Temat numeru
 
Świętość: Prawdziwa chwała Franciszka i Hiacynty

20 lutego mija 83. rocznica śmierci błogosławionej Hiacynty Marto - jednej z trojga pastuszków, którym w Fatimie objawiła się Matka Boża. Dziewczynka, mimo że nie skończyła jeszcze 10 lat, umarła w opinii świętości.

Mam nadzieję, że Bóg dla chwały Najświętszej Dziewicy przyzna jej [Hiacyncie] aureolę świętości. Była tylko kilkuletnim dzieckiem, ale umiała już praktykować cnoty i okazywać Bogu oraz Najświętszej Dziewicy swoją miłość przez liczne ofiary i wyrzeczenia... Jest godne podziwu, jak dobrze rozumiała ducha modlitwy i poświęcenia, które Najświętsza Dziewica nam zaleciła... Przez te i inne niezliczone [fakty], zachowuję dla niej wielki szacunek, jak dla świętej" (1) (Słowa s. Łucji o Hiacyncie).

Hiacynta i jej brat Franciszek są dwojgiem najmłodszych błogosławionych niemęczenników w historii Kościoła. Czy było możliwe, by dzieci, które oddały dusze Panu - jedno nie skończywszy 10, a drugie - 11 lat, mogły praktykować trzy cnoty Boskie i cztery cnoty kardynalne w takim stopniu, aby zostać wyniesionymi na ołtarze? Z powodu tych wątpliwości „przez sześć miesięcy osiemnastu znawców tematu zastanawiało się nad życiem dwojga dzieciątek i oddało swój pozytywny głos na piśmie do Kongregacji do Spraw Świętych".(2)

Franciszek: duch niewinny, prosty i rozważny

Franciszek i Hiacynta Marto, dzieci Manuela Piotra Marto, zwanego Ti Marto, męża Olimpii de Jesus Santos, urodziły się w wiosce Aljustrel, leżącej w gminie Fatima.

Ti Marto mówił o swoim najmłodszym synu: „Franciszek był krzepki. Miał dobre zdrowie; przepowiadaliśmy więc, że będzie energiczny, silny i śmiały. Był bardziej odważny i opanowany niż jego siostrzyczka. Nie był ani trochę bojaźliwy".(3)

Jak wszystkie dzieci, Franciszek miał swoje małe wady. Według relacji Ti Marto: „Pewnej nocy, kiedy nie chciał pójść na modlitwę, poszedłem w miejsce gdzie się schował. Kiedy zobaczył, że zbliżam się do niego, wykrzyknął natychmiast: - Ach, mój dobry ojcze! I zaraz udał się na modlitwę". Ale, jak wyjaśnił ojciec: „To było przed objawieniem Matki Boskiej, bo później to się nie zdarzyło, raczej to oni [Franciszek i Hiacynta] nawoływali nas, żebyśmy przychodzili odmawiać Różaniec."

Jednakże sam ojciec przyznał, że Franciszek był potulny i wzorowo posłuszny. Nie kłócił się z nikim. A Łucja dodała: „Ja sama nie bardzo go lubiłam, ponieważ jego pokojowy temperament kontrastował z moją nadmierną żywotnością".(4) Chłopiec był bardzo niewinny i miał wrażliwe sumienie. Kiedy pewnego ranka jego matka zasugerowała mu, żeby wykorzystał nieobecność matki chrzestnej i poszedł paść owce na jej pole, on odpowiedział, że tego nie zrobi. Gdy matka wymierzyła mu policzek, zapytał z godnością: - A więc to moja matka uczy mnie kraść?... I poszedł na pastwisko dopiero, kiedy otrzymał pozwolenie od matki chrzestnej.(5) Artystyczna dusza Franciszka zachwycała się pięknem stworzenia: rozgwieżdżonym niebem, strumykami, kwiatami, a przede wszystkim słońcem, które było dla niego symbolem mocy Boga. Taki był Franciszek przed objawieniami: niewinny, powściągliwy, prostoduszny, ale być może trochę zbyt ustępliwy, co nie przeszkodziło, żeby został litościwie wybrany na powiernika Matki Bożej.

Hiacynta: temperament wrażliwy, prostota ducha

Hiacynta, według Łucji, była przeciwieństwem Franciszka. Jak wspominał ze wzruszeniem Ti Marto: „Była zawsze bardzo spokojniutka. Jeszcze jako niemowlę zawsze przystawała na wszystko. Jeśli była głodna, dawała znak, popłakując przez chwilę, a później była już spokojna. Nic jej nie przeszkadzało. Była jak dar z Nieba". (6)

Hiacynta była wyjątkowo wrażliwa. Zdaniem Łucji „już w wieku mniej więcej pięciu lat słysząc opowiadanie o cierpieniach Naszego Boskiego Zbawiciela, rozczulała się i płakała.

Tak jak jej brat Franciszek, a być może nawet bardziej niż on, Hiacynta miała duszę szlachetną, delikatną i uczuciową.

Hiacynta kochała kwiaty. Jedną z jej ulubionych rozrywek było ich zbieranie na pastwisku. - Biedaczek Nasz Pan - szeptała - ja nie popełnię nigdy żadnego grzechu, nie chcę, żeby Jezus już więcej cierpiał."

Kochała księżyc, lampę Matki Boskiej, bardziej niż słońce, „bo nie wyrządza krzywdy wzrokowi"; a kiedy księżyc był w pełni, biegła przekazać dobrą nowinę: - Mamo, tam przybywa Mateczka z Nieba!

Czy ten aniołek nie miał wad? Być może niewielkie. Łucja mówi, że będąc najmłodszą w licznej rodzinie, Hiacynta została trochę rozpieszczona. Dlatego czasami, kiedy sprzeczano się z nią, dąsała się. I aby zgodziła się wrócić do zabawy, trzeba było pozwolić jej wybrać nie tylko zabawę, ale też partnera. Tak oto ta dusza, mająca w sobie tak wiele anielskiej niewinności, była przeznaczona przez Łaskę Boską do przyjęcia wizyt niebiańskich.

  Objawienia skłaniają dusze dziecięce ku świętości


Wiosną 1916 roku życie trojga wesołych i beztroskich pastuszków w wieku zaledwie 9, 8 i 6 lat miało ulec nagłej przemianie. „Serca Jezusa i Maryi zważają na głos waszych błagań" - powiedział im Anioł Portugalii, Anioł Pokoju. „Składajcie nieustannie Najwyższemu ofiary i módlcie się. To jest program świętości, kierowany jedynie do prawdziwie bliskich Bogu. Troje portugalskich dzieci wy-pełniło go dokładnie i z zapałem, z prawdziwą radością i z pełnym miłości oddaniem. Z wszystkiego, z czego możecie, składajcie ofiarę Panu w akcie zadośćuczynienia za grzechy, którymi On został obrażony, i błagajcie o nawrócenie grzeszników... Przede wszystkim przyjmijcie i znoście z pokorą cierpienie, które Pan wam ześle."I tak, mniej więcej rok później, byli gotowi na wizytę Królowej Niebios. A Ona przybyła, powtarzając zaraz w pierwszym spotkaniu zaproszenie do modlitwy i do cierpienia wypowiedziane przez Anioła: „Będziecie więc musieli wiele wycierpieć. Ale łaska Boga będzie waszym pocieszeniem." Modlitwa i cierpienie jako zadośćuczynienie Niepokalanemu Sercu Maryi i Najświętszemu Sercu Jezusa, tak bardzo obrażonym przez odstępstwo ludzkości od wiary - oto co stało się treścią życia trojga pastuszków.

Franciszek - pocieszyciel Boga

Mimo, że niewinny i wolny od ziemskich przywiązań, Franciszek na pewno miał jeszcze jakieś słabości albo małe wady, z którymi musiał walczyć. Nie przeszkodziło mu to zobaczyć Anioła i Matki Bożej, ale nie słyszał nic z tego, co mówili.

Jednakże kiedy Najświętsza Panna powiedziała, że będzie musiał „zmówić wiele cząstek Różańca", aby Ona również jego zabrała do Nieba, Franciszek wykrzyknął: „O moja Matko Boska! Zmówię tyle cząstek, ile będziesz chciała!".

Jest ciekawe, że to Franciszek, według Łucji, najmniej przejął się straszną wizją piekła, ponieważ tym, co najbardziej go w niej zaabsorbowało, był Bóg, Trójca Święta „w tym ogromnym świetle, które przeszywało nawet najgłębszy zakątek naszej duszy".

Łucja powiedziała, że „podczas gdy Hiacynta wydawała się przejęta jedyną myślą, by nawrócić grzeszników i uwolnić dusze z piekła, on myślał jedynie o pocieszeniu Naszego Pana i Matki Boskiej, którzy mu się wydawali tak bardzo smutni". Słuszne są słowa autora: „Nie jest możliwe czynić zadość jako pocieszyciel, tak jak to wyrażają słowa Franciszka, bez wyjątkowej łaski". (7)

Idąc za wezwaniem do kontemplacji, Franciszek coraz częściej odsuwał się od dwóch dziewczynek, aby modlić się w samotności. Kiedy pytały go, co robi, pokazywał im Różaniec. Kiedy nalegały, żeby poszedł pobawić się z nimi, odpowiadał: „Nie pamiętacie, że Matka Boska powiedziała, że muszę zmówić wiele cząstek Różańca?"

Kiedy dziewczynki znajdowały go pogrążonego w myślach i pytały, co robi, odpowiadał: „Myślę o Bogu, który jest tak bardzo smutny z powodu tylu grzechów. Gdybym był zdolny ofiarować mu trochę radości!" Oto, co znaczy praktykować w sposób doskonały Pierwsze Przykazanie Boże, zapominając o sobie samym i kochając Boga ponad wszystko.

 

 

Mali, ale z wielkim duchem poświęcenia

Aby umartwiać się, troje pastuszków wymyślało wiele rzeczy: oddawali swoje posiłki biednym, jedli korzenie i żołędzie, wybierając te najbardziej gorzkie; wstrzymywali się od picia, czasami przez cały dzień (pomimo wielkiego pragnienia); nacierali pokrzywą ciało, aby je udręczyć; przez długie godziny odmawiali z twarzą przy ziemi modlitwy, których nauczył ich Anioł. To tylko niektóre ze sposobów umartwiania się.

Pewnego dnia znaleźli kawałek szorstkiego powrozu, który następnie zawiązali sobie wokół pasa pod ubraniem. Przeszkadzało im to tak bardzo, że wiele razy uniemożliwiało im sen. Matka Boża poradziła im, żeby na noc zdejmowali to "narzędzie" męki.

Kiedy dzieci rozpoczęły naukę w szkole, Franciszek powiedział dwóm dziewczynkom: "Słuchajcie, wy idźcie, a ja zostanę w kościele przy ukrytym Jezusie. (...) Niedługo pójdę do Nieba. Kiedy będziecie wracać, wstąpcie tutaj, by mnie zawołać".

Jest bardzo możliwe - jak skomentował inny autor - że w ten sposób, bez kierownictwa duchowego, Franciszek nauczył się praktykować kontemplację i rozmyślania. Nauczył się u samego Mistrza lekcji, którą Święta Teresa wykłada w swojej "Drodze do Doskonałości": modlitwa wysoka wymaga miłości, odosobnienia, odsunięcia się od świata, uwolnienia się od ziemskich przywiązań lub od zmysłowości".(8)

23 grudnia 1918 roku dwójka rodzeństwa zachorowała na zapalenie oskrzeli. Nawet w czasie choroby kontynuowali modlitwy, a cierpienie ofiarowywali w intencji grzeszników. Łucja tak pisze o Franciszku: „Cierpiał z heroiczną cierpliwością, nie pozwalając nigdy, by wydobył się z niego jęk lub najlżejsza skarga."Zapytałam go pewnego dnia na krótko przed śmiercią: - Franciszku, bardzo cierpisz? Tak, cierpię. Ale cierpię wszystko z miłości do Naszego Pana i Matki Boskiej".4 kwietnia 1919 roku bez żadnego jęku ani grymasu twarzy, z anielskim uśmiechem na ustach, Franciszek odszedł na spotkanie z Najświętszą Dziewicą, która czekała na niego z otwartymi ramionami.

Hiacynta: ofiara wynagradzająca, powaga i szlachetność Po objawieniach, Hiacynta tak przejęła się modlitwą za grzeszników, że została obdarzona licznymi szczególnymi łaskami. Miała wizje prorocze, wypraszała dla innych uzdrowienia i łaski uznane za cudowne.

Jeszcze w rok po objawieniach, Matka Boska ukazała jej się trzy razy.(9) Jej ciężka choroba była okazją do zaofiarowania wielu cierpień Bogu: "Za każdym razem coraz więcej trudu sprawia mi picie mleka lub rosołu; ale nie mówię nic i przyjmuję wszystko z miłości do Naszego Pana i Niepokalanego Serca Maryi".

Wysoki stopień świętości Misja zadośćuczynienia Hiacynty jest ściśle powiązana z Niepokalanym Sercem Maryi. Kiedy Matka Boska pokazała piekło trzem pastuszkom, powiedziała im: „Widzicie piekło, gdzie idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ocalić, Bóg chce ustanowić na świecie kult mojego Niepokalanego Serca".

Żegnając się z Łucją przed wyjazdem do Lizbony, Hiacynta powiedziała jej z naciskiem: „Ty pozostajesz tutaj, aby głosić, że Bóg chce ustanowić na świecie kult Niepokalanego Serca Maryi. Kiedy będziesz musiała to mówić, nie ukrywaj się."
I dodała: „Powiedz całemu światu, że Bóg przydziela nam łaski za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi. Niech ją o nie proszą. Powiedz, że Serce Jezusa chce, żeby oprócz Niego czcić też Niepokalane Serce Maryi".

Dlatego „Hiacynta słusznie zasługuje na tytuł wzorowej ofiary prze-błagalnej Niepokalanego Serca Maryi". (10)

Pewnego dnia wyznała Łucji, że często wstaje z łóżka, aby zmówić modlitwę Anioła: - Ale teraz już nie jestem w stanie modlić się z głową przy ziemi. Modlę się tylko na kolanach".

Jak Hiacynta, taka mała dziewczynka, mogła przyjąć i zrozumieć tak głęboko ducha umartwienia i pokuty? Według Łucji: „Po pierwsze, dzięki szczególnej łasce Boga, którą ją obdarował za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi. A po drugie, bo widziała piekło i nieszczęście dusz, które tam trafiają".

Matka Boska zapytała Hiacyntę, czy chciałaby zostać trochę dłużej na Ziemi, aby cierpieć za nawrócenie grzeszników. Szlachetna dziewczynka odpowiedziała, że tak. Na skutek tego przebywała jeszcze w dwóch szpitalach, gdzie bardzo cierpiała. Umarła w Lizbonie, z dala od rodziny. Ale Matka Boska nie zostawiła jej samej. Ukazywała jej się często, pouczając, doradzając i ostrzegając o sytuacji na świecie i o zbliżających się karach. Matka Maria da Purificaçăo Godinho, której Hiacynta się zwierzała, zapisała wiele z objawień niebiańskich i rozważań młodej pasterki, które ukazały się w różnych książkach i które ukazują stopień dojrzałości duchowej, jaki osiągnęła ta dziewczynka, mając niecałe 10 lat.

  Głębokie zrozumienie wieczności
Widząc osoby ubrane nieskromnie, które przychodziły w odwiedziny do chorych, albo bardzo wystrojone pielęgniarki, Hiacynta mówiła do Matki Godinho: „Do czego służy to wszystko? Gdyby one pomyślały, że muszą umrzeć i wiedziały, co to jest wieczność!" O niektórych lekarzach-ateistach mówiła:

Biedacy! Mimo całej swojej wiedzy nie wiedzą, co ich czeka."

W lutym 1920 r. Hiacynta była ponownie operowana. W związku z jej złym stanem zdrowia, można było użyć jedynie chloroformu i znieczulenia miejscowego. Usunięto jej dwa żebra, zostawiając otwór tak wielki, że można było do niego włożyć rękę. Ona cierpiała cały czas w milczeniu, czasem tylko pojękując cicho: „Ach, moja Matko Boska!" Ale aby pocieszyć tych, którzy widzieli jej cierpienia, mówiła: „Cierpliwości! Wszyscy musimy cierpieć, aby wejść do chwały Nieba." W piątek, 20 lutego 1920 r. Matka Boża przyszła po Hiacyntę. Dziewczynka, mimo że nie skończyła jeszcze 10 lat, umarła w opinii świętości.


Oprac. LP, BB


(1) Siostra Łucja, Wkład osobistych wspomnień do biografii małej Hiacynty, według O. Luís Gonzaga Ayres da Fonseca S.J., Editora Vozes Ltda. Petrópolis, wydanie piąte, 1954, Prolog.
(2) Cfr. O. Luis Kondor, Wicepostulator Trybunału, Będą święci między dziećmi... wkrótce, „Osservatore Romano", wydanie portugalskie, 6 marca 1999 r.
(3) O. Joăo de Marchi, I.M.C., Była to Pani bardziej błyszcząca niż Słońce..., Seminarium misji Matki Boskiej Fatimskiej, Cova da Iria, wydanie czwarte, 1954, p. 35.
(4) Ibidem, str.35-37.
(5) Ibidem, str.37.
(6) Ibidem, str.40.
(7) O. Joaquín Maria Alonso, Doktryna i duchowość przesłania fatimskiego, Arias Montano Editores, SL, Madrid, 1990, p. 127.
(8) William Thomas Walsh, Our Lady of Fatima, Image Books, Garden City (NY), 1954, p. 157.
(9) Cfr. Oficjalny raport przeora ówczesnej parafii, zakończony w sierpniu 1918 roku i dostarczony Władzom Kościelnym 28 kwietnia 1919 roku, in O. Luís Gonzaga Ayres da Fonseca, S.J., Matka Boska Fatimska, Editora Vozes, Petrópolis, wydanie piąte, 1954, pp.148-149.
(10) O. Alonso, op. cit. P. 143.



NAJNOWSZE WYDANIE:
Uczmy i wychowujmy po katolicku!
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
W odwiedzinach u Fatimskiej Pani
Roman Motoła

Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.

 

Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.


Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?


Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…

Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.


Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.


Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.


W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.

Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.


Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.


Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.


Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.


Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.

Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowni Państwo!

Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!

Anna ze Zgierza

 

 

Szczęść Boże!

Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.

Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.

Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.

Wdzięczna Czytelniczka

Krystyna z Pruszkowa

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!

Barbara

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Danuta z Krakowa

 

 

Szanowni Państwo!

Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,

Maria

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.

Janina z Włocławka

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.

A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.

Z Panem Bogiem!

Genowefa