Słowo kapłana
 
Obrońmy Adwent!
o. Wawrzyniec Maria Waszkiewicz

W dziejach chrześcijaństwa kilka dat służyło za początek roku. Pierwszy stycznia przyjął się relatywnie niedawno; wcześniej – nie bez słuszności – obchodzono początek roku 25 marca, w dzień Zwiastowania. Bo też dzieje Zbawienia naszego zaczęły się właśnie wtedy…

Rok liturgiczny poniekąd trzyma się tej dawnej tradycji, rozpoczynając się wprawdzie nie w marcu, ale początkiem Adwentu – kontemplując więc tąż samą tajemnicę Wcielenia i korzystając z niej jako z punktu wyjścia do pogłębienia naszego przygotowania na ponowne przyjście Chrystusa. Z perspektywy duchowej – także w jej aspekcie „organizacyjnym” – warto na ten początek zwrócić uwagę. Dobrze przeżyty Adwent dobrze wprowadzi nas w nowy rok „świecki”. Ustawienie właściwego kursu właśnie teraz, w grudniu, jest łatwiejsze niż później, w początkach kolejnego roku – już choćby dlatego, że w styczniu mamy do nadrobienia mnóstwo zaległości z końca grudnia…

Wielkie jest więc znaczenie Adwentu dla naszego życia duchowego! Trzeba więc umieć docenić ten błogosławiony okres liturgiczny – i nie pozwolić, aby jego znaczenie uległo zafałszowaniu.

Ciemność i światło
– Trzeba być ślepym, żeby nie zdawać sobie sprawy z głębokiego kryzysu w Kościele – powiedział na krótko przed śmiercią kardynał Karol Caffarra (+2017). Z tego kryzysu doskonale zdajemy sobie sprawę; a wiedząc także, że Kościół jest dla świata tym, czym dusza dla ciała – nie może nas dziwić przygnębiająca kondycja Europy i świata. Można powiedzieć, że świat ten spowijają gęste ciemności. I właśnie w tym czasie panowania ciemności światełko betlejemskiej stajenki jest i musi być dla nas tym jaśniejszym znakiem tym pewniejszej nadziei. Wtedy także ciemności panowały na świecie. Wystarczy pomyśleć o rządach Heroda (zwanego zresztą Wielkim), o faryzejskiej obłudzie, o psujących się szybko obyczajach rzymskiego imperium… Owszem, ludzie byli spragnieni prawdy – i to, niestety, jest chyba ważna różnica pomiędzy tamtymi czasami a naszymi. Czym innym jest pogaństwo czekające na oświecenie Prawdą – a czym innym neopogaństwo, które Prawdę odrzuciło i odrzuca. Współczesne „czarownice”, urządzające bluźniercze szturmy na kościoły, są na pewno bardziej przerażające od starożytnych poganek. Niemniej jednak, mrok tamtych czasów także był gęsty. I także gęsty mrok naszych czasów może być rozproszony przez toż samo Dzieciątko i tąż samą Matkę Jego.

Pokora i miłość
W życiu duchowym dwie cnoty zajmują szczególne miejsce. Jedna jest korzeniem, druga – przynoszącą owoce koroną drzewa. Albo też – jedna jest fundamentem, druga kopułą. Te cnoty to pokora i miłość. I bardziej jeszcze aniżeli w dendrologii, w życiu duchowym sprawdza się ta reguła, że czym głębsze korzenie (głębokiej pokory), tym wyższe, tym bardziej strzeliste i tym mocniejsze drzewo. W tajemnicy Wcielenia możemy podziwiać miłość i pokorę Pana Jezusa; miłość i pokorę Najświętszej Panny Maryi; miłość i pokorę świętego Józefa. Oczywiście, nie tylko te dwie cnoty – ale i wszystkie pozostałe. Niemniej jednak, właśnie z powodu tego fundamentalnie-szczytowego charakteru pokory i miłości, warto na nie zwrócić szczególną uwagę. Pokora Słowa Wcielonego. Pan Niebiosów obnażony, ma granice Nieskończony. Bóg porzuca szczęście swoje. Nawet gdyby Pan Jezus narodził się w najbogatszym z ziemskich pałaców, pokora Słowa Wcielonego (i Jego ubóstwo) pozostałaby niedoścignionym wzorcem dla nas.

Jeśli Czytelnik daruje mi, że uderzę w ton poetycki, pozwolę sobie na chwilę przejść na trzynastozgłoskowiec.

Któryś z Ojca, o Panie, zrodzony przed wiekiem
Nie wzgardziłeś i w czasie porodzeniem z Panny:
Dawca życia dzieciątkiem; Stworzyciel – człowiekiem;
Wszechobecny – Wszechmocny – Wieczny – Nieustanny –
Dzieckiem w żłóbku – bezbronnym – w czasie – śmiertelnikiem…
Więc cześć Tobie i chwała, choć ludzkim językiem –
Niepojęta, niezmierna, więc – niewysłowiona!

I dlaczegoż to Wcielenie? Dla Miłości. Miłości Ojca i miłości stworzenia. Święty Franciszek wyrazi to w przepięknej modlitwie Absorbeat:
O Panie! Niechaj słodka i płomienna potęga Twojej miłości porwie moje serce, odrywając je od wszystkiego tego, co jest poniżej Niebios – tak, abym umarł dla miłości Twojej miłości, jak Ty raczyłeś umrzeć dla miłości mojej miłości.

To przepełnione miłością Wcielenie było wszak już początkiem ponadtrzydziestoletniej Drogi Krzyżowej. Pan Jezus przyszedł, aby umrzeć – o czym wiedziała doskonale Najświętsza Panienka, kiedy wypowiadała swoje niech mi się stanie. Oto miara miłości – miłości Boga, miłości ludzi…

W tym bezwarunkowym poddaniu własnej woli Woli Bożej, dotykamy tajemnicy ludzkiej wszechmocy. Święty Maksymilian będzie o niej mówił w kontekście posłuszeństwa zakonnego… Kiedy zgadzamy się całkowicie z Wolą Bożą, stajemy się uczestnikami Bożej wszechmocy. To także dobry punkt do rozważenia w tym błogosławionym czasie. Maryja swoim fiat dała nam Zbawiciela, a więc i zbawienie.

Pokorą i miłością promienieje cały ten święty czas. Od Zwiastowania, przez nawiedzenie świętej Elżbiety, po skrajne ubóstwo betlejemskiej stajenki. I niepodobna nie pomyśleć także o cichej i pokornej, a przepojonej miłością obecności świętego Józefa, który jest najgłębiej upokorzony faktem, że oto przychodzi mu być głową Świętej Rodziny – zarazem jednak z pokorą przyjmuje na siebie to zadanie i rzeczywiście pełni swe obowiązki (jakkolwiek czyni to względem osoby Boskiej i najdoskonalszej osoby ludzkiej!). W tym obrazku mogłaby się zmieścić cała nauka o chrześcijańskim małżeństwie.

Szopka Bożonarodzeniowa
Wyszliśmy od mroków gęstych, przerażających, straszliwych – które spowijają świat i które wdarły się do samego Kościoła. Dostrzegliśmy atoli światło bijące z betlejemskiej groty i z przemożną siłą rozprzestrzeniające się na świat cały. Zajrzeliśmy do stajenki, podziwiając piękno pokory i miłości, jakie kontemplować możemy w Świętej Rodzinie… Ułomnym słowem przedstawiliśmy więc pejzaż z szopką bożonarodzeniową. A to z kolei prowadzi nas do uwagi trochę na marginesie, ale – jak ufam – bardzo pożytecznej.

Tradycję bożonarodzeniowych szopek zapoczątkował w Greccio święty Franciszek z Asyżu. Pragnął on, aby to fizyczne przedstawienie ubóstwa, jakie dla nas wycierpiał Pan Jezus i Jego Matka, pomagało jemu samemu oraz wszystkim wiernym w rozpalaniu w nas ognia Bożej miłości. Obyż ta miłość mogła ogrzać Dzieciątko! Betlejemska stajenka powinna bez wątpienia zajmować szczególne miejsce w naszych sercach. Ale czy nie byłoby dobrze, aby zagościła także w naszych domach? We Włoszech już z początkiem Adwentu całe rodziny pracują nad przygotowaniem pięknej szopki. Czego tam nie ma! Mech, liście, kamienie. Figurki – zwłaszcza te z szopek neapolitańskich… piękne detale, prawdziwe dzieła sztuki. Wszystko jest przygotowane, brakuje tylko Dzieciątka, które trafia do kołyski w noc bożonarodzeniową. To stopniowe upiększanie szopki przez cztery tygodnie sprawia, że Adwent staje się naprawdę czasem oczekiwania i naprawdę oczekiwania radosnego…

Radość czy pokuta?
No właśnie. Czas radosnego oczekiwania. Jednak przez wiele wieków Adwent był okresem pokuty. Wierni przygotowywali się na Boże Narodzenie, poszcząc. Zresztą, także cała liturgia przywodziła (i nadal przywodzi!) nam myśl o pokucie: głównymi „bohaterami” tego okresu są wszak prorok Izajasz – piszący w czasie największych utrapień, jakie cierpiał naród wybrany – oraz wielki pokutnik św. Jan Chrzciciel. Skoro Jan „przygotowywał drogę” Mesjaszowi surową pokutą, to nie ma nic niestosownego w tym, że i wierni podejmują w okresie Adwentu praktyki pokutne. O pokucie przypomina nam także fioletowy kolor szat liturgicznych. Z drugiej strony, już od ponad stu lat Kościół nie wymaga postu w okresie Adwentu. Jak się w tym odnaleźć?

Przede wszystkim pamiętajmy o celu Adwentu. Jest nim z jednej strony przypomnienie nam o przygotowaniu się na powtórne przyjście Pana Jezusa (zwłaszcza pierwsza połowa Adwentu). To przyjście, o którym święty Paweł mówi, że skoro czas jest krótki i przemija postać tego świata, to powinniśmy używać tego świata jak gdybyśmy z niego nie korzystali (por. 1Kor 7,29–31). Święci wszystkich czasów wzywali wiernych do przygotowywania się na powtórne przyjście Pana poprzez pokutę – jakkolwiek dla nas, którzy wierzymy, perspektywa Jego przyjścia jest radosna. Z drugiej strony, Adwent – szczególnie od 17 grudnia, kiedy w liturgii zaczyna się śpiewać wielkie antyfony (których inicjały układają się w słowa: ero cras, czyli jutro będę) – przygotowuje nas na pełne radości święto Bożego Narodzenia. O ile Wielki Post przygotowuje nas na całe święte Triduum, a więc nie tylko na radość Zmartwychwstania, ale także na Mękę Pana Jezusa, o tyle oczekiwanie adwentowe jest rzeczywiście przepełnione radością. Czy jednak radość i pokuta są ze sobą sprzeczne? Najbardziej radosny ze świętych, św. Franciszek z Asyżu, przygotowywał się do Bożego Narodzenia surowym postem, który rozpoczynał już 2 listopada (i który w Regule przepisał wszystkim braciom). Dalej, praktyki pokutne pozwalają nam uczestniczyć w tamtym oczekiwaniu. W ubóstwie i niedostatku, jakie cierpieli Maryja i Józef.

Trzeba nam więc uniknąć skrajności. Niech nas nie zwiedzie fioletowy kolor i wielbłądzia skóra Jana Chrzciciela. Mamy być prawdziwie radośni. Jednocześnie jednak niech nas nie zwiedzie konsumistyczny klimat adwentowych jarmarków i coraz łagodniejsza dyscyplina pokutna Adwentu. Ten czas ma być błogosławiony. Ma być czasem nawrócenia, a nawrócenie w Piśmie Świętym zawsze idzie w parze z pokutą.

o. Wawrzyniec Maria Waszkiewicz



NAJNOWSZE WYDANIE:
Uczmy i wychowujmy po katolicku!
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
W odwiedzinach u Fatimskiej Pani
Roman Motoła

Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.

 

Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.


Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?


Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…

Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.


Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.


Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.


W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.

Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.


Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.


Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.


Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.


Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.

Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowni Państwo!

Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!

Anna ze Zgierza

 

 

Szczęść Boże!

Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.

Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.

Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.

Wdzięczna Czytelniczka

Krystyna z Pruszkowa

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!

Barbara

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Danuta z Krakowa

 

 

Szanowni Państwo!

Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,

Maria

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.

Janina z Włocławka

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.

A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.

Z Panem Bogiem!

Genowefa