Bł. Anna Katarzyna Emmerich w przejmującym opisie męki Zbawiciela, którą dane jej było ujrzeć, ukazuje ze szczegółami wszystkie cierpienia fizyczne i duchowe, jakie znosił Pan Jezus. Modlitwa, osamotnienie i konanie w Ogrodzie Oliwnym rozpoczynają bolesne pasmo cierpień, które przyjął na siebie Zbawiciel dla naszego Odkupienia. Oto przejmujące fragmenty opisujące cierpienie Pana Jezusa w Getsemani, jakie widziała bł. Anna Katarzyna Emmerich. Niech rozważanie agonii Zbawiciela w Ogrodzie Oliwnym stanie się wstępem dla naszych rozważań tajemnic Męki, Śmierci i Zmartwychwstania naszego Pana w czasie świętego Triduum Paschalnego i oczekiwania na poranek Zmartwychwstania.
Getsemani
Z jedenastoma apostołami opuścił Jezus wieczernik i poprowadził ich (...) ku Górze Oliwnej. Księżyc wychylał właśnie swą jasną tarczę spoza gór; a było to przed pełnią. Duszę Jezusa już zaczynał ogarniać smutek, zwiększający się coraz bardziej. Idąc przez dolinę Jozafata, rzekł Jezus do apostołów: Tutaj przyjdę kiedyś znowu, w owym ostatnim dniu, nie tak ubogi i opuszczony jak teraz, sądzić cały świat; wtenczas to wielu wołać będzie w trwodze: góry przykryjcie nas!
Była mniej więcej godzina dziewiąta, gdy Jezus przybył z uczniami do Getsemani. Niebo zalane było światłem księżycowym, ale tu w dole panował posępny mrok. Jezus też smutniał coraz bardziej, a i apostołów zdjął niepokój, gdy im oznajmił, że zbliża się już chwila niebezpieczeństwa. Zatrzymawszy się w ogrodzie getsemańskim, koło altanki z gałęzi, kazał tu zostać ośmiu apostołom (...).
Wziąwszy zaś z sobą Piotra, Jana i Jakuba Starszego, przeszedł przez drogę, oddzielającą jeden ogród od drugiego, i szedł (...) w głąb Ogrodu Oliwnego. Nieopisany smutek napełniał serce Jego; czuł zbliżającą się trwogę i pokusy(...). Rozglądnąwszy się wkoło, ujrzał Jezus zbliżające się ze wszech stron strachy i pokusy, jakby kłęby chmur, pełne strasznych mar; wtedy to rzekł do trzech towarzyszy: Zostańcie tu, czuwajcie ze Mną i módlcie się, abyście nie weszli w pokuszenie! (...)
Ofiara całopalna Jezusa
Gdy Jezus odszedł od apostołów, zwiększało się i ścieśniało coraz bardziej tłumne koło straszliwych mar wokół Niego. Serce Pana napełniało się coraz bardziej smutkiem i trwogą. (...)
By zadośćuczynić za zaczątek i rozwój wszystkich grzechów i złych żądz, przyjął najmiłosierniejszy Jezus z miłości ku nam grzesznikom w swe Serce pierwiastki wszelkiego oczyszczającego pojednania i mąk zbawczych; dozwolił, by Jego nieskończone męki, stanowiące zadośćuczynienie za nasze nieskończone grzechy, przeniknęły i przerosły jak drzewo boleści o tysięcznych konarach, każdy członek Jego świętego Ciała, każdą cząstkę Jego świętej Duszy. Tak to, oddany samemu owemu Człowieczeństwu, upadł Jezus twarzą na ziemię, wznosząc w swym nieskończonym smutku i trwodze gorące modły do Boga. Przed sobą widział w niezliczonych obrazach grzechy całego świata w całej ich wewnętrznej ohydzie i przyjmował je wszystkie na siebie; w modłach swych ofiarował się zadośćuczynić przez swe cierpienia sprawiedliwości Ojca niebieskiego za wszystkie te winy. (...)
Wtem od strony nieba (...) spłynął ku Jezusowi wąski pas światła, a po nim spuścił się ku Niemu szereg aniołów, pokrzepiając i umacniając Jezusa, upadającego pod brzemieniem smutku i trwogi. Reszta groty wypełniona była (...) strasznymi obrazami grzechu, a złe duchy napadały ze wszech stron z szyderstwem i złością. Jezus przyjmował wszystko na siebie, choć brzemię to było olbrzymie. Serce Jego, jedyne ze wszystkich serc, przepełnione było doskonałą miłością Boga i ludzi, więc ten bezmiar ohydy, ta obrzydliwość i ciężar wszystkich grzechów przejmowały to serce przerażeniem i smutkiem bez miary.(...)
Szatańskie ataki
Gdy już cały ten bezmiar winy i grzechów ludzkich (...) przesunął się przed duszą Jezusa, a On za to wszystko zgodził się być ofiarą przebłagalną i sam błagał o zesłanie na Niego wszelkich mąk i kar, zaczął szatan trapić Go różnymi pokusami, jak niegdyś na pustyni. (...) I przy tym rozwijał różne wymyślone na Jezusa cyrografy i z piekielną bezczelnością podsuwał Mu je przed oczy. Przypisywał Mu wszystkie błędy Jego uczniów, wszystkie zgorszenia, jakie innym dali, obwiniał Go o wywołanie zamieszania i nieporządku przez wprowadzanie na świat jakichś nowości i odstępowanie od starych, tradycją uświęconych zwyczajów. Jak najwytrawniejszy, najpodstępniejszy faryzeusz umiał szatan wynajdywać coraz nowe zarzuty, coraz cięższe, rzekome przewinienia Jezusa. (...)
Oddal ode mnie ten kielich.
Z początku klęczał Jezus spokojnie, pogrążony w modlitwie, lecz powoli, na widok takiego mnóstwa i ohydy grzechów i niewdzięczności ludzi względem Boga, lękać się zaczęła dusza Jego, serce Jego pękało prawie pod brzemieniem smutku i trwogi, aż wreszcie ze drżeniem i lękiem wołać począł do Boga: Abba Ojcze! Jeśli to możliwe, niech ominie Mnie ten kielich goryczy! Mój Ojcze! Dla Ciebie wszystko jest możliwe. Oddal ten kielich ode Mnie! A ochłonąwszy trochę, dodał: Lecz Ojcze, nie Moja, ale Twoja niech się stanie wola! Wprawdzie wola Jego jedno była z wolą Ojca, ale że Jezus więcej czuł teraz człowieczeństwem, dlatego też jako człowiek drżał przed mękami i śmiercią.(...)
I drżał Pan na całym ciele, a pot trwogi występował na Niego (...). Zmienił się prawie nie do poznania, wargi miał zsiniałe, a włosy zjeżone. Było około pół do jedenastej, gdy wstał cały skąpany w pocie, i chwiejąc się i potykając ciągle, wyczołgał się raczej, niż wyszedł z groty. (...)
Śpiący apostołowie
...Jezus szedł do apostołów, wiedząc że i ich dręczą pokusy i trwoga. A straszliwe mary szły wszędzie za Nim (...). Ujrzawszy apostołów śpiących, załamał Jezus ręce, osunął się przy nich na ziemię ze znużenia i zawołał: Szymonie, czy śpisz? Ocknęli się na te słowa śpiący i zerwali z ziemi, a Jezus, czując to opuszczenie od wszystkich, rzekł im: A więc nawet przez godzinę nie mogliście czuwać ze Mną? Teraz dopiero zauważyli apostołowie, jak okropnie Jezus jest zmieniony, blady, przemokły potem, (...) drży na całym ciele i ledwo głosu może dobyć. Gdyby nie otaczała Go znana im aureola świetlista, nie byliby Go poznali.(...)
Wróciwszy do groty z nieodstępnymi swymi strachami i smutkami, upadł Jezus na twarz, rozkrzyżował ręce i pogrążył się w modlitwie do Ojca niebieskiego. Lecz już zaczęła się dla duszy Jego nowa walka, która trwała trzy kwadranse (...)
Cierpienia Kościoła
Przed duszą Jezusa stanęły jak żywe wszystkie przyszłe cierpienia Jego apostołów, uczniów i przyjaciół; widział jak małym będzie z początku Kościół, jak później z jego wzrostem pojawią się zaraz kacerstwa i schizmy, w których przez pychę i nieposłuszeństwo (...), powtórzy się historia upadku grzechowego. Widział chytrość, przewrotność i złość mnóstwa chrześcijan, różne rodzaje kłamstwa i oszukańczych wykrętów dumnych nauczycieli; widział wszystkie świętokradzkie zbrodnie występnych kapłanów i straszne następstwa tego; widział ohydne spustoszenia w Królestwie Bożym na ziemi, w tej świętości, czynione przez ludzkość niewdzięczną, którą właśnie zamierzał odkupić i umocnić własną Krwią (...).
Tak przeciągały przed duszą bolejącego Jezusa w niezliczonych rzędach obrazów zgorszenia i występki wszystkich stuleci aż po nasze czasy i dalej, aż do skończenia świata, we wszystkich przejawach chorobliwego obłąkania, pysznego fałszu, zagorzałstwa zaciekłego, fałszywego proroctwa, heretyckiej zatwardziałości i złośliwości. Wszyscy odszczepieńcy, samozwańcy, fałszywi nauczyciele, obłudni naprawiacze, uwodziciele i uwiedzeni, wszyscy szydzili zeń i dręczyli Go, że nie jest przybity do krzyża odpowiednio i dogodnie dla ich pożądliwości i wytłumaczenia ich pychy; więc darli i rozdzierali między siebie całodzienną szatę Kościoła Jego. Tłumy ich zniewalały Go, wyszydzały i zapierały się Go. Tłumy znów przechodziły obok Niego, dumnie wzruszając ramionami i wstrząsając głową, chociaż wyciągał ku nim zbawcze ramiona, i szły prosto ku przepaści, pochłaniającej ich. Mnóstwo wreszcie było takich, którzy nie śmieli jawnie zaprzeć się Go; ale ze wstrętem milczeniem pomijali rany Kościoła, które sami pomagali rozdzierać, omijali Kościół, jak lewita owego nieszczęśliwego, który wpadł między zbójców. Odłączali się od Jego poranionej Oblubienicy, Kościoła, jak niewierne, tchórzliwe dzieci opuszczają w nocy matkę, napadniętą przez zbójców i morderców, którzy weszli przez wrota, nienależycie przez nich strzeżone. I musiał z bólem patrzeć Jezus, że zamiast bronić tę Matkę, Jego Oblubienicę, szli za opryszkami, unoszącymi zdobycz na pustynię, za złotymi naczyniami i porozrywanymi klejnotami (...).
Znieważenia Najświętszego Sakramentu
Rozpoznałam wśród tych Jego wrogów wszelkiego rodzaju znieważających Go w Najświętszym Sakramencie,(...) począwszy od zaniedbania, nieuszanowania, opuszczenia, aż do wyraźnej pogardy, nadużycia i najohydniejszego świętokradztwa; począwszy od zwrócenia się ku bożyszczom światowym, ku pysze i fałszywej wiedzy, aż do błędnych nauk, niewiary, zaciekłego fanatyzmu, nienawiści i krwawych prześladowań. W tłumie tym znaleźć można było wszelkiego rodzaju osoby (...). Ślepych, którzy nie chcieli widzieć prawdy; chromych, którzy, widząc ją, nie chcieli przez lenistwo iść za nią; głuchych, którzy nie chcieli słuchać przestróg Pana i gróźb Jego; niemych, którzy nawet mieczem słowa nie chcieli walczyć za Niego; wreszcie dzieci w towarzystwie światowych, zapominających o Bogu rodziców i nauczycieli, przesyconych rozkoszami świata, otumanionych czczym mędrkowaniem, ze wstrętem odwracających się od rzeczy Boskich, a ginących na zawsze z powodu ich braku. Widok dzieci w tym tłumie największą mi sprawiał przykrość, bo przecież Jezus dzieci tak kochał. Między nimi najwięcej było źle wychowanych i niewłaściwie nauczanych, nieuczciwych ministrantów służących do Mszy Świętej, którzy nie czcili należycie Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Wina ich spadała w części na nauczycieli i niebacznych pasterzy świątyń. Wreszcie z przerażeniem ujrzałam, że do znieważania Jezusa w Najświętszym Sakramencie przyczyniało się także wielu kapłanów rozmaitych stopni hierarchii kościelnej, nawet takich, którzy sami mieli się za wierzących i pobożnych. Z wielu tych nieszczęśliwców wspomnę jeden tylko rodzaj. Byli to tacy, którzy wierzyli w obecność żywego Boga w Najświętszym Sakramencie, czcili Go i stosownie do tego nauczali lud, lecz z tej obecności Boga na ołtarzu niewiele sobie robili, a mianowicie nie starali się i nie dbali o pałac, tron, namiot, siedzibę i strój królewski tego Króla nieba i ziemi, tj. nie starali się utrzymać w porządku i schludności kościoła, ołtarza, tabernakulum, monstrancji żywego Boga, a także wszystkich naczyń, sprzętów, ozdób, strojów, wszystkich w ogóle przyborów i rzeczy kościoła, domu Bożego. (...) Nie było to zaś przyczyną rzeczywistego ubóstwa, tylko ospałości uczuć, gnuśności, niedbalstwa, oddania się marnym rzeczom doczesnym, nieraz także samolubstwa i wewnętrznej śmierci duchowej; a zaniedbanie takie widziałam nawet w kościołach zamożnych i dostatnich. Wielu było takich, którzy zamiłowani w okazałości światowej, pousuwali najwspanialsze i najczcigodniejsze pamiątki dawnych pobożniejszych czasów, a zastąpili je czczym blichtrem. (...)
Pamiętajmy jednak, że cierpieć dla Chrystusa, to nie tylko przelać za niego krew, ale również zaprzeć się siebie i poświęcić swoje życie dla służby Bogu i bliźniemu. To dokładne i z miłością wykonywanie obowiązków, zwłaszcza tych przykrych; to pokorne przyjmowanie wszelkich osobistych dramatów, trudów i przeciwności – tak jak nas tego nauczył nasz Pan: Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!
Pani Renata należy do parafii pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Suchej Beskidzkiej. Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi wspiera już od 2005 roku, a w 2013 roku przystąpiła do Apostolatu Fatimy.
Pani Renata urodziła się w Poznaniu, skąd po kilku latach wraz z rodzicami wyjechała do Opola, gdzie jej tata pracował jako zawiadowca stacji kolejowej. W Opolu spędziła lata szkoły podstawowej i średniej. Po ukończeniu edukacji wyszła za mąż i zamieszkała w Sosnowcu. – Tam było wówczas ciężkie powietrze przy kopalniach i nasz syn zachorował na astmę. Wtedy mąż dostał przeniesienie służbowe z pracy właśnie do Suchej Beskidzkiej i tu przywędrowaliśmy, gdy syn miał dwa latka. Tak że mieszkamy tutaj już od 50 lat – opowiada.
Stowarzyszenie i Apostolat
– O istnieniu Stowarzyszenia dowiedziałam się chyba, jeśli się nie mylę, w 2005 roku. Właśnie gdzieś wyczytałam, być może, że to była ulotka albo coś takiego, i się zapisałam, a po pewnym czasie przystąpiłam do Apostolatu Fatimy.
– Lubię te wszystkie wizerunki Matki Bożej, jakie mam w kalendarzu „365 dni z Maryją”, który otrzymuję ze Stowarzyszenia. Zresztą kalendarz zamawiam też dla rodziny i dla koleżanki. Z kolei „Przymierze z Maryją” zbieram, a jak jest jakiś artykuł, który może zainteresować moją przyjaciółkę, to jej zanoszę. Mnie najbardziej ciekawią świadectwa Apostołów Fatimy.
Jest ktoś, kto nad nami czuwa
– Myślę, że warto wierzyć, warto modlić się na różańcu, bo zawsze Ktoś jednak nad nami czuwa, tam gdzieś z góry i te modlitwy prędzej czy później zawsze zostają wysłuchane. Staram się odmawiać Różaniec codziennie, a poza tym bardzo lubię śpiewać pieśni Maryjne.
– W swojej parafii chodzę od niedawna na nabożeństwo do św. Charbela, a 22 dnia każdego miesiąca jeżdżę z koleżanką do Sanktuarium Matki Bożej Opiekunki i Królowej Rodzin w Makowie Podhalańskim na nabożeństwo do św. Rity. Święta Rita pomogła mi w pewnej sprawie. Jeździłam co miesiąc przez rok i po prostu ta moja prośba została wysłuchana.
Pani Renata darzy zaufaniem i szacunkiem osoby duchowne, co wynika między innymi z jej osobistego doświadczenia: – Gdy miałam trudny okres w życiu, udałam się do jednego z naszych księży i on bardzo mi pomógł – wspomina.
– Kiedyś byłam nad morzem, w Kołobrzegu. Tam jest zupełnie inaczej. Nie ma takich pełnych kościołów jak w Suchej – zauważa różnice w pobożności różnych regionów Polski. – To rodzice wychowali mnie w takiej, a nie innej wierze. Pamiętam, jak mama nas budziła rano i na szóstą chodziliśmy na Roraty. Wspólnie udawaliśmy się też na majówki.
Miłośniczka pielgrzymek autokarowych
– Teraz ze względów zdrowotnych nie mogę dużo chodzić, ale za to chętnie jeżdżę na pielgrzymki autokarowe. Zawsze raz w roku jadę ze swojej parafii na całonocne czuwanie do Matki Bożej, do Częstochowy. Z parafii towarzyszą nam dwaj, czasem trzej księża; jadą trzy, a nawet cztery autobusy. Wszystko zaczyna się o dziewiątej wieczorem i trwa do piątej rano. Specjalnie dla nas jest przygotowane miejsce blisko ołtarza, gdzie śpiewamy pieśni, modlimy się i odprawiana jest Msza. Towarzyszy nam nasza parafialna schola. Czasami do naszej modlitwy dołączają się również inne grupy – opowiada pani Renata.
Dużo bliżej miejsca zamieszkania pani Renaty znajduje się Sanktuarium Pasyjno-Maryjne w Kalwarii Zebrzydowskiej. – Do Kalwarii jeżdżę z rodziną. Zwłaszcza w okresie bożonarodzeniowym, jak jest tam taka piękna, żywa szopka ze zwierzętami. Ostatnio zabrałam ze sobą prawnuczkę, żeby jej to pokazać.
– Jak tylko mam okazję, to jeżdżę z przyjaciółką do Lichenia, do sanktuarium Matki Bożej. W Licheniu jest przepięknie. Wyjazd trwa dwa dni i organizuje go prywatna osoba z sąsiedniej Białki.
– W 2000 roku, który był Rokiem Jubileuszowym, byłam w Rzymie, żeby przejść przez wszystkie Drzwi Święte – wspomina pani Renata. I dodaje: – Byłam też w Ziemi Świętej, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jednak być tam na miejscu i widzieć jak ludzie są chrzczeni w Jordanie, czy być pod ścianą płaczu, to jest coś niesamowitego.
Oprac. Janusz Komenda
Szczęść Boże!
Cieszę się z każdej kampanii przeprowadzanej przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi. Myślę, że spotkania z wykładami dotyczącymi historii Polski pomogłyby wielu osobom, szczególnie młodym, zapoznać się z naszymi historycznymi dziejami. Życzę powodzenia w realizacji Waszej misji!
Ewa z Warszawy
Szanowni Państwo!
Uczestniczyć w Waszych kampaniach to tak, jakby komuś spadającemu podać rękę i zatrzymać go. Wasza działalność jest potrzebna wszystkim. Dlatego z radością pragnę udzielać Wam wsparcia!
Janina
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Ogromnie się cieszę, że Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi podjęło się opublikowania książki pt. „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski”. Ta książka jest mi ogromnie bliska, ponieważ w niej zawarte są bardzo ważne chwytające za serce przekazy dotyczące przyszłości Polski – naszej Ojczyzny. Narodowi jest to bardzo potrzebne. To święta prawda, że jest to głośne wołanie o przebudzenie Polaków oraz refleksję nad przyszłością naszego kraju i całego świata. Skoro w taki sposób wyrażają Państwo swoje przywiązanie do naszej Ojczyzny, to jakże ja bym miała nie poprzeć tej inicjatywy? Przepięknie wybrzmiały te słowa Pana Prezesa prosto z serca. Serdecznie dziękuję za te budujące szczere słowa oraz za pakiet zawierający broszurę, a także piękny poświęcony przez kapłana obrazek z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej – naszej Hetmanki! Przesyłam pozdrowienia całemu Zespołowi Redaktorskiemu, który włożył tyle trudu w przygotowanie tej książki. Kieruję również pozdrowienia dla obecnych i przyszłych czytelników. Książka ta jest dla mnie bardzo pouczająca. I jestem przekonana, że dla katolików będzie jak balsam na zranione serce. Wierzę, że rozejdzie się, jak przysłowiowe „świeże bułeczki”. Pod warunkiem jednak, że trafi na prawdziwych katolików, a nie takich, którzy tylko takich udają – czyli „farbowańców”. Prawdziwy katolik jest gotowy poświęcić nawet życie dla swojej katolickiej Ojczyzny. Kończąc ten list życzę Panu Prezesowi i całemu Stowarzyszeniu powodzenia w tej jakże potrzebnej i wartościowej kampanii. Szczęść Wam Boże!
Apostołka Fatimy Janina z Łukowa
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Jestem wdzięczna za to, co robicie dla wszystkich Polaków. Dzięki Waszym kampaniom rośnie świadomość ludzi i ich refleksja nad swoim życiem, pogłębia się też wiara w Pana Boga. Dlatego wspieram Wasze akcje. Szczęść Boże!
Małgorzata z Zielonej Góry
Szczęść Boże!
Bogu dzięki, że jest Stowarzyszenie, które dba o dobro Polaków i Polski. Dziękuję osobiście i cieszę się, że jestem Waszym Przyjacielem.
Jan z Ustronia
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Zdecydowałem się być odbiorcą Waszego czasopisma Maryjnego. Muszę przyznać, że jest w nim wiele tekstów bardzo pożytecznych i mocno złączonych z tradycją Kościoła Katolickiego. Dla kapłana także jest wiele materiałów ubogacających. Piszę ten list, bo w 146. numerze „Przymierza z Maryją” (dział Strony Maryjne) na końcu pisma w ramach Sanktuariów Maryjnych został opublikowany tekst o Matce Bożej Skoszewskiej z mojego dekanatu brzezińskiego. Bardzo się ucieszyłem z publikacji tego artykułu. Serdecznie pozdrawiam całą Redakcję, życząc błogosławieństwa Bożego.
Ks. Krzysztof
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję za to, że od roku 2018 miałam możliwość i zaszczyt uczestniczenia w Apostolacie Fatimy. Bardzo dziękuję za życzenia urodzinowe, za kalendarze, za wszelkie przesyłki i za Wasze wartościowe pisma. Dziękuję także za miłe i krzepiące słowa. Za Was wszystkich gorąco się modlę. Życzę błogosławieństwa Bożego i opieki Matuchny Fatimskiej. Bóg Wam zapłać!
Elżbieta
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się moim świadectwem dotyczącym łask, jakie nasza kochana Matka Maryja wyjednała dla mojej cioci u swojego Syna. Moja ciocia cierpi na depresję. Lekarze nie potrafili jej pomóc, choroba trzymała ją w swoim uścisku bardzo mocno. Wtem przypomniałem sobie, że jest modlitwa „nie do odparcia”, czyli Nowenna Pompejańska. Chwyciłem się więc tej nowenny jako ostatniej deski ratunku, gdyż bardzo chciałem pomóc cioci. Zacząłem się modlić mając nadzieję na pomoc. Gdy kończyłem część dziękczynną, nie było żadnych rezultatów poprawy u cioci, jednak ostatniego dnia nowenny stał się cud. Odebrałem telefon, że ciocia już o wiele lepiej się czuje, a depresja przeszła jak ręką odjął. Wiem, że to nasza Najświętsza Matka wyjednała u swojego Syna tę łaskę zdrowia dla niej. Dodatkowo podczas nowenny uzyskałem niespodziewane łaski dla siebie, abym mógł bardziej uczciwie spojrzeć na swoje życie. Zapoczątkowałem proces zmian w moim życiu, które pozwoliłyby mi przybliżyć się bardziej do Pana Boga. Mam nadzieję, że nie zawrócę z tej drogi. (…) Dzięki Nowennie Pompejańskiej zobaczyłem, że można żyć inaczej oraz inaczej przeżywać swoją wiarę!
Właśnie zacząłem kolejną, trzecią nowennę w intencji rodziny mojego brata stryjecznego, która jest w rozsypce, a węzeł zła jest tak mocno zaciśnięty, że tylko Boża interwencja może tutaj pomóc. Wierzę jednak, że nasza kochana Matka wyjedna odpowiednie łaski dla tej rodziny. Nawet jeżeli od razu nie doświadczymy namacalnych cudów tej modlitwy, to Jezus Chrystus wie, jakie łaski na daną chwilę nam zsyła i możliwe, że poznamy je dopiero po tamtej stronie. Dlatego warto odmawiać święty Różaniec, o czym sam się przekonałem. Z Panem Bogiem!
Paweł