEM OJCA CHARBELA?

Mnich chciał umrzeć w całkowitym zapomnieniu, ale Bóg miał inne plany. W dzień po pogrzebie okoliczni mieszkańcy zauważyli jasną smugę światła unoszącą się i opadającą nad mogiłą. To nieziemskie zjawisko powtarzało się przez 45 nocy. Zaczęto mówić o „świętym Charbelu”, ukrywającym się za życia. W tym czasie, w ciągu zaledwie trzech pierwszych miesięcy od śmierci, zanotowano 350 uzdrowień. Górale libańscy postanowili wykopać ciało i rozdzielić jego cząstki jako relikwie. Władze kościelne, chcąc temu przeszkodzić, postanowiły ekshumować zwłoki i złożyć je w niedostępnym dla wiernych miejscu.

Ciało pozostało nienaruszone. Wydzielało jednak krew i pot, zachowało też temperaturę żywego człowieka... Zostało ono złożone w nowej trumnie. W miarę napływu pielgrzymów, mnożyły się wyjątkowe łaski otrzymane za jego pośrednictwem. W 1950 r. podczas tzw. wielkiej ekshumacji, grób został ponownie otwarty w obecności oficjalnej komisji kościelnej, w skład której wchodzili wybitni lekarze. Przystąpiła ona do sprawdzenia nienaruszalności zwłok. Ciało o. Charbela pokryte było warstwą białawej pleśni. Po jej usunięciu stwierdzono, że zakonnik w 52 lata po śmierci spoczywał jak gdyby był pogrążony we śnie. Ciało wydzielało przyjemną woń. Na jego obliczu było widać pogodny uśmiech. Nieskażone ciało wydawało się „żyć” nadal. Było giętkie. Głowa, ręce, muskuły – nic nie straciły ze swej elastyczności. Ojciec Charbel wciąż miał włosy i bujną brodę. Z pleców i boków wydobywała się obficie krew, która bez żadnego zapachu wydawała się pochodzić ze świeżej rany kogoś żyjącego. Zraszała odzienie, przenikała trumnę z drzewa cedrowego, murowaną ścianę grobowca i wydostawała się na zewnątrz. Te właśnie fenomenalne krwawienia były powodem licznych ekshumacji ciała pustelnika. Zmieniano często jego bieliznę, przyodziewano w nowy habit. Orzeczenia komisji lekarskiej brzmiały za każdym razem jednakowo: zjawiska zachodzące w ciele o. Makhloufa przekraczają możliwości naturalnego poznania i są z naukowego punktu widzenia niewytłumaczalne.

CUDA PRZY GROBIE ŚWIĘTEGO

Setki ludzi, którzy oblegali jego grobowiec, odzyskało wzrok, słuch, sparaliżowani i nieuleczalnie chorzy nagle stali się zdrowi.
W archiwach klasztoru znajdują się tysiące listów i świadectw, które są najlepszymi dowodami rozpowszechniania się jego świętości. Dzięki rozwojowi jego kultu pogłębiło się życie religijne bliskowschodnich chrześcijan i nastąpiło ożywienie cnót wśród wiernych.
Grób libańskiego pustelnika stał się magnesem przyciągającym ku sobie ludzi, bez względu na pochodzenie i stan czy też wyznawaną religię. Jednakże prawdziwymi cudami i wielkimi działaniami Świętego są bardzo liczne nawrócenia.

Proces beatyfikacyjny o. Charbela rozpoczął się w 1925 r. Po 40 latach – 5 grudnia 1965 r. – papież Paweł VI przewodniczył ceremonii beatyfikacji o. Charbela, a w roku 1977 libański pustelnik ogłoszony został świętym.
Wśród licznych cudów, które dokonały się za wstawiennictwem Świętego, Kościół zbadał dwa, które wykorzystano w procesie beatyfikacyjnym i później trzeci potrzebny do kanonizacji. Pierwszy dotyczył uzdrowienia siostry Marii Abel Gamari z Kongregacji Świętych Serc, która przez 14 lat znosiła nieopisane bóle. Cierpiała na wrzód podstawy zęba, była dwukrotnie operowana. Ostatecznie uznana została za całkowicie wyleczoną 12 lipca 1950 r. dzięki wstawiennictwu o. Charbela. Drugi cud dotyczył Iskandera Naima Obid z Beabdate, libańskiego artysty, który przestał widzieć na jedno oko w 1937 r. Zagrożony koniecznością usunięcia go dla ratowania drugiego oka, zaczął modlić się do o. Charbela, prosząc o wstawiennictwo i po wizycie w Annaya w 1950 r. odzyskał wzrok. Trzeci cud uznany w procesie kanonizacyjnym dotyczył Marii Assaf Aouad, u której w roku 1966 zdiagnozowano nowotwór złośliwy prawego migdała. Lekarze byli bezradni, nie dawali jej żadnej nadziei powrotu do zdrowia. Kobieta bardzo cierpiała, bo nowotwór utrudniał oddychanie i przełykanie. Po zwróceniu się do o. Charbela Maria została całkowicie wyleczona rok po fatalnej diagnozie.
Jedno z najsłynniejszych uzdrowień, które dokonało się za przyczyną o. Charbela, miało miejsce w roku 1950. Wywołało ono ogromne poruszenie nie tylko w Bejrucie, ale w całym Libanie. Dotyczyło uzdrowienia pięćdziesięcioletniej szwaczki Mountaha Daher Boulos, która była garbata od pierwszego roku życia. Podczas wizyty przy grobie mnicha modliła się za swoich siostrzeńców, którzy nie mieli już rodziców. Poprosiła także w imieniu własnym o to, aby zachować dobry wzrok, by móc kontynuować pracę jako szwaczka. Trzy dni później, po powrocie do domu, gdy obudziła się rano, odkryła, że nie ma już garbu.

BOŻY CHIRURG

O ojcu Charbelu stało się głośniej w latach 90. ubiegłego wieku. W 1993 roku miało miejsce cudowne uzdrowienie pięćdziesięcioletniej kobiety, matki 12 dzieci – Nouhad ElShami, cierpiącej na częściowy paraliż i obstrukcję szyi. Lekarze nie dawali jej szans na wyzdrowienie. Najstarszy syn chorej udał się do klasztoru w Annaya, by tam zawierzyć los matki świętemu zakonnikowi. Po tej pielgrzymce kobieta miała sen. Widziała w nim dwóch mnichów. Jednym z nich był św. Charbel, który „zoperował” jej szyję. Kiedy się obudziła, odkryła, że jest całkowicie wyleczona. Drugim mnichem ze snu był św. Maron, syryjski męczennik, założyciel maronickiego zakonu. Nouhad mówiła: – Dwóch mnichów podeszło do mojego łóżka. Jeden z nich, św. Charbel, podszedł bliżej, odkrył szyję, położył rękę na niej i powiedział: „Przyszedłem cię zoperować”. Odwróciłam głowę, aby zobaczyć jego twarz, ale nie mogłam, bo światło, które biło od jego ciała i oczu było zbyt oślepiające i potężne. Byłam zmieszana i zapytałam go: „Ojcze, dlaczego chcesz mnie operować? Lekarze nie mówili, że potrzebuję operacji”. Ale św. Charbel odparł, że na pewno jest potrzebna. Kobieta relacjonowała, że nagle poczuła straszny ból pod palcami ojca Charbela, który tarł jej szyję. Gdy święty zakończył „operację,” drugi mnich posadził ją w pozycji pionowej, poprawił poduszkę za plecami i podał wodę do picia. Kobieta mówiła, że nie może pić bez słomki, a wtedy on odparł, że jest już zdrowa, może sama pić, jeść, wstać i chodzić, a nawet pracować.
Nouhad poszła do łazienki i spojrzała w lustro. Widziała dwie rany na 12 cm po obu stronach szyi, z których zwisały czarne szwy. Weszła do pokoju męża. Jej szyja i nocna koszula były całe zakrwawione. Kiedy małżonek się przebudził, zaczął krzyczeć ze strachu. Wołał: – Co się z nią stało, przecież była sparaliżowana i sama w ogóle nie mogła wstać z łóżka? Skąd tyle krwi? Nouhad uspokoiła go i w szczegółach opowiedziała o nocnej wizycie św. Charbela, o przebytej operacji oraz swoim całkowitym uzdrowieniu.

Jeszcze tego samego dnia cała rodzina El-Shami pojechała do klasztoru w Annaya, żeby donieść przełożonemu o cudzie uzdrowienia za pośrednictwem św. Charbela. Następnego dnia Nouhad zgłosiła się do szpitala w Bejrucie, by spotkać się z lekarzami, którzy ją leczyli. Wszyscy byli zaskoczeni oględzinami. Medycy po dokładnym badaniu i usunięciu szwów stwierdzili, że z medycznego punktu widzenia nie da się wytłumaczyć jej całkowitego powrotu do zdrowia. Dodali, że tak perfekcyjnie założonych szwów jeszcze nigdy nie widzieli!

KRWAWIĄCA RANA

W sanktuarium w Annaya znajduje się obfita dokumentacja o przeszło 6 tysiącach cudownych uzdrowień i nawróceń za wstawiennictwem św. Charbela. 10 procent z nich dotyczy osób nieochrzczonych, muzułmanów, Żydów, druzów i wyznawców innych religii.

Spektakularne uzdrowienia za wstawiennictwem libańskiego pustelnika dokonują się cały czas. W klasztorze 22. dnia każdego miesiąca – zgodnie z prośbą Świętego, skierowaną do uzdrowionej Nouhad – odbywa się uroczysta Msza św. i procesja, a rany pooperacyjne kobiety krwawią. Krew wydostaje się z nich także w każdy pierwszy piątek miesiąca. Św. Charbel powiedział jej: – Zoperowałem cię, aby ludzie się nawracali, widząc, że zostałaś cudownie uzdrowiona. Wielu ludzi oddaliło się od Boga, przestali się modlić, przystępować do sakramentów i żyją tak, jakby Bóg nie istniał. Proszę cię, abyś uczestniczyła we Mszy św. w klasztorze w Annaya 22. dnia każdego miesiąca. Na pamiątkę twojego uzdrowienia, do końca ziemskiego życia, w każdy pierwszy piątek miesiąca oraz 22. dnia każdego miesiąca twoje pooperacyjne rany będą krwawić.



NAJNOWSZE WYDANIE:
Chrystus Zmartwychwstał! Dla Ciebie i dla mnie
Wielki Post, Wielki Tydzień, Wielka Noc… Ten numer naszego pisma obejmuje czasowo jakże wielkie wydarzenia. Zatem pragniemy w temacie głównym odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie naszego Pana są Jego najwspanialszymi dla nas darami i dlaczego były niezbędne, byśmy mogli zbawić nasze dusze.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Wiarę wyniosłem z domu rodzinnego

Dzisiaj prezentujemy Państwu sylwetkę pana Zdzisława Czajki, który wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi od 2004 roku, a od 2008 roku należy do Apostolatu Fatimy. W listopadzie ubiegłego roku wziął udział w pielgrzymce Apostolatu do Sanktuarium Matki Bożej w Fatimie. Oto co nam o sobie opowiedział…

 

– Urodziłem się w Leżajsku na Podkarpaciu, a ochrzczony zostałem przez ks. Józefa Węgłowskiego w parafii pw. św. Józefa w Tarnawcu koło Leżajska. Potem wyjechałem z rodzicami, Władysławem i Reginą, na Opolszczyznę. Zamieszkaliśmy w Myszowicach, a należeliśmy do parafii pw. Świętej Trójcy w Korfantowie. W dzieciństwie byłem ministrantem i służyłem do Mszy Świętej w małej kapliczce w Myszowicach.


Zaangażowanie w życie Kościoła


– Po zawarciu małżeństwa przeprowadziłem się do swojej obecnej parafii pw. św. Marcina Biskupa w Jasienicy Dolnej, choć uczęszczam do kościoła filialnego pw. św. Mateusza w Mańkowicach. Przez kilka lat należałem wraz z żoną do Żywego Różańca, który teraz już niestety u nas nie istnieje. Poza tym przez 12 lat śpiewałem w chórze parafialnym.


– Kiedyś dostałem od mojego kolegi album poświęcony położonemu niedaleko od Mańkowic Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej na Szwedzkiej Górce. Nazwa Szwedzka Górka jest związana w obecnością na tych terenach w czasie wojny trzydziestoletniej wojsk szwedzkich. W czasach PRL-u jeździłem tam na coroczną Mszę Świętą z okazji tzw. dnia ludowego.

Obecnie w drugi dzień Zielonych Świątek odbywa się tam Zjazd Rolników.


– Od kilku lat sympatyzuję z Trzecim Zakonem ojców franciszkanów w Nysie. Do tej pory nie złożyłem przyrzeczeń, ale jeżdżę tam co jakiś czas na Msze Święte. W każdą ostatnią niedzielę miesiąca jest tam odprawiana Msza Święta w intencji powołań do Trzeciego Zakonu świeckich franciszkanów.


Duchowni w rodzinie


– Brat mojego ojca, Jan Czajka, i jego stryj, Wawrzyniec Czajka, byli księżmi. Miło wspominam zwłaszcza ks. Jana, który przez 42 lata, jako proboszcz i kanonik, posługiwał w parafii Świętych Piotra i Pawła w Zagorzycach Dolnych koło Sędziszowa w Małopolsce.


– Moja siostra stryjeczna Lucyna Czajka – siostra Katarzyna – jest zakonnicą w Zgromadzeniu Córek Bożej Miłości. Obecnie pracuje jako nauczycielka w przedszkolu prowadzonym przez swoje zgromadzenie w Wilkowicach koło Bielska-Białej.


Wspieranie Stowarzyszenia


– Dwadzieścia lat temu, wracając z pracy, znalazłem przed wejściem do mieszkania ulotkę informującą o możliwości wspierania Stowarzyszenia i tak się to zaczęło. Od 2005 roku zgromadziłem wszystkie kalendarze „365 dni z Maryją” i mam prawie 100% wydań „Przymierza z Maryją”, nie mówiąc o innych dewocjonaliach, które otrzymałem: figurce Matki Bożej Fatimskiej czy różańcach, zwłaszcza tym wydanym na 100-lecie Objawień Fatimskich.


Pielgrzymka do Fatimy


– Na 20-lecie swojego wspierania Stowarzyszenia zostałem wylosowany na pielgrzymkę do Fatimy. Byłem z tego powodu bardzo szczęśliwy. W Fatimie podobały mi się szczególnie: plac przed bazyliką, droga krzyżowa, domy, w których mieszkały dzieci fatimskie oraz zamki, kościoły i klasztor templariuszy w Tomar. Miło wspominam również to, że podczas pielgrzymki moja żona wylosowała figurkę Matki Bożej Fatimskiej, która była nagrodą za zakupy zrobione w jednym ze sklepów.

– Bardzo dziękuję za pielgrzymkę i pozdrawiam szczególnie całą naszą grupę oraz panią przewodnik, która opiekowała się nami i przekazała nam bardzo dużo wiadomości.


Oprac. JK

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowna Redakcjo!

Dziękuję serdecznie za przesłany kalendarz i egzemplarze „Przymierza z Maryją”. Czytam je z ochotą i uwagą „od deski do deski”. Artykuły są wartościowe i ciekawe. Życzę dalszej owocnej pracy w tym zakresie. Wasze kalendarze są przepiękne, wspieram datkiem akcję ich rozprowadzania. Życzę wytrwałości w działalności Stowarzyszenia, wspierając ją na ile mogę niemal od początku powstania organizacji, a mam już prawie 90 lat. Niech Boża Opatrzność czuwa nad Wami.

Stanisława ze Śląskiego

 

 Szczęść Boże!

Dziękuję za prowadzenie tak pięknych i potrzebnych akcji katolickich. W miarę moich możliwości wspieram Was w tym pięknym dziele materialnie i duchowo. Życzę Wam, abyście kontynuowali to dzieło jak najdłużej i niech Was Matka Boża Fatimska ma w Swojej opiece i pomaga Wam w tych trudnych dla naszego kraju czasach. Szczęść Wam Boże!

Tadeusz z Małopolski

 

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za przesłane pozdrowienia, upominki oraz pozostałe materiały. Ogromnie ucieszyła mnie informacja, że Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi oraz Apostolat Fatimy rozpoczęły kampanię mającą na celu ożywienie kultu św. Antoniego z Padwy. Był on bowiem ukochanym świętym mojej prababci, babci i mamy. Z czasem stał się bardzo bliski i mojemu sercu. Ale nie zawsze tak było. Był taki czas w moim życiu, gdy jako nastolatka miałam do niego wiele żalu. Szczególnie wówczas, gdy widziałam moją ukochaną mamę, stojącą w kościele, pod figurą św. Antoniego i z ufnością modlącą się do niego, a on jej nie pomagał w powrocie do zdrowia i w codziennych troskach. Tak wówczas to widziałam. Przyszedł jednak czas, gdy zrozumiałam, że to obecność tego świętego w życiu mojej mamy sprawiała, że było jej lżej nieść trudy choroby i życia.

Gdy zostałam tercjarką franciszkańską, zapragnęłam, aby w mojej parafii rozwinął się kult św. Antoniego. Żeby wierni mogli z ufnością zawierzać swoje sprawy – często tak bardzo trudne i beznadziejne – Bożemu Cudotwórcy. Aby w ich sercach nigdy nie zaginęła nadzieja Jego wstawiennictwa u Boga i otrzymania skutecznej pomocy. Ta sama nadzieja, jaką żywiła w sercu przez całe życie moja mama. Za każdym razem, gdy wspominam tę historię, to odnoszę wrażenie, graniczące z pewnością, że to sam św. Antoni prowadził mnie w działaniach, które miały rozszerzyć jego kult, na chwałę Bożą, w moim parafialnym kościele. Tu muszę dodać, że zostałam tercjarką w kościele, w którym znajduje się figura św. Antoniego, przed którą tak często modliła się moja mama. I to dzięki Ojcom Franciszkanom z tej świątyni mogłam zaangażować się w ożywienie kultu św. Antoniego w moim kościele parafialnym.

Proszę pozwolić, że poniżej krótko opiszę, jak obecnie przedstawia się ten kult w mojej parafii:

W 2000 roku uroczyście powitaliśmy w naszej parafii relikwie św. Antoniego przybyłe prosto z Padwy. W kościele stanęła figura Świętego, obok której jest umieszczony koszyczek z cytatami z kazań św. Antoniego. Tym samym mogą one stanowić formę modlitwy za wstawiennictwem tego Świętego. W każdy wtorek, po Mszy Świętej, odmawiana jest litania do św. Antoniego z Padwy. Każdego 13 czerwca, gdy Kościół obchodzi jego wspomnienie, w intencjach złożonych przez parafian odprawiana jest Msza z poświęceniem chlebków, które później wierni zabierają do domów. Chlebki mają przypominać o chrześcijańskim obowiązku niesienia pomocy potrzebującym i ubogim. Przy figurze umieszczona jest również kasetka na ofiary, które przekazywane są parafialnej Caritas. Tak zebrane pieniądze służą do organizowania różnorakiej pomocy potrzebującym w naszej parafii.

Pozdrawiam Was serdecznie i ufam, że kampania mająca ożywić kult św. Antoniego z Padwy przyniesie liczne duchowe owoce – o co, z całą gorliwością, będę się modliła! Szczęść Boże!

Mariola – Apostołka Fatimy

 

 Szczęść Boże!

Dziękuję bardzo za wszystkie piękne i wartościowe broszurki. Św. Antoni i św. Józef są moimi szczególnymi patronami, chociaż św. Ojciec Pio i św. Jan Paweł II też są moimi wielkimi orędownikami. Dziękuję za Wasze akcje i piękne publikacje. Ja i moja mamusia (91 lat) chętnie dowiadujemy się z nich dużo o życiu świętych, a modlitwy są piękne. Dlatego z całego serca Wam dziękuję. Bóg zapłać za wszystko, co buduje oraz umacnia moją wiarę i miłość do Pana Boga, Jego Syna i naszej Matki.

Grażyna z Torunia

 

 Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję za niezmierzone wsparcie duchowe, modlitwy oraz wszystkie przesyłki. Wasze kampanie są bardzo szlachetne i potrzebne. Proszę pozwolić, że dam przykład… W zeszłym roku pewnej rodzinie podarowałam kalendarz Maryjny. Od tej pory jej członkowie zaczęli częściej chodzić do kościoła, a ostatnio nawet jeżdżą na pielgrzymki. Nie jest to jedyna rodzina, bo przekazywałam też „Przymierze z Maryją” – zdarzało się, że zostawiałam je na stoliku w przychodni zdrowia. W każdym „Przymierzu…” można znaleźć bardzo ciekawe i pouczające artykuły oraz nowe modlitwy, za co serdecznie dziękuję!

Czas bardzo szybko upływa, już jesteśmy razem od 2009 roku. Mam nadzieję, że dobry Pan Bóg i Najświętsza Maryja Panna pobłogosławią nam i jeszcze dłuższy czas będziemy razem. Choć niestety muszę przyznać, że ostatnio choroby bardzo nękają mnie i mojego męża… Czasem jest mi bardzo ciężko, ale staram się wytrwale modlić i odzyskuję siły. Modlę się też za Was wszystkich codziennie, wypraszając zdrowie, błogosławieństwo Boże we wszystkim oraz opiekę Matki Bożej. Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego co najlepsze – zwłaszcza zdrowia, błogosławieństwa Bożego, opieki Najświętszej Maryi Panny oraz darów Ducha Świętego dla Was wszystkich.

Z Panem Bogiem

Irena z Jastrzębia Zdroju

 

 Szczęść Boże!

Wspieram każdą akcję, którą organizuje Wasze Stowarzyszenie ku czci Pana Jezusa i Matki Najświętszej. Uważam, że są one bardzo potrzebne. Mimo sędziwego wieku, śledzę je na bieżąco. Niech Matuchna Fatimska Wam błogosławi!

Henryk z Tychów