Temat numeru
 
Zgorszenia w Kościele
o. Jan Strumiłowski OCist

Od pewnego czasu coraz częściej dostrzegamy, że świat i Kościół są dotknięte kryzysem. Kryzys w Kościele jest definiowany w różnoraki sposób. Niektórzy zauważają, że jego przyczyną jest zbytnie dostosowanie, a nawet upodobnienie się Mistycznego Ciała do świata, które wiąże się z pewnego rodzaju ustępstwami i kompromisami w nauczaniu, prowadzącymi do rozmycia odwiecznej doktryny. Inni z kolei twierdzą, że przyczyna jest dokładnie odwrotna; że kryzys związany jest z brakiem dostosowania, że wynika on z faktu, że Kościół nie nadąża za zmieniającym się światem…

 

W tym drugim przypadku wydaje się, że rozpoznanie przyczyn tej zapaści wynika z błędnego zrozumienia natury Kościoła, a sama diagnoza opiera się na danych statystycznych.

Chrystus – tak, Kościół – nie?


Wnioskowanie wydaje się tutaj na pozór proste: zauważamy, że wierni odchodzą od Kościoła. Apostazje są związane z tym, że współczesny świat ze swoimi wartościami jest odmienny od tego, co proponuje Kościół, a zatem człowiek ukształtowany we współczesnym świecie, jeśli chciałby zachować nauczanie Kościoła, musi być postawiony w stan konfliktu wewnętrznego, co stawia go przed wyborem: albo „normalne” życie w świecie z całym dobrobytem jego współczesnych osiągnięć ideologicznych, albo Kościół.


Jeszcze inną, osobną grupę stanowią ci, którzy przyczyn kryzysu Kościoła upatrują w nagłaśnianych skandalach obyczajowych duchowieństwa. Skoro Kościół jest święty, a jego geneza jest boska, to grzechy ludzi Kościoła przeczą tej prawdzie. Prowadzi to albo do negacji nauki o świętości Kościoła, albo do jej deformacji, która w konsekwencji może rodzić przeświadczenie, że Kościół jest, owszem, instytucją prowadzącą do Boga, ale instytucją niekonieczną i skompromitowaną. Z tego względu coraz częściej możemy usłyszeć zdanie: Chrystus – tak, ale Kościół – nie, co ma wyrażać przeświadczenie, że Chrystusa można poznać i można się z Nim zjednoczyć bez pomocy Kościoła. Takie twierdzenie jest oczywiście błędem.


Kryzys – co robić?


Co jednak w obliczu tak zawiłej i trudnej sytuacji ma począć wierny katolik? W jaki sposób ma reagować na kryzys i zgorszenia? W tym obszarze pojawiają się również różne reakcje. Niektórzy sądzą, że rozwiązaniem jest pewnego rodzaju sprzeciw wobec Kościoła. Jeśli Kościół zaczyna zmieniać swoją doktrynę, jeśli podąża za światem, to uchronienie wiary jest możliwe poprzez wypowiedzenie posłuszeństwa. I, niestety, możemy zaobserwować coraz częstsze głosy stwierdzające, że papież nie jest papieżem, że hierarchia sprzeniewierza się Chrystusowi, a więc należy ją porzucić; że najlepszym rozwiązaniem jest stworzenie bezpiecznej enklawy na marginesie Kościoła, która nie będzie utrzymywała z hierarchicznym Kościołem stosunku zależności posłuszeństwa.


Skrajnie odmienną postawą jest natomiast naiwne przekonanie, że skoro Kościołem kieruje Duch Święty, to kościelne zarządzenia zawsze i bezwzględnie są słuszne, nawet jeśli rodzą opór wielu wiernych (według takiej wizji papież posiada władzę nadrzędną wobec Kościoła i wszelka zmiana w Kościele jest słuszna, jeśli tylko jest zarządzeniem Stolicy Apostolskiej). Inni z kolei mówią, że owszem, niektóre posunięcia współczesnej hierarchii są błędne, ale nie musimy się tym przejmować, gdyż Bóg sobie poradzi z każdym kryzysem i właściwie nie z takimi kryzysami mieliśmy już do czynienia w historii, a jednak Duch Święty zawsze wyprowadzał Kościół Chrystusowy na proste drogi. Wszystkie te reakcje oczywiście nie są pozbawione pewnych właściwych podstaw, jednak wszystkie są błędne. W jaki sposób więc chrześcijanin powinien reagować na obecny zamęt i kryzys w Kościele?


Wszczepieni w Ciało Chrystusa


Dla zrozumienia kwestii tego kryzysu bardzo ważne jest zrozumienie samej istoty Kościoła. Jest on ­niewątpliwie Mistycznym Ciałem Chrystusa. Oznacza to, że między Kościołem a Chrystusem istnieje mistyczna i nierozerwalna więź. Z tego względu rzeczywiście jest on święty – i nie jest to jedynie postulat. Skąd zatem w Kościele pojawiają się zgorszenia?

Otóż, chociaż Kościół jest zjednoczony z Chrystusem i od Niego czerpie swoją świętość, to jednak nie jest z Nim absolutnie tożsamy. Chociaż jest Jego Mistycznym Ciałem, to zarazem jest instytucją i zgromadzeniem ludzkim. Sam Chrystus, kiedy mówił o zgorszeniach, stwierdzał, że one muszą przyjść. Kościół więc jest instytucją, bytem, który składa się z grzesznych ludzi, ale nie grzeszni ludzie są jego źródłem. W sensie teologicznym Kościół jest czymś więcej niż tylko zgromadzeniem ludzi wierzących. Posiada on tożsamość, która jest inna od tożsamości zbiorowości wiernych. Pismo Święte mówi, że Kościół jest osobą mistyczną, oblubienicą Baranka, która zjednoczyła się z Nim tak ściśle, że stanowią jedno Ciało – a konkretnie Mistyczne Ciało Chrystusa. Zatem tożsamość Kościoła nie zależy od ludzi i nie jest kształtowana przez ludzi. Człowiek poprzez chrzest staje się jego członkiem. Przez wszczepienie w Kościół mamy udział w życiu wyższym, przekraczającym nas. Będąc w Kościele, jesteśmy wszczepieni w Ciało Chrystusa, a zatem mamy udział w Jego życiu i Jego Boskiej tożsamości.


Grzech skutkiem sprzeniewierzenia się…


Przez Chrystusa w Kościele mamy udział w życiu Bożym. Jednak owo wszczepienie w życie Chrystusa nie pozbawia nas naszego indywidualnego życia naznaczonego piętnem grzechu pierworodnego. Grzeszny człowiek poprzez komunię z Kościołem ma dostęp do innego życia niż to naturalne, które jest naznaczone grzechem. Zatem poza Mistycznym Ciałem i bez Niego człowiek jest niejako skazany na swoje grzeszne życie. W Kościele ma dostęp do życia innego – nadprzyrodzonego. Jednakże wraz z włączeniem do Kościoła to pierwsze, grzeszne życie nie zanika, ale pojawia się obok niego inne – nadprzyrodzone. Dlatego mimo że człowiek ma w Kościele udział w życiu Bożym, to jednak może z niego nie korzystać i po prostu nadal grzeszyć. Może jednak również swoje życie naturalne poddawać tej nowej zasadzie, która przez Mistyczne Ciało jest mu dostępna – to znaczy może swoje życie naturalne podporządkowywać temu nadprzyrodzonemu – już nie według ciała, ale według Ducha.


Ta podwójna sytuacja sprawia, że każdy chrześcijanin jest dzieckiem Bożym, ale może jednocześnie sprzeniewierzyć się tej godności, gdyż Kościół nie pozbawia go wolnej woli. Jednakże oznacza to, że każdy akt cnoty i świętości płynie z tego, co daje nam Kościół. Każda świętość jest wynikiem realizowania tego życia, które jest nam udzielone przez Chrystusa w Kościele. Każdy grzech zaś jest wynikiem naszej inicjatywy, jest tym, co wynika ze sprzeniewierzenia się Kościołowi i życia według zasady naszej natury dotkniętej grzechem pierworodnym. Święci często właśnie z tego względu każde dobro w swoim życiu przypisywali Bogu, a każde zło przypisywali sobie. W takiej też perspektywie powinniśmy patrzeć na zgorszenia w Kościele.


Grzechy duchowieństwa, zarówno te powszednie, jak i te najcięższe nie są w sensie ścisłym grzechami Kościoła i nie świadczą o jego tożsamości. Każdy grzech jest skutkiem sprzeniewierzenia się Kościołowi. Niestety, w ludzkiej percepcji właśnie to, co nasze, jesteśmy skłonni przypisywać Kościołowi, natomiast dobro przypisujemy zazwyczaj sobie (co jest również przejawem grzechu pychy).


Reagować na zło


Zatem objawem niezrozumienia istoty Kościoła jest zarówno postawa, w której odchodzimy od Niego ze względu na grzechy księży, jak i postawa, w której pomimo rzekomych grzechów Kościoła trwamy w Nim, bo my jesteśmy szlachetni i naszą szlachetnością chcemy Kościół ubogacić, uzdrowić lub chociażby we wspólnocie Kościoła to nasze dobro realizować. Tymczasem jedynym słusznym powodem trwania w Kościele jest wiara w jego mistyczną więź z Chrystusem, pomimo faktu, że wielu wbrew tej więzi bardziej żyje nadal swoim grzechem.

Oczywiście owa jedność Kościoła z Chrystusem i względna odrębność członków Kościoła od Chrystusa nie powinna rodzić w nas obojętności wobec grzechów ludzi Kościoła. Ci, którzy są wszczepieni w Mistyczne Ciało Chrystusa, są zobowiązani do życia Jego życiem i Jego Duchem. Jeśli tego nie robią, powinni doświadczyć naszego braterskiego napomnienia. Jeżeli ono jednak nie odniesie skutku, to i jawnego sprzeciwu, gdyż swoim życiem zadają oni kłam pięknu Kościoła, a grzechami plamią jego nieskalane oblicze w oczach świata.


Depozyt wiary


Dokładnie ta sama zasada opisująca istotę Kościoła powinna być odniesiona w kwestii zamętu doktrynalnego. Kościół, będąc Mistycznym Ciałem Chrystusa, posiada strukturę hierarchiczną. Apostołowie i ich następcy otrzymali od Chrystusa władzę strzeżenia depozytu wiary, głoszenia tegoż depozytu i jego wyjaśniania. Wraz z tą władzą otrzymali charyzmaty i dary, które pozwalają im spełniać to zadanie. Z natury bowiem żaden człowiek nie jest zdolny do autorytarnego definiowania czy określania prawdy. Prawda Objawiona została nam przekazana z góry. My jej ani nie wymyśliliśmy, ani nawet sami jej nie odkryliśmy. Ona została nam przekazana, gdyż prawda Boża jest wyższa od nas. Zatem jest ona względem nas niezależna. Mamy w niej udział, ale nie możemy jej tworzyć. Biskupi z papieżem na czele mają obowiązek jej strzeżenia i wyjaśniania – a są do tego zdolni ze względu na namaszczenie Duchem, które otrzymali wraz ze święceniami episkopatu. Dar Ducha dla strzeżenia depozytu nie jest jednak czymś działającym automatycznie. Sytuacja ma się tutaj analogicznie jak powyżej. Tak jak chrześcijanin ma przystęp do życia Bożego pozwalającego zwyciężyć grzech, co nie oznacza, że automatycznie staje się bezgrzeszny, tak pasterze Kościoła posiadają dar autentycznej interpretacji Objawienia, co nie sprawia, że nie mogą popełnić błędu. Jeśli w sprawowaniu swojego urzędu nie będą wierni Chrystusowi, nie będą podporządkowani Kościołowi i nie będą uważali siebie za sługi Kościoła, lecz będą realizowali własne pomysły i aspiracje traktując Kościół jako podrzędną im własność, to niechybnie pobłądzą. Nie będą bowiem zarządzali Kościołem według danego im charyzmatu, lecz według własnych upodobań. Zatem, chociaż Kościół jest nieomylny, a ta nieomylność realizuje się w konkretnych charyzmatach nieomylności papieża i kolegium biskupów, to jednak nie stanowi to bezwzględnego zabezpieczania przed błędem w zwyczajnym nauczaniu naszych pasterzy. Z tego względu od początku istnienia Kościoła herezje się pojawiały i Kościół musiał z nimi walczyć.


Kościół depozytariuszem Objawienia


Czy zatem Kościół może pobłądzić tak, że jedynym wyjściem będzie odrzucenie jego struktur i założenie małej wiernej wspólnoty poza jego granicami? Otóż nie. Chociaż pasterze Kościoła nie są bezwzględnie chronieni przed błędem, a nawet sam papież pomimo charyzmatu niemylności nie jest przed błędem strzeżony w swoim zwyczajnym czy prywatnym nauczaniu, to jednak Kościół jako całość otrzymał taką gwarancję od samego Chrystusa. Zatem nie jest możliwe, by Kościół jako całość zbłądził. Nie jest możliwe, by Objawienie przetrwało poza Kościołem, gdyż to Kościół jest jego depozytariuszem. Nie oznacza to oczywiście, że w swojej większości na pewno nie pobłądzi. Tutaj nie działa statystyka, arytmetyka czy zasada demokratyczna. Mamy gwarancję, że w łonie struktury Kościoła zostanie zachowany nienaruszony depozyt. Nie mamy gwarancji co do żadnego konkretnego chrześcijanina czy biskupa, lecz co do Kościoła – co oznacza, że na pewno pozostanie na świecie do końca czasów jakaś wspólnota zachowująca i realizująca wszystkie przymioty i właściwości Kościoła powszechnego (łącznie ze strukturą sakramentalną i hierarchiczną) która pozostanie wierna Objawieniu Bożemu.


Czy to z kolei powinno nas uspokajać tak, że w sposób beztroski przestaniemy reagować na błędy i zgorszenia? Również nie. W Kościele bowiem działa Duch Święty, który jest duszą Kościoła i gwarantem jego wierności. Jednak ten Duch działa w nas i wymaga naszej współpracy.


W historii Kościoła widzieliśmy różne błędy, zgorszenia i zawirowania. I rzeczywiście, zawsze Kościół wychodził z tych zmagań zwycięską ręką. Jednak nigdy to się nie działo bez heroicznego zaangażowania świętych, którzy z miłości do Kościoła walczyli o jego czystość i dla których pojawiające się błędy nigdy nie były czymś obojętnym.


Prawdziwa miłość do Kościoła


Zatem błędy w Kościele mogą się pojawiać. Nie są one chciane przez Boga, ale są dopuszczone przez Niego ze względu na uszanowanie naszej wolności. Bóg daje nam bezwzględny i bezcenny dar nadprzyrodzonego życia, lecz nas do niego nie przymusza. Gwarantuje jednak, że zawsze do tego daru będziemy mieli przystęp i żadna moc piekielna nie będzie potrafiła tego daru zniszczyć, tak by przestał on być dla ludzi dostępny. Wiemy, że ten dar będzie zawsze dostępny w Kościele, a nigdy poza Nim. Zatem czasy zamętu szczególnie powinny nas pobudzać do wierności Kościołowi, do czujności i braterskiego napomnienia. Nigdy nie powinny w nas budzić zwątpienia w sam Kościół, lecz powinny być dla nas okazją ku jeszcze większemu zaangażowaniu w życie Kościoła i w życie nadprzyrodzone. Czasy zamętu niejako wymuszają w nas postawę wiary aktywnej. Tutaj nie można być biernym, ale należy miłość do Chrystusa, Jego Prawdy i Kościoła uczynić czymś aktywnym. Miłość nadprzyrodzona do Kościoła bardziej niż kiedykolwiek właśnie w czasach zamętu musi być prawdziwą treścią naszego życia.



NAJNOWSZE WYDANIE:
Uczmy i wychowujmy po katolicku!
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
W odwiedzinach u Fatimskiej Pani
Roman Motoła

Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.

 

Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.


Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?


Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…

Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.


Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.


Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.


W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.

Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.


Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.


Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.


Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.


Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.

Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowni Państwo!

Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!

Anna ze Zgierza

 

 

Szczęść Boże!

Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.

Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.

Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.

Wdzięczna Czytelniczka

Krystyna z Pruszkowa

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!

Barbara

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Danuta z Krakowa

 

 

Szanowni Państwo!

Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,

Maria

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.

Janina z Włocławka

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.

A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.

Z Panem Bogiem!

Genowefa