Stare opowieści
 
Heroizm kapłana
Agnieszka Stelmach

heroizm kapłanaOto prawdziwa historia opowiedziana przez kapłana, który został poddany strasznej próbie. Opowieść tę możemy dziś poznać dzięki Boskiemu zrządzeniu.

Do niezwykłego zdarzenia doszło w Dublinie, w arystokratycznej, acz ubogiej rodzinie Fitz‑Grahamów. Wywodząca się ze starej szlachty familia podupadła wskutek uczestnictwa w licznych powstaniach wymierzonych w angielskich okupantów. Po przegranych bitwach uczestnicy walk emigrowali do państw katolickich. Często służyli w armii hiszpańskiej lub francuskiej. W tej drugiej służył ojciec kapłana, o którym opowiemy, oraz jego starszy brat.


Upadek kapitana


Po śmierci głowy rodu Fitz‑Grahamów wdowa wraz z dwoma synami utrzymywała się z niewielkiej renty. Starszy syn – przeznaczony do służby w wojsku – wstąpił do armii francuskiej, gdzie dosłużył się stopnia kapitana. Młodszy miał zostać duchownym, więc matka posłała go do seminarium w Saint‑Omer, gdzie w 1790 roku otrzymał święcenia kapłańskie. Wkrótce potem jako wikariusz trafił do jednej z parafii Dublina.


Po upływie roku na urlop do tego miasta przyjechał jego brat. Gdy urlop się skończył, matka – obawiając się o jego los – zatrzymała go w Dublinie. – Ta okoliczność wszystkich nas wtrąciła w nieszczęście – pisał później kapłan.


Brat księdza, przyzwyczajony do aktywności i drylu wojskowego, nie mógł usiedzieć na miejscu. Zaczął się staczać moralnie. Chodził do pubów, dużo pił i uprawiał hazard. Narobił strasznych długów. Często wszczynał awantury.


Matka bardzo się tym trapiła. Wraz z synem‑kapłanem postanowili więc, że spróbują go ożenić. Mieli nadzieję, że gdy ich syn i brat pozna dobrą kobietę, znów zacznie postępować jak prawy człowiek. Brat kapłana przystał na ich propozycję.


Tak się złożyło, że oficer zakochał się z wzajemnością w pięknej i mądrej córce pewnego kupca.


Wszystko już zaczęło się dobrze układać i zdawało się, że ślub będzie wkrótce, gdy nagle okazało się, że o rękę kobiety poprosił także inny mężczyzna – dubliński mieszczanin. Rywale nienawidzili się szczerze. Obaj szukali pretekstu do pojedynku. Wszyscy w Dublinie o tym wiedzieli.


Bóg surowo ze mną się obchodzi…


Pewnego wieczora owego mieszczanina znaleziono martwego z przebitą piersią. Szpada mężczyzny była schowana w pochwie, co dowodziło, że do pojedynku nie doszło. Przy trupie pozostały dwa zegarki i sakiewka z pieniędzmi. Mimo podartego ubrania, nie można było przypuszczać, aby padł on ofiarą rabunku. Widziano więc w tej zbrodni akt zemsty. Do aresztu trafił więc oficer…


Dziwnym trafem miał on akurat wyszczerbioną szpadę i nie potrafił wytłumaczyć, gdzie ją uszkodził. Kapitana oskarżono więc o morderstwo. Śledczy orzekli, że oskarżenie jest wystarczająco uzasadnione i nie zgodzili się wypuścić go za kaucją. Miał pozostać w areszcie dwa miesiące, oczekując na rozprawę.


Poszlaki tak bardzo przemawiały przeciw niemu, że nawet rodzony brat nie chciał słuchać jego usprawiedliwień. Jedynie matka wierzyła w niewinność syna. Kapłan przyznał, że za każdym razem, gdy odwiedzał brata, skupiał się na wydobyciu od niego wszelkimi sposobami ­wyznania zbrodni, licząc na to, że znajdzie okoliczności, które pozwolą mu przynajmniej ocalić jego życie. Kapitanowi bowiem groził szafot.


Brat księdza na początku oburzał się z powodu oskarżeń, ale im bliżej było do procesu, stawał się łagodniejszy i pogodzony z losem. Coraz częściej czytał Pismo Święte. Mówił do brata: – Błędy moje były ciężkie i liczne, ale Pan Bóg nie będzie żądał za nie ode mnie zapłaty w przyszłym życiu, gdyż opuszczę tę ziemię jako zabójca w oczach ludzkich, choć tej zbrodni nie popełniłem. Bóg surowo ze mną się obchodzi, odbierając mi honor, który pomimo mego nieuporządkowania, zawsze starałem się zachować nieskalanym.

Duchowny nie wiedział, co o tym wszystkim sądzić. Obawiał się nie tylko o doczesne życie brata, ale także o jego życie wieczne…


Spowiedź mordercy

 

W Wielki Piątek duchowny poruszony tym wszystkim wygłosił porywające kazanie. Później, po godzinnym wypoczynku poszedł do konfesjonału, który opuścił późno w nocy. Właśnie miał wejść do zakrystii, gdy nagle jakiś mężczyzna złapał go za komżę i błagał, żeby go jeszcze wyspowiadał. Duchowny poprosił, by przyszedł następnego dnia. Tłumaczył mu, że jest bardzo zmęczony, ale ten nie odpuszczał.

Ów mężczyzna wyznał, że popełnił morderstwo. Duchowny wyostrzył uwagę, a zabójca zaczął opowiadać, że miał posadę w banku w Dublinie, w którym sprzedawane były losy królewskiej loterii. – Jeden taki los, którego numer dobrze sobie zapamiętałem, wydałem pewnemu młodemu znajomemu. On go włożył do kieszeni kamizelki. Kilka dni potem przyszła lista wylosowanych numerów. Rozpoznałem ów numer, o którym mówiłem. Los wygrywał 2 tysiące funtów szterlingów. Ponieważ lista mogła być ogłoszona dopiero następnego dnia, wyszedłem na odległą ulicę i wiedząc, gdzie ów młody mężczyzna bywa, czatowałem nań, gdy będzie powracał. Zabiłem go i wyjąłem mu z kieszeni los. Zaraz zaniosłem go do banku, by wydano nagrodę pod pozorem, że wygrana należy do osoby, która nie chce być znana – opowiadał morderca.


Kapłan wypytawszy go o godzinę napaści i miejsce, a także kilka innych szczegółów morderstwa, zdał sobie sprawę, że oto przed nim klęczy sprawca zbrodni, o której dokonanie posądzono niesłusznie jego brata.

– Niech każdy sobie wyobrazi co czułem – wspominał ksiądz. – Pierwszym moim uczuciem była serdeczna wdzięczność Panu Bogu, ale gdy mi myśl o moim obowiązku kapłańskim przyszła, uczułem nagle okropność mego położenia. Krzyknąłem głośno i straciłem przytomność. Gdy znowu do siebie przyszedłem, już nie byłem w konfesjonale, lecz leżałem na kolanach mego penitenta, który jedną ręką trzymał mnie za głowę, a drugą podawał jakieś krople orzeźwiające. Byliśmy w kościele sami. Nagle wyjąkałem: – Nieszczęsny człowiecze, wiesz ty, że mego brata o to morderstwo posądzają?
– Jak to? Więc ksiądz jest bratem kapitana Fitz‑Grahama?

– Tak jest!

– O mój Boże! Czy mnie ksiądz zdradzi? Czy ksiądz doniesie na mnie? Spowiedź przecież jest święta!

– Ależ nadto dobrze wiem. Nie mogę jednak dopuścić, aby mój niewinny brat zginął na szafocie.

– Tym gorzej. Ja umrzeć nie zamierzam. Zwłaszcza teraz, gdy jestem bogaty. Proszę mi przysiąc na Świętą Hostię, że ksiądz mej spowiedzi nie wyjawi. Jeśli nie, to… – opryszek nie dokończył, bo duchowny raptownie mu przerwał.

– Już rok minął, jak przysięgę swoją jako kapłan przed Bogiem składałem. Nie mam obowiązku przysięgać przed tobą.

Duchowny nie udzielił zabójcy rozgrzeszenia, lecz kazał mu przyjść następnego dnia wieczorem w to samo miejsce. Powiedział, że musi się zastanowić, co zrobić, aby z jednej strony dochować tajemnicy spowiedzi, a z drugiej – spróbować uratować brata.


Tej nocy kapłan nie mógł zasnąć. Myśli kotłowały mu się w głowie. Miał dwie możliwości: albo naruszy tajemnicę spowiedzi i uratuje brata, albo dochowa tajemnicy i skaże na szafot niewinnego człowieka.

 

Obowiązek Twój będzie ciężki i bolesny, ale niewątpliwy

 

Nazajutrz o poradę zwrócił się do swojego przełożonego, arcybiskupa Hieronima z Dublina. Nie wyjawiając nazwiska mordercy, krótko przedstawił sprawę.


Arcybiskup poradził księdzu, aby uświadomił penitentowi, że ma podwójny obowiązek moralny: po pierwsze nie może pozwolić, aby niewinny umarł, gdyż w ten sposób drugie morderstwo popełni, a po drugie – jawnie wobec świadków albo na piśmie winien wyznać swą winę, by w ten sposób ocalić niewinnego. Wszystko to jednak penitent miał uczynić dobrowolnie.


– Gdyby jednak człowiek ten się wzbraniał –
pisał hierarcha – wtenczas mój kochany synu, obowiązek Twój będzie ciężki i bolesny, ale niewątpliwy. Musisz modlić się i milczeć. Największą zbrodnią kapłana byłoby przeciwstawić się obowiązkowi dochowania tajemnicy spowiedzi. Miej odwagę i ufaj.

Młody kapłan czytał list od arcybiskupa wielokrotnie i wiedział, że musi przyjąć wolę Bożą.


W tym samym dniu udał się ponownie do brata. Na powitanie zawołał:

– Mój biedny bracie! Przebacz mi, że wątpiłem w prawdziwość twych słów. Ja wiem, że jesteś niewinny!

– Chwała Bogu! – odrzekł kapitan i zaczął dopytywać się, kiedy go wypuszczą.


Kapłan zdał sobie sprawę, że źle uczynił. Przez swoje gadulstwo niepotrzebnie rozbudził nadzieje brata na uwolnienie. Zdruzgotany nie śmiał wracać do domu. Poszedł więc do kościoła, gdzie do późna czekał na opryszka. W końcu ten, wyraźnie przestraszony, zjawił się przy konfesjonale. Kapłan zaproponował, by udać się na plebanię, by nikt im nie przeszkadzał w rozmowie.


Kapłan opowiadał o swoim bracie i o tym, jak to jest straszne, że niewinny człowiek musi zginąć na szafocie. Opowiedział też o zgryzocie matki, ale morderca pozostawał niewzruszony. Nie pomogła nauka o piekle i o surowym rozrachunku, jaki kiedyś będzie musiał uczynić przed Bogiem. Mężczyzna co prawda płakał, ale nie chciał w żadnym wypadku zadośćuczynić za zbrodnię, której się dopuścił.       

 

Bóg umie ocenić wielkość ofiary i oszczędza katusze

 

Rankiem kapłan wyprowadził penitenta na ulicę. Wrócił na plebanię i padł wyczerpany na łóżko. Od dwóch dni nie zmrużył oka. W końcu zasnął kamiennym snem. Gdy się obudził, obok niego stała matka blada jak trup, ciężko oddychając. Kapłan zdał sobie sprawę, że musiał majaczyć we śnie. Matka potwierdziła, że mówił o niewinności brata i jakimś mordercy, którego tożsamości nie zdradził. Staruszka zaczęła więc zadawać pytania. Zagniewana milczeniem syna, czyniła mu gorzkie wyrzuty.


Na szczęście wtedy do pokoju wszedł arcybiskup. Matka zostawiła ich samych. Kapłan opowiedział mu pokrótce, co zaszło od wczorajszego wieczoru. Arcybiskup rzekł: – Bez wątpienia ma Bóg wielkie zamiary wobec ciebie, skoro w tak młodym wieku zsyła tak wielką próbę, która być może w historii nie ma sobie równej.

Chwycił dłoń młodego kapłana i zawołał: – Bogu dzięki, mój synu! Masz gorączkę! Bóg, który umie ocenić wielkość twej ofiary, zsyła na ciebie chorobę ciała, by ci na jakiś czas oszczędzić katuszy serca. Od tej chwili nie jesteś odpowiedzialny za słowa, które ci się w gorączce wyrwać mogą, ale żeś mnie swoją tajemnicę powierzył, to biskup twój weźmie na siebie to staranie.

Egzekucja niewinnego

 

W dniu, w którym zaplanowano egzekucję, kapłan wraz ze swoim biskupem cały dzień modlili się w kościele. Chrześcijańska uległość brata i powtarzane zapewnienie, że umiera niewinnie, zjednało mu licznych przyjaciół. Przed powieszeniem kapitana pozbawiono godności i szlachectwa…


Zaledwie osiem dni później zmarła ze zgryzoty matka. Tuż przed jej śmiercią pochylił się nad nią arcybiskup. Nie wiadomo, co jej rzekł, ale jak wspominał nasz bohater, w jej oczach zabłysła radość. Na koniec poprosiła syna, by się zbliżył do niej i objęła go wychudłymi rękoma. Roniąc łzy, mówiła mu pieszczotliwe: – Mój święty męczenniku. Poprosiła go jeszcze o błogosławieństwo i w spokoju ­odeszła…


Epilog

 

Jak to jest możliwe, że dowiedzieliśmy się o tym wszystkim, skoro było to tajemnicą spowiedzi? Kapłan tak pisał: Bóg mi użyczył łaski, żem dożył tego szczęścia, iż niewinność mego brata wyszła na jaw. Zbrodniarz publicznie wyznał swą zbrodnię. Brata mego przywrócono, acz po śmierci, do szlachectwa i do dawnej godności. Gdyby ta historia nie była już od wielu lat powszechnie znana, czyż ja jako spowiednik mógłbym ją dzisiaj wam opowiedzieć?

 
ilustracja: Jacek Widor


NAJNOWSZE WYDANIE:
Złóżmy hołd Królowej Polski!
370 lat temu, 1 kwietnia 1656 roku we lwowskiej katedrze nasz monarcha, Jan II Kazimierz Waza, przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej oddał Rzeczpospolitą szczególnej opiece Najświętszej Maryi Panny, nazywając ją Królową Polski. Co jednak szczególnie interesujące, ten tytuł odnoszący się do Matki Zbawiciela został objawiony trzykrotnie przez samą Maryję na początku XVII wieku w dalekiej Italii.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Łaska w Roku Jubileuszowym

Pani Cecylia Pajka pochodzi z Mazowsza. Urodziła się w miejscowości Lutobrok koło Pniewa, ale od prawie 50 lat mieszka w Makowie Mazowieckim, gdzie należy do parafii pod wezwaniem św. Józefa. W 2025 roku wraz z grupą Apostołów Fatimy udała się na pielgrzymkę do Sanktuarium Matki Bożej w Fatimie.

 

– W Fatimie było cudownie. Naprawdę jestem wdzięczna za to, że po 21. latach uczestnictwa w Apostolacie spotkało mnie takie szczęście – pojechałam do Fatimy, o której marzyłam od dawna – wspomina pielgrzymkę do portugalskiego sanktuarium pani Cecylia.


– To było niesamowite przeżycie, bo byłam tam po raz pierwszy. Dziękuję Bogu, że w Roku Jubileuszowym otrzymałam od Niego taką łaskę. Groby pastuszków: świętych Hiacynty i Franciszka oraz s. Łucji, to po prostu coś cudownego. Z wdzięcznością pokonałam na klęczkach tradycyjną drogę do Kaplicy Objawień, a wieczorami brałam udział w procesjach ze świecami
– dodaje.

 

Zaczęło się od książki o Fatimie…


Wszystko to możliwe było dzięki temu, że pani Cecylia już od dawna wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Początki swojej przygody z naszą organizacją wspomina następująco: – Zaczęło się tak, że znalazłam ulotkę i zamówiłam książkę o Fatimie. Wypełniłam formularz Apostolatu i zaczęłam dostawać kalendarze, różańce oraz wiele różnych dewocjonaliów. Otrzymałam także oczywiście figurkę Matki Bożej Fatimskiej.


Jako Apostołka Fatimy pani Cecylia dostaje również systematycznie „Przymierze z Maryją”, którego jest wierną czytelniczką:
– W „Przymierzu…” jest dużo ciekawych artykułów, np. świadectwa członków Apostolatu czy opis pielgrzymek do Fatimy. Po przeczytaniu zanoszę „Przymierze z Maryją” do kościoła żeby ktoś inny poznał Stowarzyszenie, zapisał się do Apostolatu i żeby przyniosło to dobre owoce –
mówi z przekonaniem.


Obecnie kościołem parafialnym pani Cecylii jest świątynia pod wezwaniem Bożego Ciała w Makowie Mazowieckim, ale nie zawsze tak było. – Chrzest przyjęłam w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny – Królowej Świata w Zatorach, a do Pierwszej Komunii Świętej i bierzmowania przystępowałam w bazylice kolegiackiej Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Pułtusku – przytacza fakty ze swojej młodości. – Z dzieciństwa pamiętam, że moja babcia codziennie odmawiała Różaniec, a ja klęczałam obok i też się razem z nią modliłam.

 

Kurpie – ich kultura i zwyczaje


Pani Cecylia pochodzi z Kurpiów Białych, krainy etnograficznej leżącej na północny-wschód od Legionowa w województwie mazowieckim. Region ten słynie m.in. z charakterystycznej gwary, haftów, wycinanek i wyrobów tkackich. – Moja mama i ciocia zajmowały się haftem serwetek kurpiowskich na tiulu. Wykonywały też obrusy, bieżniki, serwetki na drutach i szydełku.


– Moja ciocia ma po babci cały strój kurpiowski. Składa się on z białej koszuli wyszywanej czarno-czerwonym wzorem kurpiowskim, kolorowej sukni w paski, fartucha zdobionego kolorowymi cekinami, czarnych, sznurowanych trzewików i czerwonej lub zielonej chusty w kwiaty.
Babcia zawsze zakładała ten tradycyjny strój na specjalne uroczystości w kościele.

 

Żona, matka, babcia


– Skończyłam szkołę zawodową i 1,5 roku technikum rolniczego, ale moje główne zainteresowanie i zawód to kucharstwo. 28 lat pracowałam na kuchni, a przez prawie 38 lat pracy zawodowej miałam tylko siedem dni zwolnienia –
opowiada pani Cecylia.


– W 1972 roku po zawarciu ślubu zamieszkałam u męża w miejscowości Pękowo. Tam też urodziła się nasza pierwsza córka. Do Makowa Mazowieckiego przeprowadziliśmy się w 1978 roku, gdy miała iść do pierwszej klasy szkoły podstawowej. W sumie urodziłam czworo dzieci, ale jeden syn zmarł po kilku dniach. Doczekałam się też czterech wnuków, dwóch wnuczek oraz dwóch prawnuków.


– Od ośmiu lat jestem wdową, ale w 2021 roku zaprzyjaźniłam się z Januszem, którego kuzynka wyszła za mojego wnuka. Razem byliśmy na pielgrzymce w Fatimie, a w tym roku wybieramy się do Sanktuarium Matki Bożej w Lourdes.


Swoją opinią na temat pielgrzymki Apostolatu do Fatimy podzielił się z nami też pan Janusz:
–Jestem zachwycony i bardzo zadowolony. Brak mi słów. Największe wrażenie wywarły na nas nabożeństwa, Droga Krzyżowa i nauki, które przy tej okazji głosił towarzyszący nam ksiądz. Chcemy też podziękować koordynatorowi Apostolatu Fatimy, panu Krzysztofowi Golcowi za organizację pielgrzymki.


Oprac. Janusz Komenda


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za piękny kalendarz i za słowa wdzięczności. Wszystko co robicie, jest wielkie. Jestem wzruszona i proszę dalej pracować nad wszystkim, co jest związane z wiarą chrześcijańską.

Barbara z Pińczowa

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się swoim świadectwem… W 1983 roku pracowałem na budowach w Poznańskim Kombinacie Budowlanym. Zostałem wysłany do Libii na kontrakt. Budowaliśmy tam domy parterowe. Nasz „camp” mieścił się w miejscowości Azzija. W każdą środę przyjeżdżał franciszkanin spowiadać i odprawiać Mszę Świętą. (…) Starałem się codziennie odmawiać Różaniec na „campie”. Pracownicy z różnych stron Polski zauważyli, że wierzę i kocham Boga, że nie wstydzę się Go… Po powrocie latem 1984 żona zauważyła, że Pan Jezus Miłosierny mnie otworzył na innych i odmienił mego ducha.

W kościele Wniebowstąpienia znajdowała się półka z cudownymi medalikami. Zapoznałem się z postacią św. Katarzyny Laboure, która otrzymała wzór na medaliki od Matki Bożej. I tak Jezus Miłosierny posłał mnie, abym rozdawał je na budowie i głosił Prawdę o dobroci Boga. Święta Katarzyna na każdym kroku mnie także towarzyszyła, w ogóle nie czułem jakiegoś zawstydzenia, wręcz przeciwnie: czułem radość z niesienia Bożego Miłosierdzia w codzienności, jakie Dobry Bóg daje nam przez ręce Maryi. To trwało wiele lat. Ewangelizowałem tam, gdzie chciano słuchać. Mówiłem, że o każdą sekundę zapyta nas Pan Bóg i że Boże Miłosierdzie jest jedynym ratunkiem dla każdego człowieka.

Żona zachorowała, kiedy jeszcze pracowałem. W sumie trwało to około 7 lat. To był dla nas trudny okres… Po przejściu na emeryturę żona pomału gasła. W pierwsze piątki miesiąca przychodził do nas ksiądz proboszcz z Panem Jezusem Eucharystycznym. Choć był to dla nas trudny czas, to był także pełen łaski mimo cierpienia. 9 listopada 2019 roku stał się dniem spotkania żony z Jezusem Miłosiernym.

Później zaopiekowałem się bezdomnym Michałem, miał 37 lat. (…) Słuchał tajemnic Różańca na dany dzień. Kolega z pracy zaproponował, aby w jego mieszkaniu odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego.

Drugi bezdomny, Piotr, był na wózku inwalidzkim. Mogąc jednak pomóc tylko doraźnie, zapragnąłem przyprowadzić go do tronu Miłosierdzia Bożego, aby i on doświadczył ogromu Miłości i dobroci Boga. Wszedłem nawet we współpracę z pewnym kapłanem i robiliśmy, co w naszej mocy, aby zdroje łaski wylewały się w życiu Piotra. Mój podopieczny żył z żebrania. Dzięki dobroci kolegów, którzy pomagali mu się przemieszczać i pchali wózek, starczało mu na przetrwanie, ale część przeznaczał na alkohol. To niestety bardzo mu przeszkadzało w dotarciu do spowiedzi. Z czasem jednak się rozchorował, trafił do szpitala i już nie wrócił…

I tak idę dalej w codzienność, aby nieść Miłość do każdego człowieka. Najlepiej mi to wychodzi, kiedy tłumaczę tajemnice Różańca świętego. Każde miejsce się nadaje. Patrzę, gdzie Pan mnie prowadzi, gdzie chce swoim Miłosierdziem dotknąć człowieka…

Dodatkowo ostatnio chodzę na fizykoterapię. Tam rozdaję medaliki Matki Bożej, które dostaję z karmelu żeńskiego, z którym weszliśmy w relację, kiedy żyła jeszcze moja żona. Kochane siostry wymadlały łaski i siły dla małżonki.

Ja sam wierząc i ufając Bożemu Miłosierdziu zamówiłem u salezjanów Msze gregoriańskie za moich bliskich. W tym kościele w drugi wtorek miesiąca modlimy się za konających i za dusze w czyśćcu cierpiące. Zwłaszcza te potrzebują Miłosierdzia. Dobry Pan prosi i pobudza serce do tego, aby się za nimi wstawiać.

Codziennie rano proszę Ducha Świętego, abym odczytywał dobrze Jego natchnienia i żył z nimi tego dnia. Na razie Duch Święty tak mnie prowadzi, że na kolejnych „gregoriankach” zaprosił mnie, aby razem z pobożnymi niewiastami wspólnie modlić się na Mszy Świętej i prosić o Miłosierdzie dla konających dusz czyścowych. Pozdrawiam Was serdecznie!

Z Panem Bogiem

Stanisław z Poznania

 

 

Szanowni Państwo!

Dobrze, że jesteście. Życzę wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują niszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg!

Dariusz z Marcinowic

 

 

Szczęść Boże!

Kampania promująca książkę „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest świetnym pomysłem, a sama publikacja jest znakomicie przygotowana i wydana. To w zasadzie jest książka historyczna i tak też mogłaby być reklamowana. Może w przyszłości warto przygotować również osobną kampanię marketingową dla tych, którzy w Kościele nie są jeszcze tak silnie osadzeni…

Z pozdrowieniami

Michał z Gdańska

 

 

Szanowna Redakcjo!

Życzę wszystkiego co najlepsze w roku 2026, niech Boża Opatrzność czuwa nad Waszą działalnością. Artykuły w czasopiśmie „Przymierze z Maryją” są wspaniałe, zawsze ciekawe i potrzebne. Czasami mam wątpliwości, że może ktoś inny bardziej by potrzebował takiej lektury, a ja zajmuję to miejsce. Komu tylko mogę, to podaję po przeczytaniu. Pozdrawiam serdecznie – szczęść Boże!

Stanisława z Rędzin

 

 

Szczęść Boże!

Dziękuję Panu Bogu i Matce Najświętszej za to, co robicie. To bardzo trudne, ważne sprawy. Proszę, nigdy nie ustawajcie w Waszych działaniach. Chylę czoło przed Wami za trud i Wasze poświęcenie w każdej akcji Stowarzyszenia – wychodzicie do ludzi, szerząc kult Maryjny w dzisiejszych trudnych czasach. Zasługujecie na wielki szacunek. Bóg zapłać!

Józefa z Dąbrowy Tarnowskiej

 

 

Szczęść Boże!

W moim przekonaniu Wasza kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniałą akcją. W lipcu tego roku ukończę, jeśli Pan Bóg pozwoli, 85 lat. Miałem w tym czasie wiele upadków, jak: depresja, rak złośliwy gruczołu krokowego, ale moja silna wiara wpojona mi przez rodziców uzdrowiła mnie. Pozdrawiam Was serdecznie!

Roman z Kujawsko-Pomorskiego