Temat numeru
 
Pomoc, która przyszła z Nieba

Cudowny Medalik Maryi Łaskawej jest ogromną pomocą w dzisiejszych czasach głębokiego kryzysu moralnego i religijnego.

Jestem matką 27-letniego syna, z którym miałam przez długi czas wiele kłopotów w codziennym życiu. Rozpoczął życie z kobietą rozwiedzioną, która miała dwoje dzieci. Przeżywałam to ogromnie i gorąco modliłam się o jego powrót do dobrego życia i żeby zszedł ze złej drogi. Całą ufność pokładałam w modlitwie do matki Bożej Cudownego Medalika. Syn wyjeżdżał często w delegacje. Włożyłam Cudowny Medalik do jego podróżnej torby, o czym nie wiedział. Po powrocie z podróży do domu zapytał mnie, kto włożył mu do torby ten medalik. Odpowiedziałam, że ja to uczyniłam, by się opamiętał i więcej nie obrażał Boga. Byłam zdumiona, gdy na moich oczach zawiesił ten medalik na szyi, na srebrnym łańcuszku i nosi go stale. Ku wielkiej mej radości syn zerwał z tą kobietą i za tę łaskę dziękuję Niepokalanej.

Wdzięczna matka

 

***


Oto jedno ze świadectw zawartych w książce „Promienie Pośredniczki łask". To tylko przykład tego, jak niezbędne jest nabożeństwo Cudownego Medalika w dzisiejszych czasach kryzysu dotykającego rodziny i całego społeczeństwa.

Przejmująca Historia Łask

W roku 1830 w Paryżu Maryja ukazała się świętej Katarzynie Labouré, młodej zakonnicy, i nauczyła ją nabożeństwa do Cudownego Medalika.

Przenajświętsza Dziewica powiedziała: „Postaraj się o wybicie medalika na ten wzór! Wszystkie osoby, które będą go nosić na szyi, otrzymają wielkie łaski. Łaski będą obfite dla tych, którzy nosić go będą z ufnością." Ta wspaniała obietnica rzeczywiście spełniała się od tamtego momentu. Kiedy przygotowywano się do wybicia pierwszych medalików, w Paryżu wybuchła straszliwa epidemia cholery. Zaraza zaczęła pustoszyć Francję 26 marca 1832 i trwała aż do połowy tego roku. Już 1 kwietnia zmarło 79 osób, 2 kwietnia - 168; dnia następnego - 216. Liczba ofiar wzrastała w zastraszającym tempie, aby dziewiątego dnia epidemii osiągnąć 861 osób. Według danych oficjalnych zmarło wówczas w sumie 18.400 osób, tym niemniej uważa się, że dane te zostały zaniżone, aby uniknąć paniki, która mogłaby wybuchnąć wśród ludności.

Dnia 30 czerwca zakonnice z klasztoru Córek Miłosierdzia rozpoczęły rozdawanie 1500 medalików wśród osób dotkniętych epidemią. W bardzo krótkim czasie epidemia ustąpiła. Później zaczęły się cudowne wydarzenia, które sprawiły, że w ciągu niewielu lat Cudowny Medalik stał się znany na całym świecie. Arcybiskup Paryża, który wyraził zgodę na wybicie medalika i wkrótce potem otrzymał kilka pierwszych egzemplarzy, natychmiast został obdarzony za pośrednictwem medalika nadzwyczajną łaską i stał się gorącym orędownikiem nowego nabożeństwa. Również Papież Grzegorz XVI otrzymał partię medalików i zaczął je rozdawać odwiedzającym go osobom. W roku 1836 wybito już i rozdano ponad 15 milionów medalików na całym świecie. W roku 1842 liczba medalików osiągnęła 100 milionów. Z najbardziej odległych krajów nadchodziły informacje o nadzwyczajnych łaskach uzyskanych dzięki medalikowi: uzdrowieniach, nawróceniach, obronie przed grożącymi niebezpieczeństwami, etc. W roku 1876, w którym zmarła święta Katarzyna Labouré, już ponad miliard medalików rozsiewało łaski na całym świecie.

Cudowne nawrócenie Żyda

Alfons Ratisbonne, bankier należał do jednej z najbogatszych rodzin żydowskich we Francji. Znany był ze swojej wrogości do Kościoła katolickiego i wydawało się, że nic nie było w stanie tego zmienić. Jako 28-letni mężczyzna miał wejść do Towarzystwa Bankowego swego wuja. Jego życie upływało w dostatku i nie cierpiał żadnej biedy. Jego brat, Teodor nawrócił się na katolicyzm kilkanaście lat wcześniej i kiedy Alfons był na dobrej drodze do kariery bankiera, jego brat kapłan przewodził Arcybractwu Najświętszego Serca Maryi. Alfons, spośród wszystkich członków rodziny, był najbardziej zawziętym przeciwnikiem nawróconego brata. Jesienią 1841 roku Alfons Ratisbonne dla podreperowania swojego wątłego zdrowia udał się do Włoch, gdzie przeżył największe wydarzenie w swoim życiu. Posłuchajmy fragmentów zeznania złożonego na ten temat w Rzymskim Wikariacie przez Teodora de Bussierre - świadka tamtych dni:

Pewnego razu spotkałem Alfonsa u mojego brata. Przyszedł w momencie, kiedy ja zamierzałem wychodzić. Zostaliśmy sobie przedstawieni i wtedy powiedziałem mu, że miałem wiadomości od jego brata zakonnika, z którym jestem głęboko związany, odkąd mam zaszczyt być katolikiem. Odpowiedział mi coś z chłodną uprzejmością (...) Alfons miał zamiar wrócić do Neapolu. Miejsce w dyliżansie miał zarezerwowane na poniedziałek 17 stycznia, na 3 rano. Z tej racji, że byłem przyjacielem jego brata, czuł się zobowiązany wyświadczyć mi grzeczność i złożyć przed wyjazdem swoją pierwszą i ostatnią wizytę (...) Zapytałem o wrażenia z pobytu w Rzymie, a on opowiedział mi krótko o swoich wyprawach i między innymi rzekł: - Byłem również w kościele Ara Coeli na Kapitolu i nie wiem dlaczego ogarnęło mnie wielkie wzruszenie. Mój przewodnik to zauważył i zapytał, co mi się stało, dodając, że wiele razy widział już cudzoziemców doświadczających podobnych uczuć. Pan Ratisbonne zauważył następnie, że w momencie, kiedy opowiadał o tym zdarzeniu dostrzegł w moich oczach jakby błysk elektryczny, a moje spojrzenie mówiło: „będziesz nasz". Podkreślił jednak, że przeżycie w kościele było wprawdzie religijnej natury, ale nie chrześcijańskie i że widok nędzy i degradacji Żydów w dzielnicy, przez którą przechodził opuszczając Kapitol, rozpalił w nim na nowo nienawiść do katolicyzmu. Dodał, że on zawsze wolał być po stronie ciemiężonych, a nie ciemiężycieli. Wydawało mi się w tej sytuacji, że powinienem zwalczyć te dziwaczne poglądy mojego rozmówcy i mówiłem o łagodności, współczuciu, o wzniosłych prawdach chrześcijaństwa. Odpowiedział - zapewne świadomy braku sensu swoich słów - że wszystkie religie są dobre pod warunkiem, że jest się uczciwym człowiekiem. Ja na to, że jeżeli wszystkie są dobre, to prawdziwe jest także stwierdzenie, że wszystkie są złe. Wtedy zaprotestował mówiąc, że człowiek honoru nie zmienia religii i ponieważ on jest od urodzenia Żydem - takim pozostanie.

Starałem się wykazać mu, że ten argument - bardzo wygodny dla pychy i lenistwa - jest po prostu obelgą dla Pana Boga.
- Może pan mówić, co się panu podoba. Czy urodziłem się Żydem, czy muzułmaninem, czy bałwochwalcą, takim zostanę. Honor mi to nakazuje. Czy to panu odpowiada, czy nie, mało jest dla mnie ważne.
- Poza tym - dorzuciłem - jeśli pan jest dobrym i wiernym Izraelitą, przez to samo powinien stać się pan katolikiem; jako Żyd wierzy pan w świętość Ksiąg Starego Testamentu, w natchnienie proroctw, a odnajdując w Kościele katolickim spełnienie wszystkiego, co zostało przepowiedziane, ma pan obowiązek stać się członkiem tego Kościoła. Na to Ratisbonne odpowiedział jedynie niedowierzającym, pełnym politowania uśmiechem (...)
- Ponieważ pan ma tak mocne i pewne przekonanie o swojej postawie, proszę, by pan nosił przy sobie to, co panu dam.
- Zobaczymy o co chodzi - odpowiedział kpiącym tonem.
- Tylko o ten medalik - pokazując odpowiedziałem.
Na te słowa gwałtownie się cofnął.
- Według pańskiego sposobu myślenia, powinno być to panu obojętne, a dla mnie byłaby to wielka przyjemność.
- O, nie dbam o to - zawołał wybuchając śmiechem - Chcę co najmniej móc panu udowodnić, że błędnie oskarża pan Żydów o upór i zarozumiałość nie do pokonania. Zresztą pan mi przez to dostarcza bardzo ciekawego rozdziału do moich notatek z podróży.

Podczas tej rozmowy moje młodsze siostry przygotowały wstążę; zawiesiłem medalik na szyi Alfonsa (...) Chciałem, aby odmówił pobożnie wezwanie św. Bernarda - „Pomnij...". Początkowo ta propozycja została odrzucona (...) Chcąc go zmusić do jej przeczytania, powiedziałem, że mam tylko jeden egzemplarz, co było zresztą prawdą, i poprosiłem go o jej przepisanie. Nie mogąc się dłużej bronić odrzekł z lekką ironią:
- Przepiszę, dam panu moją kopię, a ja zatrzymam pańską.

(...)Czuwałem przed Najświętszym Sakramentem przez pierwsze 4 godziny w nocy z soboty na niedzielę wraz z moimi przyjaciółmi (...), których prosiłem, by włączyli się w moje modlitwy w intencji nawrócenia pewnego Żyda.

(...)Pojechałem i zobaczyłem Alfonsa na ulicy des Condotti. Zatrzymałem więc powóz, a on wsiadł.
- Szukałem pana powiedziałem - aby zaproponować spacer, ale skoro jesteśmy blisko kościoła, gdzie mam załatwić klika spraw, więc wejdźmy. Pan poczeka kilka minut, to nie będzie długo trwało. Zgodził się. Otwierając drzwi zauważył przygotowania do pogrzebu i zapytał mnie, dla kogo to wszystko?
- To - odpowiedziałem - dla pewnego niedawno zmarłego mężczyzny, pana de La Ferronays (...) Ratisbonne zaczął przechadzać się po nawie; jego wzrok zdawał się mówić: ten kościół jest całkiem brzydki. Zostawiłem go i poszedłem do klasztoru (...)

Cała sprawa trwała dziesięć lub dwanaście minut. Powróciłem do kościoła. Początkowo nigdzie nie mogłem dostrzec Alfonsa, lecz po chwili zauważyłem go klęczącego przed kaplicą Anioła Stróża. Musiałem potrącić go trzy lub cztery razy, zanim zauważył moją obecność. W końcu odwrócił się do mnie twarzą i powiedział:
- O, jakże ten zmarły pan modlił się za mnie. Poczułem to, czego doświadcza się przy cudach. Podniosłem go i pomogłem mu wyjść z kościoła pytając, gdzie chce iść.
- Proszę mnie zaprowadzić, gdzie pan chce. Po tym, co widziałem - usłucham. Nalegałem, by mi wyjaśnił, o co chodzi, ale jego wzburzenie było bardzo silne. Wyciągnął wiszący na piersi Cudowny Medalik i pokrył go pocałunkami i łzami (...)
- Ach, jaki jestem szczęśliwy. Jak dobry jest Bóg! Jaka obfitość łask i szczęścia. Jakże ci, co nie wierzą, są godni litości! (...)

Kiedy te szalone emocje zaczęły mijać, Alfons z promienną twarzą, powiedziałbym prawie przeobrażoną, uściskał mnie, ucałował; prosił, bym go zaprowadził do spowiednika; chciał wiedzieć, kiedy mógłby otrzymać chrzest, bez którego nie wyobraża sobie dalszego życia (...) Wkrótce zaprowadziłem go do ojca Villefort, który nakazał mu udzielić wyjaśnień. Ratisbonne wyjął swój medalik, ucałował, pokazał nam i wykrzyknął:
- Widziałem Ją, widziałem Ją!
Następnie uspokoił się i opowiedział nam, ca zaszło. Oto jego własna relacja:
- Byłem już chwilę w kościele, kiedy nagle poczułem się pełen niewytłumaczalnego lęku. Podniosłem oczy. Wnętrze całej świątyni jakby zniknęło. W jednej tylko kaplicy - jakby to powiedzieć - skoncentrowało się całe światło i w środku tego promieniowania stała na ołtarzu, wielka, błyszcząca, pełna majestatu i słodyczy Matka Boża taka, jak jest na moim medaliku. Uczyniła mi znak ręką, bym uklęknął. Jakaś nieodparta siła pchnęła mnie ku Niej. Dziewica wydawała się mówić: „dobrze". Nic więcej mi nie powiedziała, ale wszystko zrozumiałem (...)
- Ach - powiedział ściskając moje dłonie - rozumiem teraz miłość katolików do ich kościołów i pobożność, z jaką je zdobią i wypełniają. Jak tutaj jest dobrze, chciałoby się nigdy stąd nie wychodzić, to już prawie nie jest ziemia.
Realna obecność Boskości wokół ołtarza z Najświętszym Sakramentem miażdżyła go do tego stopnia, że był zmuszony oddalić się, aby nie utracić przytomności. Wydawało mu się czymś strasznym przebywać przed Bogiem Żywym nie będąc ochrzczonym. Poszedł schronić się do kaplicy Matki Bożej.
- Tutaj - powiedział - nie boję się. Wiem, że jestem chroniony przez ogromne miłosierdzie.

Modlił się z największą gorliwością przy grobach Apostołów. Historia nawrócenia św. Pawła, którą mu opowiedziałem, wycisnęła na nowo obfite łzy (...) Alfons wyznał nam, że poprzedniej nocy nie mógł spać. Nieustannie widział przed sobą wielki krzyż bez pasyjki i o szczególnym kształcie. - Czyniłem - powiedział - niewiarygodne wysiłki, by usunąć ten obraz, ale bez rezultatu. Kilka godzin później, widząc przypadkowo i po raz pierwszy rewers Cudownego Medalika, rozpoznał „swój" krzyż (...) Alfons Ratisbonne rozpoczął rekolekcje 8 dni po nawróceniu. Jutro, 31 stycznia będzie ochrzczony w kościele imienia Jezusa. Będzie miał również zaszczyt przyjąć ciało Pana Naszego i odtąd będzie nosił imię Maryi.1

Alfons Ratisbonne, wraz z bratem założył zgromadzenie zajmujące się nawracaniem Żydów.

***


La Salette, Lourdes, Fatima
Objawienia Maryi świętej Katarzynie Labouré w roku 1830 były początkiem całego cyklu wielkich objawień maryjnych. Cykl ten miał swój dalszy ciąg w La Salette (1846), w Lourdes (1858) i osiągnął punkt kulminacyjny w Fatimie (1917). Od roku 1830 Maryja objawia się opłakując grzechy świata, ofiarując przebaczenie oraz miłosierdzie dla grzesznej ludzkości i przepowiada surowe kary, jeżeli ludzkość się nie nawróci. Ale też zapowiada, że po tych karach nadejdzie wspaniały triumf Dobra. W listopadzie 1876 roku, na miesiąc przed śmiercią, święta Katarzyna Labouré potwierdziła: „Nadejdą wielkie katastrofy.... krew popłynie ulicami. Przez chwilę będzie panowało przeświadczenie, że wszystko jest już stracone. Ale wszystko zostanie wygrane. Przenajświętsza Dziewica wybawi nas. Tak, kiedy ta Dziewica, ofiarując świat Ojcu Przedwiecznemu zostanie uczczona, będziemy uratowani i będziemy mieli pokój". Dla naszego pocieszenia 13 lipca 1917 r. Maryja obiecała w Fatimie: „W końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje".

***


Opisy nadzwyczajnych łask
Oto kilka przejmujących świadectw osób, które optrzymały łaski za pośrednictwem Cudownego Medalika, zaczerpniętych z książki „Promienie Pośredniczki Łask" osób. Oby te świadectwa pomogły nam z ufnością uciekać się do obrony Matki Bożej Łaskawej.

Uzdrowienie z groźnej choroby
Choroba zaczęła się 22.IX.1976 roku podczas urlopu w okolicach Krakowa. Diagnoza lekarska: przeziębienie grypy, przeniknięcie wirusa, który poraził system nerwowy z wyjątkiem serca. 25 września skierowano chorą do Gorzowa, a stamtąd 4 października wywieziono karetką reanimacyjną umierającą do Poznania. Lekarz (był nim już nieżyjący dr Mirosław Owsianowski) na oddziale reanimacji nie dał nadziei na dalsze życie. Wiadomość dla całej rodziny była tragiczna.

Parafianka ze Skwierzyny


Nawrócenie ateisty
To, co się działo później, jest nie do opisania. Ratunkiem była wspólna myśl należy się modlić do Najświętszej Maryi Panny Cudownego Medalika. Mocna wiara i nadzieja w Boga Wszechmogącego dały siłę. Modliły się w naszych domach także Siostry Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo, modlitwa stała się szturmem do nieba. W kościele odprawiono Mszę Św. o zdrowie. Trwało to wszystko przez 6 tygodni pobytu w szpitalu i uzyskano łaskę uzdrowienia. Na Święta Bożego Narodzenia wielka radość cała rodzina była przy stole wigilijnym. Od roku 1978 rekonwalescentka jest mężatką i ma już trójkę zdrowych dzieci.Jedna z członkiń Apostolatu Maryjnego pracowała ze zdecydowanym ateistą. Kiedyś uległ on wypadkowi motocyklowemu i został częściowo inwalidą. Stan jego zdrowia pogarszał się. Został umieszczony w szpitalu. Apostołka w delikatny sposób zaproponowała mu założenie na szyi Cudownego Medalika. Zgodził się. Cudowny Medalik otrzymała również jego żona. Po jakimś czasie ciężko chory poprosił o spowiedź. Pochowany został z Cudownym Medalikiem na szyi.

Apostoł Maryjny z Kłodzka


Nawrócenie podczas choroby
Żona od śmierci męża zaczęła chodzić do kościoła i jest obecnie praktykującą katoliczką.Niewierzący mąż mojej koleżanki z Warszawy zachorował na raka. Powiedziała mi o tym w tajemnicy przed częścią własnej rodziny zamieszkującej w Krakowie. Gdy się o tym dowiedziałem, wysłałem jej Cudowny Medalik. Po pewnym czasie dostałem list z wyrazami wdzięczności i informacją, że operacja się udała, a mąż uwierzył w Jezusa. Medalik nosi do dziś. To cała historia, którą chciałem przekazać.

Student UJ


Zerwanie z nałogiem pijaństwa
Bratanica ze Szczecina mówi: nałogowy alkoholik, który był postrachem domu, nie uczęszczał na Msze św. w niedziele, po otrzymaniu Cudownego Medalika zerwał zdecydowanie z nałogiem ku wielkiemu zdziwieniu wszystkich. Z żoną przykładnie uczęszcza na Msze św. Taki sam wypadek miał miejsce w innym domu. Ojciec czworga dzieci przestał pić, zajął się rodziną i uczęszcza w niedzielę na Mszę św.

Siostra Miłosierdzia

 

***


Na całym świecie istnieją liczne świadectwa łask uzyskanych za pośrednictwem Matki Bożej od Cudownego Medalika: obrona chorych, uzdrowienia, ulga w cierpieniu, obrona bezrobotnych i osób mających problemy finansowe, ochrona przed wypadkami i niebezpieczeństwami, nawrócenia, łaska odnowy moralnej, ożywienie duchowe, wyjście z nałogów; ochrona przed działaniami szatana, ochrona w przypadkach zamachów, kradzieży, rabunku czy też rozwiązanie problemów z sąsiadami.
Cudowny Medalik również dzisiaj mnoży swe cudowne działania.
Wszyscy potrzebujemy obfitych łask, szczególnie w obecnych trudnych i pełnych zamętu czasach. Dlatego powinniśmy prosić Matkę Bożą Łaskawą z ufnością dzieci Bożych o łaski potrzebne w naszym życiu i dla naszej rodziny.

Łaska

Nabożeństwo do Matki Łaski Bożej: potrzebne do przezwyciężenia ogromnych nieszczęść nękających świat.
Przywoływanie Matki Bożej Łaskawej jest rzeczą przepiękną. Słowo „łaska" ma dwa znaczenia w języku Kościoła katolickiego. Z jednej strony oznacza ono przysługę. Na przykład, jeżeli ktoś jest chory, prosi o wyleczenie i otrzymuje je, a wówczas może powiedzieć: „Doznałem łaski." Prosił niebo o przysługę, a jego prośba została wysłuchana. Ale jest jeszcze jedno znaczenie słowa „łaska", o wiele głębsze. Jest to przysługa tak ogromna, tak wspaniała, że jest łaską w pełnym tego słowa znaczeniu: uczestnictwem w życiu Boskim. Bóg, w swym nieskończonym miłosierdziu i na prośbę Maryi, udziela wszystkim duszom pomocy, siły duchowej, która jest uczestnictwem w Jego własnym życiu. Otrzymując uczestnictwo w Jego własnym życiu, jesteśmy obdarzeni siłą ducha, doznajemy uniesienia, otrzymujemy odwagę, która była cechą niezliczonych świętych i błogosławionych wyniesionych na ołtarze Świętego Apostolskiego Rzymskiego Kościoła Powszechnego.

Łaska jako szczep
Jest to owoc tego uczestnictwa stworzony w życiu Boga, które nie jest stworzone. Nasze życie zostało stworzone, zostaliśmy stworzeni przez Boga, ale poprzez łaskę mamy udział w jego niestworzonym życiu. Jest to uczestnictwo najwyższe i, jeżeli można użyć takiego porównania dającego pewne pojęcie o jego istocie, przypomina ono szczep. Na drzewie - na którym zaszczepia się żywą część innego drzewa dającego cenne owoce - w okresie owocowania narodzą się również wspaniałe owoce na tym drzewie. Tak też jest z łaską. Łaska podobna jest do takiego szczepu życia Boga w każdym z nas. Jeżeli odpowiemy na łaskę, wzniesiemy się na wyżyny świętości.

Jak odpowiedzieć na łaskę?
Nie grzesząc, ale praktykując cnoty. Tak jest się godnym łaski. Na tej ziemi najważniejsze jest wypełnianie woli Boga. Łaska tak rozumiana jest ogromnym darem danym przez Boga wszystkim ochrzczonym. Aż do śmierci łaska towarzyszy nam, wzywa nas i pociąga za sobą, pod warunkiem, że nie zostanie przez nas odrzucona. Jednak nawet wśród najgor szych grzechów łaska nas wzywa.

Nasza pozycja przed Bogiem jest uprzywilejowana

Wyobraźmy sobie osobę oskarżoną o dokonanie zbrodni. Trwa proces, oskarżenie jest niesłuszne, ale wiadomo, że sędzia jest pod złym wrażeniem i ma wydać wyrok skazujący. Oczywiście, ta osoba jest tym bardzo zmartwiona. Ale gdyby ta osoba wiedziała, że matka sędziego jest, na przykład, siostrą jego własnej matki, mogłaby powiedzieć: Ach, co za ulga! Mama porozmawia z sędzią i na pewno coś u niego uzyska. To samo zachodzi w relacji z Naszą Najlepszą Matką - Maryją. Nie zasługujemy na wysłuchanie przez Boga - Najwyższego Sędziego, ale Ona jest Matką nas wszystkich, a jako matka robi wszystko dla swoich dzieci. Jej wstawiennictwo jest tak potężne, że wszystkie modlitwy, z którymi zwracamy się za Jej pośrednictwem, będą wysłuchane. Matka Łaski Bożej, uzyskująca dla każdego z nas potrzebne łaski, uzyskuje dla nas łaskę uczestnictwa w życiu Boskim, która może zaprowadzić nas do nieba.


(1) Promienie Pośredniczki Łask, Kraków 1993, s. 123-135



NAJNOWSZE WYDANIE:
Sami, lecz nie samotni
Wyobcowanie, depresja, lęk, utrata sensu, pustka… Bardzo często te życiowe bolączki kojarzą się z samotnością, osamotnieniem, poczuciem opuszczenia. Ale zastanówmy się – czy zawsze ten stan musi być czymś złym i uciążliwym? Czy na pewno nie możemy wyciągnąć z samotności jakichś korzyści? A może mamy wtedy więcej czasu na refleksję, na przemyślenie własnego życia, relacji z Bogiem i bliźnimi?

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Wiara trzyma mnie przy życiu

Panią Wiesławę Mazur z Jeżówki w Małopolsce poznałem podczas wrześniowej pielgrzymki Apostołów Fatimy do Zakopanego, Kalwarii Zebrzydowskiej, Wadowic i Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie. W swojej parafii, pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, pani Wiesława należy do wspólnoty Żywego Różańca. Oto co jeszcze o sobie opowiedziała…

 

Wiarę przekazali mi rodzice. Mieszkaliśmy w Sułoszowie, do kościoła mieliśmy 5 km, ale w niedzielę nie było, że nie chce mi się iść do kościoła. Nawet nikt o tym nie pomyślał. To zostaje, to zaszczepiła mi mama i do dzisiaj tak jest. Był tylko podział: tato szedł na siódmą, ja na dziewiątą, a mama na sumę, bo każdy miał jakieś obowiązki. Takie były niedziele. A broń Boże, żeby coś wziąć do ręki, coś robić w niedzielę! A dzisiaj? Pranie, sprzątanie… Młode pokolenie wszystko wykonuje w niedzielę, bo wtedy ma czas. W tamtych czasach było to nie do pomyślenia.


W Licheniu doznałam czegoś niesamowitego


Pani Wiesława lubi pielgrzymować, a szczególne miejsce w jej sercu zajmuje sanktuarium w Licheniu. W Licheniu byłam siedem razy. 20 lat temu doznałam tam czegoś niesamowitego. Jechaliśmy przez Kalisz i wstąpiliśmy do Sanktuarium św. Józefa. Kolana mnie wtedy tak bolały, że myślałam iż nie dam rady dojechać do Lichenia. Jak wchodziliśmy do sanktuarium w Kaliszu, to w duchu poprosiłam: żeby te kolana przestały mnie boleć. Nagle poczułam, jakby się ugięły, ale nic więcej się nie stało. Weszliśmy do kościoła, pomodliliśmy się, złożyliśmy podziękowania oraz prośby i pojechaliśmy dalej. W Licheniu trzeba było przejść na klęczkach przez bramę, przy której jest głaz z odciśniętymi stopami Matki Bożej. Powiedziałam, że nie mogę, bo jak klęknę, to nie wstanę, tak mnie te kolana bolą. Wtedy moja koleżanka powiedziała: Spróbuj, może ci się uda. I tak zrobiłam. Przeszłam tę bramę na klęczkach, wstałam i… kolana mnie nie bolały! Do dzisiaj mam zdrowe kolana. Dlatego wracam do Lichenia, jak tylko jest okazja.


Należę do Apostolatu Fatimy i chętnie czytam „Przymierze z Maryją”


Pewnego razu znalazłam ogłoszenie w gazecie, że można otrzymać „Przymierze z Maryją” i różaniec. Wysłałam mój adres i poprosiłam o przysłanie. Dostałam różaniec i książeczkę o przepowiedniach Matki Bożej z Fatimy. Od tamtej pory wszystko się zaczęło: zaczęłam być w kontakcie ze Stowarzyszeniem, które wspomagałam, na ile mnie było stać. W czasopismach, które dostaję, jest dużo ciekawych rzeczy. Niektóre sobie zachowałam na pamiątkę; wracam do nich, czytam, analizuję, przetrawiam po swojemu. Czytam chętnie prawie całe „Przymierze z Maryją”, bo te artykuły dużo mi dają, wiele się z nich dowiedziałam, a jak rozmawiam ze znajomymi i ktoś mnie pyta skąd to wiem, to mówię, że było w „Przymierzach…”. Po przeczytaniu nic nie wyrzucam, tylko zanoszę do kościoła, żeby ktoś inny sobie zabrał, przeczytał i poznał Stowarzyszenie.


Od 2018 roku należę do Apostolatu Fatimy i jestem z tego bardzo zadowolona. Zauważyłam, że z mojej miejscowości kilka osób też zapisało się do Apostolatu, bo jak rozmawiam i mówię, że jest Apostolat Fatimy i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi, to słyszę: Tak, my już wiemy.


Żyję dzięki temu, że wierzę


Pani Wiesława przeżyła śmierć męża, syna i córki. Wiara w Pana Boga i ufność, że Matka Boża pomoże jej i jej bliskim w tej trudnej sytuacji, bardzo pomagała. Tak wspomina te trudne chwile: – Mąż zmarł wcześniej, ale z tym jeszcze szło się pogodzić, bo już przeżył trochę lat, natomiast cierpienie matki nad umierającym dzieckiem, to jest chyba najgorsza rzecz w życiu. Stało się, jak się stało. Trzeba jednak żyć dalej, trzeba się z tym pogodzić, bo jak byśmy się nie pogodzili, to co by z nas było? Dzięki temu, że wierzę, to żyję.


Pewnego razu, gdy byłam u schyłku wytrzymałości, usłyszałam wewnętrzny głos: Nie rezygnuj! I pomyślałam: Nie! Nie zrezygnuję! Dodało mi to tyle siły, że wytrzymałam wszystko i przetrwałam do końca. Nie załamałam się, bo uświadomiłam sobie, że taka była wola Boża. Modlę się tylko, żeby nie było gorzej i wierzę, że kiedyś się jeszcze spotkamy.


Oprac. Janusz Komenda

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Na początku chciałabym gorąco podziękować całej Redakcji, wszystkim redaktorom, księżom, którzy piszą piękne artykuły. Chciałam z całego serca podziękować za otrzymane „Przymierze z Maryją” oraz piękną figurkę Matki Bożej Fatimskiej oraz inne materiały i dewocjonalia. Wasza praca jest potrzebna, wartościowa, pokazuje piękno wiary w Miłosierdzie Boże. Będę się modlić za całą Redakcję o zdrowie, siły i błogosławieństwo Boże.

Z Panem Bogiem!

Jolanta z Rybnika

 

 

Szanowni Państwo!

Serdecznie dziękuję za piękny kalendarz „365 dni z Maryją”, a także za ładne poświęcone obrazki i wszystkie przesyłki, jakie otrzymuję od Was. Cieszę się, że o mnie pamiętacie i ja też o Was pamiętam w modlitwie. Bardzo cieszę się z Waszej pracy. Dużo pracuje cały zespół, chylę czoła przed Wami. Bardzo dziękuję Wam wszystkim, życząc wszelkiego Dobra. Szczęść Boże!

Franciszka z Gryfina

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za piękne życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego, ale również i fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły ducha i wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla rozwoju naszej duchowości chrześcijańskiej. Wszystkie materiały i dewocjonalia, które otrzymałem od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi, są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę Panu, Apostolatowi Fatimy, zespołowi redakcyjnemu i wszystkim współpracownikom wielu łask Bożych, opieki Maryi, dużo radości i zdrowia. Wszystkiego najlepszego. Szczęść Boże!

Marek z Lublina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za współpracę z Wami. Trwa ona już od 18 lat. Doceniam Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi i cały zespół redakcyjny. To, co piszecie, pogłębia naszą wiarę w trudnych dzisiejszych czasach. Modlę się za cały zespół redakcyjny. Dziękuję, że pamiętacie w modlitwach o mnie i mojej rodzinie, za życzenia urodzinowe, za kalendarz, który rozświetla mój dom. Każdego dnia patrzę na Matkę Najświętszą, która nas błogosławi, wyprasza nam zdrowie i opiekę.

Z Panem Bogiem!

Danuta z Michałowa

 

 

Szczęść Boże!

Pragnę złożyć serdeczne podziękowanie za otrzymane życzenia urodzinowe uwiecznione na pięknej karcie z wizerunkiem Fatimskiej Pani.

Z Panem Bogiem!

Robert

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za Wasz wkład w krzewienie prawd wiary. Pragnę podziękować za otrzymane materiały edukacyjne, które umacniają wiarę, duchowość, niosą światło pokoju i miłość w sercach. Dają nadzieję do życia i niech tak pozostanie jak najdłużej – najlepiej na zawsze. Wspierając tę kampanię, wspólnie walczymy o serca, które jeszcze są uśpione. Cały miesiąc październik uczestniczyłem w nabożeństwie różańcowym, ofiarując za grzeszników, którzy obrażają Niepokalane Serce Maryi. Życzę całej Redakcji i dla Pana Prezesa obfitych łask Bożych. Z Panem Bogiem, Bóg zapłać za wszystko z całego serca!

Wojciech z Grodziska Mazowieckiego

 

 

Szczęść Boże!

Takie dzieła Boże jak Wasze trzeba koniecznie wzbudzać! W przesłaniu Matki Bożej płynącym z Gietrzwałdu drzemie wielka potęga ratunku dla Polski – to jest nasze zadanie do odrobienia. Bogu dzięki, że mamy w Polsce tak wspaniałych ludzi jak Wy (i Wasze Stowarzyszenie), którzy to odkrywają! Heroicznym wysiłkiem rozprzestrzeniają to cudownie ratujące Polskę przesłanie. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Rita i Ryszard

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję bardzo za życzenia urodzinowe, a szczególnie za Waszą modlitwę w mojej intencji. Najbardziej wszyscy potrzebujemy opieki Pana Boga. Świętym Charbelem, zainteresowałam się już kilka lat temu. Oprócz książek, mam dla całej rodziny relikwie oraz olej świętego Charbela, przysłanym z Libanu. Warto, aby jak najwięcej ludzi Go poznało. Chciałam powiedzieć także o innym, bardzo skutecznym orędowniku, chociaż oczekującym na wyniesienie na ołtarze, Słudze Bożym Wenantym Katarzyńcu, nazywanym polskim Charbelem. Bardzo skutecznym, czego osobiście doświadczyłam. Sama nie mogłam uwierzyć, jak szybko i w jaki sposób mi pomógł. Tego dowody posiada również moja córka. Rozwikłanie jej problemu odbywało się w tak irracjonalny sposób, że trudno nie uwierzyć w pomoc Sługi Bożego Wenantego. Obiecałam, że będę opowiadała o Jego skutecznej pomocy. W internecie jest wiele filmów i książek o Wenantym. Żyjemy dzisiaj w trudnych czasach, dużo ludzi boryka się z problemami finansowymi. Jeśli ten stan się nie zmieni, czeka nas totalne bankructwo. Czcigodny Sługa Boży Wenanty Katarzyniec jest bardzo skuteczny w tych sprawach. Szanowni Państwo, może również warto by było dać ludziom szansę skorzystania z tej pomocy i zorganizować jakąś akcję związaną z tym kandydatem na ołtarze? Życzę Państwu dużo zdrowia i siły w prowadzeniu tak szczytnej działalności, z której obficie korzystamy. Mówię z wdzięcznością – Bóg zapłać!

Krystyna

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo popieram to, co robicie – że wysyłacie różne pisma, które w tym czasie są bardzo potrzebne, aby ludzie się dowiedzieli, jak żyć z pomocą Pana Jezusa, Matki Najświętszej i wiarą bo jest to bardzo potrzebne. Dziękuję za wszystkie upominki, które od Was otrzymuję. Gorąco modlę się za Was i także proszę o modlitwę.

Genowefa z Rzeszowa