Temat numeru
 
Świętujmy po katolicku!

O rodzinnym przeżywaniu Bożego Narodzenia, zagrożeniach płynących z komercjalizacji tych Świąt i konieczności podtrzymywania świątecznych tradycji z prezesem Instytutu Ks. Piotra Skargi Sławomirem Olejniczakiem oraz wiceprezesem Sławomirem Skibą rozmawiają Bogusław Bajor i Adam Kowalik.

Bogusław Bajor: Panowie, zgodzimy się, że Święta Bożego Narodzenia (nazywane dawniej Godnymi Świętami) ze swoją wspaniałą atmosferą to czas szczególny. Na czym powinien się w tym okresie skupić katolik?


Sławomir Olejniczak: Święta Bożego Narodzenia to przede wszystkim fundamentalna i radosna tajemnica wcielenia Słowa Bożego – Pana Jezusa Zbawiciela. Bez wcielenia nie byłoby zbawienia i odkupienia naszych grzechów. Dziś, niestety, coraz więcej osób – także katolików – żyje tak, jakby Pana Boga nie było, a Jego przykazania nie obowiązywały. Do wielu nie trafia ta Prawda, że Zbawiciel się narodził, by nas wybawić z grzechów, lecz jak ma ona trafiać, jeśli wielu ludzi nie ma świadomości swych grzechów. Czym się zatem mają radować?

Człowiek mając świadomość swej grzeszności, wie, że grozi ona wiecznym potępieniem. Więc przyjście na świat Zbawiciela, który pragnie mnie ocalić i wyzwolić z niewoli grzechu i potępienia, jest naprawdę radosnym wydarzeniem. To jest podstawa świętowania!

Bardzo ważny jest też element „rodzinności” Bożego Narodzenia. Jest on związany z tym, że świętujemy nie tylko narodzenie Chrystusa, ale świętujemy to wydarzenie w kontekście całej Świętej Rodziny – Jezusa, Maryi i Józefa. Ta łaska, która ożywiała atmosferę stajni betlejemskiej, w jakiś sposób udziela się też podczas świąt rodzinom katolickim. Ale do tego trzeba być odpowiednio przygotowanym. Przystąpić do sakramentu spowiedzi, pojednać się z bliźnimi, umieć zasiąść do stołu wigilijnego z czystym sercem w atmosferze miłości i przebaczenia. Z łaską trzeba współpracować.

Sławomir Skiba: Przytoczę tutaj cytat z Mickiewicza: Wierzysz, że się Bóg narodził w betlejemskim żłobie, lecz biada ci, jeżeli nie zrodził się w tobie. Radosne świętowanie musi mieć wyraz w wewnętrznej przemianie, a ta jest niemożliwa bez spowiedzi i Komunii Świętej. Do tej przemiany mają nas przygotować wyrzeczenia adwentowe, które dawniej były podobne do tych czynionych w Wielkim Poście. Jeśli otworzymy się na działanie łaski, to Narodzenie Pana nastąpi także w naszym życiu.

SO: Tu zarysowuje się istotna różnica między świętowaniem katolickim a – nazwijmy to – komercyjno‑protestanckim, które wkrada się do naszego kraju. Adwent powinien być okresem wyciszenia, odsunięcia się od bodźców tego świata i pokus ciała po to, żeby się przygotować do Przyjścia Pana przede wszystkim duchowo. Radość Świąt Bożego Narodzenia jest owocem łaski, która spływa na dusze praktykujących katolików i ta radość później się uzewnętrznia. Natomiast w wersji komercyjno‑protestanckiej jest odwrotnie: to jest element zagłuszania, huku centrów handlowych, mnóstwa gadżetów, błyskotek, coraz większej ilości prezentów, a w duszy panuje pustka, a nawet zgryzota. Prawdziwa radość się nie pojawia, bo ten komercyjny zgiełk nie jest dziełem łaski.

 

BB: Komercjalizacja świąt niesie oczywiste zagrożenia, ale czy nie jest tak, że może też stać się w pewnych przypadkach szansą, by zainteresować Bożym Narodzeniem ludzi obojętnych religijnie?

SS: Z jednej strony sprowadzenie Bożego Narodzenia do wymiaru czysto handlowego jest ogromnym ­spłyceniem tych pięknych świąt i jako takie jest zjawiskiem negatywnym. Z drugiej jednak strony – we współczesnym świecie, który tak szybko się laicyzuje, nawet ta komercyjna otoczka przedświąteczna może być okazją – przynajmniej w Polsce – do tego, by ludzie w jakiś sposób odczuli czas zbliżających się świąt.

 
 BB: Dlaczego?


SS: Dlatego, że wielu osobom ta otoczka o czymś przypomina. Nawet jeżeli ta atmosfera pozbawiona jest odniesień stricte religijnych, chcąc nie chcąc nasiąka się niezwykłą atmosferą, słuchając choćby piosenek, w których słyszymy nazwę „Boże Narodzenie”. Uważam, że jest to jakiś wstęp, jakiś przyczynek do refleksji nad tymi świętami.

 

Adam Kowalik: Biorąc pod uwagę fakt, że te piosenki puszczane są w różnych centrach handlowych na długo przed Bożym Narodzeniem, można powiedzieć trochę ironicznie, że jest to sklepowy adwent…

SS: Trochę tak. Komercyjna otoczka przypomina o zbliżających się świętach. I dla wielu ludzi jest dyskomfortem, że muszą znosić tę przedświąteczną atmosferę. Przy tak nieczystych często sumieniach, przy utraconej niewinności – której symbolem są święta – wielu ludzi to drażni.

 

BB: Niemniej mamy świadomość, że komercjalizacja Bożego Narodzenia może doprowadzić do wypaczenia idei świąt…

SO: Tak. Tym bardziej, że jest połączona z desakralizacją i protestantyzacją na modłę amerykańską. Jest to, niestety, coraz powszechniejsze w Polsce. Udający św. Mikołaja krasnal Santa Claus, tudzież piosenki w stylu Jingle Bells skutecznie pomagają zapomnieć o Adwencie. To zawsze był błogosławiony czas oczyszczenia czy nawet postu przed oczekiwanym narodzeniem Zbawiciela, które dopiero zaczynało okres bożonarodzeniowy. A teraz coraz bardziej czeka się na Boże Narodzenia jak na finał jakiejś wielkiej imprezy. Zauważyłem to, będąc kiedyś w Anglii. Mianowicie Anglicy w grudniu organizowali tzw. Christmas Parties – czyli imprezy bożonarodzeniowe – chodzili po pubach, imprezowali. Niestety, to też coraz bardziej zauważalne jest wśród młodych ludzi w Polsce.

SS: Warto więc przypominać, że zgodnie z dawnym zwyczajem okres bożonarodzeniowy trwał – z całą swoją otoczką: kolędami, choinką itp. – od 25 grudnia do 2 lutego, czyli święta Matki Bożej Gromnicznej. W naszym kraju jeszcze trzymamy w domach czy kościołach choinki do 2 lutego, ale niestety coraz mniej intensywnie skupiamy się na religijnym przeżywaniu tych świąt i okresu bożonarodzeniowego. Dość powiedzieć, że dla niektórych ten okres zaczyna się już po Dniu Zadusznym i trwa do Wigilii, bo w tym czasie można nabyć w sklepach „świąteczne błyskotki” i prezenty.

 

BB: Zgadzam się, że Boże Narodzenie jest postrzegane dziś nie tyle jako początek szczególnego okresu, lecz finał… Pytanie tylko: czego jest finałem? Na co czeka współczesny świecki człowiek w kontekście tych świąt? Na kolejny długi weekend?

SO: Poniekąd tak. Sprowadza się to w wielu przypadkach do rozrywkowego spotkania rodzinnego – z dużą ilością jedzenia i napitku. Możemy „pogadać”, pooglądać filmy w telewizji i… na tym się kończy. Natomiast przeżycie świąt jako pamiątki Narodzenia Zbawiciela, wielu ludziom niestety gdzieś umyka.

 

BB: Kwestia religijna to jedna sprawa. Druga – to fakt, że święta Bożego Narodzenia „wymuszają” niejako ich rodzinne przeżywanie.

SO: Oczywiście, rodzinne święta to bardzo istotny aspekt. Jeżeli rodzina jest zgodna, to Pan Jezus jest w tej atmosferze obecny – wtedy mamy wspólne śpiewanie kolęd, pełną ciepła wieczerzę wigilijną, wspólne pójście na pasterkę. Natomiast w rodzinach, gdzie te relacje są zepsute przez np. zdrady, rozwody, związki nieformalne, to wspólne przeżywanie świąt jest trudne, gdyż wtedy rzeczywiście budzą się wyrzuty sumienia. Te osoby widzą, że w ich przypadku relacja miłości małżeńskiej, rodzinnej, która powinna być ufundowana na sakramencie małżeństwa – czyli ostatecznie na miłości Pana Jezusa – w jakiś sposób zgrzyta. Znane są nawet przypadki, że w Wigilię niektórzy podejmują próby samobójcze. To jest efekt rozpaczy. Ludzie nie poukładali sobie życia. Ba, dalej brną w grzechy i ostatecznie są kuszeni do rozpaczliwych działań. To jest straszne, ale z drugiej strony takie wyrzuty sumienia mogą być też okazją do nawrócenia i uporządkowania swojego życia.

 

 BB: W jaki sposób możemy pomóc takim osobom wrócić na dobrą drogę?

SS: Kiedy jestem w towarzystwie takich osób – także podczas świąt – staram się nie udawać, że wszystko jest w porządku. Staram się wykorzystać tę sytuację i składam takie życzenia, które rzeczywiście będą wyrażały nadzieję dla tej osoby naprawienia tego, co w jej życiu jest nie tak albo przynamniej skierowania jej uwagi w stronę Pana Boga. W takich przypadkach nie składam zdawkowych życzeń: „wszystkiego najlepszego”, „dużo zdrowia”, „wesołych świąt”, „dużo pieniędzy”…

SO: …w tym kontekście życzylibyśmy bowiem „szerokiej drogi do piekła”…

SS: Dokładnie. I dlatego nie możemy przyjąć takiej postawy, która niestety jest prawie powszechna także wśród katolików, by dla podtrzymania dobrej atmosfery „dać spokój” i udawać, że nie ma całego tego zła: zdrad, rozwodów itp. Jeśli znajdziemy się w takim towarzystwie, to będzie dla nas trudna, ale jednocześnie doskonała sytuacja, by praktykować uczynki miłosierne co do duszy. Być może jest to jedyna okazja w roku, bym mógł jakoś – oczywiście w bardzo chrześcijański sposób – wpłynąć na bliźniego, który nie żyje tak, jak Pan Bóg przykazał. Być może właśnie Pan Bóg potrzebuje mojego pośrednictwa, by przebić się z łaską do tej osoby. Wiem, że w te święta wszyscy chcą mieć dobre samopoczucie, ale my, katolicy, nigdy nie możemy przyzwalać na zło i grzech. Sama idea Bożego Narodzenia kłóci się z życiem antykatolickim! Tego nie da się pogodzić. Dlatego zróbmy wszystko, by pomóc naszym bliźnim w katolickim przeżyciu tych świąt.

 

BB: Laicyzacja jest procesem, który obejmuje także nasze świętowanie. Jak zatrzymać lub odwrócić tę tendencję?

SO: To jest kwestia podtrzymywania tradycji w domach. Nie ulegajmy komercji i modom, tylko szukajmy tego, co było. Wskrześmy atmosferę dzieciństwa. Pytajmy nasze babcie i naszych dziadków, jak to było w ich czasach, czytajmy pamiętniki, w których opisane są dawne zwyczaje. I próbujmy to kontynuować, przywracajmy tradycje – stawiajmy szopki, podtrzymujmy zwyczaje kolędowania, bierzmy udział w orszakach Trzech Króli. Te tradycje trzeba też propagować za pośrednictwem mediów – także mediów elektronicznych.

SS: Szczególnie zachęcam wszystkich do wspólnego śpiewania kolęd. Ten zwyczaj dawniej był powszechny. Chyba najbardziej kojarzy mi się z przeżywaniem świąt z czasów mojego dzieciństwa.

 

AK: …a teraz bardziej się kolęd słucha, niż śpiewa…

SS: Niestety tak. W ogóle wiele tradycji – nie tylko zresztą świątecznych – zostało gdzieś w pokoleniu naszych rodziców przerwanych. Tamto pokolenie było bardziej otwarte na to, co możemy nazwać „światowością”. Nie rozstrzygam, czy na to zeświecczenie wpłynęła atmosfera PRL‑u, „rewolucja kulturalna” lat 60. czy może migracja ludności ze wsi do miast.

Mimo wszelkich przeciwności próbujmy jednak odzyskać stare tradycje, podtrzymujmy post wigilijny, przełamujmy się opłatkiem, módlmy się przed wieczerzą, inscenizujmy jasełka, kolędujmy, wspólnie ubierajmy szopkę, później choinkę. Tak było przez wieki i nie pozwólmy na zanik tych tradycji. Dlatego z radością przyjmuję informacje, że wiele młodych rodzin katolickich powraca do wielu zapomnianych tradycji. To niezwykle budujące i inspirujące!

 

 AK: Czego Panowie życzą naszym Czytelnikom z okazji świąt Narodzenia Pańskiego?

SO: Przede wszystkim świąt radosnych, ale tą radością, która płynie ze zjednoczenia z Chrystusem – poprzez wspólną modlitwę rodzinną, poprzez przystąpienie do sakramentów. Życzę, aby ta łaska Boża jako owoc przyjęcia Chrystusa umacniała życie rodzinne Czytelników „Przymierza z Maryją” przez następne 365 dni – do kolejnego Bożego Narodzenia. Nie zapominajcie, Drodzy Czytelnicy, że rodzina jest ufundowana przede wszystkim na sakramencie małżeństwa. Z tego sakramentu płynie moc uświęcająca dla małżonków, by wspólnie kroczyli drogą, którą obrali w dniu ślubu. A jest to wspólna droga do Nieba. Wspierając się wzajemnie, zawsze mogą liczyć na pomoc Pana Jezusa, który narodził się w betlejemskiej stajni, a w końcu oddał za nich życie na Krzyżu, aby oni mogli mieć życie wieczne.

SS: Ja z kolei chciałbym życzyć, aby wszyscy nasi Przyjaciele pamiętali o tym, co w tych świętach jest najistotniejsze. Żeby w gorączce przedświątecznej nie przedkładali tego, co jest tylko otoczką świąt Bożego Narodzenia nad to, co się dzieje w ich sumieniach i ich duszach. To znaczy, żeby nie dali się zwieść przedświątecznej krzątaninie na tyle, aby stać się dla siebie nawzajem przyczyną do kłótni czy jakichś sporów. Nie wypominajmy więc sobie różnych rzeczy, które de facto nie mają żadnego znaczenia. Zachowajmy spokój, bo Pan Jezus na pewno nie będzie zadowolony z tego, że mamy wysprzątany dom i wszystko jest dopięte na ostatni guzik pod względem kulinarnym, a w sercach trzymamy urazę do najbliższych, jesteśmy z nimi pokłóceni. Diabeł będzie chciał zrobić wszystko, żeby zepsuć nam te piękne święta. Nie pozwólmy mu na to! No i oczywiście módlmy się o łaskę prawdziwie godnego, katolickiego przeżycia świąt Bożego Narodzenia.

 
Dziękujemy za rozmowę.


NAJNOWSZE WYDANIE:
Sami, lecz nie samotni
Wyobcowanie, depresja, lęk, utrata sensu, pustka… Bardzo często te życiowe bolączki kojarzą się z samotnością, osamotnieniem, poczuciem opuszczenia. Ale zastanówmy się – czy zawsze ten stan musi być czymś złym i uciążliwym? Czy na pewno nie możemy wyciągnąć z samotności jakichś korzyści? A może mamy wtedy więcej czasu na refleksję, na przemyślenie własnego życia, relacji z Bogiem i bliźnimi?

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Wiara trzyma mnie przy życiu

Panią Wiesławę Mazur z Jeżówki w Małopolsce poznałem podczas wrześniowej pielgrzymki Apostołów Fatimy do Zakopanego, Kalwarii Zebrzydowskiej, Wadowic i Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie. W swojej parafii, pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, pani Wiesława należy do wspólnoty Żywego Różańca. Oto co jeszcze o sobie opowiedziała…

 

Wiarę przekazali mi rodzice. Mieszkaliśmy w Sułoszowie, do kościoła mieliśmy 5 km, ale w niedzielę nie było, że nie chce mi się iść do kościoła. Nawet nikt o tym nie pomyślał. To zostaje, to zaszczepiła mi mama i do dzisiaj tak jest. Był tylko podział: tato szedł na siódmą, ja na dziewiątą, a mama na sumę, bo każdy miał jakieś obowiązki. Takie były niedziele. A broń Boże, żeby coś wziąć do ręki, coś robić w niedzielę! A dzisiaj? Pranie, sprzątanie… Młode pokolenie wszystko wykonuje w niedzielę, bo wtedy ma czas. W tamtych czasach było to nie do pomyślenia.


W Licheniu doznałam czegoś niesamowitego


Pani Wiesława lubi pielgrzymować, a szczególne miejsce w jej sercu zajmuje sanktuarium w Licheniu. W Licheniu byłam siedem razy. 20 lat temu doznałam tam czegoś niesamowitego. Jechaliśmy przez Kalisz i wstąpiliśmy do Sanktuarium św. Józefa. Kolana mnie wtedy tak bolały, że myślałam iż nie dam rady dojechać do Lichenia. Jak wchodziliśmy do sanktuarium w Kaliszu, to w duchu poprosiłam: żeby te kolana przestały mnie boleć. Nagle poczułam, jakby się ugięły, ale nic więcej się nie stało. Weszliśmy do kościoła, pomodliliśmy się, złożyliśmy podziękowania oraz prośby i pojechaliśmy dalej. W Licheniu trzeba było przejść na klęczkach przez bramę, przy której jest głaz z odciśniętymi stopami Matki Bożej. Powiedziałam, że nie mogę, bo jak klęknę, to nie wstanę, tak mnie te kolana bolą. Wtedy moja koleżanka powiedziała: Spróbuj, może ci się uda. I tak zrobiłam. Przeszłam tę bramę na klęczkach, wstałam i… kolana mnie nie bolały! Do dzisiaj mam zdrowe kolana. Dlatego wracam do Lichenia, jak tylko jest okazja.


Należę do Apostolatu Fatimy i chętnie czytam „Przymierze z Maryją”


Pewnego razu znalazłam ogłoszenie w gazecie, że można otrzymać „Przymierze z Maryją” i różaniec. Wysłałam mój adres i poprosiłam o przysłanie. Dostałam różaniec i książeczkę o przepowiedniach Matki Bożej z Fatimy. Od tamtej pory wszystko się zaczęło: zaczęłam być w kontakcie ze Stowarzyszeniem, które wspomagałam, na ile mnie było stać. W czasopismach, które dostaję, jest dużo ciekawych rzeczy. Niektóre sobie zachowałam na pamiątkę; wracam do nich, czytam, analizuję, przetrawiam po swojemu. Czytam chętnie prawie całe „Przymierze z Maryją”, bo te artykuły dużo mi dają, wiele się z nich dowiedziałam, a jak rozmawiam ze znajomymi i ktoś mnie pyta skąd to wiem, to mówię, że było w „Przymierzach…”. Po przeczytaniu nic nie wyrzucam, tylko zanoszę do kościoła, żeby ktoś inny sobie zabrał, przeczytał i poznał Stowarzyszenie.


Od 2018 roku należę do Apostolatu Fatimy i jestem z tego bardzo zadowolona. Zauważyłam, że z mojej miejscowości kilka osób też zapisało się do Apostolatu, bo jak rozmawiam i mówię, że jest Apostolat Fatimy i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi, to słyszę: Tak, my już wiemy.


Żyję dzięki temu, że wierzę


Pani Wiesława przeżyła śmierć męża, syna i córki. Wiara w Pana Boga i ufność, że Matka Boża pomoże jej i jej bliskim w tej trudnej sytuacji, bardzo pomagała. Tak wspomina te trudne chwile: – Mąż zmarł wcześniej, ale z tym jeszcze szło się pogodzić, bo już przeżył trochę lat, natomiast cierpienie matki nad umierającym dzieckiem, to jest chyba najgorsza rzecz w życiu. Stało się, jak się stało. Trzeba jednak żyć dalej, trzeba się z tym pogodzić, bo jak byśmy się nie pogodzili, to co by z nas było? Dzięki temu, że wierzę, to żyję.


Pewnego razu, gdy byłam u schyłku wytrzymałości, usłyszałam wewnętrzny głos: Nie rezygnuj! I pomyślałam: Nie! Nie zrezygnuję! Dodało mi to tyle siły, że wytrzymałam wszystko i przetrwałam do końca. Nie załamałam się, bo uświadomiłam sobie, że taka była wola Boża. Modlę się tylko, żeby nie było gorzej i wierzę, że kiedyś się jeszcze spotkamy.


Oprac. Janusz Komenda

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Na początku chciałabym gorąco podziękować całej Redakcji, wszystkim redaktorom, księżom, którzy piszą piękne artykuły. Chciałam z całego serca podziękować za otrzymane „Przymierze z Maryją” oraz piękną figurkę Matki Bożej Fatimskiej oraz inne materiały i dewocjonalia. Wasza praca jest potrzebna, wartościowa, pokazuje piękno wiary w Miłosierdzie Boże. Będę się modlić za całą Redakcję o zdrowie, siły i błogosławieństwo Boże.

Z Panem Bogiem!

Jolanta z Rybnika

 

 

Szanowni Państwo!

Serdecznie dziękuję za piękny kalendarz „365 dni z Maryją”, a także za ładne poświęcone obrazki i wszystkie przesyłki, jakie otrzymuję od Was. Cieszę się, że o mnie pamiętacie i ja też o Was pamiętam w modlitwie. Bardzo cieszę się z Waszej pracy. Dużo pracuje cały zespół, chylę czoła przed Wami. Bardzo dziękuję Wam wszystkim, życząc wszelkiego Dobra. Szczęść Boże!

Franciszka z Gryfina

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za piękne życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego, ale również i fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły ducha i wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla rozwoju naszej duchowości chrześcijańskiej. Wszystkie materiały i dewocjonalia, które otrzymałem od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi, są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę Panu, Apostolatowi Fatimy, zespołowi redakcyjnemu i wszystkim współpracownikom wielu łask Bożych, opieki Maryi, dużo radości i zdrowia. Wszystkiego najlepszego. Szczęść Boże!

Marek z Lublina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za współpracę z Wami. Trwa ona już od 18 lat. Doceniam Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi i cały zespół redakcyjny. To, co piszecie, pogłębia naszą wiarę w trudnych dzisiejszych czasach. Modlę się za cały zespół redakcyjny. Dziękuję, że pamiętacie w modlitwach o mnie i mojej rodzinie, za życzenia urodzinowe, za kalendarz, który rozświetla mój dom. Każdego dnia patrzę na Matkę Najświętszą, która nas błogosławi, wyprasza nam zdrowie i opiekę.

Z Panem Bogiem!

Danuta z Michałowa

 

 

Szczęść Boże!

Pragnę złożyć serdeczne podziękowanie za otrzymane życzenia urodzinowe uwiecznione na pięknej karcie z wizerunkiem Fatimskiej Pani.

Z Panem Bogiem!

Robert

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za Wasz wkład w krzewienie prawd wiary. Pragnę podziękować za otrzymane materiały edukacyjne, które umacniają wiarę, duchowość, niosą światło pokoju i miłość w sercach. Dają nadzieję do życia i niech tak pozostanie jak najdłużej – najlepiej na zawsze. Wspierając tę kampanię, wspólnie walczymy o serca, które jeszcze są uśpione. Cały miesiąc październik uczestniczyłem w nabożeństwie różańcowym, ofiarując za grzeszników, którzy obrażają Niepokalane Serce Maryi. Życzę całej Redakcji i dla Pana Prezesa obfitych łask Bożych. Z Panem Bogiem, Bóg zapłać za wszystko z całego serca!

Wojciech z Grodziska Mazowieckiego

 

 

Szczęść Boże!

Takie dzieła Boże jak Wasze trzeba koniecznie wzbudzać! W przesłaniu Matki Bożej płynącym z Gietrzwałdu drzemie wielka potęga ratunku dla Polski – to jest nasze zadanie do odrobienia. Bogu dzięki, że mamy w Polsce tak wspaniałych ludzi jak Wy (i Wasze Stowarzyszenie), którzy to odkrywają! Heroicznym wysiłkiem rozprzestrzeniają to cudownie ratujące Polskę przesłanie. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Rita i Ryszard

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję bardzo za życzenia urodzinowe, a szczególnie za Waszą modlitwę w mojej intencji. Najbardziej wszyscy potrzebujemy opieki Pana Boga. Świętym Charbelem, zainteresowałam się już kilka lat temu. Oprócz książek, mam dla całej rodziny relikwie oraz olej świętego Charbela, przysłanym z Libanu. Warto, aby jak najwięcej ludzi Go poznało. Chciałam powiedzieć także o innym, bardzo skutecznym orędowniku, chociaż oczekującym na wyniesienie na ołtarze, Słudze Bożym Wenantym Katarzyńcu, nazywanym polskim Charbelem. Bardzo skutecznym, czego osobiście doświadczyłam. Sama nie mogłam uwierzyć, jak szybko i w jaki sposób mi pomógł. Tego dowody posiada również moja córka. Rozwikłanie jej problemu odbywało się w tak irracjonalny sposób, że trudno nie uwierzyć w pomoc Sługi Bożego Wenantego. Obiecałam, że będę opowiadała o Jego skutecznej pomocy. W internecie jest wiele filmów i książek o Wenantym. Żyjemy dzisiaj w trudnych czasach, dużo ludzi boryka się z problemami finansowymi. Jeśli ten stan się nie zmieni, czeka nas totalne bankructwo. Czcigodny Sługa Boży Wenanty Katarzyniec jest bardzo skuteczny w tych sprawach. Szanowni Państwo, może również warto by było dać ludziom szansę skorzystania z tej pomocy i zorganizować jakąś akcję związaną z tym kandydatem na ołtarze? Życzę Państwu dużo zdrowia i siły w prowadzeniu tak szczytnej działalności, z której obficie korzystamy. Mówię z wdzięcznością – Bóg zapłać!

Krystyna

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo popieram to, co robicie – że wysyłacie różne pisma, które w tym czasie są bardzo potrzebne, aby ludzie się dowiedzieli, jak żyć z pomocą Pana Jezusa, Matki Najświętszej i wiarą bo jest to bardzo potrzebne. Dziękuję za wszystkie upominki, które od Was otrzymuję. Gorąco modlę się za Was i także proszę o modlitwę.

Genowefa z Rzeszowa