
Szatan nienawidzi wszystkiego, co jest święte. Pismo Święte nazywa go przeciwnikiem Boga, nieprzyjacielem rodzaju ludzkiego i ojcem kłamstwa. Nie powinno więc dziwić, że szczególnie nienawidzi on Święta, które jest wejściem Boga w historię świata – narodzeniem Syna Bożego w ludzkim ciele, co jest aktem ewidentnego rozpoczęcia procesu poddawania na powrót pod Boże panowanie świata, który przez grzech oderwał się od Niego.
W przestrzeni publicznej od lat dostrzegamy działanie tegoż pierwiastka zła, który na różne sposoby próbuje wyprzeć bądź samą uroczystość, bądź też usiłuje ją zeświecczyć albo skompromitować. Tak więc mamy próby odarcia Bożego Narodzenia ze sfery sacrum, które w najbardziej ewidentnych przypadkach sprowadzają się do próby przemianowania go na świeckie „święta zimowe”. Padają przy tym argumenty, iż święta te są spuścizną kulturową wszystkich, nawet tych, którzy nie deklarują wiary katolickiej.
W bardziej „miękkiej” wersji owa walka ze świętą treścią świąt sprowadza się do nachalnego „zmarketingowania” ich, usiłując uczynić święty czas czasem konsumpcji. Jeszcze inną formą owej walki, której również nie powinniśmy bagatelizować, jest banalizacja świąt chociażby poprzez zmianę estetyki: wszystkie infantylne i wyzbyte z sacrum obrazy naiwnych szopek i Świętej Rodziny, bez krzty smaku i poczucia świętości, również wpływają na kształtowanie wrażliwości wiernych. Szczególnym, chociaż nie bezpośrednim narzędziem tej walki jest także nasilające się coraz bardziej znieważanie Najświętszej Maryi Panny, która jest przecież narzędziem tego Boskiego cudu Wcielenia.
Nienawiść do Boga i człowieka
Uzasadnione jest zatem pytanie, dlaczego szatan, przeciwnik Boga, tak bardzo upodobał sobie profanowanie właśnie tych świąt? Żeby to zrozumieć musimy zastanowić się, jaki był powód buntu pierwszego z aniołów.
Pismo Święte i Tradycja pouczają nas, że u podstawy buntu szatana stała jego pycha. Zazwyczaj tę pychę kojarzymy z jego pragnieniem, żeby samemu zająć miejsce Boga, żeby stać się takim jak On – samoistnie błyszczącym najwyższą chwałą. Takie tłumaczenie jednak wszystkiego nie wyjaśnia. Nie odpowiada na pytanie, dlaczego w tej istocie, stworzonej przecież przez dobrego Boga, taka iskra się pojawiła. Otóż, Tradycja tłumaczy także powody pychy diabła. Nie była nią zwykła uzurpacja, ale jak tłumaczą Ojcowie Kościoła, początkiem nienawiści szatana było szczególne ukochanie przez Boga człowieka. Człowiek jest szczególnie przez Boga ukochany, jest stworzony na Jego obraz i podobieństwo. Aniołowie zaś, chociaż co do natury są bytami wyższymi i doskonalszymi, zostali stworzeni po to, aby służyć Bogu i człowiekowi. Tego „złamania” naturalniej hierarchii diabeł nie potrafił znieść.
Bezpośrednim źródłem buntu było zatem wyniesienie człowieka do niezwykłej godności dziecka Bożego – wyniesieniem go ponad godność aniołów. Bunt szatana i jego próba zniszczenia człowieka miała zatem dowieść kruchości planu Boga i miała obnażać niesprawiedliwość Bożych wyroków.
Tymczasem grzech przez Boga został odkupiony, przez co Jego pierwotny zamysł został przywrócony, właśnie przez Wcielenie. Bóg stał się człowiekiem. Bóg przyjął ludzkie ciało. Bóg wszedł w czas i przestrzeń, wszedł w materię, czego zbuntowana istota duchowa nie może po prostu znieść. W tym buncie przeciwko Bożemu Narodzeniu chodzi zatem o nienawiść do Boga, który ukochał i zjednoczył się z człowiekiem. Nienawiść szatana tym samym skierowana jest nie tylko przeciwko Bogu, ale też przeciwko cielesnemu człowiekowi.
Atak na cielesność
Nie powinno zatem nas dziwić, że na przestrzeni historii Kościoła ciało wydaje się szczególnie znienawidzone przez szatana. On, który jest źródłem wszelkich herezji, szczególnie właśnie w ciało próbował uderzyć. Czy to przez herezję doketyzmu, która głosiła, że Syn Boży nie przyjął realnego ciała ludzkiego, a jedynie ciało pozorne. Czy też przez arianizm, który twierdził, że Jezus nie był prawdziwym Bogiem, a jedynie „bogiem stworzonym”, ustanowionym przez Ojca poprzez obdarowanie łaską, a nie przez samą naturę Syna Bożego. Czy w końcu przez gnozę w różnych jej odmianach, która wprost głosiła wiarę duchową, ezoteryczną, gardzącą tym, co cielesne i materialne.
Natomiast w obecnych czasach widzimy jak cielesność jest szczególnie upokarzana, i to w sposób bardzo perfidny i zakłamany. Oto pod szyldem „wyzwolenia ciała” i „rewolucji seksualnej” z ciała czyni się narzędzie nierządu i upokorzenia człowieka. Z ciała czyni się źródło i szczyt wszelkiego „szczęścia”, jednakże skutkiem tego pozornego wyniesienia nie jest nic innego, jak sprowadzenie człowieka do poziomu bezrozumnego zwierzęcia, które całkowicie podporządkowane jest swoim ¬instynktom.
Wszystko poddać Bogu!
Owa nienawiść do ciała i cielesności oczywiście na samym ciele się nie zatrzymuje. Wcielenie było aktem nie tylko zjednoczenia natury ludzkiej z naturą Boską, ale było wejściem Boga w świat materialny. Bóg przez Wcielenie odzyskuje utracony świat stworzony. Wszystko, co stworzone, w chrześcijaństwie zostaje przywrócone i podporządkowane Bogu. Z tego też względu chrześcijaństwo nie może być religią jedynie ducha. Nie może być tak, jakby to niektórzy chcieli, żeby wiara dotykała jedynie wnętrza, serca, i nie emanowała na przestrzeń kultury. Znakiem szczególnym chrześcijaństwa jest właśnie to, że udzielony człowiekowi w sakramentach Duch Święty rozlewa się na wszelkie przestrzenie ludzkiego życia. Chrześcijaństwo w swojej istocie ma zakodowane tworzenie kultury chrześcijańskiej. Doktryna chrześcijańska nie jest ideą, jakimś mentalnym konstruktem, który ma wlewać ciepło w ludzkie serca, ale ta doktryna swój początek bierze w fakcie rzeczywistego wejścia Boga w przestrzeń ludzkiego życia. Słowo stało się ciałem i to samo Słowo nadal staje się nie tylko uczuciem serc wierzących, ale staje się tkanką ludzkiej przestrzeni życia. Nie powinna zatem nas dziwić ogromna kulturotwórcza moc Kościoła.
Z natury doktryny katolickiej wynika, że chrześcijaństwo powinno porządkować otaczający nas świat. I na przykład w średniowieczu faktycznie każdy aspekt ludzkiego życia był przekształcony pod dyktando ducha katolickiego: czy to był ustrój społeczny, czy prawodawstwo, czy sztuka, literatura, czy pedagogika, czy jakakolwiek inna sfera ludzkiego życia. Wszystko miało i ma być poddane pod dyktando Boga i miało być odzwierciedleniem Jego zamysłu. Czy zatem dziwne jest to, że szatan w pierwszym rzędzie uderza w samą uroczystość Bożego Narodzenia, próbując jej nadać ton tylko i wyłącznie ludzki? Że próbuje odrzeć ją z pierwiastka duchowego lub ten pierwiastek strywializować? Jeśli przecież uwierzymy, że Wcielenie było tylko arbitralnym aktem, który nie ustala zasady katolickiej, lecz który zaledwie możemy czcić pobożnym wspomnieniem, to rzeczywiście skutek Wcielenia, jakim ma być poddanie wszystkiego Bogu, zostanie zniweczony. Wcielenie tymczasem, owszem, było aktem historycznym i realnym, ale jest też aktem ustanawiającym i wyznaczającym dynamikę i istotę samego chrześcijaństwa.
Walka o kulturę
W tej walce zatem chodzi nie tylko o walkę z cielesnością i nie tylko o walkę z sakralnym charakterem katolickich obrzędów. Tutaj chodzi również o kulturę. I w tym kontekście także zupełnie niezrozumiałe i niezgodne z podstawowym dogmatem chrześcijańskim są marzenia tych, którzy chcieliby chrześcijaństwa „czystego”, wyzbytego z kultury. A takie pragnienie przecież dzisiaj wielu katolików podziela i wielu kapłanów promuje. Jak często przecież możemy spotkać „proroków nowego chrześcijaństwa”, zdystansowanego wobec kultury. Kapłanów, którzy wprost mówią, że jeśli jesteśmy uczniami Chrystusa, to nie możemy być „wojownikami kulturowymi”. Kapłanów, którzy pragną zatopić się w swojej zamkniętej duchowości, której najwyższym aktem jest kontemplacja słodkich poruszeń własnego serca. Kapłanów twierdzących, że nie interesuje ich przemiana świata, lecz jedynie przemiana ludzkich serc… Mając jednak na uwadze znaczenie Wcielenia, to, czego Bóg we Wcieleniu dokonał, oraz fakt, że Kościół w swojej naturze także posiada strukturę Bosko-ludzką, duchowo-cielesną i że powołany został do tego, by Zbawienie dane nam w Chrystusie rozsiewać aż po krańce świata, wszelkie marzenia o chrześcijaństwie duchowym jawią się jako pomysły iście szatańskie – podstępne, niezgodne z duchem katolicyzmu, a jednak podane w atrakcyjnej formie, która imituje i podszywa się pod Ducha Prawdy.
Wcielenie fundamentem
Ci, którzy pragną chrześcijaństwa czystego, duchowego (coraz częściej, słyszy się w takich sytuacjach błędnie rozumiany argument o kulcie w Duchu i Prawdzie!), chcą w pewien sposób Boga wyłącznie duchowego, wirtualnego, Boga-ideę, Boga, który się nie wcielił. Tylko że takie chrześcijaństwo nie jest już chrześcijaństwem, bo Wcielenie jest początkiem i fundamentem katolicyzmu.
O. Jan Strumiłowski OCist
Pamiętajmy jednak, że cierpieć dla Chrystusa, to nie tylko przelać za niego krew, ale również zaprzeć się siebie i poświęcić swoje życie dla służby Bogu i bliźniemu. To dokładne i z miłością wykonywanie obowiązków, zwłaszcza tych przykrych; to pokorne przyjmowanie wszelkich osobistych dramatów, trudów i przeciwności – tak jak nas tego nauczył nasz Pan: Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!
Pani Renata należy do parafii pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Suchej Beskidzkiej. Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi wspiera już od 2005 roku, a w 2013 roku przystąpiła do Apostolatu Fatimy.
Pani Renata urodziła się w Poznaniu, skąd po kilku latach wraz z rodzicami wyjechała do Opola, gdzie jej tata pracował jako zawiadowca stacji kolejowej. W Opolu spędziła lata szkoły podstawowej i średniej. Po ukończeniu edukacji wyszła za mąż i zamieszkała w Sosnowcu. – Tam było wówczas ciężkie powietrze przy kopalniach i nasz syn zachorował na astmę. Wtedy mąż dostał przeniesienie służbowe z pracy właśnie do Suchej Beskidzkiej i tu przywędrowaliśmy, gdy syn miał dwa latka. Tak że mieszkamy tutaj już od 50 lat – opowiada.
Stowarzyszenie i Apostolat
– O istnieniu Stowarzyszenia dowiedziałam się chyba, jeśli się nie mylę, w 2005 roku. Właśnie gdzieś wyczytałam, być może, że to była ulotka albo coś takiego, i się zapisałam, a po pewnym czasie przystąpiłam do Apostolatu Fatimy.
– Lubię te wszystkie wizerunki Matki Bożej, jakie mam w kalendarzu „365 dni z Maryją”, który otrzymuję ze Stowarzyszenia. Zresztą kalendarz zamawiam też dla rodziny i dla koleżanki. Z kolei „Przymierze z Maryją” zbieram, a jak jest jakiś artykuł, który może zainteresować moją przyjaciółkę, to jej zanoszę. Mnie najbardziej ciekawią świadectwa Apostołów Fatimy.
Jest ktoś, kto nad nami czuwa
– Myślę, że warto wierzyć, warto modlić się na różańcu, bo zawsze Ktoś jednak nad nami czuwa, tam gdzieś z góry i te modlitwy prędzej czy później zawsze zostają wysłuchane. Staram się odmawiać Różaniec codziennie, a poza tym bardzo lubię śpiewać pieśni Maryjne.
– W swojej parafii chodzę od niedawna na nabożeństwo do św. Charbela, a 22 dnia każdego miesiąca jeżdżę z koleżanką do Sanktuarium Matki Bożej Opiekunki i Królowej Rodzin w Makowie Podhalańskim na nabożeństwo do św. Rity. Święta Rita pomogła mi w pewnej sprawie. Jeździłam co miesiąc przez rok i po prostu ta moja prośba została wysłuchana.
Pani Renata darzy zaufaniem i szacunkiem osoby duchowne, co wynika między innymi z jej osobistego doświadczenia: – Gdy miałam trudny okres w życiu, udałam się do jednego z naszych księży i on bardzo mi pomógł – wspomina.
– Kiedyś byłam nad morzem, w Kołobrzegu. Tam jest zupełnie inaczej. Nie ma takich pełnych kościołów jak w Suchej – zauważa różnice w pobożności różnych regionów Polski. – To rodzice wychowali mnie w takiej, a nie innej wierze. Pamiętam, jak mama nas budziła rano i na szóstą chodziliśmy na Roraty. Wspólnie udawaliśmy się też na majówki.
Miłośniczka pielgrzymek autokarowych
– Teraz ze względów zdrowotnych nie mogę dużo chodzić, ale za to chętnie jeżdżę na pielgrzymki autokarowe. Zawsze raz w roku jadę ze swojej parafii na całonocne czuwanie do Matki Bożej, do Częstochowy. Z parafii towarzyszą nam dwaj, czasem trzej księża; jadą trzy, a nawet cztery autobusy. Wszystko zaczyna się o dziewiątej wieczorem i trwa do piątej rano. Specjalnie dla nas jest przygotowane miejsce blisko ołtarza, gdzie śpiewamy pieśni, modlimy się i odprawiana jest Msza. Towarzyszy nam nasza parafialna schola. Czasami do naszej modlitwy dołączają się również inne grupy – opowiada pani Renata.
Dużo bliżej miejsca zamieszkania pani Renaty znajduje się Sanktuarium Pasyjno-Maryjne w Kalwarii Zebrzydowskiej. – Do Kalwarii jeżdżę z rodziną. Zwłaszcza w okresie bożonarodzeniowym, jak jest tam taka piękna, żywa szopka ze zwierzętami. Ostatnio zabrałam ze sobą prawnuczkę, żeby jej to pokazać.
– Jak tylko mam okazję, to jeżdżę z przyjaciółką do Lichenia, do sanktuarium Matki Bożej. W Licheniu jest przepięknie. Wyjazd trwa dwa dni i organizuje go prywatna osoba z sąsiedniej Białki.
– W 2000 roku, który był Rokiem Jubileuszowym, byłam w Rzymie, żeby przejść przez wszystkie Drzwi Święte – wspomina pani Renata. I dodaje: – Byłam też w Ziemi Świętej, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jednak być tam na miejscu i widzieć jak ludzie są chrzczeni w Jordanie, czy być pod ścianą płaczu, to jest coś niesamowitego.
Oprac. Janusz Komenda
Szczęść Boże!
Cieszę się z każdej kampanii przeprowadzanej przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi. Myślę, że spotkania z wykładami dotyczącymi historii Polski pomogłyby wielu osobom, szczególnie młodym, zapoznać się z naszymi historycznymi dziejami. Życzę powodzenia w realizacji Waszej misji!
Ewa z Warszawy
Szanowni Państwo!
Uczestniczyć w Waszych kampaniach to tak, jakby komuś spadającemu podać rękę i zatrzymać go. Wasza działalność jest potrzebna wszystkim. Dlatego z radością pragnę udzielać Wam wsparcia!
Janina
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Ogromnie się cieszę, że Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi podjęło się opublikowania książki pt. „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski”. Ta książka jest mi ogromnie bliska, ponieważ w niej zawarte są bardzo ważne chwytające za serce przekazy dotyczące przyszłości Polski – naszej Ojczyzny. Narodowi jest to bardzo potrzebne. To święta prawda, że jest to głośne wołanie o przebudzenie Polaków oraz refleksję nad przyszłością naszego kraju i całego świata. Skoro w taki sposób wyrażają Państwo swoje przywiązanie do naszej Ojczyzny, to jakże ja bym miała nie poprzeć tej inicjatywy? Przepięknie wybrzmiały te słowa Pana Prezesa prosto z serca. Serdecznie dziękuję za te budujące szczere słowa oraz za pakiet zawierający broszurę, a także piękny poświęcony przez kapłana obrazek z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej – naszej Hetmanki! Przesyłam pozdrowienia całemu Zespołowi Redaktorskiemu, który włożył tyle trudu w przygotowanie tej książki. Kieruję również pozdrowienia dla obecnych i przyszłych czytelników. Książka ta jest dla mnie bardzo pouczająca. I jestem przekonana, że dla katolików będzie jak balsam na zranione serce. Wierzę, że rozejdzie się, jak przysłowiowe „świeże bułeczki”. Pod warunkiem jednak, że trafi na prawdziwych katolików, a nie takich, którzy tylko takich udają – czyli „farbowańców”. Prawdziwy katolik jest gotowy poświęcić nawet życie dla swojej katolickiej Ojczyzny. Kończąc ten list życzę Panu Prezesowi i całemu Stowarzyszeniu powodzenia w tej jakże potrzebnej i wartościowej kampanii. Szczęść Wam Boże!
Apostołka Fatimy Janina z Łukowa
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Jestem wdzięczna za to, co robicie dla wszystkich Polaków. Dzięki Waszym kampaniom rośnie świadomość ludzi i ich refleksja nad swoim życiem, pogłębia się też wiara w Pana Boga. Dlatego wspieram Wasze akcje. Szczęść Boże!
Małgorzata z Zielonej Góry
Szczęść Boże!
Bogu dzięki, że jest Stowarzyszenie, które dba o dobro Polaków i Polski. Dziękuję osobiście i cieszę się, że jestem Waszym Przyjacielem.
Jan z Ustronia
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Zdecydowałem się być odbiorcą Waszego czasopisma Maryjnego. Muszę przyznać, że jest w nim wiele tekstów bardzo pożytecznych i mocno złączonych z tradycją Kościoła Katolickiego. Dla kapłana także jest wiele materiałów ubogacających. Piszę ten list, bo w 146. numerze „Przymierza z Maryją” (dział Strony Maryjne) na końcu pisma w ramach Sanktuariów Maryjnych został opublikowany tekst o Matce Bożej Skoszewskiej z mojego dekanatu brzezińskiego. Bardzo się ucieszyłem z publikacji tego artykułu. Serdecznie pozdrawiam całą Redakcję, życząc błogosławieństwa Bożego.
Ks. Krzysztof
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję za to, że od roku 2018 miałam możliwość i zaszczyt uczestniczenia w Apostolacie Fatimy. Bardzo dziękuję za życzenia urodzinowe, za kalendarze, za wszelkie przesyłki i za Wasze wartościowe pisma. Dziękuję także za miłe i krzepiące słowa. Za Was wszystkich gorąco się modlę. Życzę błogosławieństwa Bożego i opieki Matuchny Fatimskiej. Bóg Wam zapłać!
Elżbieta
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się moim świadectwem dotyczącym łask, jakie nasza kochana Matka Maryja wyjednała dla mojej cioci u swojego Syna. Moja ciocia cierpi na depresję. Lekarze nie potrafili jej pomóc, choroba trzymała ją w swoim uścisku bardzo mocno. Wtem przypomniałem sobie, że jest modlitwa „nie do odparcia”, czyli Nowenna Pompejańska. Chwyciłem się więc tej nowenny jako ostatniej deski ratunku, gdyż bardzo chciałem pomóc cioci. Zacząłem się modlić mając nadzieję na pomoc. Gdy kończyłem część dziękczynną, nie było żadnych rezultatów poprawy u cioci, jednak ostatniego dnia nowenny stał się cud. Odebrałem telefon, że ciocia już o wiele lepiej się czuje, a depresja przeszła jak ręką odjął. Wiem, że to nasza Najświętsza Matka wyjednała u swojego Syna tę łaskę zdrowia dla niej. Dodatkowo podczas nowenny uzyskałem niespodziewane łaski dla siebie, abym mógł bardziej uczciwie spojrzeć na swoje życie. Zapoczątkowałem proces zmian w moim życiu, które pozwoliłyby mi przybliżyć się bardziej do Pana Boga. Mam nadzieję, że nie zawrócę z tej drogi. (…) Dzięki Nowennie Pompejańskiej zobaczyłem, że można żyć inaczej oraz inaczej przeżywać swoją wiarę!
Właśnie zacząłem kolejną, trzecią nowennę w intencji rodziny mojego brata stryjecznego, która jest w rozsypce, a węzeł zła jest tak mocno zaciśnięty, że tylko Boża interwencja może tutaj pomóc. Wierzę jednak, że nasza kochana Matka wyjedna odpowiednie łaski dla tej rodziny. Nawet jeżeli od razu nie doświadczymy namacalnych cudów tej modlitwy, to Jezus Chrystus wie, jakie łaski na daną chwilę nam zsyła i możliwe, że poznamy je dopiero po tamtej stronie. Dlatego warto odmawiać święty Różaniec, o czym sam się przekonałem. Z Panem Bogiem!
Paweł