Rodzina
 
Nauka o stworzeniu a wychowanie
Czasami, gdy obserwujemy losy innych osób albo patrzymy na nasze życie, to wydaje nam się, że to wszystko nie ma sensu. Skoro tak wielu dopuszcza się niegodziwości i nie ponosi z tego powodu żadnych konsekwencji, a sprawiedliwi cierpią, to w sposób naturalny rodzi się pytanie, gdzie jest Bóg? Czy On naprawdę istnieje? Dlaczego pozwala, aby tak się działo?

Czy rzeczywiście życie nie ma sensu? Do jakich strasznych wniosków można dojść przyjmując ten tok rozumowania. Na szczęście tak nie jest, a dowodzi tego codzienny heroizm wielu chrześcijan na świecie.

Pośród wątpiących są tacy, którzy odrzucają naukę Kościoła katolickiego o stworzeniu, przyjmując, że wszystko jest dziełem przypadku. Ich zdaniem, ludzie niczym nie różnią się od zwierząt, bo powstali - tak jak one - w wyniku selekcji naturalnej i walki o byt, jak to głosił Karol Darwin. Jesteśmy tylko lepszymi zwierzętami. Nie mamy duszy, nie jesteśmy przeznaczeni do czynów heroicznych. Celem naszego życia jest stworzenie sobie idealnych dla naszych potrzeb warunków, które pozwolą zaspokoić wszystkie pragnienia. Religia jest według nich tylko ograniczającym wymysłem psychiki. Nie istnieje też żaden uniwersalny system wartości, żadne prawo zapisane w sercu człowieka, którego odzwierciedlenie znajdujemy w Dekalogu, dlatego można czynić prawie wszystko. Prawie, bo są jeszcze inni, którzy będą się buntować, jeśli naruszy się ich wolność osobistą.  Tymczasem uważna obserwacja świata, który nas otacza, ewidentnie wskazuje, że

On, pierwszy Poruszyciel wszystkiego, istnieje.

Co więcej, w swojej niezmierzonej mądrości tak stworzył ten świat, że nawet dziś, w epoce ogromnego postępu technicznego, zadziwia naukowców. Coraz nowsze odkrycia z fizyki, chemii, a w szczególności z biologii i biochemii wskazują na istnienie zamysłu Bożego w naturze. Wskazują na to, że wszystko to, co istnieje, nie jest przypadkowe i że we wszystko wpisany jest wyraźny cel.

W naszych mediach prawie nieobecna jest dyskusja naukowców z takim ożywieniem prowadzona za granicą, a dotycząca zagadnienia genezy życia. Tymczasem z roku na rok wzrasta liczba wybitnych biochemików, biologów, fizyków itp., którzy poważnie wątpią w to, aby złożoność życia powstała, jak to ujął prawie 150 lat temu Darwin, w wyniku przypadkowych mutacji i doboru naturalnego.
 
Wręcz przeciwnie, dostępne dane biologiczne (np. dotyczące budowy komórki i DNA) wskazują na cudowną celowość i nieprzypadkowość. Mówią one m.in. o tym, że już od samego początku musiały istnieć w pełni funkcjonalne organizmy, a nie kształtowały się one na drodze małych kroczków. Mikrobiologia i biochemia odkryły, że organizm i maszyna są pod wieloma względami do siebie podobne. Łączy je to, że urzeczywistniają pewien projekt, przemyślany i rozumny plan, który sam w sobie jest spójny i logiczny. Posiadają one precyzyjnie przemyślaną konstrukcję, dzięki której sprawnie funkcjonują. Różnią się jednak zasadniczo - żywy organizm jest nieporównywalnie bardziej pomysłowy niż najbardziej wyrafinowane maszyny. Te ostatnie wydają się być „tandetnie" skonstruowane. Poza tym organizm porusza się sam, napędzając się od wewnątrz, a maszynę ktoś musi poruszać od zewnątrz. Co więcej, organizmy potrafią się rozmnażać, a maszyny nie...


Zagadnienie genezy życia szczególnie w dzisiejszych czasach nabiera wielkiego znaczenia.

W sytuacji, gdy ignoruje się istnienie prawa naturalnego, a w konsekwencji dąży się do ustanowienia prawa sprzecznego z sumieniem człowieka i chce się wychowywać młodzież tak, jakby Boga nie było, trzeba nam apelować do rozumności człowieka. Po to, aby nie ignorował on istnienia wszechogarniających dowodów projektu Bożego w naturze, aby nie wątpił w to, że jest chciany i ukochany przez Boga. Że jest powołany do współdziałania z Nim, aby dojść do ostatecznej doskonałości. Życie nie jest wytworem przypadku i błędu!

W Biblii, która jest księgą religijną, znajdujemy opis stworzenia świata i człowieka. Nie jest to jednak podręcznik nauk przyrodniczych, który wyjaśniałby, w jaki sposób powstał świat, zwierzęta i człowiek. Przy pomocy metafor mamy przekazane to, co jest głębsze i istotniejsze, a mianowicie, że Bóg stworzył świat. Jak to wyraził obecny papież, Benedykt XVI: Świat nie jest, jak sądzili ówcześni ludzie, chaosem walczących ze sobą sił, nie jest mieszkaniem demonicznych mocy, przed którymi człowiek musi się bronić. Słońce i księżyc nie są bóstwami, które panują nad człowiekiem, a nieba nie zamieszkują zmagające się ze sobą bożki, lecz wszystko pochodzi wyłącznie z jednej mocy, z wiecznego rozumu Boga, który poprzez słowo stał się mocą stwórczą.

Co więcej, Bóg, który jest wieczną miłością, stworzył świat i się nim opiekuje, a człowiek jest powołany do doskonalenia się i osiągnięcia zbawienia. I ma tutaj współpracować ze Stwórcą, który w swojej odwiecznej mądrości stworzył go nie jako istotę skończoną, ale niejako „w drodze", obdarzając wolnością i godnością samodzielnego działania. Człowiek ma współudział w wypełnianiu zamysłu Bożego. Wszystko to, co mu się przytrafia (radości, smutki, powodzenia i niepowodzenia) to są zrządzenia, poprzez które ma dojść do ostatecznego celu. Bóg dopuszcza także zło, szanując wolność człowieka i ze strasznych skutków owego zła potrafi wyprowadzić dobro.

Wiara w stworzenie jest rozumna.

Również w świetle wyników nauki wiara jest „lepszą hipotezą", wyjaśniającą więcej i lepiej niż wszystkie inne teorie. Rozumność świata pozwala nam rozpoznać rozum Boga, natomiast Biblia, zdaniem obecnego papieża jest i pozostanie prawdziwym oświeceniem, które oddało świat rozumowi człowieka.

Tę rozumność tym lepiej widzimy, im bardziej poznajemy świat. Albert Einstein powiedział kiedyś, że w prawach przyrody objawia się tak potężny rozum, że wobec niego wszelki sens ludzkiego myślenia i porządkowania wydaje się niczym. Widać to we wszechświecie, widać to także na przykładzie żywej komórki, podstawowej struktury życia.

Wielu ludzi nie uznaje ewidentnych dowodów, wynikłych z logicznego rozumowania, tylko dlatego, że odrzucają wiarę.
Stąd też stosują ograniczoną metodę naukową, po to, aby nie dopuścić do postawienia pytania, na które odpowiedź musiałaby brzmieć: Bóg. Wolą absurdalnie twierdzić, że świat jest wytworem ciemności i nonsensu, a życie zwyczajnym następstwem doświadczeń pozbawionych logiki.

I właśnie tym karmi się młodych, nie pokazując im ideałów większych niż tylko ich pragnienia.

Wszystkiemu, co trąci metafizyką czy transcendencją, przypinana jest etykietka religijności i dlatego jest to ośmieszane lub przemilczane. Tymczasem młodzi szukają wielkich celów. Młodzież zawsze była spragniona czegoś wielkiego. Jeśli, w odpowiednim czasie, nie pokaże się im wielkich ideałów, pięknych zasad konserwatywnych, to staną się ich gorącymi kontestatorami, a podżegani przez ideologów staną po stronie antywartości, zwalczając wszelkie zasady.

Wśród lewicującej młodzieży wielu jest tzw. ekologów, sprzeciwiających się nieograniczonej eksploatacji ziemi. Dziwne, że to, co z taką łatwością dostrzegli że trzeba szanować rytm i logikę stworzenia, nie skłania ich ku wierze w Boga i oddawaniu mu czci, lecz jednocześnie występują przeciw samej naturze człowieka, akceptując homoseksualizm, narkotyki, nudyzm itp. Benedykt XVI mówi: Światu możemy naprawdę służyć tylko wtedy, gdy przyjmujemy go wedle tych wskazówek, które daje nam słowo Boże. Wówczas zaś możemy go (i samych siebie) naprawdę rozwijać i prowadzić ku spełnieniu. Operi Dei nihil praepnatur - niczego nie wolno przedkładać nad dzieło Boże, nad służbę Bogu.

Jednak w katechezie o stworzeniu jest coś więcej. Pokazany jest człowiek, który będąc „wzięty z ziemi" jest ograniczony.

To nie człowiek siebie stwarza, nie on dysponuje kosmosem. Z drugiej strony mamy wyraźnie wskazane, że cały rodzaj ludzki stanowi jedność, bo wszyscy pochodzimy z jednej ziemi. Dlatego tez nie ma kast, lepszych czy gorszych ras. Jest natomiast człowiek stworzony na obraz Boży, do którego Stwórca kieruje swoje słowo: Wołam Cię po imieniu, jesteś mój.

Bóg zna i kocha każdego człowieka. Każdy człowiek jest chciany przez Boga. Każdy człowiek jest Jego obrazem. Benedykt XVI pisze: Na tym polega pierwsza i najgłębsza jedność ludzkości - wszyscy, każdy człowiek realizuje ten sam projekt Boży, który odpowiada tej samej stwórczej idei Boga. Z tego powodu życie ludzkie znajduje się pod szczególną ochroną Boga, bo ten, kto niszczy człowieka, niszczy własność Bożą (Rdz 9,5). Każdy człowiek - chory i cierpiący, zdrowy, narodzony czy nienarodzony, młody, stary, nieuleczalnie chory - nosi w sobie Boże tchnienie. Na człowieka nie wolno nam patrzeć pod kątem jego użyteczności, bo wówczas depcze się jego godność i pojawia się barbarzyństwo. Tam natomiast, gdzie jest szanowana godność każdego, kwitnie moralność.

W epoce ogromnego postępu technologicznego pojawiła się pokusa, aby za rozumne i poważne uznawać tylko to, co może zostać potwierdzone przez eksperyment i obliczenia. I w związku z tym wszystko to, co moralne i duchowe przestało się liczyć.
Tymczasem to właśnie przez moralny umysł człowiek jest podobny do Boga. To go odróżnia od zwierzęcia, że jest istotą, która potrafi pomyśleć o Bogu i w ogóle modlić się.

Temat nie byłby skończony, gdybyśmy nie poruszyli tego, o czym dzisiaj się zapomina, że jesteśmy grzeszni i że trzeba się nawracać.

Tymczasem dzisiaj teatr czy film ironicznie odnoszą się do samego słowa grzech, zaś wszechobecni socjologowie i psychologowie starają się demaskować go jako złudzenie lub kompleks. Nawet prawo próbuje się obejść bez idei winy. Co niektórzy prawnicy przyjmują, że to, co dzisiaj odbiega od normy z czasem może stać się regułą, a nawet powinniśmy dążyć do tego, żeby tak było. Widać tu wyraźne odrzucenie idei moralności. Człowiek dzisiejszy nie chce znać żadnej miary go ograniczającej. Wypiera ze świadomości ciążącą na nim (z racji grzechu pierworodnego) winę. Wypiera, ale nie może jej usunąć, dlatego atakuje wszystko to, co mu o tej winie przypomina.

Tymczasem, jak to pisze Benedykt XVI: Wyparcie prawdy prowadzi do choroby, dlatego jednym z zadań Ducha Świętego jest pouczenie świata o grzechu (po. J 16,8). Czyni to On nie po to, aby nas poniżyć, ale żeby nas uzdrowić, odkupić.

Człowiek nie chce być stworzeniem, bo nie chce być zależny. Nie chce przyjąć miary i granicy, które są w nim zawarte.

On chce być bogiem, stąd zmienia się jego relacja względem innych. Zaczyna niszczyć i wykorzystywać bliźnich, stając się przy tym niewolnikiem swoich sprawności, które go niszczą. Grzech jest odrzuceniem prawdy, bo odrzuca granicę między dobrem a złem. I tu jest sedno problemu - dzisiaj mamy do czynienia z kryzysem nowoczesnej świadomości.

Benedykt XVI mówiąc o nim wskazuje na istnienie dwóch modeli postaw. To modele: gnostycki i chrześcijański. Pierwsza postawa odrzuca wiarę w stworzenie na rzecz opanowywania świata i życia przez wiedzę. W gnostyckim obrazie świata stworzenie jawi się jako zależność, a Bóg jako podstawa zależności, dlatego też Bóg jest atakowany. Tylko wiedza wyzwala człowieka. Gnostycy nie ufają stworzonemu światu, lecz temu, który ma być stworzony, który nie potrzebuje żadnego zaufania lecz tylko sprawności.

Drugim modelem jest postawa przeciwna do gnostyckiej, czyli postawa chrześcijańska. Głosi ona: człowiek jest zależny od Bożej miłości. Wynika z tego pokora i szacunek dla stworzenia, dla samego bytu, wdzięczność za to, że żyje, że jest na tym świecie, bo przecież powołał go Ten, który wszystko może.


Agnieszka Stelmach
Na podstawie książki Josepha Ratzingera (Benedykta XVI) Cztery kazania o stworzeniu i upadku. Na początku Bóg stworzył... Konsekwencje wiary w stworzenie,
Wydawnictwo Salwator, Kraków.


NAJNOWSZE WYDANIE:
Złóżmy hołd Królowej Polski!
370 lat temu, 1 kwietnia 1656 roku we lwowskiej katedrze nasz monarcha, Jan II Kazimierz Waza, przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej oddał Rzeczpospolitą szczególnej opiece Najświętszej Maryi Panny, nazywając ją Królową Polski. Co jednak szczególnie interesujące, ten tytuł odnoszący się do Matki Zbawiciela został objawiony trzykrotnie przez samą Maryję na początku XVII wieku w dalekiej Italii.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Łaska w Roku Jubileuszowym

Pani Cecylia Pajka pochodzi z Mazowsza. Urodziła się w miejscowości Lutobrok koło Pniewa, ale od prawie 50 lat mieszka w Makowie Mazowieckim, gdzie należy do parafii pod wezwaniem św. Józefa. W 2025 roku wraz z grupą Apostołów Fatimy udała się na pielgrzymkę do Sanktuarium Matki Bożej w Fatimie.

 

– W Fatimie było cudownie. Naprawdę jestem wdzięczna za to, że po 21. latach uczestnictwa w Apostolacie spotkało mnie takie szczęście – pojechałam do Fatimy, o której marzyłam od dawna – wspomina pielgrzymkę do portugalskiego sanktuarium pani Cecylia.


– To było niesamowite przeżycie, bo byłam tam po raz pierwszy. Dziękuję Bogu, że w Roku Jubileuszowym otrzymałam od Niego taką łaskę. Groby pastuszków: świętych Hiacynty i Franciszka oraz s. Łucji, to po prostu coś cudownego. Z wdzięcznością pokonałam na klęczkach tradycyjną drogę do Kaplicy Objawień, a wieczorami brałam udział w procesjach ze świecami
– dodaje.

 

Zaczęło się od książki o Fatimie…


Wszystko to możliwe było dzięki temu, że pani Cecylia już od dawna wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Początki swojej przygody z naszą organizacją wspomina następująco: – Zaczęło się tak, że znalazłam ulotkę i zamówiłam książkę o Fatimie. Wypełniłam formularz Apostolatu i zaczęłam dostawać kalendarze, różańce oraz wiele różnych dewocjonaliów. Otrzymałam także oczywiście figurkę Matki Bożej Fatimskiej.


Jako Apostołka Fatimy pani Cecylia dostaje również systematycznie „Przymierze z Maryją”, którego jest wierną czytelniczką:
– W „Przymierzu…” jest dużo ciekawych artykułów, np. świadectwa członków Apostolatu czy opis pielgrzymek do Fatimy. Po przeczytaniu zanoszę „Przymierze z Maryją” do kościoła żeby ktoś inny poznał Stowarzyszenie, zapisał się do Apostolatu i żeby przyniosło to dobre owoce –
mówi z przekonaniem.


Obecnie kościołem parafialnym pani Cecylii jest świątynia pod wezwaniem Bożego Ciała w Makowie Mazowieckim, ale nie zawsze tak było. – Chrzest przyjęłam w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny – Królowej Świata w Zatorach, a do Pierwszej Komunii Świętej i bierzmowania przystępowałam w bazylice kolegiackiej Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Pułtusku – przytacza fakty ze swojej młodości. – Z dzieciństwa pamiętam, że moja babcia codziennie odmawiała Różaniec, a ja klęczałam obok i też się razem z nią modliłam.

 

Kurpie – ich kultura i zwyczaje


Pani Cecylia pochodzi z Kurpiów Białych, krainy etnograficznej leżącej na północny-wschód od Legionowa w województwie mazowieckim. Region ten słynie m.in. z charakterystycznej gwary, haftów, wycinanek i wyrobów tkackich. – Moja mama i ciocia zajmowały się haftem serwetek kurpiowskich na tiulu. Wykonywały też obrusy, bieżniki, serwetki na drutach i szydełku.


– Moja ciocia ma po babci cały strój kurpiowski. Składa się on z białej koszuli wyszywanej czarno-czerwonym wzorem kurpiowskim, kolorowej sukni w paski, fartucha zdobionego kolorowymi cekinami, czarnych, sznurowanych trzewików i czerwonej lub zielonej chusty w kwiaty.
Babcia zawsze zakładała ten tradycyjny strój na specjalne uroczystości w kościele.

 

Żona, matka, babcia


– Skończyłam szkołę zawodową i 1,5 roku technikum rolniczego, ale moje główne zainteresowanie i zawód to kucharstwo. 28 lat pracowałam na kuchni, a przez prawie 38 lat pracy zawodowej miałam tylko siedem dni zwolnienia –
opowiada pani Cecylia.


– W 1972 roku po zawarciu ślubu zamieszkałam u męża w miejscowości Pękowo. Tam też urodziła się nasza pierwsza córka. Do Makowa Mazowieckiego przeprowadziliśmy się w 1978 roku, gdy miała iść do pierwszej klasy szkoły podstawowej. W sumie urodziłam czworo dzieci, ale jeden syn zmarł po kilku dniach. Doczekałam się też czterech wnuków, dwóch wnuczek oraz dwóch prawnuków.


– Od ośmiu lat jestem wdową, ale w 2021 roku zaprzyjaźniłam się z Januszem, którego kuzynka wyszła za mojego wnuka. Razem byliśmy na pielgrzymce w Fatimie, a w tym roku wybieramy się do Sanktuarium Matki Bożej w Lourdes.


Swoją opinią na temat pielgrzymki Apostolatu do Fatimy podzielił się z nami też pan Janusz:
–Jestem zachwycony i bardzo zadowolony. Brak mi słów. Największe wrażenie wywarły na nas nabożeństwa, Droga Krzyżowa i nauki, które przy tej okazji głosił towarzyszący nam ksiądz. Chcemy też podziękować koordynatorowi Apostolatu Fatimy, panu Krzysztofowi Golcowi za organizację pielgrzymki.


Oprac. Janusz Komenda


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za piękny kalendarz i za słowa wdzięczności. Wszystko co robicie, jest wielkie. Jestem wzruszona i proszę dalej pracować nad wszystkim, co jest związane z wiarą chrześcijańską.

Barbara z Pińczowa

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się swoim świadectwem… W 1983 roku pracowałem na budowach w Poznańskim Kombinacie Budowlanym. Zostałem wysłany do Libii na kontrakt. Budowaliśmy tam domy parterowe. Nasz „camp” mieścił się w miejscowości Azzija. W każdą środę przyjeżdżał franciszkanin spowiadać i odprawiać Mszę Świętą. (…) Starałem się codziennie odmawiać Różaniec na „campie”. Pracownicy z różnych stron Polski zauważyli, że wierzę i kocham Boga, że nie wstydzę się Go… Po powrocie latem 1984 żona zauważyła, że Pan Jezus Miłosierny mnie otworzył na innych i odmienił mego ducha.

W kościele Wniebowstąpienia znajdowała się półka z cudownymi medalikami. Zapoznałem się z postacią św. Katarzyny Laboure, która otrzymała wzór na medaliki od Matki Bożej. I tak Jezus Miłosierny posłał mnie, abym rozdawał je na budowie i głosił Prawdę o dobroci Boga. Święta Katarzyna na każdym kroku mnie także towarzyszyła, w ogóle nie czułem jakiegoś zawstydzenia, wręcz przeciwnie: czułem radość z niesienia Bożego Miłosierdzia w codzienności, jakie Dobry Bóg daje nam przez ręce Maryi. To trwało wiele lat. Ewangelizowałem tam, gdzie chciano słuchać. Mówiłem, że o każdą sekundę zapyta nas Pan Bóg i że Boże Miłosierdzie jest jedynym ratunkiem dla każdego człowieka.

Żona zachorowała, kiedy jeszcze pracowałem. W sumie trwało to około 7 lat. To był dla nas trudny okres… Po przejściu na emeryturę żona pomału gasła. W pierwsze piątki miesiąca przychodził do nas ksiądz proboszcz z Panem Jezusem Eucharystycznym. Choć był to dla nas trudny czas, to był także pełen łaski mimo cierpienia. 9 listopada 2019 roku stał się dniem spotkania żony z Jezusem Miłosiernym.

Później zaopiekowałem się bezdomnym Michałem, miał 37 lat. (…) Słuchał tajemnic Różańca na dany dzień. Kolega z pracy zaproponował, aby w jego mieszkaniu odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego.

Drugi bezdomny, Piotr, był na wózku inwalidzkim. Mogąc jednak pomóc tylko doraźnie, zapragnąłem przyprowadzić go do tronu Miłosierdzia Bożego, aby i on doświadczył ogromu Miłości i dobroci Boga. Wszedłem nawet we współpracę z pewnym kapłanem i robiliśmy, co w naszej mocy, aby zdroje łaski wylewały się w życiu Piotra. Mój podopieczny żył z żebrania. Dzięki dobroci kolegów, którzy pomagali mu się przemieszczać i pchali wózek, starczało mu na przetrwanie, ale część przeznaczał na alkohol. To niestety bardzo mu przeszkadzało w dotarciu do spowiedzi. Z czasem jednak się rozchorował, trafił do szpitala i już nie wrócił…

I tak idę dalej w codzienność, aby nieść Miłość do każdego człowieka. Najlepiej mi to wychodzi, kiedy tłumaczę tajemnice Różańca świętego. Każde miejsce się nadaje. Patrzę, gdzie Pan mnie prowadzi, gdzie chce swoim Miłosierdziem dotknąć człowieka…

Dodatkowo ostatnio chodzę na fizykoterapię. Tam rozdaję medaliki Matki Bożej, które dostaję z karmelu żeńskiego, z którym weszliśmy w relację, kiedy żyła jeszcze moja żona. Kochane siostry wymadlały łaski i siły dla małżonki.

Ja sam wierząc i ufając Bożemu Miłosierdziu zamówiłem u salezjanów Msze gregoriańskie za moich bliskich. W tym kościele w drugi wtorek miesiąca modlimy się za konających i za dusze w czyśćcu cierpiące. Zwłaszcza te potrzebują Miłosierdzia. Dobry Pan prosi i pobudza serce do tego, aby się za nimi wstawiać.

Codziennie rano proszę Ducha Świętego, abym odczytywał dobrze Jego natchnienia i żył z nimi tego dnia. Na razie Duch Święty tak mnie prowadzi, że na kolejnych „gregoriankach” zaprosił mnie, aby razem z pobożnymi niewiastami wspólnie modlić się na Mszy Świętej i prosić o Miłosierdzie dla konających dusz czyścowych. Pozdrawiam Was serdecznie!

Z Panem Bogiem

Stanisław z Poznania

 

 

Szanowni Państwo!

Dobrze, że jesteście. Życzę wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują niszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg!

Dariusz z Marcinowic

 

 

Szczęść Boże!

Kampania promująca książkę „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest świetnym pomysłem, a sama publikacja jest znakomicie przygotowana i wydana. To w zasadzie jest książka historyczna i tak też mogłaby być reklamowana. Może w przyszłości warto przygotować również osobną kampanię marketingową dla tych, którzy w Kościele nie są jeszcze tak silnie osadzeni…

Z pozdrowieniami

Michał z Gdańska

 

 

Szanowna Redakcjo!

Życzę wszystkiego co najlepsze w roku 2026, niech Boża Opatrzność czuwa nad Waszą działalnością. Artykuły w czasopiśmie „Przymierze z Maryją” są wspaniałe, zawsze ciekawe i potrzebne. Czasami mam wątpliwości, że może ktoś inny bardziej by potrzebował takiej lektury, a ja zajmuję to miejsce. Komu tylko mogę, to podaję po przeczytaniu. Pozdrawiam serdecznie – szczęść Boże!

Stanisława z Rędzin

 

 

Szczęść Boże!

Dziękuję Panu Bogu i Matce Najświętszej za to, co robicie. To bardzo trudne, ważne sprawy. Proszę, nigdy nie ustawajcie w Waszych działaniach. Chylę czoło przed Wami za trud i Wasze poświęcenie w każdej akcji Stowarzyszenia – wychodzicie do ludzi, szerząc kult Maryjny w dzisiejszych trudnych czasach. Zasługujecie na wielki szacunek. Bóg zapłać!

Józefa z Dąbrowy Tarnowskiej

 

 

Szczęść Boże!

W moim przekonaniu Wasza kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniałą akcją. W lipcu tego roku ukończę, jeśli Pan Bóg pozwoli, 85 lat. Miałem w tym czasie wiele upadków, jak: depresja, rak złośliwy gruczołu krokowego, ale moja silna wiara wpojona mi przez rodziców uzdrowiła mnie. Pozdrawiam Was serdecznie!

Roman z Kujawsko-Pomorskiego