Słowo kapłana
 
Refleksje na temat wizyty duszpasterskiej
Ks. Adam Martyna

Drodzy w Chrystusie Panu, Bracia i Siostry!

Rozpoczął się Adwent, a to znaczy, że zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Przyjście na świat Zbawiciela jest tak wielką tajemnicą, że choćby całe życie pisał ktoś o Niej grube księgi, nigdy by nie wyczerpał znaczenia tego Dzieła Miłości. Proponuję więc, żebyśmy się skupili na jednym ze zwyczajów okresu Bożego Narodzenia – wizycie duszpasterskiej, zwanej potocznie „kolędą”.

Ja w swoim życiu chodziłem po kolędzie już 24 razy, stąd poczyniłem pewne spostrzeżenia, którymi chcę się z Wami podzielić.

 

1. Przede wszystkim, wielu ludzi niestety nie wie, po co ksiądz chodzi po kolędzie. Te osoby myślą, że tylko po to, by zebrać koperty. Zapewniam Was, że nawet jeżeli nie damy koperty, ksiądz przyjdzie i nie powie ani słowa. To, czy dajemy i ile dajemy, to nasza sprawa. Kolęda jest przede wszystkim po to, by ksiądz mógł się spotkać z parafianami. Bywa, że niektórzy wierni są gorliwi, cały rok pilnie uczęszczają do kościoła, wtedy jest czas na rewizytę. Kapłan przychodzi więc do ich domu. W kościele nie ma czasu, żeby swobodnie porozmawiać, zresztą świątynia służy czemu innemu, natomiast w czasie wizyty duszpasterskiej można porozmawiać o tym, co myślą parafianie, jakie plany ma ksiądz na najbliższy rok. Skoro jesteśmy „rodziną parafialną”, jak się nieraz ładnie mówi, to powinniśmy ze sobą rozmawiać.

 

2. Parafianie pożyczają krzyż i kropidło od sąsiada lub od rodziców. Jeżeli w domu parafianina nie ma krzyża, to jest to następna bolesna rzecz dla kapłana. Kiedyś chodziłem po kolędzie w mieście. Drzwi otworzył mi młody ojciec i mąż, myślałem że mama jest jeszcze w pracy, więc zaproponowałem: pomódlmy się. Na to mężczyzna odparł: Nie, niech ksiądz zaczeka, bo żona pojechała na drugi koniec miasta do mamy po tę miotełkę i krzyżyk. Kochani, w takiej sytuacji żadnemu księdzu nie jest do śmiechu. Świadczy to tylko o parafianach, że nie mają zbyt wiele wspólnego z wiarą, jeżeli kropidło jest dla nich miotełką, a w domu nie ma krzyża. Za to koniecznie w przedpokoju wisi obraz liczącego pieniądze Żyda, bo taki wizerunek podobno przynosi bogactwo. Ignorancja religijna i zabobon – w ten sposób należałoby podsumować postawę takich parafian. Kiedyś byłem świadkiem, jak pewna gospodyni lała do talerza na białym obrusie wodę prosto z czajnika. Woda miała imitować wodę świeconą. Pani przyłapana na próbie oszustwa tłumaczyła, że zapomniała przynieść wodę święconą z kościoła, a nie chciała „głupio wypaść przed księdzem”. No i jak wypadła? Dodam, że zawsze można powiedzieć, że nie mamy wody święconej i poprosić kapłana o poświęcenie. Na pewno chętnie to zrobi.

 

3. Ksiądz nosi zazwyczaj kartoteki parafian… Tak, ale nie po to, by spisywać prywatne dane, stan majątkowy czy ilość pieniędzy w kopercie. Kiedyś zostałem „zaatakowany” słownie w nowej parafii przez jednego „bywałego w świecie” pana, który mnie przywitał mniej więcej tak: Tyle lat żyję i jeszcze nie widziałem, żeby ksiądz nosił jakieś karty i coś zapisywał. Cóż, trzeba było tego pana zapewnić, że widocznie dotąd słabo obserwował, bo każdy ksiądz powinien na bieżąco prowadzić kartotekę. Chodzi o aktualny stan parafii: kto się urodził, kto został ochrzczony, kto wyjechał czy też odszedł z tego świata. Ksiądz, a szczególnie proboszcz powinien mieć wiedzę o ilości parafian. Jego powinnością jest dbanie o sakramenty takie jak chrzest czy bierzmowanie. Istnieje też obowiązek zanotowania w kartotece, jeżeli dziecko zrezygnowało z nauki religii w szkole. Dodam tylko, że jeżeli rodzice z jakiegokolwiek powodu wypisują dziecko z katechezy, niedobrze to świadczy o ich wierze.

4. Nie miejmy żalu, jeżeli ksiądz nie może poświęcić nam tyle czasu, ile chcielibyśmy. Kapłan musi liczyć się z tym, że także inni parafianie oczekują jego wizyty, dlatego mniej więcej u każdego spędza tyle czasu, żeby porozmawiać i zapytać, czy im czegoś nie potrzeba. Jeżeli natomiast jest problem, który wymaga dłuższej rozmowy, możemy się umówić z księdzem po zakończeniu kolędy i wtedy spokojnie porozmawiać, lub przyjść do kancelarii parafialnej w czasie dogodnym dla obydwu stron. Nie można oczekiwać, że u kogoś ksiądz będzie około godziny, a u sąsiada tylko 5 minut. To byłoby niesprawiedliwe. Ja widziałbym osobiście dwa wyjątki od tej zasady. Nie ma obowiązku, ale istnieje dobre wychowanie i owo właśnie kazałoby poczęstować księdza i ministrantów czymś do zjedzenia. Nieraz chodzi się cały dzień w zimnie, wilgoci, nieraz trzeba pokonywać duże odległości między jednym domem a drugim. Są wioski czy bloki, gdzie nikt nie poczuwa się do zapytania: A może ksiądz głodny? Jeżeli znajdzie się ktoś, kto poczęstuje kapłana obiadem, to chyba zrozumiałe, że trzeba zostać trochę dłużej. I sytuacja odwrotna: ksiądz wchodzi, krzesło przygotowane, po modlitwie proszą mieszkańcy, by ksiądz usiadł i… zapada głuche milczenie. Na próby nawiązania dialogu, stawiane pytania, parafianie odpowiadają jednym słowem. Wprost ma się wrażenie, jakby prosili księdza: Idź już, bo my nie chcemy albo nie umiemy z tobą rozmawiać. W takiej sytuacji myślę, że nie ma co przeciągać dialogu, którego nie ma. Trzeba po prostu pochwalić Pana Boga i wyjść. Wtedy kolęda może trwać bardzo krótko, no ale żeby coś się udało, potrzeba chęci z obydwu stron.

 

5. Na koniec, gorąca prośba… Jeżeli kolędy w jakimś domu nie ma, to księdzu zazwyczaj jest bardzo przykro. Proboszcz czy wikary chodzi jako przedstawiciel parafii. Jeżeli nie wpuścimy go za nasz próg, nie będzie żadnych konsekwencji, ale to taki znak: nie chcemy mieć z parafią nic wspólnego. To bardzo przykre. Może się zdarzyć, że akurat nas nie ma, kiedy ksiądz odwiedza domy na naszej ulicy, nasz blok… Wtedy w dobrym tonie jest przyjść do zakrystii czy kancelarii i powiedzieć: Nie mogliśmy być na kolędzie, ale bardzo chcielibyśmy, żeby ksiądz pobłogosławił nasz dom. Ustalimy termin i wszystko będzie po Bożemu.

 

Zechciejmy te króciutkie spostrzeżenia wziąć pod uwagę, bo czas kolędy przyjdzie bardzo szybko. Może się nam przydadzą. Polecam Was wszystkich opiece Niepokalanego Serca Maryi.



NAJNOWSZE WYDANIE:
Uczmy i wychowujmy po katolicku!
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
W odwiedzinach u Fatimskiej Pani
Roman Motoła

Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.

 

Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.


Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?


Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…

Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.


Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.


Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.


W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.

Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.


Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.


Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.


Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.


Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.

Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowni Państwo!

Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!

Anna ze Zgierza

 

 

Szczęść Boże!

Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.

Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.

Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.

Wdzięczna Czytelniczka

Krystyna z Pruszkowa

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!

Barbara

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Danuta z Krakowa

 

 

Szanowni Państwo!

Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,

Maria

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.

Janina z Włocławka

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.

A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.

Z Panem Bogiem!

Genowefa