
Miał lat siedemnaście i był więźniem szkoły średniej, której nienawidził – takie zdanie pada w powieści kanadyjskiego pisarza Michaela O’Briena pod tytułem Opowieść ojca. Jakże trafna obserwacja! Iluż polskich nastolatków podpisałoby się pod nią obiema rękami! Współczesna polska szkoła to wszak w coraz większym stopniu więzienie ducha i intelektu, którego etatowi funkcjonariusze – sami będąc niewolnikami systemu – kradną ludzką młodość, by z ponurą satysfakcją mielić każdą jej chwilę w bezproduktywnych żarnach obowiązkowej edukacji.
Bodajbyś cudze dzieci uczył! – w tej starożytnej klątwie zawiera się więcej prawdy o zawodzie nauczycielskim, niż większość ludzi sobie wyobraża. Nauczycielstwo bowiem to zajęcie bezsprzecznie trudne i nader niewdzięczne. Z drugiej jednak strony – przyjemne i satysfakcjonujące. Bo i owszem, kontakt z młodzieżą – zwłaszcza obcą, z którą nie łączą człowieka żadne więzy pokrewieństwa ani cień przyjaźni – może go wpędzić w gigantyczną frustrację, ale też umiejętnie nawiązana relacja z uczniami może mu dostarczyć mnóstwa radości.
Misja
Nauczycielstwo, zaraz po kapłaństwie, to najszlachetniejszy zawód na świecie. Można jeszcze do tego szlachetnego grona włączyć zawód lekarza, acz waga nauczycielstwa przewyższa wagę stanu medycznego, gdyż niesie ze sobą większą odpowiedzialność. Zły lekarz bowiem co najwyżej skrzywdzi ciało, ale taka okoliczność – choć przykra czy niekiedy wręcz tragiczna – nie wywoła skutków do tego stopnia negatywnych co szkoda poniesiona na duszy za sprawą złego nauczyciela, który wypaczy umysłowość młodego człowieka. Ciało wszak otrzymamy nowe, lepsze, a duszę mamy tylko jedną na wieczność.
Warto przy tym zauważyć, że powyższa szlachetna triada – kapłan, nauczyciel, lekarz – odzwierciedla ziemską misję Jezusa Chrystusa. Cały wszak okres publicznej działalności Syna Bożego wypełniało nauczanie i leczenie, na koniec zaś jako Arcykapłan na wieki złożył On Bogu ofiarę doskonałą z samego siebie. Przy czym działalność nauczycielska zdecydowanie wybija się tu na plan pierwszy. Stanowi ona bowiem kluczowy element misji Zbawiciela – wszystkie uzdrowienia oraz inne cuda pełnią wobec niej funkcję służebną jako jej dopełnienie i uwierzytelnienie. Jest w tym głęboki sens – bez uprzedniego przygotowania uczniów zbawcza ofiara Baranka Bożego chybiłaby celu.
Powołanie
Jezus Chrystus jest najdoskonalszym wzorem nauczyciela – pedagogiczne powołanie najpełniej rozwija się poprzez naśladowanie Go. Albowiem nauczycielstwo jest powołaniem. Jeżeli takiego powołania nie odczuwasz – jeżeli nie czujesz, że uczenie naprawdę cię pociąga, że bez wahania chciał(a)byś mu się oddać, nie bacząc na mnogość i różnorodność wyzwań, jakie czekają cię na tej drodze – nawet nie próbuj pracy w szkole! Tylko samą(ego) siebie unieszczęśliwisz, a innym możesz wyrządzić krzywdę.
We współczesnym szkolnictwie polskim wyraźnie widać powszechny brak powyższego rozeznania – nic zatem dziwnego, że tak źle się w nim dzieje. Ale też niech nikogo nie dziwi brak rozeznania w tej materii, skoro rozpleniło się w naszym narodzie przekonanie, iż uczenie to nic trudnego; w szkole pracować może praktycznie każdy i każdy sobie tam świetnie poradzi. Otóż, nic bardziej błędnego – bynajmniej nie każdy poradzi sobie na stanowisku nauczycielskim, bo to wymaga specjalnych predyspozycji (albo rzetelnie wyuczonych umiejętności). I kto tych predyspozycji nie ma (albo nie chce podjąć gorzkiego trudu wyuczenia się rzeczonych umiejętności), niech nawet nie myśli o uczeniu.
Pasja
Powołanie nierozerwalnie wiąże się z pasją – bezwzględnie musi ona być fundamentalną motywacją do działalności nauczycielskiej. Bez pasji (która rodzi zaangażowanie i zapał do pracy) nie będzie dobrego nauczyciela. Albowiem nic innego jak właśnie pasja rodzi w nim pragnienie dzielenia się swoją wiedzą z uczniami i zarażenia ich własnym zapałem do zdobywania i poszerzania tejże wiedzy (i to nie tylko w ograniczonym zakresie „programu nauczania”, ale w najszerszych, dostępnych uczącemu horyzontach), a potem budzi w nim radość, gdy oni tę wiedzę od niego przejmują. To pasja każe nauczycielowi wspinać się na wyżyny kreatywności oraz sięgać po atrakcyjne metody i środki dydaktyczne. Ta sama pasja nie pozwala mu być nieciekawym, nudnym, przewidywalnym czy – nie daj, Boże! – nieprzygotowanym do lekcji. I z tejże pasji wynika jego oczekiwanie od uczniów takiej samej postawy.
Uczniowie to na ogół wyczuwają i nawet jeśli czasami osobniczy stopień immunologicznej odporności na bakcyla wiedzy uniemożliwia głębsze ich zainfekowanie nauczycielską pasją, przynajmniej darzą takiego nauczyciela jakąś (podświadomą bądź całkowicie świadomą) formą szacunku.
Autorytet
Szacunek z kolei nierozerwalnie wiąże się z autorytetem. Nauczyciel, aby móc skutecznie wypełniać swą misję, musi się cieszyć autorytetem wśród uczniów. I najlepiej aby była to synteza dwóch podstawowych jego rodzajów: epistemicznego i deontycznego, czyli autorytetu wiedzącego i autorytetu przełożonego.
Przy czym autorytetu deontycznego nie da się narzucić z góry – wszelkie tego typu próby przyniosą w efekcie co najwyżej uległość podszytą strachem i nienawiścią. Podobnie nie da się sztucznie wytworzyć autorytetu epistemicznego; żaden bowiem marny nauczyciel nie jest w stanie na dłuższą metę ukryć swej niekompetencji – uczniowie bardzo szybko ją dostrzegą.
Autorytet musi się zrodzić spontanicznie i wzrastać oddolnie. Innymi słowy, nauczyciel musi na uznanie ze strony uczniów zasłużyć. Co jednak nie zmienia faktu, iż edukacja jest relacją pionową. Jedyny skuteczny model nauczania i wychowania to klasyczny (od wieków na niezliczone sposoby sprawdzony) układ mistrz–uczeń.
Uczeń nie przewyższa nauczyciela ani sługa swego pana (Mt 10,24) – mówi Najwyższy Nauczyciel rodzaju ludzkiego, Jezus Chrystus. Nie może być inaczej, gdyż mądrość jest jak woda – zawsze spływa w dół.
Szacunek
Nie znaczy to bynajmniej, że nauczyciel nie może się czegoś nauczyć od ucznia, ba, zły to nauczyciel, który czy to uzurpuje sobie posiadanie wszechwiedzy, czy też uznaje swoich uczniów za skończonych matołów na wszystkich możliwych polach.
Zilustrujmy rzecz anegdotą opowiadaną przez ojca Józefa M. Bocheńskiego OP, wybitnego polskiego filozofa, sowietologa i… pilota, jak to namówił on pewnego młodego, ale bardzo uczonego historyka, żeby się nauczył latać. I kiedy ów świeżo upieczony lotnik drżąc ze strachu wzlatywał nad pas startowy, musiał uważać mnie za bardzo wielki autorytet, bo ja wtedy lepiej umiałem latać niż on, byłem więc podmiotem, a on przedmiotem autorytetu. Ale kiedy później w restauracji lotniskowej spokojnie piliśmy kawę (…), rozmowa toczyła się o Karolu Wielkim, a wtedy ja słuchałem go z ogromnym szacunkiem i zainteresowaniem. Wtedy on był dla mnie autorytetem, nie ja dla niego.
Zdrowa relacja nauczyciel–uczeń musi się opierać na wzajemnym poszanowaniu. A fundamentem takiej relacji winna być zwykła kindersztuba – już same bowiem elementarne zasady dobrego wychowania wykluczają z postawy uczącego pogardzanie uczniem, traktowanie go z góry czy okazywanie mu niechęci, a od postawy ucznia wymagają wobec nauczyciela respektu odpowiedniego dla osoby starszej i lepiej wykształconej (i jakże często płci żeńskiej).
Relacja
Nauczyciel powinien traktować swoich uczniów z sympatią – trudno wszak oczekiwać dobrych wyników nauczania w warunkach obopólnej wrogości. Może ich wręcz traktować z dużą serdecznością, ale nie wolno mu się z nimi spoufalać. To pierwszy krok do utraty autorytetu. Uczniowie nie potrzebują (i na ogół nie chcą) widzieć w swym nauczycielu kumpla – tych wystarczająco wielu mają we własnym gronie.
Nauczyciel ma być ich przewodnikiem i wzorem – sprawiedliwym, bezstronnym, nieulegającym emocjom. Może nawet być partnerem, ale zawsze w układzie pionowym, czyli – jak to się często określa w modnej dziś „profesjonalnej” angielszczyźnie: senior partner dla junior partners. Tylko taka sytuacja umożliwia mu skuteczne dyscyplinowanie uczniów, którzy wszak już choćby z racji wieku nierzadko bywają – ujmijmy rzecz delikatnie – niesfornym stadem.
System
Całość powyższych uwag należy opatrzyć niezbędnym komentarzem. Odnoszą się one bowiem do sytuacji normalnej, do normalnej szkoły, a polska szkoła, niestety, z roku na rok staje się coraz bardziej nienormalna. Polską szkołę dławi wszechwładny system – cokolwiek to w sumie znaczy, bo różne ośrodki pragną różnych znaczeń tego fenomenu, aby za parawanem jego anonimowości ukrywać swe niecne działania. Tak czy inaczej jednak, ów ministerialnie sterowany system nie ustaje w szkodliwych działaniach mających na celu przemianę nauczycieli w trybiki biurokratycznej machiny – po szyję zalanych papierologią (i rozliczanych z ideologii) funkcjonariuszy reżimu.
Na szczęście, pomimo to, wciąż mamy w naszych szkołach nauczycieli z prawdziwego zdarzenia, którzy – choć być może dawno już zapomnieli o swym powołaniu, od autorytetu się trwożliwie odżegnują, a o misji nie chcą nawet wspominać, bo wstydzą się „wielkich słów” – konsekwentnie odmawiają roli klawiszy w zakładach karnych dla niepoznaki zwanych szkołami i rzetelnie, z poświęceniem, a nierzadko w obliczu szykan, realizują pierwotny i fundamentalny cel edukacji: kształcenie umysłów i charakterów. Chwała im za to, a dla rodziców uczniów pilne zadanie: wspierajcie ich ze wszystkich sił, bo to wyłącznie dzięki nim wasze dzieci odbierają jeszcze jaką taką edukację.
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa