Temat numeru
 
Rzeczy ostateczne

 Śmierć grzesznika

W dzisiejszych czasach grzesznicy nie wspominają ani nie rozważają spraw związanych ze śmiercią. Dlatego też szukają spokoju, chociaż nigdy go nie zaznają w grzesznym życiu, jakie prowadzą. Jednak, kiedy już się znajdą blisko śmierci, mając właśnie wkroczyć do wieczności, nie będą w stanie uciec od tortury ich grzesznej świadomości. „Będą szukać ratunku, a nie znajdą go" (Ez 7,26). Jakim spokojem będzie się cieszył grzesznik, kiedy spostrzeże, że za parę chwil będzie musiał pojawić się przed sędziowskim tronem Jezusa Chrystusa, którego przykazaniami i miłością aż do tej pory pogardzał?

Świadomość mającej nadejść śmierci, myśl o konieczności pozostawienia wszystkiego na tym świecie, wyrzuty sumienia, świadomość straconego czasu i pragnienie przedłużenia go dla uporządkowania wszelkich spraw, nieuchronność sądu Bożego, nieszczęśliwa wieczność czekająca zatwardziałych grzeszników - wszystkie te rzeczy tworzą straszną burzę, która zwodzi umysł i zwiększa jeszcze bardziej jego obawy.

Klęska za klęską spada" (Ez 7,26)

Jakie przerażenie i chaos ogarnie nieszczęśliwego chrześcijanina, który wiódł lekkomyślne życie, kiedy uzna się za pokonanego przez grzechy! Pojawią się straszliwe obawy związane z sądem ostatecznym, piekłem i wiecznością! Wielka będzie męka i cierpienie. W tym momencie demony będą wytężać wszelkie siły, aby zapewnić sobie potępienie duszy, która ma właśnie opuścić ten świat. Umierający człowiek będzie kuszony nie tylko przez jednego, ale niezliczoną liczbę czartów.

Jeden będzie mówił: „nie martw się, wyzdrowiejesz, nie umrzesz". Inny: „Przez tyle lat byłeś nieczuły na głos Boga i teraz spodziewasz się, że okaże ci On swoje miłosierdzie?" A jeszcze inny zapyta: „Czy nie widzisz, że twoje spowiedzi były nieważne, że były pozbawione skruchy i mocnego postanowienia poprawy? W jaki sposób teraz chcesz to naprawić?"

To cudownie, że Bóg nieustannie zagraża człowiekowi niespodziewaną śmiercią. Przyjdzie ten dzień, kiedy „będą Mnie prosić - lecz ja nie odpowiem" (Prz 1,28). Czy umierający będzie miał nadzieję, że Bóg usłyszy jego wołanie, kiedy dotknie go nieszczęście? (Hi 27,9).

Moja jest odpłata i kara, w dniu, gdy się noga ich potknie" (Pwt 32,35). Pan wypowiada te same groźby w tylu innych miejscach, a tymczasem grzesznicy wciąż żyją w spokoju, tak bezpiecznie, tak pewni, jakby Bóg im na pewno obiecał przebaczenie win i wstąpienie do raju w godzinie śmierci.

Prawdą jest, że w jakiejkolwiek godzinie grzesznik się nawróci, Bóg obiecuje, że mu wybaczy. Jednak Bóg nie obiecał, że grzesznicy będą nawróceni na łożu śmierci. Przeciwnie, On zapowiedział, że ci, którzy żyją w grzechu, umrą w nim. „W grzechu swoim pomrzecie" (J 8,21,24). Powiedział także, że ci, którzy będą Go szukać w godzinie śmierci, nie znajdą Go (zob. J 7,34). Dlatego musimy szukać Boga, kiedy może być znaleziony (zob. Iz 55,6), bo wtedy przyjdzie, kiedy już nie będziemy w stanie Go odnaleźć.

Św. Robert Bellarmin relacjonuje, że kiedy namawiał do skruchy pewnego mężczyznę, któremu posługiwał w godzinie śmierci, wówczas on odparł, że nie wie, co należy rozumieć przez skruchę. Święty kardynał usiłował mu to wytłumaczyć, ale on odrzekł: „Ojcze nie rozumiem ciebie ani nie pojmuję tych rzeczy, o których mówisz". I w takim stanie ów nieszczęśnik zmarł, pozostawiając, jak ten czcigodny kardynał napisał: „dostatecznie widoczne znaki swojego potępienia".

Drogi Czytelniku, to co zostało powiedziane do innych, odnosi się także do Ciebie. Powiedz mi, czy jeślibyś był na progu śmierci, poddając się zrozpaczony lekarzom, odchodząc od zmysłów w tej agonii, to z jaką żarliwością prosiłbyś Boga o jeszcze jeden miesiąc życia, albo chociaż tydzień, aby uporządkować sprawy sumienia! Bóg ten czas daje Ci teraz. Podziękuj Mu za to i bezzwłocznie zadośćuczyń za zło, które wyrządziłeś, wykorzystując wszystkie środki do tego, aby być w stanie łaski uświęcającej, kiedy nadejdzie śmierć; gdyż wtedy, kiedy ona nadejdzie, nie będzie już czasu na zyskanie przyjaźni Bożej.

Śmierć sprawiedliwego

Tertulian słusznie powiedział, że kiedy Bóg skraca życie, to skraca on też ból. Stąd chociaż człowiek jest skazany na śmierć, która jest karą za grzech, to wciąż cierpienia życia są tak wielkie, że według św. Ambrożego śmierć wydaje się być zadośćuczynieniem i ulgą raczej, aniżeli karą. Męki, które nękają grzeszników u progu śmierci, nie mącą spokoju świętych. „A dusze sprawiedliwe są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka" (Mdr 3,1).

Śmierć wyrządza gwałt naturze, dlatego że oddziela duszę od ciała. Stąd rzeczą normalną jest to, że osoba, nawet jeśli jest cnotliwa, odczuje ten straszny moment. Niemniej jednak, wierząc w Boga i pośrednictwo Najświętszej Maryi Panny, sprawiedliwi będą spokojni i nie przezwycięży ich strach. Święci nie niepokoili się z powodu śmierci i sprawiedliwy człowiek nie jest dręczony myślą, że jest zmuszony do opuszczenia dóbr ziemskich, dlatego, że jego serce zawsze pozostawało wolne od tego przywiązania.

„I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie" (Ap 21,4). W chwili śmierci Pan otrze wszelkie łzy z oczu swoich sług jakie uronili na tym świecie, gdzie żyli pośród przykrości, obaw, niebezpieczeństw i zmagali się z piekłem. Największe pocieszenie dla duszy w chwili śmierci, która kochała Boga, będzie pochodziło z myśli o tym, że wkrótce będzie oderwana od tak wielu niebezpieczeństw obrażania Go, na które jest narażona w tym życiu, od utrapień sumienia i od tak wielu pokus szatana. Życie jest wspaniałą rzeczą, która może nas dowieść do nieba, ale jest ono także nieustanną walką z piekłem, w której ciągle istnieje niebezpieczeństwo utraty naszych dusz i Boga, o ile nie będziemy kroczyć właściwą ścieżką.

Bóg okazuje wielką przychylność duszy, która jest w stanie łaski, kiedy zabiera ją z tego świata, aby nie odmieniła ona swojej woli i nie straciła przyjaźni Bożej (Mdr 4,11).

Wincenty Karafa, jezuicki generał, pocieszał się na łożu śmierci mówiąc: „Przez utratę życia zaprzestanę raz na zawsze obrażać Boga". A św. Ambroży powiedział: „Dlaczego tak bardzo pragniemy tego życia, w którym im dłużej żyjemy, tym bardziej przepełnieni jesteśmy grzechami?" Prawdą jest, że musimy pragnąć żyć tak długo, jak długo Bóg sobie życzy, po to, aby Go kochać i Mu służyć na ziemi i walczyć dla Niego, gdy zajdzie taka potrzeba, a nie dla przyjemności. Z tego powodu Dawid wykrzyknął: „Boże mój, nie zabieraj mnie w połowie moich dni" (P 101,25).

Św. Jan Chryzostom nawiązał do następującej analogii: wyobraź sobie króla, który przygotował pokoje w całym swoim pałacu dla jednego ze swoich podwładnych, ale obecnie każe mu mieszkać w namiocie. Jak żarliwie ten wasal będzie wypatrywał dnia, w którym będzie mógł opuścić namiot i wejść do pałacu! W tym życiu dusza będąc w ciele jest jakby zamknięta w więzieniu, które musi opuścić, aby wstąpić do niebiańskiego pałacu. Stąd Dawid modli się do Pana, aby uwolnił go z więzienia (zob. Ps 141,8).

Dla sprawiedliwych, śmierć jest jedynie przejściem do życia wiecznego", mówi św. Atanazy. Zatwardziały grzesznik ma powód, aby obawiać się śmierci, dlatego, że przejdzie od śmierci doczesnej do wiecznej. Ale ten, który jest w stanie łaski i ma nadzieję przejść z śmierci do życia, nie boi się śmierci. Szatan przyjdzie w godzinie śmierci, aby kusić i atakować każdego, nawet świętych. Jednak prawdą jest także to, że anioł stróż będzie przy nas, aby nas wzmocnić, że przybędą święci, aby nas chronić. Święty Michał Archanioł, któremu Bóg nakazał bronić jego wiernych sług w ostatniej walce z piekłem, także przyjdzie. Matka Najświętsza przyjdzie, aby uwolnić od pokus sprawiedliwą bądź skruszoną duszę, której wybawienie kosztowało tak wiele krwi Jej Boskiego Syna. A będzie Ona w sposób szczególny chroniła tych, którzy poświęcili się Jej i Jej ufali przez całe życie.

Bóg jest wspaniałomyślny. Nie pozwala nam być kuszonymi ponad nasze siły (zob. 1 Kor 10,13). Znanych jest kilka przykładów osób, które prowadząc święte życie umarły obawiając się o swoje wieczne zbawienie. Pan czasami dozwala, aby przez te obawy dusze zupełnie oczyściły się z wad w godzinie śmierci. Jednak zasadniczo słudzy Boży umierają z pogodnym wyrazem twarzy. W chwili śmierci sąd Boży wznieca lęk we wszystkich; ale jeśli grzesznicy przechodzą od przerażenia do rozpaczy, to święci przechodzą od lęku do zawierzenia.

Czy myśl o obrażaniu Boga, co czyniliśmy czasami w naszym życiu, powinna dręczyć nas w chwili śmierci? Pamiętajmy, że obiecał On zapomnieć niegodziwości wszystkich skruszonych grzeszników. „A jeśli występny porzuciłby wszystkie swoje grzechy,... nie będą mu poczytane wszystkie grzechy jakie popełnił" (Ez 18, 21, 22).

Jednak możesz zapytać, jak można być pewnym uzyskania przebaczenia? Św. Bazyli zadaje to samo pytanie: „Jak ktoś może być pewny, że Bóg przebaczy jego grzechy?" „On może być pewien przebaczenia - odpowiada święty - jeśli powie, że nienawidzi i czuje odrazę do niegodziwości". Ten, który nienawidzi grzechu, może być spokojny o uzyskanie przebaczenia. Serce człowieka nie może istnieć bez kochania pewnych przedmiotów; musi ono kochać stworzenia, czy też Boga.

Wszyscy ci, którzy kochają Boga, będą przestrzegać Jego przykazań (zob. J 14,21). Zatem ci, którzy umrą w poszanowaniu przykazań, umrą w miłości Bożej i ten, który kocha, nie musi się obawiać śmierci. Oczywiście, jak uczy Kościół Święty, ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci w czyśćcu oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba*.

Nieskończone miłosierdzie Boga

Pan Jezus w objawieniach skierowanych do siostry Józefy Menedez mówi do każdego z nas: Jeżeli ty jesteś przepaścią nędzy, to Ja jestem Przepaścią Dobroci i Miłosierdzia. Moje Serce jest twoją ucieczką. Przyjdź i znajdź w Nim wszystko, co potrzebujesz, nawet jeśli dotyczy to rzeczy, o które ciebie proszę. (.) Nie jestem zmęczony duszami, a Moje Serce zawsze czeka na nie, aby przyszły i znalazły w nim azyl, bez względu na to, jak byłyby nędzne! (.) Najmniejszy akt uczyniony z miłości może zdobyć wiele zasług i dać Mi wiele pociechy! Moje Serce nadaje Boską wartość nawet najmniejszym działaniom. To czego chcę, to jest miłość. Nie szukam niczego oprócz miłości. nie proszę o nic oprócz miłości.**

Wieczny ogień piekielny będzie zasłużoną zapłatą dla tych wszystkich, którzy gardzą i depczą nieskończoną miłość Boga.


Tłumaczenie i opracowanie
Agnieszka Stelmach
Na podstawie tekstu z „Crusade Magazine", lipiec-sierpień 1994.
Materiał do tego rozważania z pewnymi zmianami zaczerpnięty został z Przygotowania do śmierci św. Alfonsa de Liguori.


* Por. Katechizm Kościoła Katolickiego 1030
** Cyt. za List zza grobu, Kraków 2003 s. 30-31.

1 / 2 /


NAJNOWSZE WYDANIE:
Chrystus Zmartwychwstał! Dla Ciebie i dla mnie
Wielki Post, Wielki Tydzień, Wielka Noc… Ten numer naszego pisma obejmuje czasowo jakże wielkie wydarzenia. Zatem pragniemy w temacie głównym odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie naszego Pana są Jego najwspanialszymi dla nas darami i dlaczego były niezbędne, byśmy mogli zbawić nasze dusze.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Wiarę wyniosłem z domu rodzinnego

Dzisiaj prezentujemy Państwu sylwetkę pana Zdzisława Czajki, który wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi od 2004 roku, a od 2008 roku należy do Apostolatu Fatimy. W listopadzie ubiegłego roku wziął udział w pielgrzymce Apostolatu do Sanktuarium Matki Bożej w Fatimie. Oto co nam o sobie opowiedział…

 

– Urodziłem się w Leżajsku na Podkarpaciu, a ochrzczony zostałem przez ks. Józefa Węgłowskiego w parafii pw. św. Józefa w Tarnawcu koło Leżajska. Potem wyjechałem z rodzicami, Władysławem i Reginą, na Opolszczyznę. Zamieszkaliśmy w Myszowicach, a należeliśmy do parafii pw. Świętej Trójcy w Korfantowie. W dzieciństwie byłem ministrantem i służyłem do Mszy Świętej w małej kapliczce w Myszowicach.


Zaangażowanie w życie Kościoła


– Po zawarciu małżeństwa przeprowadziłem się do swojej obecnej parafii pw. św. Marcina Biskupa w Jasienicy Dolnej, choć uczęszczam do kościoła filialnego pw. św. Mateusza w Mańkowicach. Przez kilka lat należałem wraz z żoną do Żywego Różańca, który teraz już niestety u nas nie istnieje. Poza tym przez 12 lat śpiewałem w chórze parafialnym.


– Kiedyś dostałem od mojego kolegi album poświęcony położonemu niedaleko od Mańkowic Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej na Szwedzkiej Górce. Nazwa Szwedzka Górka jest związana w obecnością na tych terenach w czasie wojny trzydziestoletniej wojsk szwedzkich. W czasach PRL-u jeździłem tam na coroczną Mszę Świętą z okazji tzw. dnia ludowego.

Obecnie w drugi dzień Zielonych Świątek odbywa się tam Zjazd Rolników.


– Od kilku lat sympatyzuję z Trzecim Zakonem ojców franciszkanów w Nysie. Do tej pory nie złożyłem przyrzeczeń, ale jeżdżę tam co jakiś czas na Msze Święte. W każdą ostatnią niedzielę miesiąca jest tam odprawiana Msza Święta w intencji powołań do Trzeciego Zakonu świeckich franciszkanów.


Duchowni w rodzinie


– Brat mojego ojca, Jan Czajka, i jego stryj, Wawrzyniec Czajka, byli księżmi. Miło wspominam zwłaszcza ks. Jana, który przez 42 lata, jako proboszcz i kanonik, posługiwał w parafii Świętych Piotra i Pawła w Zagorzycach Dolnych koło Sędziszowa w Małopolsce.


– Moja siostra stryjeczna Lucyna Czajka – siostra Katarzyna – jest zakonnicą w Zgromadzeniu Córek Bożej Miłości. Obecnie pracuje jako nauczycielka w przedszkolu prowadzonym przez swoje zgromadzenie w Wilkowicach koło Bielska-Białej.


Wspieranie Stowarzyszenia


– Dwadzieścia lat temu, wracając z pracy, znalazłem przed wejściem do mieszkania ulotkę informującą o możliwości wspierania Stowarzyszenia i tak się to zaczęło. Od 2005 roku zgromadziłem wszystkie kalendarze „365 dni z Maryją” i mam prawie 100% wydań „Przymierza z Maryją”, nie mówiąc o innych dewocjonaliach, które otrzymałem: figurce Matki Bożej Fatimskiej czy różańcach, zwłaszcza tym wydanym na 100-lecie Objawień Fatimskich.


Pielgrzymka do Fatimy


– Na 20-lecie swojego wspierania Stowarzyszenia zostałem wylosowany na pielgrzymkę do Fatimy. Byłem z tego powodu bardzo szczęśliwy. W Fatimie podobały mi się szczególnie: plac przed bazyliką, droga krzyżowa, domy, w których mieszkały dzieci fatimskie oraz zamki, kościoły i klasztor templariuszy w Tomar. Miło wspominam również to, że podczas pielgrzymki moja żona wylosowała figurkę Matki Bożej Fatimskiej, która była nagrodą za zakupy zrobione w jednym ze sklepów.

– Bardzo dziękuję za pielgrzymkę i pozdrawiam szczególnie całą naszą grupę oraz panią przewodnik, która opiekowała się nami i przekazała nam bardzo dużo wiadomości.


Oprac. JK

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowna Redakcjo!

Dziękuję serdecznie za przesłany kalendarz i egzemplarze „Przymierza z Maryją”. Czytam je z ochotą i uwagą „od deski do deski”. Artykuły są wartościowe i ciekawe. Życzę dalszej owocnej pracy w tym zakresie. Wasze kalendarze są przepiękne, wspieram datkiem akcję ich rozprowadzania. Życzę wytrwałości w działalności Stowarzyszenia, wspierając ją na ile mogę niemal od początku powstania organizacji, a mam już prawie 90 lat. Niech Boża Opatrzność czuwa nad Wami.

Stanisława ze Śląskiego

 

 Szczęść Boże!

Dziękuję za prowadzenie tak pięknych i potrzebnych akcji katolickich. W miarę moich możliwości wspieram Was w tym pięknym dziele materialnie i duchowo. Życzę Wam, abyście kontynuowali to dzieło jak najdłużej i niech Was Matka Boża Fatimska ma w Swojej opiece i pomaga Wam w tych trudnych dla naszego kraju czasach. Szczęść Wam Boże!

Tadeusz z Małopolski

 

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za przesłane pozdrowienia, upominki oraz pozostałe materiały. Ogromnie ucieszyła mnie informacja, że Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi oraz Apostolat Fatimy rozpoczęły kampanię mającą na celu ożywienie kultu św. Antoniego z Padwy. Był on bowiem ukochanym świętym mojej prababci, babci i mamy. Z czasem stał się bardzo bliski i mojemu sercu. Ale nie zawsze tak było. Był taki czas w moim życiu, gdy jako nastolatka miałam do niego wiele żalu. Szczególnie wówczas, gdy widziałam moją ukochaną mamę, stojącą w kościele, pod figurą św. Antoniego i z ufnością modlącą się do niego, a on jej nie pomagał w powrocie do zdrowia i w codziennych troskach. Tak wówczas to widziałam. Przyszedł jednak czas, gdy zrozumiałam, że to obecność tego świętego w życiu mojej mamy sprawiała, że było jej lżej nieść trudy choroby i życia.

Gdy zostałam tercjarką franciszkańską, zapragnęłam, aby w mojej parafii rozwinął się kult św. Antoniego. Żeby wierni mogli z ufnością zawierzać swoje sprawy – często tak bardzo trudne i beznadziejne – Bożemu Cudotwórcy. Aby w ich sercach nigdy nie zaginęła nadzieja Jego wstawiennictwa u Boga i otrzymania skutecznej pomocy. Ta sama nadzieja, jaką żywiła w sercu przez całe życie moja mama. Za każdym razem, gdy wspominam tę historię, to odnoszę wrażenie, graniczące z pewnością, że to sam św. Antoni prowadził mnie w działaniach, które miały rozszerzyć jego kult, na chwałę Bożą, w moim parafialnym kościele. Tu muszę dodać, że zostałam tercjarką w kościele, w którym znajduje się figura św. Antoniego, przed którą tak często modliła się moja mama. I to dzięki Ojcom Franciszkanom z tej świątyni mogłam zaangażować się w ożywienie kultu św. Antoniego w moim kościele parafialnym.

Proszę pozwolić, że poniżej krótko opiszę, jak obecnie przedstawia się ten kult w mojej parafii:

W 2000 roku uroczyście powitaliśmy w naszej parafii relikwie św. Antoniego przybyłe prosto z Padwy. W kościele stanęła figura Świętego, obok której jest umieszczony koszyczek z cytatami z kazań św. Antoniego. Tym samym mogą one stanowić formę modlitwy za wstawiennictwem tego Świętego. W każdy wtorek, po Mszy Świętej, odmawiana jest litania do św. Antoniego z Padwy. Każdego 13 czerwca, gdy Kościół obchodzi jego wspomnienie, w intencjach złożonych przez parafian odprawiana jest Msza z poświęceniem chlebków, które później wierni zabierają do domów. Chlebki mają przypominać o chrześcijańskim obowiązku niesienia pomocy potrzebującym i ubogim. Przy figurze umieszczona jest również kasetka na ofiary, które przekazywane są parafialnej Caritas. Tak zebrane pieniądze służą do organizowania różnorakiej pomocy potrzebującym w naszej parafii.

Pozdrawiam Was serdecznie i ufam, że kampania mająca ożywić kult św. Antoniego z Padwy przyniesie liczne duchowe owoce – o co, z całą gorliwością, będę się modliła! Szczęść Boże!

Mariola – Apostołka Fatimy

 

 Szczęść Boże!

Dziękuję bardzo za wszystkie piękne i wartościowe broszurki. Św. Antoni i św. Józef są moimi szczególnymi patronami, chociaż św. Ojciec Pio i św. Jan Paweł II też są moimi wielkimi orędownikami. Dziękuję za Wasze akcje i piękne publikacje. Ja i moja mamusia (91 lat) chętnie dowiadujemy się z nich dużo o życiu świętych, a modlitwy są piękne. Dlatego z całego serca Wam dziękuję. Bóg zapłać za wszystko, co buduje oraz umacnia moją wiarę i miłość do Pana Boga, Jego Syna i naszej Matki.

Grażyna z Torunia

 

 Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję za niezmierzone wsparcie duchowe, modlitwy oraz wszystkie przesyłki. Wasze kampanie są bardzo szlachetne i potrzebne. Proszę pozwolić, że dam przykład… W zeszłym roku pewnej rodzinie podarowałam kalendarz Maryjny. Od tej pory jej członkowie zaczęli częściej chodzić do kościoła, a ostatnio nawet jeżdżą na pielgrzymki. Nie jest to jedyna rodzina, bo przekazywałam też „Przymierze z Maryją” – zdarzało się, że zostawiałam je na stoliku w przychodni zdrowia. W każdym „Przymierzu…” można znaleźć bardzo ciekawe i pouczające artykuły oraz nowe modlitwy, za co serdecznie dziękuję!

Czas bardzo szybko upływa, już jesteśmy razem od 2009 roku. Mam nadzieję, że dobry Pan Bóg i Najświętsza Maryja Panna pobłogosławią nam i jeszcze dłuższy czas będziemy razem. Choć niestety muszę przyznać, że ostatnio choroby bardzo nękają mnie i mojego męża… Czasem jest mi bardzo ciężko, ale staram się wytrwale modlić i odzyskuję siły. Modlę się też za Was wszystkich codziennie, wypraszając zdrowie, błogosławieństwo Boże we wszystkim oraz opiekę Matki Bożej. Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego co najlepsze – zwłaszcza zdrowia, błogosławieństwa Bożego, opieki Najświętszej Maryi Panny oraz darów Ducha Świętego dla Was wszystkich.

Z Panem Bogiem

Irena z Jastrzębia Zdroju

 

 Szczęść Boże!

Wspieram każdą akcję, którą organizuje Wasze Stowarzyszenie ku czci Pana Jezusa i Matki Najświętszej. Uważam, że są one bardzo potrzebne. Mimo sędziwego wieku, śledzę je na bieżąco. Niech Matuchna Fatimska Wam błogosławi!

Henryk z Tychów