
We współczesnym świecie, a także w społeczności chrześcijan istnieje obecnie duża różnorodność w rozumieniu wiary. Bardzo wiele z tych poglądów nie do końca pokrywa się z nauczaniem Kościoła. Z drugiej strony – wiele z tych opinii na temat istoty i natury wiary w pewnej mierze wyraża jakiś jej aspekt. Problem z potocznym jej rozumieniem polega zatem najczęściej nie na tym, że jest ono wprost błędne, ale że jest fragmentaryczne, zredukowane…
Obecnie wiarę najczęściej utożsamia się z deklaracją czy poglądem na temat istnienia Boga. Człowiek wierzący to człowiek, który swoim rozumem uznaje istnienie Absolutu lub – w bardziej wąskim i precyzyjnym znaczeniu – uznaje bóstwo Jezusa Chrystusa. Oczywiście, wiara posiada ów element rozumowy i deklaratywny. Błędem jednak byłoby sprowadzenie jej tylko do poglądu. Istnieje bowiem taka możliwość, że ktoś deklaruje się jako wierzący i rzeczywiście uznaje istnienie Boga, jednak nie posiada wiary nadprzyrodzonej rozumianej jako cnota teologiczna.
Pogląd czy wiara?
Pogląd na temat istnienia Boga jeszcze nie stanowi o wierze, aczkolwiek jest jej niezbywalnym elementem. W ubiegłych dziesięcioleciach w duszpasterstwie dużo mówiono o tak zwanych wierzących, lecz niepraktykujących – i nie chodzi tutaj jedynie o praktykę liturgiczną czy duchową, lecz o aspekt szerszy. Wielu nominalnych katolików uznaje bowiem bóstwo Chrystusa, nie przyjmując jednocześnie pełnego nauczania Kościoła – chociażby w kwestiach moralnych. Innymi słowy – wierzą w Boga i w Chrystusa, jednakże nie w Bogu, Chrystusie i Kościele odnajdują zasadę swojego życia. W takim przypadku powinniśmy raczej mówić o poglądzie na temat Boga, a nie o prawdziwej wierze.
Prawdziwa wiara oprócz tej części intelektualnej posiada także element egzystencjalny. Najprościej można wyjaśnić tę zależność, przyglądając się procesowi rodzenia się wiary i jej dojrzewania.
Pismo Święte mówi, że wiara rodzi się ze słuchania. Oznacza to, że jest ona czymś, co przychodzi do człowieka z zewnątrz, a konkretnie z Objawienia. Człowiek daje posłuch wierze, tzn. przyjmuje jej tezy za wiarygodne. Przyjęcie wiary jest czymś, co posiada podstawę naturalną, jednak nie może obyć się bez łaski.
Sobór Watykański I jako dogmat podaje nam, że poznanie istnienia Boga jest możliwe dla naturalnego rozumu. Zatem to, iż Bóg istnieje, można wywnioskować z samego namysłu nad światem. Jednak teizm sam w sobie nie jest jeszcze tym, czym jest wiara. Jest raczej intelektualnym przeświadczeniem.
Człowiek poszukujący prawdy może zatem sam dojść do poznania istnienia Boga. Nie jest w stanie jednak dojść do poznania Jego istoty i głębi. Innymi słowy możemy naturalnie poznać, że Bóg jest, ale nie potrafimy sami dojść do tego, kim On jest. I tutaj potrzebne jest Objawienie.
Rozum oświecony łaską
Kiedy człowiek poszukujący prawdy zadaje sobie to fundamentalne pytanie: „kim jest Bóg?”, może uzyskać na nie właściwą odpowiedź tylko w Objawieniu. W tym znaczeniu właśnie wiara rodzi się ze słuchania. Oczywiście, rozpoznanie prawdy w Ewangelii nie jest już kwestią czystego rozumu. Prawdę Ewangelii rozpoznajemy dzięki temu, że nasz rozum zostaje oświecony łaską. Słowo Boże nie jest jedynie prostą informacją – to słowo samego Boga! Z tego względu Dobra Nowina, kiedy ją słyszymy i przyjmujemy, oświeca nas. Dlatego rozum człowieka, który przyjmuje prawdę Ewangelii, jest już oświecany i wspierany łaską Bożą. I dopiero w momencie tego Boskiego oświecenia może przyjąć wiarę. Dzieje się to poprzez akt przyjęcia prawdy niesionej przez Kościół.
Przylgnąć do prawdy
Łaska wiary nadprzyrodzonej zostaje nam udzielona w sakramencie Chrztu Świętego. Przed przyjęciem chrztu (mamy teraz na myśli osoby dorosłe) pod wpływem łaski Bożej uznajemy Ewangelię za wiarygodną. W momencie przyjęcia tego sakramentu otrzymujemy dar nadprzyrodzonej wiary.
Ta wiara nadprzyrodzona jest samym Bożym światłem, które staje się udziałem człowieka. Osoba wierząca nie tylko podziela swoim własnym rozumem prawdę Bożą, ale ma także w tym świetle udział. I tutaj dochodzimy do owego czynnika egzystencjalnego…
Na poziomie natury człowiek kieruje się w życiu własnym rozumem i własnym rozeznaniem. Przyjąwszy wiarę, rozum zostaje wyposażony w światło nadprzyrodzone. To oznacza, że człowiek w swoim życiu nie potrafi już ignorować Ewangelii i nauczania Kościoła. Wiarę rozpoznajemy zatem nie przez to, na ile nauczyliśmy się teologii, ale na ile przylgnęliśmy do jej prawdy. Zatem teolog znający wszystkie dogmaty, lecz kwestionujący je, ma mniejszą wiarę od wiernego świeckiego, który być może nie wszystko potrafi wyjaśnić i nazwać, lecz dla którego prawdy wiary są fundamentem. Przykładowo, teolog może doskonale znać antropologię chrześcijańską, a jednocześnie ją kwestionować (co jest świadectwem braków w wierze). Tymczasem wierny świecki być może nie zna niuansów dogmatu antropologicznego, lecz twardo obstaje za tym, że dzieci nienarodzonych nie wolno zabijać, a małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Twardo trwa przy tym, gdyż jest przywiązany do wiary. Teolog może snuć rozważania na temat natury Mszy Świętej, natomiast prawdziwie wierzący nie wyobraża sobie dnia świętego bez Najświętszej Ofiary, którą być może intelektualnie mniej rozumie.
Zatem wiara to nie tylko pogląd, ale to przylgnięcie całym życiem do tego, co objawił Bóg. A tak zwany „wierzący, lecz niepraktykujący” to sprzeczność sama w sobie.
Wiara upodabnia do Chrystusa
Z drugiej strony nie należy uważać, że samo intelektualne zgłębianie wiary jest nieistotne. Jeśli ktoś przylgnął do Chrystusa i Jego prawdy, to siłą rzeczy będzie chciał ją poznawać. I owo pragnienie i umiłowanie prawdy Bożej, poszukiwanie jej i usiłowanie zrozumienia w celu jeszcze głębszego przylgnięcia do niej zawsze było nazywane prawdziwą teologią. Stąd też nie można być prawdziwym teologiem bez łaski wiary. Teolog bez wiary to jedynie intelektualista i mędrek, który prawdziwej wierze przygląda się jako czemuś zewnętrznemu.
Z powyższego opisu wynika jeszcze kilka istotnych wniosków. Wiara nie jest i nie może być czymś skrajnie indywidualnym i subiektywnym. Wiara nie jest osobistym, wyrobionym przez siebie poglądem lub sposobem życia. Wiara w ścisłym sensie jest czymś, co zostało objawione i przekazane Kościołowi. Człowiek nie wzbudza w sobie wiary, ale pod wpływem łaski ją przyjmuje. Nie kształtuje jej, lecz kształtuje siebie w jej świetle. To nie człowiek ma ustalać i kształtować wiarę, ale ma kształtować siebie w wierze. Nie oznacza to oczywiście bezrefleksyjności. Wiary nie ustalamy, ale ją zgłębiamy. A im bardziej ją zgłębiamy, tym bardziej możemy do niej przylgnąć. Tymczasem absolutne jej przyjęcie winno ukształtować człowieka tak, że staje się w końcu święty. Wiara bowiem to życie według zasady, którą jest światło Boże. Jest ona zatem posłuszeństwem Bogu w Kościele.
W takim znaczeniu wiara powinna oddziaływać i ogarniać wszystkie sfery ludzkiego życia. Jeśli wierzę, to coraz bardziej zaczynam myśleć tak, jak myśli Bóg – gdyż wiara jest światłem Bożej prawdy i Bożego rozumu, które staje się udziałem rozumu ludzkiego. Jeśli wierzę, to zasady wiary powinny stawać się coraz głębszym wyznacznikiem i zasadą mojego życia. Wiara bowiem upodabnia człowieka do Chrystusa.
Wiara a emocje
Z drugiej strony głęboka wiara nie oznacza jednoznacznego posiadania wiedzy. Pozwala coraz bardziej przylgnąć do nauczania Kościoła i coraz jaśniej rozpoznawać autentyczną prawdę objawioną. Podobnie jest na poziomie emocji – wiara nie musi wzniecać płomienia emocjonalnego. Wierzyć to nie znaczy czuć. Oczywiście, wiara może rodzić uczucia – a nawet powinna je rodzić i przemieniać (podporządkowywać wierze także sferę uczuć). Jednakże na niektórych etapach życia duchowego emocjonalność w wierze może całkowicie zaniknąć. Człowiek wierzący to osoba, która tak przylgnęła do prawdy objawionej w Chrystusie, że się jej trzyma niezależnie od tego, czy coś czuje, czy nie albo czy całkowicie rozumie, czy nie. Wierzący klęka przed Hostią, gdyż wie, że to jest prawdziwy Bóg. A ta prawda jest niezależna od tego, czy to czuję, czy nie, a także niezależna od tego, czy potrafię zrozumieć tę tajemnicę, czy też tego nie potrafię.
Kościół fundamentem
Zatem wiara podporządkowuje sobie i ogarnia wszystkie sfery ludzkiego istnienia. Oświeca rozum, poddaje sobie sferę emocjonalną, kieruje naszą wolą. Może jednak obyć się bez absolutnego rozumienia czy bez odczuwania. Nie może jednak obejść się bez woli – czyli bez życia według zasad wiary.
Jeśli zatem człowiek czegoś nie rozumie, lecz wierzy Kościołowi, to istotnie posiada łaskę wiary. Jeśli żyje tym, co podaje Kościół, chociaż na poziomie emocjonalnym jest obumarły – to także posiada łaskę wiary. Nie jest jednak możliwa taka wiara, która nie oddziaływałaby na całość życia. Zatem twierdzenie, że ktoś wierzy, ale ta wiara nie wyraża się w praktykach pobożnych, jest błędna. Nie można bowiem wierzyć w Boga – przylgnąć do Niego i jednocześnie się nie modlić czy nie uczestniczyć w liturgii, w której On prawdziwie jest obecny. Taka wiara jest pozorem. Zatem człowiek, który głęboko „czuje” Boga, sam określa swój pogląd na Jego temat i jednocześnie dystansuje się od praktyk duchowych i Kościoła, ma zdecydowanie mniej wiary niż osoba, dla której Kościół jest fundamentem.
Udział w życiu Bożym
I ostatnia kwestia. Jeśli wiara jest światłem zewnętrznym, pochodzącym od Boga, światłem, które oświeca człowieka, to sama treść wiary nie jest czymś dowolnym. Nie można powiedzieć, że katolik i muzułmanin posiadają wiarę, lecz treść tej wiary jest inna. Ojcowie Kościoła byli bardzo świadomi tej zależności. Odrzucenie dogmatów Maryjnych czy odmienne rozumienie Eucharystii to nie jest inna wiara – bo wiara jest tylko jedna – ale jest to brak lub też ubytek wiary.
Wiara jest więc darem Bożej łaski. Jest skarbem, który otrzymaliśmy niezasłużenie. Otrzymaliśmy ją od Boga za pośrednictwem Kościoła w sakramentach. Daje nam ona udział w życiu Bożym. Uczy nas, kim jest Bóg. Pozwala nam wejść w Jego logikę i w Jego życie. Daje nam udział w tym Jego życiu. Tylko dzięki wierze możemy żyć z Bogiem i żyć Jego życiem. Wiara w ten sposób jednoczy z Bogiem. I z tego względu nie jest ona jedynie czynnikiem kształtującym nasze życie doczesne. Wiara daje nam zbawienie – bo zbawieniem jest poznanie i zjednoczenie z Bogiem. Dlatego też Chrystus Pan mówi, że kto uwierzy, będzie zbawiony, a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Stąd też, jak świadczy o tym List do Hebrajczyków, „bez wiary nie można podobać się Bogu” (por. Hbr 11,6). Wiara zatem jest skarbem, który należy chronić najbardziej ze wszystkich naszych skarbów. Jeśli bowiem stracimy wiarę, to utracimy Boga i życie wieczne, które jest w Nim.
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa