Cudowne wydarzenia
 
Niezwykłe dzieje Domku Matki Bożej
Agnieszka Stelmach

Domek Matki Bożej, który możemy podziwiać we włoskim sanktuarium w nadadriatyckim Loreto, a którego repliki znajdują się także w polskich świątyniach, został przeniesiony z Ziemi Świętej przez samych aniołów. Cudowność tego wydarzenia potwierdzają uczeni.


Czytelnik zainteresowany tym tematem może spotkać się z twierdzeniem jakoby rodzina De Angelis poleciła krzyżowcom rozebrać oryginalną budowlę w Nazarecie i przewieźć ją nad Adriatyk. To jednak jest nieprawda.


Wersja o rodzinie Angeli albo De Angelis pojawiła się po raz pierwszy dopiero 17 marca 1900 roku. Giuseppe Lapponi, lekarz papieża Leona XIII, szepnął ks. Landrieux, biskupowi Dijon, że znalazł w archiwach watykańskich dokumenty, które stwierdzają, iż rodzina Aniołów (Angeli) rzekomo przetransportowała kamienie Świętego Domku do Włoch.


Te twierdzenia można łatwo obalić, zważywszy na fakt, iż wszystkie kamienie Świętego Domku wciąż utrzymywane są razem dzięki zaprawie stosowanej w Palestynie, to jest dzięki mieszaninie gipsu ze sproszkowanym węglem drzewnym. Była to technika znana w Ziemi Świętej przed dwoma tysiącami lat, ale nigdy nie stosowana we Włoszech. Jednorodność zaprawy wyklucza jakąkolwiek możliwość hipotetycznego demontażu i ponownego montażu kamieni. Krzyżowcy musieliby zdjąć sanktuarium Świętego Domku z jego fundamentów i przewieźć w całości, pokonując drogę ponad dwóch tysięcy kilometrów lądem i morzem, by w końcu dotrzeć do wybrzeża Morza Adriatyckiego, gdzie budowla pojawiła się w pięciu różnych miejscach… Fizycznie transport ten byłby niemożliwy bez wyrządzenia poważnych szkód lub pozostawienia jakichkolwiek śladów. Takowych jednak po prostu nie ma.


Wizja św. Katarzyny Bolońskiej

W 1440 roku święta Katarzyna Bolońska, której ciało do dziś pozostaje doskonale zachowane, napisała, iż miała nadprzyrodzoną wizję o cudownym przeniesieniu Domku: W końcu, ze względu na bałwochwalstwo ludu, to mieszkanie konsekrowane przez Apostołów, którzy w nim obchodzili Boże tajemnice i w którym dokonywały się cuda, zostało przeniesione do Dalmacji przez orszak aniołów. Potem, z tych samych powodów, a także innych, przenosili oni to najgodniejsze sanktuarium do wielu innych miejsc. Wreszcie święci aniołowie przenieśli je tutaj i umieścili w Loreto, w prowincji Włoch, na ziemiach Kościoła Świętego.

Święty Domek i Ołtarz Apostołów


Tradycja Kościoła mówi, że trzy ściany Świętego Domku z Nazaretu były cudownie przetransportowane do „różnych miejsc” przez aniołów między 1291 a 1295 rokiem. Zostało to zapisane w starożytnych dokumentach, które również wspominają o obecności tak zwanego Ołtarza Apostołów, wykorzystywanego do odprawiania Mszy Świętej w Domku. Był on zabierany – za każdym razem za sprawą cudownej translokacji – z trzema ścianami, w tym podczas przenoszenia ich do pierwszego miejsca – Trsatu w Dalmacji (obecnie w Chorwacji), gdzie znajdował się od 10 maja 1291 do 10 grudnia 1294 r.


Architekt Nanni Monelli i ojciec Giuseppe Santarelli (kapucyn, historyk, międzynarodowej sławy archeolog i dyrektor generalny Zgromadzenia Świętego Domku w Loreto) stwierdzili, że kamienie, które są w Grocie Zwiastowania w Nazarecie w Ziemi Świętej, mają takie samo pochodzenie jak kamienie Świętego Ołtarza Apostołów, znajdującego się w loretańskim Domku.


Prof. Giorgio Nicolini, specjalista w tej dziedzinie i autor książki Historyczna prawdziwość przeniesienia Świętego Domu z Nazaretu do Loreto, wyjaśnia w opracowaniu poświęconym Ołtarzowi Apostołów (opublikowanym w 2006 r.), że Święty Domek w Loreto – poza dowodami świadczącymi o jego autentyczności – dostarcza jeszcze bardziej spektakularnych dowodów dotyczących cudownego przeniesienia z Nazaretu.


Pięć cudownych translokacji

W swojej książce prof. Nicolini udowadnia autentyczność pięciu cudownych translokacji, które miały miejsce w latach 1291–1296. Tak wynika z badań historycznych, dokumentalnych i archeologicznych.         
   

Święty Domek został cudownie zabrany z Palestyny, by nie wpadł w ręce mahometan. Jego przeniesienie do Trsatu (pierwszy etap translokacji) miało miejsce w nocy z 9 na 10 maja 1291 roku. Drugie przeniesienie odbyło się do Posatora (prowincja Ancona we Włoszech); trzecie do lasu Pani Loretańskiej na równinie w obrębie murów Loreto 10 grudnia 1294 roku, czwarte – na Mount Prodo w Loreto; i piąte – na obecne miejsce, gdzie dziś znajduje się bazylika wzniesiona wokół Domku.


Wszystkie te zmiany zostały zapisane w różnych miejscach przez naocznych świadków i były ściśle weryfikowane w czasach poszczególnych biskupów diecezjalnych, którzy wydali kanoniczne oświadczenia odnośnie prawdziwości faktów i zeznań.


Pasterze świadkami

O niezwykłym cudzie świadczą zeznania pasterzy, którzy 10 grudnia 1294 r. widzieli w nocy cudowne światło szybko przemieszczające się nad morzem. Słyszeli także cudowną muzykę. Następnie na niebie ujrzeli Domek niesiony przez aniołów. Pasterze zdumieni tak niezwykłym widokiem upadli na kolana i zaczęli się modlić, oczekując z niecierpliwością na to, co się jeszcze wydarzy. Gdy aniołowie położyli Sanktuarium Świętego Domku w środku dużego gaju, drzewa pochyliły się przed świętym obiektem, jakby oddawały cichy hołd Królowej Niebios. Drzewa, które „pochyliły korony” pozdrawiając Święty Domek, pozostały w tej pozycji przez około trzysta lat, aby niezliczone rzesze wiernych mogły pojąć, jak wielki szacunek należy się tym świętym murom, pośród których mieszkał Bóg Wcielony. Ostatecznie Opatrzność pozwoliła drwalom je wyciąć. Resztę dopełniła zła pogoda, powalając niektóre z nich.


Ukarana zuchwałość

Zachowanie kamieni w nienaruszonym stanie jest znakiem świadczącym o tym, że Bóg czuwał nad budowlą. Święty Domek, mimo upływu czasu, pozostaje nienaruszony. Nikt nie był w stanie zabrać choćby jednego kamienia czy innego fragmentu budowli, by nie spotkała go kara.

W 1561 r. Juan Suarez, biskup Coimbry, udający się na sobór w Trydencie odwiedził Sanktuarium Świętego Domku w Loreto. Spełniwszy swoje pragnienie oddania czci Maryi, postanowił zabrać do Portugalii kamień ze ściany budowli i umieścić go w kaplicy diecezjalnej poświęconej Matce Bożej.


Uprzedzony o ekskomunice, która dotykała każdego, kto usiłował oderwać choćby kawałek z tych czcigodnych murów, po przybyciu do Trydentu potajemnie wybłagał u papieża Piusa IV zezwolenie na zabranie fragmentu świętych murów. Natychmiast wysłał swojego kapelana do Loreto, by przywiózł relikwię. Gdy tylko biskup Suarez ją otrzymał, nagle zachorował. Medycy nie byli w stanie ulżyć jego cierpieniom. Gdy wierni i duchowni modlili się o uleczenie chorego, z pewnego zakonu przyszła wiadomość następującej treści: Jeśli biskup chce wyzdrowieć, niech zwróci Matce Bożej Loretańskiej to, co Jej zabrał. Juan Suarez nie tracąc czasu, odesłał kapelana do Loreto z kamieniem. Biskup odzyskał zdrowie. Jego sprawozdanie trafiło później do archiwów watykańskich.


Domek bez fundamentów – nieustający cud

Innym godnym uwagi faktem jest umieszczenie Świętego Domku na drodze publicznej w Loreto. Archeolodzy i architekci, którzy badali grunt pod Świętym Domkiem i drogę, na której został postawiony, uważają, że z punktu widzenia ludzkiego jest niemożliwością, żeby on tam stał.

Architekt Giuseppe Sacconi (1854–1905) stwierdził, że Święty Domek spoczywa częściowo na skraju starej drogi, a częściowo na krawędzi starożytnej fosy. Nie zauważano obecności żadnych materiałów stanowiących fundament pod budowę domu.


Ważnym elementem archeologicznym wskazującym, iż Święty Domek „wylądował”, a nie został wybudowany lub przebudowany, jest znaleziony na miejscu krzak cierniowy, który został przygnieciony wskutek postawienia Świętego Domku na drodze.


Architekt Federico Mannucci po pożarze w 1921 r., gdy podłoga Domku wymagała renowacji, otrzymał polecenie od papieża Benedykta XV, by zbadał podstawę Domu Matki Bożej. W 1923 r. Mannucci ­stwierdził w ­specjalnym sprawozdaniu, że jest „absurdem wierzyć”, iż budynek mógł być transportowany „za pomocą środków mechanicznych”. Mannucci napisał, że fakt, iż budynek Świętego Domku pozostał nienaruszony i nie ma najmniejszego pęknięcia ani uszkodzenia ścian – chociaż pozbawiony jest fundamentów i stoi na ziemi bez żadnej podpory, przygnieciony przynajmniej częściowo ciężarem kopuły, która miała zastąpić dach – jest zaskakujący i godny uwagi.

Miejsce‑świadek niezwykłych cudów i łask


Ojciec Caillau, jeden z historyków Loreto, napisał: Jeśli chodzi o cuda dokonywane za wstawiennictwem Matki Bożej Loretańskiej, praktycznie są one niezliczone i tak dobrze znane, że opowiedzenie ich mogłoby być zajęciem kogoś, kto nie wie, co robić ze swoim czasem.

Ale nie możemy nie wspomnieć niektórych z nich. Jak choćby o słynnym epizodzie z udziałem załogi Krzysztofa Kolumba, dotkniętej straszną burzą podczas pokonywania oceanu w drodze powrotnej z Ameryki w 1494 roku. Załoga złożyła obietnicę Matce Bożej Loretańskiej, że jeden z marynarzy przyjedzie do Loreto w imieniu całej załogi, aby jej zadośćuczynić za ocalenie. Tym marynarzem był Pedro de Villa. Kopię dokumentu można oglądać w skarbcu sanktuarium w Loreto.


Trudno też nie wspomnieć o innym wydarzeniu, gdy po wytrwałych modlitwach do Matki Bożej z Loreto, po ponad dwudziestu latach bezpłodności, Anna Austriaczka, żona francuskiego króla Ludwika XIII, poczęła syna, którym był nie kto inny, jak przyszły Król Słońce, Ludwik XIV. W dowód wdzięczności Ludwik XIII wysłał do Loreto posąg anioła wykonanego ze srebra, trzymającego nowo narodzonego chłopca ze złota o wadze takiej samej jak syn, który mu się urodził.


Wielkim cudem było także zwycięstwo chrześcijan w morskiej bitwie pod Lepanto, która rozegrała się 7 października 1571 r. Tuż przed tym doniosłym wydarzeniem księżniczka Orsini, żona Marca Antonia Colonny, którego papież św. Pius V ustanowił generałem armii papieskiej, udała się do Loreto ze swą świtą, prosząc Boga o błogosławieństwo dla męża w obliczu tak wielkiego niebezpieczeństwa. Po spowiedzi i Komunii św. spędziła całą noc na modlitwie w Sanktuarium Świętego Domku. Została wysłuchana – w niedługim czasie ujrzała triumfalny powrót męża do Rzymu.


Wkrótce też gen. Colonna wraz z oficerami i żołnierzami udał się na pielgrzymkę do Loreto, mając na sobie strój pokutnika. Katolicy, którzy zostali zabrani do niewoli przez muzułmanów, a następnie uwolnieni, pozostawili tam jako wota łańcuchy, którymi byli skuci. Łańcuchy te zostały później wykorzystane do wykonania kratki na drzwiach Świętego Domku.


Warto też wspomnieć, że papież św. Pius V nakazał bez przerwy modlić się o zwycięstwo pod Lepanto w Sanktuarium Świętego Domku w Loreto. Po wielkim triumfie świata katolickiego Ojciec Święty dodał inwokację Wspomożycielko Wiernych do litanii do Matki Bożej. Przypisał zwycięstwo ochronie Matki Bożej Loretańskiej i Matki Bożej Dobrej Rady z Genazzano.


Bitwa pod Wiedniem w 1683 roku

Opowieść o cudach za wstawiennictwem Matki Bożej z Loreto nie byłaby pełna, gdybyśmy nie wspomnieli o polskim królu Janie III Sobieskim, który w 1683 roku przybył na ratunek cesarzowi Leopoldowi pod oblegany przez wojska tureckie Wiedeń.


W niedzielę 12 września 1683 roku, w oktawie święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, niewierni uciekli. Wśród zwycięzców był dowodzący prawym skrzydłem sprzymierzonych hetman wielki koronny Stanisław Jabłonowski, kasztelan krakowski, człowiek niezwykły, znany zarówno z wielkiej pobożności, jak i odwagi. Podczas patrolowania budowli zniszczonych przez muzułmanów, hetman ujrzał pod gruzami zawalonej ściany fragment obrazu omal nie stratowanego do reszty kopytami końskimi. Polecił podnieść malowidło. Nie bez zdziwienia zauważył, że był to wizerunek Maryi wykonany na wzór Matki Bożej Loretańskiej. Na jednej ze stron odczytał następujące słowa: Przez ten wizerunek Maryi, Jan będzie zwycięzcą, a po drugiej stronie przeczytał: Przez ten wizerunek Maryi, ja, Jan, będę zwycięzcą.

Zaintrygowany napisem, pospieszył z cudownym wizerunkiem do zwycięskiego króla, który – aby zaświadczyć o swojej wdzięczności dla Matki Bożej z Loreto, słusznie uznawanej za sprawczynię triumfu – ofiarował sanktuarium jeden z najpiękniejszych sztandarów tureckich. Z tej okazji papież bł. Innocenty XI nakazał wykuć pamiątkowy medal z wizerunkiem Świętego Domku. Gloria jest uwieczniona na jednej ze ścian polskiej kaplicy sanktuarium w Loreto.



NAJNOWSZE WYDANIE:
Złóżmy hołd Królowej Polski!
370 lat temu, 1 kwietnia 1656 roku we lwowskiej katedrze nasz monarcha, Jan II Kazimierz Waza, przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej oddał Rzeczpospolitą szczególnej opiece Najświętszej Maryi Panny, nazywając ją Królową Polski. Co jednak szczególnie interesujące, ten tytuł odnoszący się do Matki Zbawiciela został objawiony trzykrotnie przez samą Maryję na początku XVII wieku w dalekiej Italii.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Łaska w Roku Jubileuszowym

Pani Cecylia Pajka pochodzi z Mazowsza. Urodziła się w miejscowości Lutobrok koło Pniewa, ale od prawie 50 lat mieszka w Makowie Mazowieckim, gdzie należy do parafii pod wezwaniem św. Józefa. W 2025 roku wraz z grupą Apostołów Fatimy udała się na pielgrzymkę do Sanktuarium Matki Bożej w Fatimie.

 

– W Fatimie było cudownie. Naprawdę jestem wdzięczna za to, że po 21. latach uczestnictwa w Apostolacie spotkało mnie takie szczęście – pojechałam do Fatimy, o której marzyłam od dawna – wspomina pielgrzymkę do portugalskiego sanktuarium pani Cecylia.


– To było niesamowite przeżycie, bo byłam tam po raz pierwszy. Dziękuję Bogu, że w Roku Jubileuszowym otrzymałam od Niego taką łaskę. Groby pastuszków: świętych Hiacynty i Franciszka oraz s. Łucji, to po prostu coś cudownego. Z wdzięcznością pokonałam na klęczkach tradycyjną drogę do Kaplicy Objawień, a wieczorami brałam udział w procesjach ze świecami
– dodaje.

 

Zaczęło się od książki o Fatimie…


Wszystko to możliwe było dzięki temu, że pani Cecylia już od dawna wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Początki swojej przygody z naszą organizacją wspomina następująco: – Zaczęło się tak, że znalazłam ulotkę i zamówiłam książkę o Fatimie. Wypełniłam formularz Apostolatu i zaczęłam dostawać kalendarze, różańce oraz wiele różnych dewocjonaliów. Otrzymałam także oczywiście figurkę Matki Bożej Fatimskiej.


Jako Apostołka Fatimy pani Cecylia dostaje również systematycznie „Przymierze z Maryją”, którego jest wierną czytelniczką:
– W „Przymierzu…” jest dużo ciekawych artykułów, np. świadectwa członków Apostolatu czy opis pielgrzymek do Fatimy. Po przeczytaniu zanoszę „Przymierze z Maryją” do kościoła żeby ktoś inny poznał Stowarzyszenie, zapisał się do Apostolatu i żeby przyniosło to dobre owoce –
mówi z przekonaniem.


Obecnie kościołem parafialnym pani Cecylii jest świątynia pod wezwaniem Bożego Ciała w Makowie Mazowieckim, ale nie zawsze tak było. – Chrzest przyjęłam w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny – Królowej Świata w Zatorach, a do Pierwszej Komunii Świętej i bierzmowania przystępowałam w bazylice kolegiackiej Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Pułtusku – przytacza fakty ze swojej młodości. – Z dzieciństwa pamiętam, że moja babcia codziennie odmawiała Różaniec, a ja klęczałam obok i też się razem z nią modliłam.

 

Kurpie – ich kultura i zwyczaje


Pani Cecylia pochodzi z Kurpiów Białych, krainy etnograficznej leżącej na północny-wschód od Legionowa w województwie mazowieckim. Region ten słynie m.in. z charakterystycznej gwary, haftów, wycinanek i wyrobów tkackich. – Moja mama i ciocia zajmowały się haftem serwetek kurpiowskich na tiulu. Wykonywały też obrusy, bieżniki, serwetki na drutach i szydełku.


– Moja ciocia ma po babci cały strój kurpiowski. Składa się on z białej koszuli wyszywanej czarno-czerwonym wzorem kurpiowskim, kolorowej sukni w paski, fartucha zdobionego kolorowymi cekinami, czarnych, sznurowanych trzewików i czerwonej lub zielonej chusty w kwiaty.
Babcia zawsze zakładała ten tradycyjny strój na specjalne uroczystości w kościele.

 

Żona, matka, babcia


– Skończyłam szkołę zawodową i 1,5 roku technikum rolniczego, ale moje główne zainteresowanie i zawód to kucharstwo. 28 lat pracowałam na kuchni, a przez prawie 38 lat pracy zawodowej miałam tylko siedem dni zwolnienia –
opowiada pani Cecylia.


– W 1972 roku po zawarciu ślubu zamieszkałam u męża w miejscowości Pękowo. Tam też urodziła się nasza pierwsza córka. Do Makowa Mazowieckiego przeprowadziliśmy się w 1978 roku, gdy miała iść do pierwszej klasy szkoły podstawowej. W sumie urodziłam czworo dzieci, ale jeden syn zmarł po kilku dniach. Doczekałam się też czterech wnuków, dwóch wnuczek oraz dwóch prawnuków.


– Od ośmiu lat jestem wdową, ale w 2021 roku zaprzyjaźniłam się z Januszem, którego kuzynka wyszła za mojego wnuka. Razem byliśmy na pielgrzymce w Fatimie, a w tym roku wybieramy się do Sanktuarium Matki Bożej w Lourdes.


Swoją opinią na temat pielgrzymki Apostolatu do Fatimy podzielił się z nami też pan Janusz:
–Jestem zachwycony i bardzo zadowolony. Brak mi słów. Największe wrażenie wywarły na nas nabożeństwa, Droga Krzyżowa i nauki, które przy tej okazji głosił towarzyszący nam ksiądz. Chcemy też podziękować koordynatorowi Apostolatu Fatimy, panu Krzysztofowi Golcowi za organizację pielgrzymki.


Oprac. Janusz Komenda


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za piękny kalendarz i za słowa wdzięczności. Wszystko co robicie, jest wielkie. Jestem wzruszona i proszę dalej pracować nad wszystkim, co jest związane z wiarą chrześcijańską.

Barbara z Pińczowa

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się swoim świadectwem… W 1983 roku pracowałem na budowach w Poznańskim Kombinacie Budowlanym. Zostałem wysłany do Libii na kontrakt. Budowaliśmy tam domy parterowe. Nasz „camp” mieścił się w miejscowości Azzija. W każdą środę przyjeżdżał franciszkanin spowiadać i odprawiać Mszę Świętą. (…) Starałem się codziennie odmawiać Różaniec na „campie”. Pracownicy z różnych stron Polski zauważyli, że wierzę i kocham Boga, że nie wstydzę się Go… Po powrocie latem 1984 żona zauważyła, że Pan Jezus Miłosierny mnie otworzył na innych i odmienił mego ducha.

W kościele Wniebowstąpienia znajdowała się półka z cudownymi medalikami. Zapoznałem się z postacią św. Katarzyny Laboure, która otrzymała wzór na medaliki od Matki Bożej. I tak Jezus Miłosierny posłał mnie, abym rozdawał je na budowie i głosił Prawdę o dobroci Boga. Święta Katarzyna na każdym kroku mnie także towarzyszyła, w ogóle nie czułem jakiegoś zawstydzenia, wręcz przeciwnie: czułem radość z niesienia Bożego Miłosierdzia w codzienności, jakie Dobry Bóg daje nam przez ręce Maryi. To trwało wiele lat. Ewangelizowałem tam, gdzie chciano słuchać. Mówiłem, że o każdą sekundę zapyta nas Pan Bóg i że Boże Miłosierdzie jest jedynym ratunkiem dla każdego człowieka.

Żona zachorowała, kiedy jeszcze pracowałem. W sumie trwało to około 7 lat. To był dla nas trudny okres… Po przejściu na emeryturę żona pomału gasła. W pierwsze piątki miesiąca przychodził do nas ksiądz proboszcz z Panem Jezusem Eucharystycznym. Choć był to dla nas trudny czas, to był także pełen łaski mimo cierpienia. 9 listopada 2019 roku stał się dniem spotkania żony z Jezusem Miłosiernym.

Później zaopiekowałem się bezdomnym Michałem, miał 37 lat. (…) Słuchał tajemnic Różańca na dany dzień. Kolega z pracy zaproponował, aby w jego mieszkaniu odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego.

Drugi bezdomny, Piotr, był na wózku inwalidzkim. Mogąc jednak pomóc tylko doraźnie, zapragnąłem przyprowadzić go do tronu Miłosierdzia Bożego, aby i on doświadczył ogromu Miłości i dobroci Boga. Wszedłem nawet we współpracę z pewnym kapłanem i robiliśmy, co w naszej mocy, aby zdroje łaski wylewały się w życiu Piotra. Mój podopieczny żył z żebrania. Dzięki dobroci kolegów, którzy pomagali mu się przemieszczać i pchali wózek, starczało mu na przetrwanie, ale część przeznaczał na alkohol. To niestety bardzo mu przeszkadzało w dotarciu do spowiedzi. Z czasem jednak się rozchorował, trafił do szpitala i już nie wrócił…

I tak idę dalej w codzienność, aby nieść Miłość do każdego człowieka. Najlepiej mi to wychodzi, kiedy tłumaczę tajemnice Różańca świętego. Każde miejsce się nadaje. Patrzę, gdzie Pan mnie prowadzi, gdzie chce swoim Miłosierdziem dotknąć człowieka…

Dodatkowo ostatnio chodzę na fizykoterapię. Tam rozdaję medaliki Matki Bożej, które dostaję z karmelu żeńskiego, z którym weszliśmy w relację, kiedy żyła jeszcze moja żona. Kochane siostry wymadlały łaski i siły dla małżonki.

Ja sam wierząc i ufając Bożemu Miłosierdziu zamówiłem u salezjanów Msze gregoriańskie za moich bliskich. W tym kościele w drugi wtorek miesiąca modlimy się za konających i za dusze w czyśćcu cierpiące. Zwłaszcza te potrzebują Miłosierdzia. Dobry Pan prosi i pobudza serce do tego, aby się za nimi wstawiać.

Codziennie rano proszę Ducha Świętego, abym odczytywał dobrze Jego natchnienia i żył z nimi tego dnia. Na razie Duch Święty tak mnie prowadzi, że na kolejnych „gregoriankach” zaprosił mnie, aby razem z pobożnymi niewiastami wspólnie modlić się na Mszy Świętej i prosić o Miłosierdzie dla konających dusz czyścowych. Pozdrawiam Was serdecznie!

Z Panem Bogiem

Stanisław z Poznania

 

 

Szanowni Państwo!

Dobrze, że jesteście. Życzę wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują niszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg!

Dariusz z Marcinowic

 

 

Szczęść Boże!

Kampania promująca książkę „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest świetnym pomysłem, a sama publikacja jest znakomicie przygotowana i wydana. To w zasadzie jest książka historyczna i tak też mogłaby być reklamowana. Może w przyszłości warto przygotować również osobną kampanię marketingową dla tych, którzy w Kościele nie są jeszcze tak silnie osadzeni…

Z pozdrowieniami

Michał z Gdańska

 

 

Szanowna Redakcjo!

Życzę wszystkiego co najlepsze w roku 2026, niech Boża Opatrzność czuwa nad Waszą działalnością. Artykuły w czasopiśmie „Przymierze z Maryją” są wspaniałe, zawsze ciekawe i potrzebne. Czasami mam wątpliwości, że może ktoś inny bardziej by potrzebował takiej lektury, a ja zajmuję to miejsce. Komu tylko mogę, to podaję po przeczytaniu. Pozdrawiam serdecznie – szczęść Boże!

Stanisława z Rędzin

 

 

Szczęść Boże!

Dziękuję Panu Bogu i Matce Najświętszej za to, co robicie. To bardzo trudne, ważne sprawy. Proszę, nigdy nie ustawajcie w Waszych działaniach. Chylę czoło przed Wami za trud i Wasze poświęcenie w każdej akcji Stowarzyszenia – wychodzicie do ludzi, szerząc kult Maryjny w dzisiejszych trudnych czasach. Zasługujecie na wielki szacunek. Bóg zapłać!

Józefa z Dąbrowy Tarnowskiej

 

 

Szczęść Boże!

W moim przekonaniu Wasza kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniałą akcją. W lipcu tego roku ukończę, jeśli Pan Bóg pozwoli, 85 lat. Miałem w tym czasie wiele upadków, jak: depresja, rak złośliwy gruczołu krokowego, ale moja silna wiara wpojona mi przez rodziców uzdrowiła mnie. Pozdrawiam Was serdecznie!

Roman z Kujawsko-Pomorskiego