Rodzina
 
Św. Józef patronem… kobiet
Paweł Kot

Św. Józef bywa dziś przedstawiany przede wszystkim jako wzór męskości: odpowiedzialny ojciec, pracowity rzemieślnik, człowiek czynu i milczenia. Jednak takie ujęcie – choć prawdziwe – jest niepełne. W samym sercu tajemnicy Józefa znajduje się bowiem przede wszystkim relacja do Kobiety, którą Bóg powierzył mu w sposób absolutny. To właśnie ta relacja sprawia, że św. Józef może – i powinien – być uznany za szczególnego patrona kobiet.

 

W całej historii zbawienia nie znajdziemy drugiego podobnego przypadku. Bóg powierzył Józefowi Maryję – noszącą w sobie Słowo Wcielone – całkowicie: Jej ciało, Jej tajemnicę, Jej reputację i Jej bezpieczeństwo. To najdalej idący akt zaufania wobec mężczyzny w dziejach świata. I Józef wyznaczonemu zadaniu sprostał.


Dla kobiet ten fakt ma znaczenie fundamentalne, bo św. Józef doskonale zna ciężar odpowiedzialności za kobietę i dzieci w rodzinie. Jest tym, który bierze na siebie w pełni konsekwencje ich losu. W świecie, w którym kobiety tak często doświadczają instrumentalizacji, porzucenia lub braku realnej ochrony, Józef powinien jawić się jako oczywisty patron bezpieczeństwa i godności kobiety.


Patron sytuacji trudnych


Maryja znalazła się w sytuacji po ludzku skrajnie trudnej, a nawet dramatycznej. Jej cudowne poczęcie Jezusa było niezrozumiałe nie tylko dla otoczenia, ale początkowo również dla samego Józefa. W realiach żydowskich I wieku nie była to kwestia „niewygodnej plotki” czy społecznego dyskomfortu. Było to realne zagrożenie życia. Prawo mojżeszowe przewidywało surowe konsekwencje…


W tym właśnie momencie objawia się duchowa wielkość naszego Bohatera. Ewangelia nie notuje ani jednego jego słowa. A jednak jego decyzja mówi wszystko. Józef – umocniony nocną wizją anielską – nie domaga się wyjaśnień, do których „miał prawo”. Wybiera drogę, która chroni Maryję – nawet jeśli oznacza to dla niego samotność, upokorzenie i niezrozumienie. Bierze ciężar sytuacji na siebie, osłania Najczystszą, strzeże życia Jej i Jezusa. Dlatego właśnie św. Józef staje się szczególnym patronem kobiet w sytuacjach trudnych: osamotnionych, niezrozumianych, niesprawiedliwie ocenianych, uwikłanych w okoliczności, których nie potrafią – albo nie mogą – wytłumaczyć światu.


Józef nie jest ojcem biologicznym, a jednak jest ojcem w pełni. To czyni go szczególnie bliskim kobietom, które z różnych powodów same wychowują dzieci, które niosą ciężar odpowiedzialności bez wsparcia, a także kobietom powołanym do macierzyństwa duchowego: siostrom zakonnym, nauczycielkom, wychowawczyniom. Józef pokazuje, że o wartości relacji nie decyduje biologia, lecz miłość i wierność.


Uzdrowienie relacji kobieta–mężczyzna


Współczesny kryzys relacji między kobietą a mężczyzną ma często bardzo osobisty i bolesny wymiar. Dla wielu kobiet jego źródłem nie są nieodpowiednie wpływy kulturowe, choć bywa to silny czynnik, lecz konkretne doświadczenia: trudna relacja z ojcem, jego nieobecność, chłód emocjonalny, przemoc, niestabilność albo brak ochrony wtedy, gdy była najbardziej potrzebna. U innych ranę tworzą powtarzające się niepowodzenia w relacjach, samotność, niemożność znalezienia męża lub doświadczenie związków, które kończyły się porzuceniem, wykorzystaniem albo brakiem odpowiedzialności ze strony mężczyzny.


Św. Józef jest ikoną mężczyzny, który nie zagraża, nie narzuca się, nie uzależnia kobiety od siebie emocjonalnie. Jego obecność jest obietnicą bezpieczeństwa. Dla kobiet, które noszą w sobie deficyt doświadczenia ojcostwa, staje się figurą ojca, który nie rani, nie znika i nie stawia miłości warunkowej, którą niektórzy ojcowie doświadczają swoje córki.

Józef uczy też, że mężczyzna może być blisko bez przekraczania granic. Może być odpowiedzialny, nie odbierając wolności. Może chronić, nie kontrolując. Dla kobiet, które boją się relacji, jest on znakiem, że zależność nie musi oznaczać upokorzenia, a bliskość – zagrożenia.


Szczególne znaczenie ma to także dla kobiet, które pragną małżeństwa, ale go nie znajdują. Samotność, przedłużające się oczekiwanie, poczucie bycia „pominiętą” przez życie często rodzą pytania o własną wartość i sens kobiecości. Św. Józef nie daje łatwych odpowiedzi, ale daje coś ważniejszego: doświadczenie męskiej obecności, która nie definiuje kobiety przez użyteczność, atrakcyjność czy status. Jego relacja z Maryją pokazuje, że kobieta jest godna miłości i ochrony nie dlatego, że spełnia czyjeś oczekiwania, ale dlatego, że jest osobą powierzoną przez Boga.


Dla kobiet zranionych, ostrożnych, nieufnych św. Józef staje się patronem powolnego, bezpiecznego powrotu do zaufania. Jest swoistym terapeutą – nie przyspiesza procesów, nie wymusza decyzji i nie obiecuje natychmiastowego szczęścia. Uczy raczej, że uzdrowienie relacji zaczyna się od doświadczenia, że istnieje taki mężczyzna, który potrafi być wierny, obecny i odpowiedzialny – a skoro tak, to można śmiało prosić Boga (najlepiej przez wstawiennictwo św. Józefa) o podobnego męża dla siebie.

W tym sensie Opiekun Jezusa nie tylko chroni kobiety, ale odbudowuje samą możliwość zaistnienia szczerej relacji kobieta–mężczyzna. Przywraca nadzieję, że ojcostwo może być dobre, męskość bezpieczna, a bliskość – źródłem pokoju.


Doświadczenie św. Teresy

 

Nikt chyba tak skutecznie nie odmienił wizerunku Józefa jako patrona wyłącznie męskich spraw, jak św. Teresa z Ávili. Wielka reformatorka karmelu uczyniła go centralną postacią swojej duchowości. W swojej Księdze życia zapisała słynne słowa: Nie pamiętam, abym kiedykolwiek prosiła go o jakąś łaskę, której by mi nie wyświadczył.


Dla św. Teresy Józef był potężnym orędownikiem we wszystkich potrzebach – od głębokich kryzysów duchowych po prozaiczne braki materialne. To jemu powierzyła swój pierwszy zreformowany klasztor w Ávili, wierząc, że tylko on jest w stanie uchronić tę wspólnotę przed konfliktami wewnętrznymi i zewnętrznymi atakami. Teresa widziała w nim wzór modlitwy milczącej – tej, która jest tak bliska kobietom szukającym głębi w zgiełku codzienności. Pokazała, że św. Józef jest najlepszym towarzyszem dla kobiet, które podejmują wielkie dzieła i potrzebują męskiego, stabilnego wsparcia, a które nie odbiera im autonomii, lecz dodaje odwagi w ich życiowej misji.


Powołanie Marianny Marchockiej


Podobnie inspirująca jest historia Służebnicy Bożej Marianny Marchockiej – Teresy od Jezusa, polskiej karmelitanki, stygmatyczki i organizatorki klasztorów. Urodzona w 1603 roku w Stróżach koło Zakliczyna w pobożnej rodzinie, jako młoda dziewczyna, pod wpływem pism św. Teresy z Ávili, postanowiła wstąpić do karmelitanek. Jej ambitny ojciec, starosta czchowski i poseł na Sejm, początkowo zniechęcał ją, widząc w decyzji córki egoizm lub niedojrzałość. Później przeszedł do gróźb. Ponoć pewnego dnia, pod wpływem alkoholu, w uniesieniu zamierzył się na córkę szablą, gdy ta obstawała przy swoim powołaniu. Starsza siostra zasłoniła wtedy w porę Mariannę, być może ratując jej życie.


Gdy Marianna była już bliska, by dać za wygraną, w uroczystość św. Józefa, po przyjęciu Komunii Świętej, doznała wizji Oblubieńca Maryi. Święty Józef skarcił ją za chwilową rezygnację z pragnień i zapewnił o Bożej pomocy. Od tej pory stał się jej patronem i opiekunem. Po dwóch latach ojciec ustąpił i sam odprowadził córkę do klasztoru. Dla Marchockiej, kobiety zmagającej się z oporem rodziny i zagrożeniem życia, św. Józef był wzorem ochrony w sytuacji bardzo trudnej, podobnej do sytuacji Maryi. Jako siostra zakonna, organizując klasztory w Polsce, czerpała z jego opieki, widząc w nim stróża kobiecego powołania duchowego.

* * *

19 marca, w dniu wspomnienia świętego Józefa, warto spojrzeć na niego właśnie w tym świetle: jako na strażnika kobiecej godności, bezpieczeństwa oraz powołania.



NAJNOWSZE WYDANIE:
Uczmy i wychowujmy po katolicku!
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
W odwiedzinach u Fatimskiej Pani
Roman Motoła

Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.

 

Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.


Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?


Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…

Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.


Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.


Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.


W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.

Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.


Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.


Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.


Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.


Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.

Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowni Państwo!

Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!

Anna ze Zgierza

 

 

Szczęść Boże!

Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.

Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.

Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.

Wdzięczna Czytelniczka

Krystyna z Pruszkowa

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!

Barbara

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Danuta z Krakowa

 

 

Szanowni Państwo!

Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,

Maria

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.

Janina z Włocławka

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.

A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.

Z Panem Bogiem!

Genowefa