
Wyjątkowa historia Polski oraz jej położenie na pograniczu kilku kultur zaowocowały niezwykłą mnogością i bogactwem lokalnych tradycji w naszym kraju. Tą przestrzenią, w której uwidaczniają się one najwyraźniej, jest oczywiście religia, a zwłaszcza obchodzenie największych świąt. Szczególnej obfitości miejscowych zwyczajów bożonarodzeniowych mogliśmy doświadczyć na Kresach, wielokulturowych obszarach położonych na wschód od Buga, które przed 1945 rokiem wchodziły w skład państwa polskiego.
Rozważania nad kresowymi zwyczajami świątecznymi trzeba zacząć od przypomnienia podstawowych informacji o mieszkańcach tych ziem. Ludność Kresów składała się z dwóch głównych grup: rdzennych mieszkańców, czyli Białorusinów i Rusinów (Ukraińców), którzy byli przeważnie wiernymi Kościołów wschodnich, oraz ziemiaństwa i schłopiałych potomków polskiej szlachty zagrodowej, w zdecydowanej większości rzymskich katolików. Kościoły wschodnie do dzisiaj stosują w liturgii kalendarz juliański, „spóźniony” wobec kalendarza gregoriańskiego, używanego w Kościele łacińskim, o 13 dni. Dlatego greckokatolickie Boże Narodzenie jest obchodzone 7 stycznia, a Święto Objawienia Pańskiego 19 stycznia. Powtarzając stare porzekadło, w przedwojennym Lwowie święta trwały miesiąc.
Współistnienie niemal w każdej kresowej miejscowości dwóch wspólnot wyznaniowych zaowocowało praktykowanym przez czterysta lat zwyczajem obchodzenia świąt razem, w obu obrządkach. Najpierw w grudniu grekokatolicy przychodzili świętować Narodzenie Pańskie z Polakami, a w styczniu rzymscy katolicy z tej samej okazji odwiedzali Rusinów. Można więc powiedzieć, że na Kresach Pan Jezus „rodził się” zawsze dwa razy.
Kresowy cykl świąteczny zaczynał się 24 grudnia od rzymskokatolickiej wigilii. Rankiem cała rodzina zabierała się za ubieranie choinki, przyniesionej przez mężczyzn z lasu lub miejskiego targu. Choć zwyczaj przystrajania świątecznego drzewka pojawił się na ziemiach polskich dopiero po rozbiorach Rzeczypospolitej, przyjął się bardzo dobrze i stał się szybko rozpoznawalny we wszystkich regionach. W miastach dominowały szklane bombki, łańcuchy i świeczki, natomiast na wsi, gdzie niezamożni chłopi nie mogli sobie pozwolić na takie zbytki, zwykle zawieszano na gałęziach własnoręcznie wystrugane, drewniane ozdoby oraz jabłka, orzechy i zasuszone śliwki zawinięte w papier.
Kobiety przez większość dnia zajmowały się przygotowywaniem strawy na wspólną wieczerzę. Tradycją przestrzeganą na Kresach bezwzględnie była ilość potraw – dwanaście, jak Apostołów. Gospodyni wraz z córkami i synowymi miała więc pełne ręce roboty. Trzeba było też nakryć do stołu. Pod białym obrusem obowiązkowo musiało się znaleźć siano, ale nie tylko symbolicznie! Dosłownie cały stół zostawał pokryty cienką warstwą siana, a niekiedy jeszcze po obrusie rozsypywano ziarna pszenicy. W południowej części Kresów, czyli Galicji, sianem wyściełano również podłogę w pomieszczeniu, w którym spożywano wieczerzę wigilijną.
Na wsi przygotowywano jeszcze specjalny zbożowy snopek, znany jako diduch. To stara ruska tradycja wywodząca się jeszcze z czasów przedchrześcijańskich, później „ochrzczona” przez Kościół i przyswojona przez Polaków-Kresowiaków. Diduch to wyjątkowy bukiet z kłosów różnych gatunków zbóż, pierwocin żniw, często przystrajany jeszcze zasuszonymi kwiatami, i jeśli takowe były pod ręką, kolorowymi wstążkami. Diducha stawiano w sieni, blisko drzwi, aby strzegł wejścia do domu przed czortami, biesami i czadami, czyli złymi duchami. Trzymano go tam aż do święta Trzech Króli, a potem uroczyście palono.
Wieczerzę wigilijną Kresowiacy rozpoczynali wspólną modlitwą wszystkich domowników przed obrazem lub ikoną, która stała w specjalnym miejscu domu – w tzw. czerwonym kącie. Był to narożnik chaty położony najdalej od pieca, dzięki czemu docierało tam najmniej dymu i brudu. Tam, gdzie tradycja ruska najbardziej stopiła się z polską, półkę pod ikoną wyściełano rusznykiem, czyli specjalnym, wyszywanym czerwoną muliną kawałkiem płótna. Po modlitwie najmłodszy mężczyzna w domu czytał fragment Ewangelii wg św. Mateusza dotyczący Objawienia Pańskiego i narodzin Jezusa Chrystusa.
Wtedy następowało dzielenie się opłatkiem i składanie sobie życzeń. W północnej części województwa lwowskiego praktykowano przy tym jeszcze jeden dodatkowy zwyczaj – oderwane kawałki opłatka maczano w miodzie i dopiero wtedy spożywano. Natomiast na terenach z przewagą ludności bojkowskiej (dawne województwo krośnieńskie) po opłatku każdy z domowników musiał zjeść przynajmniej jeden ząbek czosnku, nurzając go w soli i mówiąc: Nie łup mnie do gołego, a ja cię obronię od wszelkiego złego! Dla trawienia czosnek przegryzano śledziem z miękką bułką, czyli chałką.
Nie trzeba chyba wspominać, że wybór potraw wigilijnych był olbrzymi i menu różniło się często nawet w sąsiednich wsiach. Oto klasyczny zestaw dań na rodzinną wieczerzę spożywany w okolicach Sokala: ryba z zaliwką; barszcz ukraiński; gołąbki z ryżem i marchewką; kasza z grzybami; pampuszki; kołacze; sałatka z ogórków, kapusty i cebuli; bliny; faszerowane buraki; wędzone jabłka i śliwki; pierogi z kapustą oraz kutia. Wszystko to popijano tradycyjnym, ukraińskim kompotem z suszonych owoców, nazywanym różnie w zależności od regionu: uzwarem albo juszką (w niektórych powiatach juszka to zupa z jajkiem i ziemniakami – jak to na Kresach, jedno słowo, a wiele znaczeń!). O każdym z wymienionych dań można by napisać wiele, lecz warta szczególnej uwagi jest kutia – oryginalnie kresowa potrawa, słodkie połączenie maku, miodu, kaszy i zmielonych ziaren zbóż. Do dzisiaj jest spożywana na wigilię w katolickich domach na Podkarpaciu, ale dopiero w ostatnich latach zaczyna być odkrywana przez mieszkańców centralnej Polski!
Po kolacji przychodził czas na rodzinne kolędowanie, a przed północą następowało procesyjne wyjście na Mszę Pasterską. W drodze do kościoła dołączali do Polaków Rusini.
Dzień Bożego Narodzenia spędzano na rodzinnych spotkaniach, rozmowach i kolędowaniu. Do tego ostatniego Kresowiacy mieli szczególną pasję. Wystarczy powiedzieć, że najwięksi polscy twórcy kolęd: Franciszek Karpiński (autor Bóg się rodzi) i Mikołaj Sęp-Szarzyński pochodzili z Kresów. Polacy śpiewali także tradycyjne białoruskie i ukraińskie kolędy, np. Dobryj weczir tobi czy Nowa radist’ stała, która ostatnio zaczyna wkraczać do kościołów w polskim przekładzie. Wielką popularnością cieszyły się także świąteczne szczedriwki – krótkie przyśpiewki złożone z kilku zdań powtarzanych do prostej melodii.
Z kolędą na ustach chodzili po miastach i wsiach kolędnicy. Ten zwyczaj był wyjątkowo bogato praktykowany na Kresach, bo łączono tam śpiew z elementami teatru ludowego. Najpierw do izby wpadał chłopak przebrany za diabła (wysmarowany węglem, z czerwonymi różkami na głowie), który próbował „porwać” dzieci z domu. Szybko jednak nadchodził aniołek, odgrywany zwykle przez młodą dziewczynę, przed którym czart drżał ze strachu i uciekał z chaty. Wtedy wchodzili Józef i Maryja z Dzieciątkiem na rękach (zwykle „odgrywała je” lalka, żeby nie narażać dziecka na przebywanie wiele godzin na mrozie), po czym kolędnicy wykonywali wybraną kolędę. Za swoją posługę dostawali owoce i słodycze, rzadziej pieniądze. Polaków odwiedzali 25 grudnia również greckokatoliccy kolędnicy, których odróżniała Gwiazda Betlejemska – duża, widoczna z daleka i bogato zdobiona, występująca w wielu wariantach w zależności od regionu. Rusini przychodzili ubrani w wyszywanki (inna nazwa: soroczki), bardzo charakterystyczne, odświętne koszule wyszywane haftem krzyżykowym i zwieńczone pomponami, ubierane tylko kilka razy w roku z okazji największych uroczystości religijnych, rodzinnych i dożynkowych.
Dwa tygodnie później sytuacja się odwracała – Polacy odwiedzali z teatrzykiem i kolędą Rusinów. Tym razem jednak aktorów było o trzech więcej, albowiem pojawili się już Trzej Królowie. To unikalne dla polskiej tradycji święto zbiega się z greckokatolicką wigilią. W kresowych kościołach po Mszy Świętej wystawiano tego dnia specjalne przedstawienia z udziałem starszej młodzieży męskiej jako odtwórców roli pierwszych monarchów, którzy pokłonili się Jezusowi. Po wieczornym nabożeństwie „trzeciokrólowym”, o północy Polacy udawali się do cerkwi, by tam w trwającej prawie trzy godziny, wyjątkowo uroczystej liturgii unickiej świętować razem z ukraińskimi sąsiadami Boże Narodzenie.
Świąteczny cykl kończyło greckokatolickie święto Objawienia Pańskiego, znane jako Jordan, obchodzone 19 stycznia. W tradycji ukraińskiej nie używa się nazwy „Trzej Królowie”, natomiast bardziej podkreśla się wymiar pokutny postawy Kacpra, Melchiora i Baltazara. Grekokatolicy udają się wtedy na obrzęd święcenia wody, który dawniej odbywał się zwykle nad okoliczną rzeką lub jeziorem. W lodzie wycinano otwór w kształcie krzyża, w którym najbardziej gorliwi wierni zanurzali się trzykrotnie w lodowatej wodzie i czynili tyleż razy znak krzyża. Ten ofiarny gest oraz zewnętrzną oznakę przynależności do Zbawiciela czynili też niektórzy Polacy, zwłaszcza pochodzący z rodzin mieszanych.
Wszystkie opisane zwyczaje i praktyki religijne pochodzą ze świata, którego już nie ma. Po zmianie polskich granic w 1945 roku przesiedleńcy z Kresów zanieśli swoje tradycje na Ziemie Odzyskane. Najsilniej przy kresowych obrzędach trwa dzisiejsza wschodnia Polska. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby te piękne zwyczaje świąteczne zakorzenić we wszystkich regionach naszego kraju. To zadanie spoczywa zwłaszcza na potomkach Kresowiaków, aby zakładając swoje rodziny, nie zapominali o korzeniach, z których wyrastają. Niemniej przyłączyć się do nich mogą wszyscy Polacy…
Marcin Więckowski
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa