Według myśli Bożej, dziecko jest przyszłym świętym. Rodzice czy chcą, czy nie, są współpracownikami Boga, tak jak byli nimi w dawaniu życia dziecku. Wychowywać - to wydobywać z dziecka, przy jego jak największej i coraz bardziej świadomej współpracy, człowieka, chrześcijanina, świętego.
Nie mówmy, że to utopia. Jesteśmy przecież ludźmi wierzącymi. Przypomnijmy słowa św. Pawła o ideale chrześcijaństwa: „Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus".
Rodzice nigdy nie powinni być dumni: duma wyjaławia i wypacza; ale mają prawo i obowiązek być ambitni najszlachetniejszą ambicją pomagania swoim dzieciom w wypełnianiu tego, czego w swoim planie miłości Bóg oczekuje od każdego z nich.
Każde dziecko będzie miało inna rolę do spełnienia. Nikt zresztą nie otrzymał ani tyle samo, ani takich samych talentów, co jego brat. To niemożliwe. Istotne jest to, by każdy rozwijał swoje własne zdolności. Czyż wychowanie nie jest przede wszystkim nauką jak najlepszego wykorzystywania otrzymanych talentów?
Dziecko jest wartością bezcenną, powierzoną przez Boga rozumowi, sercu i rękom rodziców; wartością ludzką, boską, wieczną. „Każdy człowiek, który staje się lepszy, czyni lepszym świat". Wielkość i piękno waszego zadania? Przygotować zaczyn, który przefermentuje świat i pomoże mu stać się szczęśliwszym i lepszym. Rodzice otrzymują specjalną łaskę do wychowania dzieci i w normalnym toku rzeczy oni właśnie urabiać mają duszę i charakter dziecka.
W wychowaniu dzieci współdziałanie ojca i matki jest nie do zastąpienia. Mogą być zastępstwa pełne poświęcenia. Ale nawet jeśli ich wartość czy fachowość będzie najwyższa, zawsze pozostaną zastępstwem i nigdy nie będą się równały połączonemu wpływowi ojca i matki na tego, który jest ciałem z ich ciała i w którym się ucieleśnia ich jedność.
Nic nie może zastąpić podstawowego wychowania, które daje rodzina. Ponieważ jednak w ciągu ostatniego półwiecza rola rodziców została umniejszona, sami utracili wiarę w swoje powołanie i w swoje prawa wychowawcze. Przyczyną ich niepowodzeń jest i to jeszcze, że u wielu z nich nie ma już jasnej świadomości zasad etycznych.
Idzie więc przede wszystkim o to, by na nowo uprzytomnić rodzicom, jak wielkie jest ich powołanie.
Zadanie rodziców jest trudne, ponieważ dziecko jest samą możnością - tak ku dobremu, jak ku złemu. Istnieją w nim, tak jak w każdym człowieku, skłonności złe, które należy neutralizować, i skłonności dobre, które trzeba odkrywać, podtrzymywać, pobudzać.
Zadanie jest niełatwe, ponieważ zbyt często towarzyszą mu trudne warunki. Ciasnota mieszkaniowa, brak zorganizowanej pomocy, praca poza domem - szczególnie komplikują sytuację i nazbyt często uniemożliwiają spokojne prze-myślenie problemów wychowawczych. Rodzicom nie pozostaje wtedy nic innego, jak działać pod wpływem impulsu czy rutyny i dziwić się, że tracą powoli autorytet, a nawet - niepostrzeżenie - zaufanie swoich dzieci.
Zadanie jest trudne, ponieważ nie ma metody - omnibusu ani nieomylnej recepty. Oczywiście, istnieją zasady, oparte na zdrowym rozsądku i doświadczeniu, które trzeba znać (tyle rodziców nawet o nich nie wie!), ale też ile dzieci, tyle przypadków. Co więcej, dziecko stale się rozwija, więc i postępować z nim trzeba w coraz inny sposób.
Zadanie rodziców jest trudne, ponieważ nie zawsze łatwo jest zrozumieć dziecko, odgadnąć prawidłowo, co przeżywa i myśli. Reakcje dziecka nie zawsze są natychmiastowe, nieraz ujawniają się z dużym opóźnieniem. Dziwi nas niekiedy odległy w czasie oddźwięk gestu, słowa, wydarzenia, do którego my, starsi, nie przywiązywaliśmy żadnego znaczenia.
Zadanie jest delikatne, ponieważ błędy w wychowaniu, początkowo niezauważalne, mogą - jeżeli się ich w odpowiednim czasie nie naprawi - doprowadzić pewnego dnia do kryzysu, przejawiającego się utratą zaufania lub jawnym oporem.
Dzisiaj wychowuje się dzieci w innych warunkach niż kiedyś. Świat ulega szybkim przemianom. Techniczne zastosowania zmuszają nas do życia w nieludzkim tempie. W tym samym środowisku społecznym większa jest różnica między naszym dzieciństwem i naszych dzieci niż między naszym dzieciństwem i naszych rodziców. Jeżeli się tego nie bierze pod uwagę, szybko pogłębia się przepaść między pokoleniami. Nawet słowa przestają mieć to samo znaczenie.
Wychowanie jest zadaniem delikatnym, ponieważ wymaga równocześnie miłości i dystansu, łagodności i stanowczości, cierpliwości i zdecydowania. Te uzupełniające się, choć często kontrastowe cechy, wymagają od wychowawcy nie tylko serca, lecz też zdrowego rozsądku, trzeźwości, równowagi.
Pomimo wszystko jednak nie wolno się zniechęcać. Niewątpliwie nie ma środków uniwersalnych, tak jak nie ma dzieci identycznych. Ale istnieją ogólne zasady, których znajomość i stosowanie pozwala uniknąć wielu pomyłek.
Trzeba więc starać się poznać te zasady, będące owocem doświadczenia i obserwacji, jak również głębokich badań nad psychiką dziecka w poszczególnych stadiach jego rozwoju. Trzeba dostrzegać problemy. Spotykałem rodziców zawsze zatroskanych, jeśli chodziło o zdrowie dzieci, ale których nic nie interesowało w odniesieniu do ich higieny umysłowej i wyrobienia etycznego.
To fakt - niewielu jeszcze rodziców zajmuje się poważnie problemami wychowawczymi. Wielu nawet nie podejrzewa ich istnienia. Inni z góry rozwiązali wszystkie bądź surowością, bądź rezygnacją podniesioną do rangi systemu.
Są jednak na szczęście i tacy rodzice, którzy rozumieją, że powinni się uczyć sztuki wychowywania. Ale uwaga! Żaden podręcznik nie zastąpi własnej refleksji ani tej wspaniałej intuicji, którą daje prawdziwa miłość szukająca przede wszystkim dobra dziecka, gdy trzeba - nawet kosztem własnego spokoju.
Zbyt wielu rodziców nie interesuje się w ogóle wyrobieniem moralnym dziecka. Żywią je i ubierają, lecz nie dość troszczą się o jego umysł i duszę. Czasem wręcz ostentacyjnie kapitulują. Oto matka, która mówi o swoim dziecku: „Zabroniłam mu tego, ale wpadł w taką złość, że już więcej nie będę mu tego zabraniać". Inni znów całkowicie zwalniają się ze swych obowiązków wychowawczych. Oto inna matka, która przyprowadza swoje dziecko do nauczyciela: „Niech pan je ukarze, ja już nie mogę sobie z nim dać rady". I przeciwnie - kiedy wychowawca, świadomy swej odpowiedzialności, sygnalizuje rodzicom jakiś zły postępek dziecka, usterki w pracy bądź nieposłuszeństwo, ci sami rodzice, zamiast okazać wdzięczność, że pomaga im w wychowywaniu dziecka, stają w jego obronie i nie wahają się zburzyć całego autorytetu tych, do których pomocy się odwoływali.
Wychowanie to wiedza i sztuka, należąca do najsubtelniejszych. U zwierząt wystarcza instynkt. Ludzie muszą myśleć i zastanawiać się.
„Każdy zawód [...] poprzedzony jest długimi studiami i starannym przygotowaniem. Tymczasem do podstawowego obowiązku wychowywania dzieci, wielu rodziców pogrążonych w troskach doczesnych, jest dzisiaj przygotowanych słabo lub niedostatecznie" (Pius XI, encykl. Divini Illius Magistri).
Czy nie sądzicie, że powinno być coraz więcej szkół dla rodziców, gdzie bez pedantyzmu i uczonej werbalistyki, bez tendencji, by traktować normalne dziecko jak nierozumny przedmiot, młodzi rodzice mogliby się nauczyć podstawowych zasad pedagogiki? W każdym wypadku najważniejsze jest, by wychowawca nie popadł w panikę, nawet gdy stoi przed bardzo trudnym zadaniem. Popełniane od czasu do czasu pomyłki czy niezręczności nie mają znaczenia, ponieważ nie może być na tym świecie doskonałości; istotne jest, by te pomyłki czy niezręczności nie stały się chlebem powszednim, jak to się zbyt często widzi.
Fragment książki ks. Gastona Courtois, Rady dla rodziców, Warmińskie Wydawnictwo Diecezjalne, Olsztyn 1987.
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa