
We współczesnym świecie, a także w społeczności chrześcijan istnieje obecnie duża różnorodność w rozumieniu wiary. Bardzo wiele z tych poglądów nie do końca pokrywa się z nauczaniem Kościoła. Z drugiej strony – wiele z tych opinii na temat istoty i natury wiary w pewnej mierze wyraża jakiś jej aspekt. Problem z potocznym jej rozumieniem polega zatem najczęściej nie na tym, że jest ono wprost błędne, ale że jest fragmentaryczne, zredukowane…
Obecnie wiarę najczęściej utożsamia się z deklaracją czy poglądem na temat istnienia Boga. Człowiek wierzący to człowiek, który swoim rozumem uznaje istnienie Absolutu lub – w bardziej wąskim i precyzyjnym znaczeniu – uznaje bóstwo Jezusa Chrystusa. Oczywiście, wiara posiada ów element rozumowy i deklaratywny. Błędem jednak byłoby sprowadzenie jej tylko do poglądu. Istnieje bowiem taka możliwość, że ktoś deklaruje się jako wierzący i rzeczywiście uznaje istnienie Boga, jednak nie posiada wiary nadprzyrodzonej rozumianej jako cnota teologiczna.
Pogląd czy wiara?
Pogląd na temat istnienia Boga jeszcze nie stanowi o wierze, aczkolwiek jest jej niezbywalnym elementem. W ubiegłych dziesięcioleciach w duszpasterstwie dużo mówiono o tak zwanych wierzących, lecz niepraktykujących – i nie chodzi tutaj jedynie o praktykę liturgiczną czy duchową, lecz o aspekt szerszy. Wielu nominalnych katolików uznaje bowiem bóstwo Chrystusa, nie przyjmując jednocześnie pełnego nauczania Kościoła – chociażby w kwestiach moralnych. Innymi słowy – wierzą w Boga i w Chrystusa, jednakże nie w Bogu, Chrystusie i Kościele odnajdują zasadę swojego życia. W takim przypadku powinniśmy raczej mówić o poglądzie na temat Boga, a nie o prawdziwej wierze.
Prawdziwa wiara oprócz tej części intelektualnej posiada także element egzystencjalny. Najprościej można wyjaśnić tę zależność, przyglądając się procesowi rodzenia się wiary i jej dojrzewania.
Pismo Święte mówi, że wiara rodzi się ze słuchania. Oznacza to, że jest ona czymś, co przychodzi do człowieka z zewnątrz, a konkretnie z Objawienia. Człowiek daje posłuch wierze, tzn. przyjmuje jej tezy za wiarygodne. Przyjęcie wiary jest czymś, co posiada podstawę naturalną, jednak nie może obyć się bez łaski.
Sobór Watykański I jako dogmat podaje nam, że poznanie istnienia Boga jest możliwe dla naturalnego rozumu. Zatem to, iż Bóg istnieje, można wywnioskować z samego namysłu nad światem. Jednak teizm sam w sobie nie jest jeszcze tym, czym jest wiara. Jest raczej intelektualnym przeświadczeniem.
Człowiek poszukujący prawdy może zatem sam dojść do poznania istnienia Boga. Nie jest w stanie jednak dojść do poznania Jego istoty i głębi. Innymi słowy możemy naturalnie poznać, że Bóg jest, ale nie potrafimy sami dojść do tego, kim On jest. I tutaj potrzebne jest Objawienie.
Rozum oświecony łaską
Kiedy człowiek poszukujący prawdy zadaje sobie to fundamentalne pytanie: „kim jest Bóg?”, może uzyskać na nie właściwą odpowiedź tylko w Objawieniu. W tym znaczeniu właśnie wiara rodzi się ze słuchania. Oczywiście, rozpoznanie prawdy w Ewangelii nie jest już kwestią czystego rozumu. Prawdę Ewangelii rozpoznajemy dzięki temu, że nasz rozum zostaje oświecony łaską. Słowo Boże nie jest jedynie prostą informacją – to słowo samego Boga! Z tego względu Dobra Nowina, kiedy ją słyszymy i przyjmujemy, oświeca nas. Dlatego rozum człowieka, który przyjmuje prawdę Ewangelii, jest już oświecany i wspierany łaską Bożą. I dopiero w momencie tego Boskiego oświecenia może przyjąć wiarę. Dzieje się to poprzez akt przyjęcia prawdy niesionej przez Kościół.
Przylgnąć do prawdy
Łaska wiary nadprzyrodzonej zostaje nam udzielona w sakramencie Chrztu Świętego. Przed przyjęciem chrztu (mamy teraz na myśli osoby dorosłe) pod wpływem łaski Bożej uznajemy Ewangelię za wiarygodną. W momencie przyjęcia tego sakramentu otrzymujemy dar nadprzyrodzonej wiary.
Ta wiara nadprzyrodzona jest samym Bożym światłem, które staje się udziałem człowieka. Osoba wierząca nie tylko podziela swoim własnym rozumem prawdę Bożą, ale ma także w tym świetle udział. I tutaj dochodzimy do owego czynnika egzystencjalnego…
Na poziomie natury człowiek kieruje się w życiu własnym rozumem i własnym rozeznaniem. Przyjąwszy wiarę, rozum zostaje wyposażony w światło nadprzyrodzone. To oznacza, że człowiek w swoim życiu nie potrafi już ignorować Ewangelii i nauczania Kościoła. Wiarę rozpoznajemy zatem nie przez to, na ile nauczyliśmy się teologii, ale na ile przylgnęliśmy do jej prawdy. Zatem teolog znający wszystkie dogmaty, lecz kwestionujący je, ma mniejszą wiarę od wiernego świeckiego, który być może nie wszystko potrafi wyjaśnić i nazwać, lecz dla którego prawdy wiary są fundamentem. Przykładowo, teolog może doskonale znać antropologię chrześcijańską, a jednocześnie ją kwestionować (co jest świadectwem braków w wierze). Tymczasem wierny świecki być może nie zna niuansów dogmatu antropologicznego, lecz twardo obstaje za tym, że dzieci nienarodzonych nie wolno zabijać, a małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Twardo trwa przy tym, gdyż jest przywiązany do wiary. Teolog może snuć rozważania na temat natury Mszy Świętej, natomiast prawdziwie wierzący nie wyobraża sobie dnia świętego bez Najświętszej Ofiary, którą być może intelektualnie mniej rozumie.
Zatem wiara to nie tylko pogląd, ale to przylgnięcie całym życiem do tego, co objawił Bóg. A tak zwany „wierzący, lecz niepraktykujący” to sprzeczność sama w sobie.
Wiara upodabnia do Chrystusa
Z drugiej strony nie należy uważać, że samo intelektualne zgłębianie wiary jest nieistotne. Jeśli ktoś przylgnął do Chrystusa i Jego prawdy, to siłą rzeczy będzie chciał ją poznawać. I owo pragnienie i umiłowanie prawdy Bożej, poszukiwanie jej i usiłowanie zrozumienia w celu jeszcze głębszego przylgnięcia do niej zawsze było nazywane prawdziwą teologią. Stąd też nie można być prawdziwym teologiem bez łaski wiary. Teolog bez wiary to jedynie intelektualista i mędrek, który prawdziwej wierze przygląda się jako czemuś zewnętrznemu.
Z powyższego opisu wynika jeszcze kilka istotnych wniosków. Wiara nie jest i nie może być czymś skrajnie indywidualnym i subiektywnym. Wiara nie jest osobistym, wyrobionym przez siebie poglądem lub sposobem życia. Wiara w ścisłym sensie jest czymś, co zostało objawione i przekazane Kościołowi. Człowiek nie wzbudza w sobie wiary, ale pod wpływem łaski ją przyjmuje. Nie kształtuje jej, lecz kształtuje siebie w jej świetle. To nie człowiek ma ustalać i kształtować wiarę, ale ma kształtować siebie w wierze. Nie oznacza to oczywiście bezrefleksyjności. Wiary nie ustalamy, ale ją zgłębiamy. A im bardziej ją zgłębiamy, tym bardziej możemy do niej przylgnąć. Tymczasem absolutne jej przyjęcie winno ukształtować człowieka tak, że staje się w końcu święty. Wiara bowiem to życie według zasady, którą jest światło Boże. Jest ona zatem posłuszeństwem Bogu w Kościele.
W takim znaczeniu wiara powinna oddziaływać i ogarniać wszystkie sfery ludzkiego życia. Jeśli wierzę, to coraz bardziej zaczynam myśleć tak, jak myśli Bóg – gdyż wiara jest światłem Bożej prawdy i Bożego rozumu, które staje się udziałem rozumu ludzkiego. Jeśli wierzę, to zasady wiary powinny stawać się coraz głębszym wyznacznikiem i zasadą mojego życia. Wiara bowiem upodabnia człowieka do Chrystusa.
Wiara a emocje
Z drugiej strony głęboka wiara nie oznacza jednoznacznego posiadania wiedzy. Pozwala coraz bardziej przylgnąć do nauczania Kościoła i coraz jaśniej rozpoznawać autentyczną prawdę objawioną. Podobnie jest na poziomie emocji – wiara nie musi wzniecać płomienia emocjonalnego. Wierzyć to nie znaczy czuć. Oczywiście, wiara może rodzić uczucia – a nawet powinna je rodzić i przemieniać (podporządkowywać wierze także sferę uczuć). Jednakże na niektórych etapach życia duchowego emocjonalność w wierze może całkowicie zaniknąć. Człowiek wierzący to osoba, która tak przylgnęła do prawdy objawionej w Chrystusie, że się jej trzyma niezależnie od tego, czy coś czuje, czy nie albo czy całkowicie rozumie, czy nie. Wierzący klęka przed Hostią, gdyż wie, że to jest prawdziwy Bóg. A ta prawda jest niezależna od tego, czy to czuję, czy nie, a także niezależna od tego, czy potrafię zrozumieć tę tajemnicę, czy też tego nie potrafię.
Kościół fundamentem
Zatem wiara podporządkowuje sobie i ogarnia wszystkie sfery ludzkiego istnienia. Oświeca rozum, poddaje sobie sferę emocjonalną, kieruje naszą wolą. Może jednak obyć się bez absolutnego rozumienia czy bez odczuwania. Nie może jednak obejść się bez woli – czyli bez życia według zasad wiary.
Jeśli zatem człowiek czegoś nie rozumie, lecz wierzy Kościołowi, to istotnie posiada łaskę wiary. Jeśli żyje tym, co podaje Kościół, chociaż na poziomie emocjonalnym jest obumarły – to także posiada łaskę wiary. Nie jest jednak możliwa taka wiara, która nie oddziaływałaby na całość życia. Zatem twierdzenie, że ktoś wierzy, ale ta wiara nie wyraża się w praktykach pobożnych, jest błędna. Nie można bowiem wierzyć w Boga – przylgnąć do Niego i jednocześnie się nie modlić czy nie uczestniczyć w liturgii, w której On prawdziwie jest obecny. Taka wiara jest pozorem. Zatem człowiek, który głęboko „czuje” Boga, sam określa swój pogląd na Jego temat i jednocześnie dystansuje się od praktyk duchowych i Kościoła, ma zdecydowanie mniej wiary niż osoba, dla której Kościół jest fundamentem.
Udział w życiu Bożym
I ostatnia kwestia. Jeśli wiara jest światłem zewnętrznym, pochodzącym od Boga, światłem, które oświeca człowieka, to sama treść wiary nie jest czymś dowolnym. Nie można powiedzieć, że katolik i muzułmanin posiadają wiarę, lecz treść tej wiary jest inna. Ojcowie Kościoła byli bardzo świadomi tej zależności. Odrzucenie dogmatów Maryjnych czy odmienne rozumienie Eucharystii to nie jest inna wiara – bo wiara jest tylko jedna – ale jest to brak lub też ubytek wiary.
Wiara jest więc darem Bożej łaski. Jest skarbem, który otrzymaliśmy niezasłużenie. Otrzymaliśmy ją od Boga za pośrednictwem Kościoła w sakramentach. Daje nam ona udział w życiu Bożym. Uczy nas, kim jest Bóg. Pozwala nam wejść w Jego logikę i w Jego życie. Daje nam udział w tym Jego życiu. Tylko dzięki wierze możemy żyć z Bogiem i żyć Jego życiem. Wiara w ten sposób jednoczy z Bogiem. I z tego względu nie jest ona jedynie czynnikiem kształtującym nasze życie doczesne. Wiara daje nam zbawienie – bo zbawieniem jest poznanie i zjednoczenie z Bogiem. Dlatego też Chrystus Pan mówi, że kto uwierzy, będzie zbawiony, a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Stąd też, jak świadczy o tym List do Hebrajczyków, „bez wiary nie można podobać się Bogu” (por. Hbr 11,6). Wiara zatem jest skarbem, który należy chronić najbardziej ze wszystkich naszych skarbów. Jeśli bowiem stracimy wiarę, to utracimy Boga i życie wieczne, które jest w Nim.
370 lat temu, 1 kwietnia 1656 roku we lwowskiej katedrze nasz monarcha, Jan II Kazimierz Waza, przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej oddał Rzeczpospolitą szczególnej opiece Najświętszej Maryi Panny, nazywając ją Królową Polski. Co jednak szczególnie interesujące, ten tytuł odnoszący się do Matki Zbawiciela został objawiony trzykrotnie przez samą Maryję na początku XVII wieku w dalekiej Italii.
Pani Cecylia Pajka pochodzi z Mazowsza. Urodziła się w miejscowości Lutobrok koło Pniewa, ale od prawie 50 lat mieszka w Makowie Mazowieckim, gdzie należy do parafii pod wezwaniem św. Józefa. W 2025 roku wraz z grupą Apostołów Fatimy udała się na pielgrzymkę do Sanktuarium Matki Bożej w Fatimie.
– W Fatimie było cudownie. Naprawdę jestem wdzięczna za to, że po 21. latach uczestnictwa w Apostolacie spotkało mnie takie szczęście – pojechałam do Fatimy, o której marzyłam od dawna – wspomina pielgrzymkę do portugalskiego sanktuarium pani Cecylia.
– To było niesamowite przeżycie, bo byłam tam po raz pierwszy. Dziękuję Bogu, że w Roku Jubileuszowym otrzymałam od Niego taką łaskę. Groby pastuszków: świętych Hiacynty i Franciszka oraz s. Łucji, to po prostu coś cudownego. Z wdzięcznością pokonałam na klęczkach tradycyjną drogę do Kaplicy Objawień, a wieczorami brałam udział w procesjach ze świecami – dodaje.
Zaczęło się od książki o Fatimie…
Wszystko to możliwe było dzięki temu, że pani Cecylia już od dawna wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Początki swojej przygody z naszą organizacją wspomina następująco: – Zaczęło się tak, że znalazłam ulotkę i zamówiłam książkę o Fatimie. Wypełniłam formularz Apostolatu i zaczęłam dostawać kalendarze, różańce oraz wiele różnych dewocjonaliów. Otrzymałam także oczywiście figurkę Matki Bożej Fatimskiej.
Jako Apostołka Fatimy pani Cecylia dostaje również systematycznie „Przymierze z Maryją”, którego jest wierną czytelniczką:
– W „Przymierzu…” jest dużo ciekawych artykułów, np. świadectwa członków Apostolatu czy opis pielgrzymek do Fatimy. Po przeczytaniu zanoszę „Przymierze z Maryją” do kościoła żeby ktoś inny poznał Stowarzyszenie, zapisał się do Apostolatu i żeby przyniosło to dobre owoce – mówi z przekonaniem.
Obecnie kościołem parafialnym pani Cecylii jest świątynia pod wezwaniem Bożego Ciała w Makowie Mazowieckim, ale nie zawsze tak było. – Chrzest przyjęłam w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny – Królowej Świata w Zatorach, a do Pierwszej Komunii Świętej i bierzmowania przystępowałam w bazylice kolegiackiej Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Pułtusku – przytacza fakty ze swojej młodości. – Z dzieciństwa pamiętam, że moja babcia codziennie odmawiała Różaniec, a ja klęczałam obok i też się razem z nią modliłam.
Kurpie – ich kultura i zwyczaje
Pani Cecylia pochodzi z Kurpiów Białych, krainy etnograficznej leżącej na północny-wschód od Legionowa w województwie mazowieckim. Region ten słynie m.in. z charakterystycznej gwary, haftów, wycinanek i wyrobów tkackich. – Moja mama i ciocia zajmowały się haftem serwetek kurpiowskich na tiulu. Wykonywały też obrusy, bieżniki, serwetki na drutach i szydełku.
– Moja ciocia ma po babci cały strój kurpiowski. Składa się on z białej koszuli wyszywanej czarno-czerwonym wzorem kurpiowskim, kolorowej sukni w paski, fartucha zdobionego kolorowymi cekinami, czarnych, sznurowanych trzewików i czerwonej lub zielonej chusty w kwiaty. Babcia zawsze zakładała ten tradycyjny strój na specjalne uroczystości w kościele.
Żona, matka, babcia
– Skończyłam szkołę zawodową i 1,5 roku technikum rolniczego, ale moje główne zainteresowanie i zawód to kucharstwo. 28 lat pracowałam na kuchni, a przez prawie 38 lat pracy zawodowej miałam tylko siedem dni zwolnienia – opowiada pani Cecylia.
– W 1972 roku po zawarciu ślubu zamieszkałam u męża w miejscowości Pękowo. Tam też urodziła się nasza pierwsza córka. Do Makowa Mazowieckiego przeprowadziliśmy się w 1978 roku, gdy miała iść do pierwszej klasy szkoły podstawowej. W sumie urodziłam czworo dzieci, ale jeden syn zmarł po kilku dniach. Doczekałam się też czterech wnuków, dwóch wnuczek oraz dwóch prawnuków.
– Od ośmiu lat jestem wdową, ale w 2021 roku zaprzyjaźniłam się z Januszem, którego kuzynka wyszła za mojego wnuka. Razem byliśmy na pielgrzymce w Fatimie, a w tym roku wybieramy się do Sanktuarium Matki Bożej w Lourdes.
Swoją opinią na temat pielgrzymki Apostolatu do Fatimy podzielił się z nami też pan Janusz:
–Jestem zachwycony i bardzo zadowolony. Brak mi słów. Największe wrażenie wywarły na nas nabożeństwa, Droga Krzyżowa i nauki, które przy tej okazji głosił towarzyszący nam ksiądz. Chcemy też podziękować koordynatorowi Apostolatu Fatimy, panu Krzysztofowi Golcowi za organizację pielgrzymki.
Oprac. Janusz Komenda
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za piękny kalendarz i za słowa wdzięczności. Wszystko co robicie, jest wielkie. Jestem wzruszona i proszę dalej pracować nad wszystkim, co jest związane z wiarą chrześcijańską.
Barbara z Pińczowa
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się swoim świadectwem… W 1983 roku pracowałem na budowach w Poznańskim Kombinacie Budowlanym. Zostałem wysłany do Libii na kontrakt. Budowaliśmy tam domy parterowe. Nasz „camp” mieścił się w miejscowości Azzija. W każdą środę przyjeżdżał franciszkanin spowiadać i odprawiać Mszę Świętą. (…) Starałem się codziennie odmawiać Różaniec na „campie”. Pracownicy z różnych stron Polski zauważyli, że wierzę i kocham Boga, że nie wstydzę się Go… Po powrocie latem 1984 żona zauważyła, że Pan Jezus Miłosierny mnie otworzył na innych i odmienił mego ducha.
W kościele Wniebowstąpienia znajdowała się półka z cudownymi medalikami. Zapoznałem się z postacią św. Katarzyny Laboure, która otrzymała wzór na medaliki od Matki Bożej. I tak Jezus Miłosierny posłał mnie, abym rozdawał je na budowie i głosił Prawdę o dobroci Boga. Święta Katarzyna na każdym kroku mnie także towarzyszyła, w ogóle nie czułem jakiegoś zawstydzenia, wręcz przeciwnie: czułem radość z niesienia Bożego Miłosierdzia w codzienności, jakie Dobry Bóg daje nam przez ręce Maryi. To trwało wiele lat. Ewangelizowałem tam, gdzie chciano słuchać. Mówiłem, że o każdą sekundę zapyta nas Pan Bóg i że Boże Miłosierdzie jest jedynym ratunkiem dla każdego człowieka.
Żona zachorowała, kiedy jeszcze pracowałem. W sumie trwało to około 7 lat. To był dla nas trudny okres… Po przejściu na emeryturę żona pomału gasła. W pierwsze piątki miesiąca przychodził do nas ksiądz proboszcz z Panem Jezusem Eucharystycznym. Choć był to dla nas trudny czas, to był także pełen łaski mimo cierpienia. 9 listopada 2019 roku stał się dniem spotkania żony z Jezusem Miłosiernym.
Później zaopiekowałem się bezdomnym Michałem, miał 37 lat. (…) Słuchał tajemnic Różańca na dany dzień. Kolega z pracy zaproponował, aby w jego mieszkaniu odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego.
Drugi bezdomny, Piotr, był na wózku inwalidzkim. Mogąc jednak pomóc tylko doraźnie, zapragnąłem przyprowadzić go do tronu Miłosierdzia Bożego, aby i on doświadczył ogromu Miłości i dobroci Boga. Wszedłem nawet we współpracę z pewnym kapłanem i robiliśmy, co w naszej mocy, aby zdroje łaski wylewały się w życiu Piotra. Mój podopieczny żył z żebrania. Dzięki dobroci kolegów, którzy pomagali mu się przemieszczać i pchali wózek, starczało mu na przetrwanie, ale część przeznaczał na alkohol. To niestety bardzo mu przeszkadzało w dotarciu do spowiedzi. Z czasem jednak się rozchorował, trafił do szpitala i już nie wrócił…
I tak idę dalej w codzienność, aby nieść Miłość do każdego człowieka. Najlepiej mi to wychodzi, kiedy tłumaczę tajemnice Różańca świętego. Każde miejsce się nadaje. Patrzę, gdzie Pan mnie prowadzi, gdzie chce swoim Miłosierdziem dotknąć człowieka…
Dodatkowo ostatnio chodzę na fizykoterapię. Tam rozdaję medaliki Matki Bożej, które dostaję z karmelu żeńskiego, z którym weszliśmy w relację, kiedy żyła jeszcze moja żona. Kochane siostry wymadlały łaski i siły dla małżonki.
Ja sam wierząc i ufając Bożemu Miłosierdziu zamówiłem u salezjanów Msze gregoriańskie za moich bliskich. W tym kościele w drugi wtorek miesiąca modlimy się za konających i za dusze w czyśćcu cierpiące. Zwłaszcza te potrzebują Miłosierdzia. Dobry Pan prosi i pobudza serce do tego, aby się za nimi wstawiać.
Codziennie rano proszę Ducha Świętego, abym odczytywał dobrze Jego natchnienia i żył z nimi tego dnia. Na razie Duch Święty tak mnie prowadzi, że na kolejnych „gregoriankach” zaprosił mnie, aby razem z pobożnymi niewiastami wspólnie modlić się na Mszy Świętej i prosić o Miłosierdzie dla konających dusz czyścowych. Pozdrawiam Was serdecznie!
Z Panem Bogiem
Stanisław z Poznania
Szanowni Państwo!
Dobrze, że jesteście. Życzę wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują niszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg!
Dariusz z Marcinowic
Szczęść Boże!
Kampania promująca książkę „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest świetnym pomysłem, a sama publikacja jest znakomicie przygotowana i wydana. To w zasadzie jest książka historyczna i tak też mogłaby być reklamowana. Może w przyszłości warto przygotować również osobną kampanię marketingową dla tych, którzy w Kościele nie są jeszcze tak silnie osadzeni…
Z pozdrowieniami
Michał z Gdańska
Szanowna Redakcjo!
Życzę wszystkiego co najlepsze w roku 2026, niech Boża Opatrzność czuwa nad Waszą działalnością. Artykuły w czasopiśmie „Przymierze z Maryją” są wspaniałe, zawsze ciekawe i potrzebne. Czasami mam wątpliwości, że może ktoś inny bardziej by potrzebował takiej lektury, a ja zajmuję to miejsce. Komu tylko mogę, to podaję po przeczytaniu. Pozdrawiam serdecznie – szczęść Boże!
Stanisława z Rędzin
Szczęść Boże!
Dziękuję Panu Bogu i Matce Najświętszej za to, co robicie. To bardzo trudne, ważne sprawy. Proszę, nigdy nie ustawajcie w Waszych działaniach. Chylę czoło przed Wami za trud i Wasze poświęcenie w każdej akcji Stowarzyszenia – wychodzicie do ludzi, szerząc kult Maryjny w dzisiejszych trudnych czasach. Zasługujecie na wielki szacunek. Bóg zapłać!
Józefa z Dąbrowy Tarnowskiej
Szczęść Boże!
W moim przekonaniu Wasza kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniałą akcją. W lipcu tego roku ukończę, jeśli Pan Bóg pozwoli, 85 lat. Miałem w tym czasie wiele upadków, jak: depresja, rak złośliwy gruczołu krokowego, ale moja silna wiara wpojona mi przez rodziców uzdrowiła mnie. Pozdrawiam Was serdecznie!
Roman z Kujawsko-Pomorskiego