Ależ było zimno tamtej nocy! Beniamin cieszył się, że leży w łóżku otulony kocami i spoglądał, jak za oknem pada śnieg. Nie było go dużo, padał powoli. Śnieg nie pojawiał się na izraelskich wzgórzach każdego roku, ale nie był też czymś nieznanym. Bardzo często było go tylko tyle, żeby akurat pokryć wszystko białą warstwą. Ale tak – było zimno…
I właśnie z tego powodu Beniamin cieszył się, że tej nocy, zamiast stać na warcie z innymi pasterzami, może zostać w swoim domu położonym na wzgórzach między Jerozolimą i Betlejem. W tak sprzyjających okolicznościach zasnął głęboko, nie zdając sobie z tego sprawy. Nagle obudził go krzyk.
Beniamin zerwał się na równe nogi. Czyżby wilki atakowały jego owce? Albo bandyci? Kto to wie! Odkąd cezar z dalekiego Rzymu zarządził spis ludności, tyle ludzi przechodziło tymi drogami, że wszystko mogło się wydarzyć. Podbiegł do drzwi, podniósł drewniany skobel, którym zabezpieczone było wejście, i wpuścił do środka swojego przyjaciela. Saul, tak jak on, miał 10 lat. Chłopiec był czymś niezwykle podekscytowany.
– Już się urodził! – oznajmił Saul, bardzo uradowany.
– Kto? – zapytał Beniamin, starając się przypomnieć sobie, czy mama Saula spodziewa się dziecka. Wyrwany ze snu, jeszcze nie do końca oprzytomniał, przyszło mu więc na myśl, że może któraś z owiec wydała na świat ślicznego baranka, lecz po chwili zdał sobie sprawę, że to niemożliwe. Ogólnie rzecz biorąc, baranki rodziły się w zasadzie co chwilę, więc Saul nie przyszedłby do niego w środku nocy, aby podzielić się tak banalną wiadomością.
Patrząc na minę Beniamina, zdziwionego tym, że został obudzony o świcie na lekcję teologii, Saul zrozumiał, że powinien zacząć historię od samego początku.
– Wraz z kilkoma innymi pasterzami byliśmy na wzgórzach blisko Betlejem i pilnowaliśmy naszych trzód, kiedy nagle ujrzeliśmy wielki blask nad ogniskiem. To była ogrooooomna jasność – Saul nie potrafił opowiadać, nie przeciągając przy tym słów. Robił to, aby wywrzeć wrażenie na swoich słuchaczach. – I prawie umarłem ze straaaaachu. Nagle zobaczyłem, że to był anioł, coś najpiękniejszego i niezwykle błyszczącego, o potęęęęężnym głosie. I powiedział nam, że ma dla nas nowinę, która sprawi nam wieeeeelką radość. Że w mieście Dawida, to znaczy w Betlejem, narodził się Zbawiciel, czyli Chrystus Pan. Poznamy go, bo będzie leżeć w żłobie (tak, w żłooooobie!), owinięty płótnem. W tym momencie pojawili się inni aniołowie i wszyscy razem zaczęli śpiewać: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli”.
– Chcesz powiedzieć, że narodził się Mesjasz?– zapytał bardzo już zaciekawiony Beniamin.
– Taaaaak! Pospiesz się, wszyscy pasterze biegną, żeby to zobaczyć.
Nie trzeba go było dwa razy namawiać. Beniamin pobiegł do swojego pokoju i błyskawicznie się ubrał. Zobaczywszy, że śnieg jeszcze trochę pada, chwycił dwie małe buteleczki – jedną z winem na rozgrzanie i drugą z wodą do picia. Beniamin był osobą nadzwyczaj praktyczną i dzieckiem bardzo przedsiębiorczym. Jego rodzice nie mieli wielu owiec, ale posiadali sporo ziemi, na której uprawiali winorośl, a następnie wytwarzali wino. Jako że miał starszych braci, którzy woleli poświęcić się produkcji wina, i to oni odziedziczyliby ten zawód, Beniamin zdał sobie sprawę z tego, że lepiej będzie poświęcić się pasterstwu i w ten sposób zacząć zarabiać na życie. Zazwyczaj pilnował owiec wspólnie z Saulem, ale nocami zmieniali się w pracy, doglądając również owiec przyjaciela, kiedy ten drugi spał.
– Już idę! Zakładam mocniejsze buty, żeby mi się lepiej biegło.
– Pospiesz się! Nie chcę tam dotrzeć jako ostatni, bo wieść o tym, co się wydarzyło, już się wszędzie roznosi i ludzie wyruszają w drogę– ponaglał Saul.
Najszybciej jak się dało, dwaj przyjaciele udali się w drogę do Betlejem. Nie było to bardzo daleko, ale zostało im do pokonania kilka kilometrów przez dość śliskie drogi. Gdy dotarli do pierwszych zabudowań miasteczka, Saul chciał iść dalej, ale Beniamin go zatrzymał.
– Poczekaj! Chyba nie urodził się w mieście – zauważył Beniamin.
– Co ty mówisz? – zdziwił się Saul. – Anioł zapewnił, że stało się to w mieście Dawida. A nawet największy ignorant wie, że Betlejem jest miastem królewskiego rodu Dawida. Nie widziałeś tych wszystkich ważnych ludzi z królewskiego rodu Dawida, którzy przybyli do Betlejem z powodu spisu ludności?
– Tak, wiem, że to miasto rodu królewskiego. Ale zwróć uwagę na to, że anioł powiedział, że On będzie w żłobie. A żłób jest dla zwierząt, żeby mogły jeść. W mieście nikt nie ma żłobu w swoim domu. Kobiety śpią w łóżkach i w nich rodzą dzieci. Dlatego jeśli leży w żłobie, to znaczy, że urodził się w jakiejś stajni w pobliżu miasta. Nie rozumiem, dlaczego, mając tak ważnych krewnych, urodził się w tak prymitywnym miejscu, ale tego się jeszcze dowiemy. Poszukajmy najpierw w okolicy.
Saul ufał przyjacielowi. Beniamin już nieraz go zaskoczył, bo mimo młodego wieku, miał sporą wiedzę. Był też bardzo zaradny i miał dobre serce, dzięki czemu w wielu sytuacjach jego pomoc była nieoceniona.
Odnalezienie groty w Betlejem nie zajęło im dużo czasu. To tam leżało Dzieciątko, owinięte w płótno i drżące z zimna. W grocie była też jego matka, bardzo młoda. Trochę bardziej w głębi stał ojciec dziecka, mężczyzna dużo starszy i mimo widocznego ubóstwa, wyglądający dostojnie.
Beniaminowi żal było patrzeć na to, jak Dzieciątko trzęsie się z zimna. Kierowany odruchem serca zbliżył się, żeby zaoferować mu w prezencie swoją buteleczkę wina. Pomyślał, że w ten sposób Dzieciątko choć trochę się ogrzeje. Ale Matka Dzieciątka powiedziała:
– Jestem bardzo wdzięczna za twój gest, ale tak małe Dzieciątko nie może pić wina, zaszkodzi mu. Zamiast tego podaruj mu trochę wody.
Tak też postąpił Beniamin, a Pani powiedziała do niego:
– Pewnego dnia mój Syn odwdzięczy się za twój dobroduszny gest, ponieważ byłeś pierwszym, który podarował mu prezent tylko po to, aby uczynić dobro.
Stopniowo grota zapełniała się ludźmi, przybyli nawet Królowie ze Wschodu, a Beniamin i Saul musieli w końcu wrócić do domu. Po drodze radośnie wspominali to, co widzieli.
Zostawiłeś dobre wino aż do tej pory…
Minęły lata, wiele lat. Przedsiębiorczy Beniamin stał się właścicielem wielu owiec, kupił ziemie na północy Izraela, w pobliżu Nazaretu, przeprowadził się tam i zasadził winorośl, dzięki czemu rozpoczął też produkcję wina. Zajęło mu to wszystko sporo czasu, ale kiedy udało mu się wreszcie dopiąć celu, pomyślał, że przyszedł czas na ożenek i założenie rodziny. Jego rodzice skontaktowali się z rodziną Rebeki. Sprawdzili, czy ich dzieci mają zalety lub wady, które byłyby pomocą lub przeszkodą w założeniu takiej rodziny, jak Bóg przykazał, i dali im swoje błogosławieństwo. Beniamin i Rebeka postanowili się pobrać.
Aby nadać swojemu ślubowi uroczystą oprawę, Beniamin zdecydował się zorganizować wystawne przyjęcie weselne. Zaproszono na nie nie tylko rodziny młodej pary, ale także wiele osób z regionu, niektórych pochodzących z okolicy Betlejem, tak jak oni. Gdy nadszedł dzień ślubu, zaczęli przybywać liczni, naprawdę liczni, albo, jakby powiedział Saul – specjalny gość na tę okazję – baaaaaaardzo liczni goście.
W trakcie przyjęcia nagle pojawił się Saul i ze strapioną miną zwrócił się do młodej pary:
– Co się stało? – zapytali równocześnie Beniamin i Rebeka.
Beniamin zaniepokoił się. Brak wina na weselu to niegrzeczność, mogło to zostać odebrane jako brak szacunku dla krewnych i gości. Ale… co robić? W tamtych czasach nie było supermarketów, do których można byłoby kogoś wysłać, żeby uzupełnić braki, a nie miał też żadnego krewnego w okolicy, który mógłby mu pożyczyć tyle wina.
I Rebeka podeszła do grupy rozmawiających kobiet. Jedna z nich, piękna i dostojna, usłyszawszy, jaki kłopot mają państwo młodzi, wstała i zwróciła się do swojego Syna – cenionego w regionie ważnego rabbiego (nauczyciela religijnego). Kobieta rozmawiała z nim przez chwilę, ale Beniamin nie słyszał nic z daleka, po czym po chwili poleciła coś ludziom obsługującym wesele. Ci zaś udali się w kierunku sześciu dużych kamiennych stągwi przygotowanych na religijne święto oczyszczenia i napełnili je wodą. Następnie rabbi coś powiedział. Jeden ze służących nabrał trochę płynu i zaniósł go zarządcy służby odpowiedzialnemu za to, żeby w czasie wesela wszystko odbywało się jak należy. Niestety, nie przejmował się on tym, że nowożeńcy znaleźli się w poważnych opałach. Spróbował on owego napoju i wykonał gest aprobaty. Następnie zwrócił się do Beniamina i powiedział na głos, tak żeby wszyscy usłyszeli:
– Wszyscy najpierw podają dobre wino, a kiedy goście je wypiją, wtedy podaje się im wino gorszej jakości. Ty, przeciwnie, zostawiłeś dobre wino aż do tej pory…
Przez salę przebiegł szept aprobaty, a krewni młodej pary byli dumni z tego, że Beniamin i Rebeka mają tyle szacunku dla nich i reszty gości.
Dokładnie w tym momencie Beniamin go rozpoznał. Rabbi był tym Dzieciątkiem, które wiele lat temu narodziło się w stajni w Betlejem. I właśnie teraz tutaj, w Kanie Galilejskiej, dokonał swojego pierwszego cudu, spełniając obietnicę swojej świętej Matki, która zapowiedziała, że pewnego dnia jej Syn odwzajemni się za dobroduszny gest Beniamina, kiedy to zaoferował mu wino i wodę. Jeśli bowiem chodzi o szczodrość, Bóg zawsze wygrywa. Kiedy zaoferujemy mu trochę wody, On odwdzięczy się nam najlepszym winem!
Ilustracja: Jacek Widor
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa