Kiedy osiem lat temu ukazał się specjalny numer „Przymierza z Maryją” zatytułowany „Ty jesteś Piotr!”, nie sądziliśmy, że w tak nieoczekiwany sposób staniemy znów przed sytuacją zwołanego konklawe. W przededniu wysłania do druku obecnego numeru naszego pisma, 115 kardynałów z całego świata zadecydowało o przyszłych losach Kościoła, wybierając kolejnego następcę św. Piotra – Franciszka. Zmienił się Papież, ale dla zachowania wierności odwiecznemu nauczaniu Kościoła, istota papiestwa musi pozostać niezmienna, a Wikariusz Chrystusowy w osobie wybranego na Tron Piotrowy argentyńskiego kardynała Jorge Mario Bergoglio bierze na siebie brzemię odpowiedzialności za cały Kościół Święty.
Zapewne większość z nas Drodzy Przyjaciele poczuła boleśnie owego pamiętnego i historycznego dnia lutowego ten przeszywający serca katolickie cierń, jakim była wiadomość powtarzana przez wszystkie niemal media. Oto Ojciec Święty Benedykt XVI na przedpołudniowym spotkaniu z kardynałami nieoczekiwanie ogłosił zamiar swojej abdykacji, tj. oficjalnej rezygnacji z powierzonej mu misji przewodzenia Kościołowi jako Chrystusowy Namiestnik i następca św. Piotra. Jak trafnie skomentował tę informację kard. Angelo Sodano, spadła ona na nas, jak grom z jasnego nieba. A jakby na potwierdzenie tych słów, po południu nad Wiecznym Miastem rozpętała się potężna burza. Jedna zaś z błyskawic przeszyła niebo w taki sposób, że uderzyła w wierzchołek kopuły Bazyliki św. Piotra na Watykanie. Zdjęcie tego momentu – jak apokaliptyczny znak – obiegło cały świat za pośrednictwem licznych agencji informacyjnych.
Ileż pytań, lęku i niepewności zrodziło się w milionach dusz, które tamtego poniedziałku dowiedziały się o rychłym odejściu Papieża z piastowanego urzędu. Mimo wielu uspakajających komentarzy do tej decyzji papieskiej, nie sposób było zachować optymizm, gdy po raz pierwszy od 700 lat świat stał się świadkiem odchodzenia Papieża jeszcze za jego życia. Przez dwa tygodnie wierni z całego świata z nieukrywanym wzruszeniem żegnali ustępującego Wikariusza Chrystusa i zastanawiali się nad dramatyczną sytuacją całego Kościoła. W ostatnim dniu lutego byliśmy już świadkami, jak nieodwołany do wieczności Ojciec Święty Benedykt XVI oficjalnie rezygnuje i opuszcza Watykan, udając się do miejsca swojego odosobnienia. Komuś, kto kocha Kościół – naszą Matkę, z pewnością nie było łatwo patrzeć na te wydarzenia. Być może wielu z nas pozostało sam na sam z pytaniami, które niepokoją serca i każą głębiej zastanowić się nad tym, co może nas jeszcze czekać, a przede wszystkim, jakie burze mogą nadejść nad Łódź Piotrową – Mistyczne Ciało Chrystusa, jakim jest Kościół katolicki? I gdyby nie zapowiedź naszego Pana i Mistrza, że bramy piekielne go nie przemogą, to nasza wiara mogłaby być wystawiona na wielką próbę. I choć wybór nowego Papieża napełnił nas nową nadzieją, to jednak musimy być świadomi, że Ojciec Święty Franciszek staje u steru Łodzi Piotrowej, która miotana jest przez rozliczne burze.
Jako katolicy mamy obowiązek patrzenia na Kościół i współczesny świat oczami wiary. To ona pozwala nam przy pomocy łaski Bożej dostrzec, na jaką Kalwarię śladami swego Mistrza i Oblubieńca zmierza jego Oblubienica – Kościół Matka nasza. Po wielokroć papieże ostatnich dwustu lat zwracali światu uwagę na pogłębiający się kryzys wiary i moralności. Przypominali jednocześnie, że ten destrukcyjny dla świata i Kościoła proces nie jest anonimowy i nie dzieje się bez udziału i zaangażowania konkretnych ludzi oraz ideologii.
Papieskie napominanie
Błogosławiony Pius IX, papież, który ogłosił światu dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny, przestrzegał nie tylko przed otwartymi wrogami Kościoła, pragnącymi go zniszczyć od zewnątrz, ale też przed tymi wewnątrz Kościoła, którzy paktują ze złem:
Chociaż dzieci tego świata są bardziej przebiegłe niż dzieci światłości, to ich podstępy i gwałty odnosiłyby niewątpliwie mniejsze sukcesy, gdyby wśród tych, którzy zwą się katolikami, nie było takich, co wyciągają do nich przyjazną dłoń. Tak, niestety są tacy, co sprawiają wrażenie, że pragną iść w zgodzie z naszymi wrogami i usiłują doprowadzić do przymierza między światłością a ciemnością, do układu między sprawiedliwością a nikczemnością, za pomocą doktryn tzw. liberalnego katolicyzmu. One to oparte na najzgubniejszych zasadach schlebiają władzy świeckiej, gdy wkracza w sprawy duchowe i skłaniają dusze, aby szanowały lub przynajmniej tolerowały najbardziej nikczemne prawa, jak gdyby zupełnie nie obowiązywało przykazanie, że nigdy nie można służyć dwom panom. Są oni o wiele bardziej niebezpieczni i szkodliwi niż zdeklarowani wrogowie, nie tylko dlatego, że wspomagają wysiłki tych ostatnich, być może nie zdając sobie z tego sprawy, lecz również dlatego, że utrzymując w pewnych granicach potępione poglądy, przybierają pozory uczciwości i czystości doktryny, mamiąc nieostrożnych zwolenników porozumienia i zwodząc uczciwych ludzi, którzy sprzeciwiliby się jawnemu błędowi. W ten sposób dzielą umysły, zrywają jedność i osłabiają siły, które powinny zjednoczyć się w walce z wrogiem.
Kolejny Ojciec Święty Leon XIII osobiście, w sposób mistyczny doświadczył tej rozgrywającej się walki piekła z Kościołem. Modląc się pewnego dnia, usłyszał rozmowę, w której diabeł buńczucznie zapowiadał Panu Jezusowi, że może zniszczyć Jego Kościół. Papież zrelacjonował później tę rozmowę gronu swoich współpracowników, którzy towarzyszyli mu na modlitwie i pytali, co się stało. Jak bowiem opowiadali, byli zaniepokojeni nagłym poruszeniem Papieża podczas modlitwy, a zaraz potem zdziwionym i przerażonym wyrazem jego twarzy. Ojciec Święty powiedział im, że w chwili, gdy zamierzał zakończyć modlitwę, usłyszał dwa głosy – jeden łagodny, drugi szorstki i twardy. Szorstkim głosem szatan powiedział: – Mogę zniszczyć Twój Kościół! Pan Bóg zaś łagodnym głosem odrzekł: – Możesz? Uczyń więc to. Szatan: – Do tego potrzeba mi więcej czasu i władzy. Pan: – Ile czasu? Ile władzy? Szatan: – Od 75 do 100 lat i większą władzę nad tymi, którzy mi służą. Na to Pan: – Masz czas, będziesz miał władzę. Rób z tym, co zechcesz.
Natychmiast po tym widzeniu Leon XIII zamknął się w swoim gabinecie i po pół godziny przywołał do siebie Sekretarza Kongregacji Rytów, któremu wręczył arkusz papieru z zapisanym na nim tekstem modlitwy. Polecił wysłać ją wszystkim biskupom ordynariuszom na świecie. Była to modlitwa – egzorcyzm do św. Michała Archanioła: Święty Michale Archaniele! Broń nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Książę niebieskich zastępów, Szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen. Przez dziesiątki lat po każdej Mszy św. kapłani mieli obowiązek odmawiać tę modlitwę i prosić jej słowami św. Michała Archanioła o pomoc w tej walce Kościoła z siłami ciemności.
Papież potępia modernizm
Ale ta walka nie ustała. Przeciwnie, zgodnie z wieloma zapowiedziami i proroctwami świętych, nasiliła się, a kryzys wiary w niegdyś chrześcijańskich narodach ciągle się pogłębiał. Jednak walka z Kościołem nie ograniczała się tylko do otwartej wojny i bezpośrednich prześladowań, które często miały charakter krwawy, jak miało to miejsce m.in. w Meksyku na początku XX wieku. Wrogowie Kościoła coraz częściej próbowali zniszczyć go od środka przez propagowanie różnego rodzaju błędów, które miały prowadzić wiernych na manowce herezji, niszczyć dyscyplinę wewnątrz duchowieństwa i wreszcie uderzać w autorytet papiestwa i papieży. Jednak dzięki opiece Bożej i światłu Ducha Świętego, Kościół zbudowany na skale Piotrowej potrafił się obronić i ustami papieży demaskować przebiegłość wrogów. Tak było, kiedy nad Owczarnią Chrystusową zawisły czarne chmury błędów modernizmu, które wydawało się sprowadzą wiele dusz na drogę odstępstwa od prawdziwej wiary. Wówczas nastał wielki pontyfikat św. Piusa X, który zdemaskował intrygi wewnętrznych wrogów i na pewien czas powstrzymał ich ekspansję. Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież Kościół na przestrzeni wieków zawsze musiał zwalczać i prostować jakieś błędy czy herezje i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo tak krystalizowała się jego doktryna. Rzeczywiście tak było. Jednak herezja modernizmu, która przybierała już formę zorganizowanego ruchu wewnątrzkościelnego, okazała się tak niebezpieczną, że św. Pius X nazwał ją syntezą wszystkich herezji i wydał potępiającą ją encyklikę Pascendi dominici gregis. Święty Papież stwierdza w niej: Wyznać musimy, że szczególniej w ostatnich czasach wzrosła liczba takich nieprzyjaciół krzyża Chrystusowego, którzy za pomocą nowych a podstępnych środków usiłują paraliżować ożywcze działanie Kościoła, a nawet, gdyby się udało, doszczętnie wywrócić samo nawet królestwo Chrystusowe. (…) Zwlekać nam dłużej nie wolno. Wymaga tego przede wszystkim ta okoliczność, iż zwolenników błędów należy dziś szukać nie już wśród otwartych wrogów Kościoła, ale w samym Kościele: ukrywają się oni – że tak powiemy – w samym wnętrzu Kościoła; stąd też mogą być bardziej szkodliwi, bo są mniej dostrzegalni. Otwarte potępienie przez Papieża modernizmu i jego propagatorów powstrzymało ich wówczas od opanowywania Kościoła. Wielu jednak z nich od tamtego czasu przeszło do konspiracji, znajdując uczniów i naśladowców w kolejnych pokoleniach aż do dzisiaj.
Papież Pius XI odpowiadając na postępujący proces zeświecczenia społeczeństw i próby wyrugowania religii katolickiej ze sfery życia publicznego i politycznego, przypomniał światu odwieczne nauczanie Kościoła dotyczące społecznego panowania Chrystusa Króla. Uczynił to przez encyklikę Quas primas, którą wprowadził święto Chrystusa Króla. W encyklice Papież napominał: Jeżeli więc teraz nakazaliśmy czcić Chrystusa – Króla całemu światu katolickiemu, pragniemy przez to zaradzić potrzebom czasów obecnych i podać szczególne lekarstwo przeciwko zarazie, która zatruwa społeczeństwo ludzkie. A zarazą tą jest zeświecczenie czasów obecnych, tzw. laicyzm, jego błędy i niecne usiłowania; wiadomo Wam zaś, Czcigodni Bracia, że zbrodnia ta nie naraz dojrzała, lecz już od dawna ukrywała się w duszy społeczeństwa. Zaczęło się bowiem od tego, że przeczono panowaniu Chrystusa Pana nad wszystkimi narodami; odmawiano Kościołowi władzy nauczania ludzi, wydawania praw, rządzenia narodami, którą to władzę otrzymał Kościół od Chrystusa Pana, aby prowadził ludzi do szczęścia wiekuistego. I wtedy to zaczęto powoli zrównywać religię Chrystusową z innymi religiami fałszywymi i stawiać ją bezczelnie w tym samym rzędzie (…) A nie brakło i państw, które sądziły, że mogą się obejść bez Boga i że ich religia to – bezbożność i lekceważenie Boga.
Diagnozę Piusa XI – mówiącego o zarazie zeświecczenia jako zbrodni, która od dawna w ukryciu rozwijała się w duszy społeczeństwa – kontynuuował jego następca, Pius XII opisujący całą taktykę działania subtelnego i tajemniczego wroga Kościoła: Można go znaleźć wszędzie i wśród wszystkich; potrafi być gwałtowny i przebiegły. Przez ostatnie stulecia usiłował dokonać intelektualnego, moralnego i społecznego rozkładu jedności w Mistycznym Ciele Chrystusa. Pragnął natury bez łaski, rozumu bez wiary, wolności bez władzy, a czasami władzy bez wolności. Jest to „wróg”, który coraz bardziej się ujawnia, nie mając jakichkolwiek skrupułów: Chrystus tak, Kościół nie; następnie Bóg tak, Chrystus nie; a w końcu bezbożny okrzyk: Bóg umarł, a nawet, Bóg nigdy nie istniał! A oto teraz próba budowania struktury świata na fundamentach, których nie wahamy się wskazać jako głównych przyczyn zagrożenia, jakie zawisło nad ludzkością: gospodarka bez Boga, prawo bez Boga, polityka bez Boga.
Pomoc Maryi: zapowiedź kary i zwycięstwa
W obliczu tego bezbożnego procesu Pan nasz i Zbawiciel Jezus Chrystus nie pozostawił swego Kościoła na pastwę jego wrogów, ale poprzez kolejne znaki i wydarzenia, również te o nadprzyrodzonym charakterze, wskazywał drogi ratunku. Posyłał też wielokrotnie swoją ukochaną Matkę, aby wzywała krnąbrne dzieci do nawrócenia i przestrzegła przed mającymi nadejść karami, jeśli świat Jej nie posłucha. I tak Maryja przychodziła na rue de Bac w Paryżu (w 1830 roku), do La Salette (1846), Lourdes (1858), Fatimy (1917) i całkiem niedawno do japońskiej Akita (1973). Za każdym razem piętnowała grzechy zarówno te panoszące się w życiu prywatnym, jak i te publiczne, które próbują odebrać władzę Jej oraz Jej Syna nad całymi narodami. Bardzo wyraźnie mówiła też o atakach na Kościół oraz o jego wrogach zarówno tych zewnętrznych, jak i tych, którzy są wewnątrz i jako niewierni słudzy zdradzają Zbawiciela, zadając mu największe rany i ból. Za pośrednictwem św. Katarzyny Labouré w Paryżu przekazała światu Cudowny Medalik jako ratunek i broń przeciwko złemu duchowi. W La Salette płakała nad stanem Kościoła i straszliwymi grzechami popełnianymi przez jego sługi. W Lourdes potwierdziła niejako autorytet i władzę Papieża, kiedy wkrótce po ogłoszeniu przez bł. Piusa IX dogmatu o Jej Niepokalanym Poczęciu ukazała się mówiąc o sobie Ja jestem Niepokalane Poczęcie. W Fatimie zapowiedziała straszliwe kary, jakie spadną na cały świat, jeśli ludzie się nie nawrócą, i wreszcie zapowiedziała czas triumfu Jej Niepokalanego Serca. W Akita opisała tragiczny stan spustoszonej winnicy Pańskiej, grzechy ludzi Kościoła i raz jeszcze ostrzegła przed nieuniknionym nadejściem straszliwych kar dla pogrążonej w grzechach ludzkości.
Prorokom zdrowego rozsądku pod rozwagę
Tak zwani prorocy zdrowego rozsądku mogliby zarzucić nam propagowanie czarnowidztwa i pesymizm w patrzeniu na współczesny świat oraz wyolbrzymianie faktów związanych z kryzysem, jaki ich zdaniem w ogóle nie dotyka Kościoła. Zapewne przy tej okazji powołaliby się na swoistą interpretację Soboru Watykańskiego II, który zachęcał do większego otwarcia na świat i domagaliby się w ogóle „więcej radości”. Może ten i ów dla skrytykowania takiej wizji użyłby nawet określenia tzw. papieży soborowych, aby wskazać, że od czasów Vaticanum II namiestnicy Chrystusowi nawołują do większego optymizmu. Tym wszystkim „mentorom radości ponad wszystko” warto pod rozwagę przywołać słowa ostatnich papieży właśnie. W 1968 roku w jednym ze swoich przemówień Papież Paweł VI stwierdził: – Kościół znajduje się w okresie niepokoju. Niektórzy dokonują samokrytyki, można by nawet powiedzieć – samozniszczenia. Mamy do czynienia z czymś w rodzaju ostrego i złożonego zaburzenia wewnętrznego, którego po soborze nikt się nie spodziewał.(…) Kościół raniony jest również przez tych, którzy stanowią jego część. Ojciec Święty powrócił do tego tematu podczas swego przemówienia z okazji dziewiątej rocznicy koronacji papieskiej mówiąc, że odnosi wrażenie jakby dym szatana wśliznął się do Świątyni Boga przez jakąś szczelinę, a dokładnie – przez okna, które powinny być otwarte na światło. Myśleliśmy, że po soborze rozpoczną się słoneczne dni w historii Kościoła. A zamiast tego nadszedł dzień pochmurny, burzliwy i ciemny, pełen pytań i niepewności.
Myliłby się również ten, kto by sądził, że bł. Jan Paweł II daleki był od takiej diagnozy sytuacji, jaką stawiali nie raz jego poprzednicy i nie dostrzegał kryzysu wiary. – Trzeba być realistą i uznać z głębokim i bolesnym odczuciem, że duża część dzisiejszych chrześcijan czuje się zagubiona, zmieszana, zakłopotana, a nawet rozczarowana: idee sprzeciwiające się objawionej i niezmiennej Prawdzie rozprzestrzeniają się szeroko i daleko; otwarte herezje w dziedzinie dogmatów i moralności zostały rozpowszechnione wywołując zwątpienie, zamęt i bunt; nawet liturgia została zmieniona. Zanurzeni w intelektualnym i moralnym «relatywizmie» a przez to w permisywizmie, chrześcijanie są kuszeni przez ateizm, agnostycyzm, moralnie nieokreślony iluminizm, chrześcijaństwo socjologiczne bez zdefiniowanych dogmatów i obiektywnej moralności – stwierdzał Ojciec Święty w przemówieniu z 6 lutego 1981 r. opublikowanym przez „L’Osservatore Romano” następnego dnia po tym wystąpieniu.
Raport o stanie wiary
Kardynał Ratzinger jeszcze jako Prefekt Kongregacji Nauki Wiary w książce Raport o stanie wiary również nie pozostawiał złudzeń: Bezsprzecznie ostatnie dwudziestolecie było dla Kościoła katolickiego niefortunne. Skutki tego, co nastąpiło po soborze, są przeciwne oczekiwaniom wszystkich, także oczekiwaniom papieży Jana XXIII i Pawła VI. Chrześcijanie na nowo są w mniejszości i to bardziej jeszcze, niż byli u schyłku starożytności. (…) Papieże i Ojcowie Soborowi oczekiwali nowego zjednoczenia katolików, a tymczasem nastąpiła taka niezgoda, że wydaje się – używając słów Pawła VI – iż «autokrytyka przerodziła się w autodestrukcję». Oczekiwano przypływu entuzjazmu, a tymczasem nastąpił dojmujący upadek ducha i zniechęcenie. Oczekiwano skoku w przód, a tymczasem nastąpiła dekadencja spod znaku rzekomego «ducha soboru», natomiast jego prawdziwy duch został w ten sposób zdyskredytowany. (…) Stawiam diagnozę, iż chodzi tu o prawdziwy kryzys, który można leczyć i wyleczyć. Podczas pielgrzymki do Fatimy, już jako Ojciec Święty, Benedykt XVI przypomniał wizję cierpienia Kościoła zawartą w III części tajemnicy fatimskiej. Podkreślił też, że objawienia w Fatimie mówią m.in. o atakach na Papieża i Kościół, zarówno tych z zewnątrz, jak i pochodzących od ludzi Kościoła, którzy swoimi grzechami przysparzają Mistycznemu Ciału Chrystusa dodatkowych cierpień. To od zawsze było wiadome, ale dzisiaj widzimy to w naprawdę przerażający sposób. Największy ciężar na Kościół nie spada od wrogów zewnętrznych, ale zrodził się z grzechu wewnątrz Kościoła – stwierdził Ojciec Święty.
Warto wreszcie przypomnieć także to wstrząsające rozważanie kard. Josepha Ratzingera i jego modlitwę w trakcie Drogi Krzyżowej w Koloseum, w pamiętny Wielki Piątek 2005 roku, na kilka dni przed odejściem do wieczności bł. Jana Pawła II. Rozważając dziewiątą stację, kardynał prefekt modlił się: Co mówi nam trzeci upadek Jezusa pod ciężarem krzyża? Może nasuwać myśli o upadku wszystkich ludzi, o oddaleniu się od Chrystusa wielu chrześcijan, zdających się na sekularyzm bez Boga. Czy jednak nie powinniśmy myśleć także o tym, ile Chrystus musi wycierpieć w swoim Kościele? Ileż razy nadużywa się sakramentu Jego obecności, jak często wchodzi On w puste i niegodziwe serca! Ileż razy czcimy samych siebie, nie biorąc Go nawet pod uwagę! Ileż razy Jego słowo jest wypaczane i nadużywane! Jak mało wiary jest w licznych teoriach, ileż pustych słów! Ile brudu jest w Kościele, i to właśnie wśród tych, którzy poprzez kapłaństwo powinni należeć całkowicie do Niego! Ileż pychy i samouwielbienia! Jak mało cenimy sobie sakrament pojednania, w którym On czeka, by nas podźwignąć z upadków! To wszystko jest obecne w Jego męce. Zdrada uczniów, niegodne przyjmowanie Jego Ciała i Krwi jest z pewnością największym bólem, który przeszywa serce Zbawiciela. Nie pozostaje nam nic innego, jak z głębi duszy wołać do Niego Kyrie, eleison — Panie, ratuj! (por. Mt 8, 25). Panie, tak często Twój Kościół przypomina tonącą łódź. Łódź, która nabiera wody ze wszystkich stron. Także na Twoim polu widzimy więcej kąkolu niż zboża. Przeraża nas brud na szacie i obliczu Twego Kościoła. Ale to my sami je zbrukaliśmy! To my zdradzamy Cię za każdym razem, po wszystkich wielkich słowach i szumnych gestach. Zmiłuj się nad Twoim Kościołem: także w nim Adam ciągle na nowo upada. Naszym upadkiem powalamy Cię na ziemię. A szatan śmieje się szyderczo z nadzieją, że nie zdołasz podnieść się więcej z tego upadku. Liczy, że powalony upadkiem Twego Kościoła, będziesz leżał na ziemi, pokonany. Ty jednak podniesiesz się. Podniosłeś się, zmartwychwstałeś i możesz podźwignąć także nas. Zbawiaj i uświęcaj Twój Kościół. Zbawiaj i uświęcaj nas wszystkich.
Z papieżem do zwycięstwa
W radosnym okresie Wielkanocnym, kiedy radujemy się zwycięstwem naszego Pana nad śmiercią, piekłem i szatanem, nad wszelkimi spiskami i knowaniami Jego wrogów, z entuzjazmem zwracamy się do nowego Papieża – Wikariusza Chrystusowego Franciszka i zapewniamy go o naszej synowskiej wierności w tej walce przeciwko wrogom naszego zbawienia i wrogom cywilizacji chrześcijańskiej. Prosimy Cię Ojcze Święty, prowadź nas aż do triumfalnego zwycięstwa, o którym zapewniła nas sama Matka Boża w Fatimie! Niech słowa ukrzyżowanego Pana Jezusa z kościoła San Damiano: Franciszku, idź odbuduj Mój Kościół, gdyż popada w ruinę!, skierowane do świętego z Asyżu, staną się drogowskazem naszego Papieża na drodze do odbudowy Kościoła i całej cywilizacji chrześcijańskiej.
Dzisiaj prezentujemy Państwu sylwetkę pana Zdzisława Czajki, który wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi od 2004 roku, a od 2008 roku należy do Apostolatu Fatimy. W listopadzie ubiegłego roku wziął udział w pielgrzymce Apostolatu do Sanktuarium Matki Bożej w Fatimie. Oto co nam o sobie opowiedział…
– Urodziłem się w Leżajsku na Podkarpaciu, a ochrzczony zostałem przez ks. Józefa Węgłowskiego w parafii pw. św. Józefa w Tarnawcu koło Leżajska. Potem wyjechałem z rodzicami, Władysławem i Reginą, na Opolszczyznę. Zamieszkaliśmy w Myszowicach, a należeliśmy do parafii pw. Świętej Trójcy w Korfantowie. W dzieciństwie byłem ministrantem i służyłem do Mszy Świętej w małej kapliczce w Myszowicach.
Zaangażowanie w życie Kościoła
– Po zawarciu małżeństwa przeprowadziłem się do swojej obecnej parafii pw. św. Marcina Biskupa w Jasienicy Dolnej, choć uczęszczam do kościoła filialnego pw. św. Mateusza w Mańkowicach. Przez kilka lat należałem wraz z żoną do Żywego Różańca, który teraz już niestety u nas nie istnieje. Poza tym przez 12 lat śpiewałem w chórze parafialnym.
– Kiedyś dostałem od mojego kolegi album poświęcony położonemu niedaleko od Mańkowic Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej na Szwedzkiej Górce. Nazwa Szwedzka Górka jest związana w obecnością na tych terenach w czasie wojny trzydziestoletniej wojsk szwedzkich. W czasach PRL-u jeździłem tam na coroczną Mszę Świętą z okazji tzw. dnia ludowego.
Obecnie w drugi dzień Zielonych Świątek odbywa się tam Zjazd Rolników.
– Od kilku lat sympatyzuję z Trzecim Zakonem ojców franciszkanów w Nysie. Do tej pory nie złożyłem przyrzeczeń, ale jeżdżę tam co jakiś czas na Msze Święte. W każdą ostatnią niedzielę miesiąca jest tam odprawiana Msza Święta w intencji powołań do Trzeciego Zakonu świeckich franciszkanów.
Duchowni w rodzinie
– Brat mojego ojca, Jan Czajka, i jego stryj, Wawrzyniec Czajka, byli księżmi. Miło wspominam zwłaszcza ks. Jana, który przez 42 lata, jako proboszcz i kanonik, posługiwał w parafii Świętych Piotra i Pawła w Zagorzycach Dolnych koło Sędziszowa w Małopolsce.
– Moja siostra stryjeczna Lucyna Czajka – siostra Katarzyna – jest zakonnicą w Zgromadzeniu Córek Bożej Miłości. Obecnie pracuje jako nauczycielka w przedszkolu prowadzonym przez swoje zgromadzenie w Wilkowicach koło Bielska-Białej.
Wspieranie Stowarzyszenia
– Dwadzieścia lat temu, wracając z pracy, znalazłem przed wejściem do mieszkania ulotkę informującą o możliwości wspierania Stowarzyszenia i tak się to zaczęło. Od 2005 roku zgromadziłem wszystkie kalendarze „365 dni z Maryją” i mam prawie 100% wydań „Przymierza z Maryją”, nie mówiąc o innych dewocjonaliach, które otrzymałem: figurce Matki Bożej Fatimskiej czy różańcach, zwłaszcza tym wydanym na 100-lecie Objawień Fatimskich.
Pielgrzymka do Fatimy
– Na 20-lecie swojego wspierania Stowarzyszenia zostałem wylosowany na pielgrzymkę do Fatimy. Byłem z tego powodu bardzo szczęśliwy. W Fatimie podobały mi się szczególnie: plac przed bazyliką, droga krzyżowa, domy, w których mieszkały dzieci fatimskie oraz zamki, kościoły i klasztor templariuszy w Tomar. Miło wspominam również to, że podczas pielgrzymki moja żona wylosowała figurkę Matki Bożej Fatimskiej, która była nagrodą za zakupy zrobione w jednym ze sklepów.
– Bardzo dziękuję za pielgrzymkę i pozdrawiam szczególnie całą naszą grupę oraz panią przewodnik, która opiekowała się nami i przekazała nam bardzo dużo wiadomości.
Oprac. JK
Szanowna Redakcjo!
Dziękuję serdecznie za przesłany kalendarz i egzemplarze „Przymierza z Maryją”. Czytam je z ochotą i uwagą „od deski do deski”. Artykuły są wartościowe i ciekawe. Życzę dalszej owocnej pracy w tym zakresie. Wasze kalendarze są przepiękne, wspieram datkiem akcję ich rozprowadzania. Życzę wytrwałości w działalności Stowarzyszenia, wspierając ją na ile mogę niemal od początku powstania organizacji, a mam już prawie 90 lat. Niech Boża Opatrzność czuwa nad Wami.
Stanisława ze Śląskiego
Szczęść Boże!
Dziękuję za prowadzenie tak pięknych i potrzebnych akcji katolickich. W miarę moich możliwości wspieram Was w tym pięknym dziele materialnie i duchowo. Życzę Wam, abyście kontynuowali to dzieło jak najdłużej i niech Was Matka Boża Fatimska ma w Swojej opiece i pomaga Wam w tych trudnych dla naszego kraju czasach. Szczęść Wam Boże!
Tadeusz z Małopolski
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Bardzo dziękuję za przesłane pozdrowienia, upominki oraz pozostałe materiały. Ogromnie ucieszyła mnie informacja, że Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi oraz Apostolat Fatimy rozpoczęły kampanię mającą na celu ożywienie kultu św. Antoniego z Padwy. Był on bowiem ukochanym świętym mojej prababci, babci i mamy. Z czasem stał się bardzo bliski i mojemu sercu. Ale nie zawsze tak było. Był taki czas w moim życiu, gdy jako nastolatka miałam do niego wiele żalu. Szczególnie wówczas, gdy widziałam moją ukochaną mamę, stojącą w kościele, pod figurą św. Antoniego i z ufnością modlącą się do niego, a on jej nie pomagał w powrocie do zdrowia i w codziennych troskach. Tak wówczas to widziałam. Przyszedł jednak czas, gdy zrozumiałam, że to obecność tego świętego w życiu mojej mamy sprawiała, że było jej lżej nieść trudy choroby i życia.
Gdy zostałam tercjarką franciszkańską, zapragnęłam, aby w mojej parafii rozwinął się kult św. Antoniego. Żeby wierni mogli z ufnością zawierzać swoje sprawy – często tak bardzo trudne i beznadziejne – Bożemu Cudotwórcy. Aby w ich sercach nigdy nie zaginęła nadzieja Jego wstawiennictwa u Boga i otrzymania skutecznej pomocy. Ta sama nadzieja, jaką żywiła w sercu przez całe życie moja mama. Za każdym razem, gdy wspominam tę historię, to odnoszę wrażenie, graniczące z pewnością, że to sam św. Antoni prowadził mnie w działaniach, które miały rozszerzyć jego kult, na chwałę Bożą, w moim parafialnym kościele. Tu muszę dodać, że zostałam tercjarką w kościele, w którym znajduje się figura św. Antoniego, przed którą tak często modliła się moja mama. I to dzięki Ojcom Franciszkanom z tej świątyni mogłam zaangażować się w ożywienie kultu św. Antoniego w moim kościele parafialnym.
Proszę pozwolić, że poniżej krótko opiszę, jak obecnie przedstawia się ten kult w mojej parafii:
W 2000 roku uroczyście powitaliśmy w naszej parafii relikwie św. Antoniego przybyłe prosto z Padwy. W kościele stanęła figura Świętego, obok której jest umieszczony koszyczek z cytatami z kazań św. Antoniego. Tym samym mogą one stanowić formę modlitwy za wstawiennictwem tego Świętego. W każdy wtorek, po Mszy Świętej, odmawiana jest litania do św. Antoniego z Padwy. Każdego 13 czerwca, gdy Kościół obchodzi jego wspomnienie, w intencjach złożonych przez parafian odprawiana jest Msza z poświęceniem chlebków, które później wierni zabierają do domów. Chlebki mają przypominać o chrześcijańskim obowiązku niesienia pomocy potrzebującym i ubogim. Przy figurze umieszczona jest również kasetka na ofiary, które przekazywane są parafialnej Caritas. Tak zebrane pieniądze służą do organizowania różnorakiej pomocy potrzebującym w naszej parafii.
Pozdrawiam Was serdecznie i ufam, że kampania mająca ożywić kult św. Antoniego z Padwy przyniesie liczne duchowe owoce – o co, z całą gorliwością, będę się modliła! Szczęść Boże!
Mariola – Apostołka Fatimy
Szczęść Boże!
Dziękuję bardzo za wszystkie piękne i wartościowe broszurki. Św. Antoni i św. Józef są moimi szczególnymi patronami, chociaż św. Ojciec Pio i św. Jan Paweł II też są moimi wielkimi orędownikami. Dziękuję za Wasze akcje i piękne publikacje. Ja i moja mamusia (91 lat) chętnie dowiadujemy się z nich dużo o życiu świętych, a modlitwy są piękne. Dlatego z całego serca Wam dziękuję. Bóg zapłać za wszystko, co buduje oraz umacnia moją wiarę i miłość do Pana Boga, Jego Syna i naszej Matki.
Grażyna z Torunia
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję za niezmierzone wsparcie duchowe, modlitwy oraz wszystkie przesyłki. Wasze kampanie są bardzo szlachetne i potrzebne. Proszę pozwolić, że dam przykład… W zeszłym roku pewnej rodzinie podarowałam kalendarz Maryjny. Od tej pory jej członkowie zaczęli częściej chodzić do kościoła, a ostatnio nawet jeżdżą na pielgrzymki. Nie jest to jedyna rodzina, bo przekazywałam też „Przymierze z Maryją” – zdarzało się, że zostawiałam je na stoliku w przychodni zdrowia. W każdym „Przymierzu…” można znaleźć bardzo ciekawe i pouczające artykuły oraz nowe modlitwy, za co serdecznie dziękuję!
Czas bardzo szybko upływa, już jesteśmy razem od 2009 roku. Mam nadzieję, że dobry Pan Bóg i Najświętsza Maryja Panna pobłogosławią nam i jeszcze dłuższy czas będziemy razem. Choć niestety muszę przyznać, że ostatnio choroby bardzo nękają mnie i mojego męża… Czasem jest mi bardzo ciężko, ale staram się wytrwale modlić i odzyskuję siły. Modlę się też za Was wszystkich codziennie, wypraszając zdrowie, błogosławieństwo Boże we wszystkim oraz opiekę Matki Bożej. Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego co najlepsze – zwłaszcza zdrowia, błogosławieństwa Bożego, opieki Najświętszej Maryi Panny oraz darów Ducha Świętego dla Was wszystkich.
Z Panem Bogiem
Irena z Jastrzębia Zdroju
Szczęść Boże!
Wspieram każdą akcję, którą organizuje Wasze Stowarzyszenie ku czci Pana Jezusa i Matki Najświętszej. Uważam, że są one bardzo potrzebne. Mimo sędziwego wieku, śledzę je na bieżąco. Niech Matuchna Fatimska Wam błogosławi!
Henryk z Tychów