Temat numeru
 
Msza Święta jest sercem Kościoła
ks. Grzegorz Śniadoch IBP

Trudno zamknąć temat Mszy Świętej w ramach jednego artykułu. Napisano o niej niezliczone ilości książek i nikogo to nie dziwi, bo Msza jest źródłem i szczytem życia Kościoła – jest jego sercem. Msza Święta jest ofiarą Ciała i Krwi Pana naszego Jezusa Chrystusa sprawowaną na naszych ołtarzach w sposób bezkrwawy pod postaciami chleba i wina dla upamiętniania ofiary krzyżowej. Jest to więc ze swojej istoty ta sama ofiara, co ofiara krzyżowa, gdyż ten sam Jezus Chrystus, który ofiarował siebie na Krzyżu, ofiarowuje się przez ręce swoich kapłanów, ale sposób, w jaki się to dzieje, jest bezkrwawy.

Msza czy Eucharystia?

 

Dzisiaj używa się zamiennie zwrotów Msza ŚwiętaEucharystia. Warto pamiętać, że tradycyjna nauka katolicka czyni pod tym względem subtelne, acz istotne rozróżnienia. Eucharystia to najważniejszy sakrament ustanowiony przez Jezusa Chrystusa pod postaciami chleba i wina, w którym jest prawdziwie (vere), rzeczywiście (realiter) i istotnie (substantialiter) obecny sam Jezus Chrystus, dawca łaski.

Czym zatem różni się sakrament Eucharystii od ofiary? Po pierwsze sakrament dokonuje się przez konsekrację i trwa, ofiara zaś wyczerpuje się i kończy z chwilą dokonania aktu ofiarowania. Dlatego Przenajświętszą Eucharystię przechowujemy ze czcią w tabernakulach i ma ona znaczenie sakramentu, a nie ofiary. Po drugie, dla tych, którzy przyjmują Eucharystię w postaci Hostii Przenajświętszej, staje się duchowym pokarmem oraz źródłem zasług i pożytków nadprzyrodzonych. Ofiara zaś ma ten skutek, że nie tylko daje możność zbierania zasług, lecz także zadośćuczynienia.            
 

Dlaczego składamy Ofiarę Mszy Świętej?

Ofiarę Mszy Świętej składamy Bogu z czterech powodów.

1) Aby oddać Bogu należną cześć i dlatego zwana jest ofiarą hołdu.

2) Aby podziękować Bogu za Jego dobrodziejstwa i dlatego zwana jest ofiarą dziękczynienia – eucharystyczną.

3) Aby przebłagać Boga i zadośćuczynić za nasze grzechy oraz aby wspomóc dusze w czyśćcu cierpiące i dlatego zwana jest ofiarą przebłagalną.

4) Aby wyprosić u Boga wszystkie łaski, które są nam potrzebne i dlatego zwana jest ofiarą prośby.

 

Dziś często można usłyszeć stwierdzenie, że istotnym celem Mszy Świętej jest ewangelizacja. Taka teza może być poważnym błędem, który ­instrumentalizuje Mszę Świętą i sprowadza ją do roli narzędzia. Pierwszym i głównym celem Mszy jest oddanie czci i nie można kultu prawdziwego Boga redukować do roli narzędzia, choćby uprzywilejowanego, i nawet w tak ważnej sprawie, jaką jest głoszenie Ewangelii.

 

Choć mamy wiele obrządków i rytów, to cele każdej Mszy Świętej są te same i ze swej sakramentalnej istoty nie mogą być inne. Zbawiciel zostawił nam tylko to, co jest absolutnie konieczne, aby sakrament zaistniał, resztę zaś pozostawił Kościołowi. Obrzędy, które okalają przeistoczenie, miały zatem swobodnie same się rozwinąć pod wpływem określonej kultury, wypływając z głębi przepełnionych modlitwą dusz świętych.
 

Rozwój Mszy


Aby lepiej wyjaśnić ten proces powstawania i nawarstwiania się przez wieki liturgii mszalnej, posłużmy się obrazem starej katedry. Katedra zwykle jest najstarszym kościołem każdej diecezji. W Polsce nie brak jest wspaniałych wiekowych gotyckich katedr, których początki sięgają czasów Średniowiecza. Gdy zejdziemy do krypt, często możemy zobaczyć pozostałości po pierwszej romańskiej budowli, wkomponowanej w potężne fundamenty lub podstawy kolumn nowej gotyckiej świątyni.

 

Styl romański, używający kamieni, surowy i prosty poprzedzający strzelisty gotyk, to odpowiednik czasów apostolskich, kiedy Mszę Świętą sprawowano w sposób prosty i surowy, nawiązując do Wieczernika i Ostatniej Wieczerzy.

 

Potem, gdy pierwotna budowla romańska okazała się niewystarczająca i zbyt mała, rozwój kultury chrześcijańskiej i sztuki budowlanej pozwolił wznieść potężny budynek, wysokie okna i sklepienia oraz strzeliste wieże gotyckiej świątyni. Resztki zaś pierwotnego romańskiego kościoła wkomponowano w jej fundamenty i ściany. To czas Średniowiecza, najdłuższej epoki w dziejach chrześcijaństwa. Miała ona największy wpływ na rozwój i ostateczny kształt liturgii ­mszalnej.

 

Następne epoki – renesans, barok i klasycyzm, kolejno dobudowywały nowe kaplice, ozdabiały ołtarze i ściany, czasem hełmy wież. Dlatego w starych katedrach widzimy wiele nakładających się epok i stylów, które przyczyniły się do podniesienia splendoru i wspaniałości całej budowli, a nam stale przypominają o pobożności i wierze poprzednich pokoleń. Jedne rzeczy z czasem przebudowywano, inne zmieniały swe przeznaczenie. Niemniej główny korpus to potężna gotycka średniowieczna bryła, na której kolejne epoki i pokolenia pozostawiały swoje ślady.
 

 
Novus Ordo Missae

 

Podobnie wyglądał rozwój obrzędów Mszy Świętej aż do roku 1970. Wtedy to, na fali posoborowych zmian wprowadzono nowe obrzędy Mszy Świętej (Novus Ordo Missae). W myśl ojców zgromadzonych na Soborze Watykańskim II reforma liturgiczna miała być oczyszczeniem liturgii z nagromadzonych przez wieki różnych obciążających ją zabytków, a używając naszego porównania do katedry – niejako przywrócić jej pierwotną surowość gotyckiej architektury poprzez usunięcie być może zbyt wybujałych dodatków późniejszych stylów, które nie do końca ze sobą wzajemnie korespondują. Zamiast tego jednak postanowiono zupełnie zburzyć katedrę z myślą, że z powstałego gruzu wzniesiemy jakąś nową, nowoczesną w kształcie, strukturze i wystroju świątynię, znacznie lepszą i funkcjonalniejszą od poprzedniej. To porównanie może wydawać nam się dość drastyczne, ale tak w istocie zrobiono i wdrożono pomimo oporu reformę, która zmiotła niemalże całą liturgiczną spuściznę dziejów chrześcijaństwa, czasem niestety dewastując nawet piękne zabytki kościelnej architektury, aby „dostosować” je do wymogów nowej Mszy. Przykro jest o tym pisać, ale tak było. Kardynał Józef Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI w swojej autobiografii opisał ten czas jako okres wielkiego zamętu. Wprowadzano zupełnie nowy mszał, któremu jako wykładowca teologii w Ratyzbonie, przyglądał się z osłupieniem. Burzono starożytną budowlę i tworzono inną, nawet jeśli używano do tego materiałów, z których zbudowana była stara konstrukcja.
 

Reakcja Pawła VI

 

Najbardziej zaś dotknięty był dyskryminacją dotychczasowego starego rytu. Ogłoszenie zakazanym mszału, który był wypracowywany przez wieki, poczynając od czasów sakramentarzy Kościoła starożytnego, spowodowało wyłom w historii liturgii i jego następstwa mogły być tylko tragiczne. Papież Paweł VI w 1972 roku powiedział swoje słynne słowa: Odnosimy wrażenie, że przez jakąś szczelinę wdarł się do Kościoła Bożego swąd (dym) szatana. Kardynał Virgilio Noe, mistrz ceremonii liturgicznych za pontyfikatu m.in. Pawła VI, w jednym z wywiadów powiedział, że papież Montini do szatana klasyfikował owych kapłanów, biskupów i kardynałów, którzy nie czcili Pana poprzez złe sprawowanie Mszy Świętej – wskutek błędnej interpretacji i błędnego zastosowania wytycznych Vaticanum II. Mówił o dymie szatana, ponieważ uważał, iż księża, którzy w imię kreatywności oszpecali Mszę Świętą, byli w rzeczywistości opętani przez próżność i pychę Nieprzyjaciela. Dym szatana nie był więc niczym innym jak mentalnością, która chciała przeinaczyć tradycyjne kanony liturgiczne w sprawowaniu Eucharystii. Potępiał protagonistyczne zapędy, delirium wszechmocy, które miały ­miejsce w liturgii posoborowej. Msza to święta ceremonia, powtarzał często, wszystko musi być przygotowane i adekwatnie przestudiowane szanując kanony, nikt nie jest panem Mszy. Niestety, po Vaticanum II wielu tego nie zrozumiało, a Paweł VI cierpiał z tego powodu, uważając owe zjawisko za atak demona. Szkoda, że tak mało osób posłuchało słów Ojca Świętego, a liturgia katolicka pogrążyła się w chaosie zmian, nadużyć, niedbalstwa i samowolnego dostosowywania do „kreatywności” celebransów.    
 

Summorum Pontificum – powrót starej Mszy?

 

Ksiądz Ratzinger, potem biskup, kardynał, a wreszcie papież, patrzył na to z wielkim bólem i powiedział również znamienne słowa, że współczesny kryzys Kościoła wypływa z kryzysu liturgii. Jeśli bowiem serce jest chore, to całe ciało słabnie. Benedykt XVI nie tylko sam celebrował świętą liturgię z największą starannością i pięknem, ale postanowił też naprawić dziejową niesprawiedliwość, jaka spotkała dawną Mszę, wszystkich kapłanów i katolików, którzy przez lata prosili o jej przywrócenie i cierpieli szykany z tego powodu.

 

W roku 2007 wydał List Apostolski w formie motu proprio Summorum Pontificum, mocą którego od święta Podwyższenia Krzyża Świętego tegoż roku w całym Kościele katolickim można odprawiać Mszę Świętą na dwa sposoby – w sposób starożytny, czyli tak, jak to powszechne było we wszystkich kościołach i kaplicach do roku 1970 (forma nadzwyczajna) oraz w formie zwyczajnej, czyli tak, jak to ma miejsce obecnie.

 

Nikogo zatem już specjalnie nie dziwi fakt, że w wielu miastach Polski można trafić do świątyni, gdzie odprawiana jest „stara” Msza – w dostojnej łacinie, w pięknych szatach i z gregoriańskim śpiewem. Zadziwiające jest, że po tylu latach tak wielu ludzi i całe rodziny pragną budować swoją katolicką tożsamość, karmiąc się duchowością, która razem z łaskami sakramentalnymi płynie do nas z liturgii, przez tyle wieków tworzącej i wynoszącej na wyżyny cały chrześcijański świat.

 

W jej ceremoniach i słowach bowiem kryje się cała teologiczna głębia minionych wieków i precyzja katolickich dogmatów.
 

Idźmy za tym, co prowadzi do wieczności!


Zamiast gonić za tym, co ciągle się zmienia i podległe jest kaprysom współczesności, idźmy za tym, co wiecznotrwałe, co oparło się współczesnym barbarzyńcom właśnie dlatego, że ma w sobie nieprzemijającą moc najpiękniejszej kultury i cywilizacji. Gdziekolwiek to ziarnko jest zasiane i podlewane, tam rozkwita ona na nowo w kapłańskiej pobożności, w rodzinach, w powołaniach i poświęceniu. Ks. Fryderyk Faber, XIX‑wieczny konwertyta pisał o rzymskiej Mszy, że jest to najpiękniejsza rzecz po tej stronie nieba. Wychodząc z wielkiej myśli Kościoła, wynosi nas ponad ziemię i ponad samych siebie; i otacza nas obłokiem mistycznej słodyczy i wzniosłości liturgii więcej niż anielskiej; sama nas oczyszcza i oczarowuje swym niebiańskim urokiem tak, że wszystkie nasze zmysły zdają się widzieć, słyszeć, czuć, smakować i dotykać czegoś, czego ta ziemia dać nie może.



Jak żadna czynność nie może być wyższa od konsekracji Ciała Chrystusowego, tak żaden stan nie może być wyższy od kapłaństwa.

Św. Albert Wielki

 

Msza Święta uobecnia ofiarę Krzyża, nie powiększa jej, niczego jej nie dodaje ani jej nie mnoży. To, co się powtarza, to sprawowanie „memoriale”, „ukazanie pamiątki”, przez co jedyna i ostateczna odkupieńcza ofiara Chrystusa zawsze uobecnia się w czasie. Natura ofiarnicza tajemnicy Eucharystii nie może być zatem pojmowana jako coś oddzielnego, niezwiązanego z krzyżem lub też odnoszącego się jedynie pośrednio do ofiary na Kalwarii.

Eucharystia przez swój ścisły związek z ofiarą na Golgocie jest „ofiarą w pełnym sensie”, a nie tylko w sensie ogólnym, jakby jedynie chodziło o zwykłe darowanie się Chrystusa jako pokarm duchowy dla wiernych, bowiem dar Jego miłości i Jego posłuszeństwa aż do ostatniego tchnienia (por. J 10, 17–18) jest przede wszystkim darem dla Jego Ojca.

Św. Jan Paweł II

 

Powinniśmy się starać tak przy odprawianiu Mszy Świętej, jak i przy jej słuchaniu o odpowiednie usposobienie duszy, którego wymaga Najświętsza Tajemnica. (…) Oddawanie czci Panu Jezusowi w Sakramencie Ołtarza było i jest dla mnie źródłem cierpliwości, wytrwałości, ratunku, pociechy, jest dosłownie źródłem życia, „fons vitae”…

Św. Rafał Kalinowski

Wszystkie dobre dzieła razem wzięte nie dają się porównać z Najświętszą Ofiarą Mszy Świętej, gdyż są dziełami ludzkimi, Msza zaś jest dziełem Boga… Męczeństwo jest nieporównywalne z niczym; jest to ofiara, jaką człowiek składa Bogu ze swego życia; Msza św. jest ofiarą, którą ze swojego Ciała i swojej Krwi Bóg składa za człowieka… Trzeba poświęcić co najmniej kwadrans, aby dobrze się przygotować do uczestnictwa we Mszy Świętej. Powinniśmy unicestwić się przed Panem Bogiem, tak jak On głęboko unicestwia się w sakramencie Eucharystii.

Św. Jan Maria Vianney

 

Celebracja eucharystyczna jest czymś znacznie więcej niż tylko ucztą. Za każdym razem, kiedy sprawujemy ten sakrament, uczestniczymy w tajemnicy męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.

papież Franciszek

 

Ofiara Mszy Świętej jest chwałą nieba, zbawieniem ziemi i czyśćca, postrachem piekła. W Ofierze tej zawiera się wszystko, co najgodniejsze podziwu aniołów i ludzi. Ona jest skarbem wszystkich łask, zapewnieniem nieśmiertelności, przypieczętowaniem wszystkich dobrodziejstw, jakie Pan Bóg kiedykolwiek nam uczynił.

Bł. abp Antoni Julian ­Nowowiejski 

 

Msza Święta jest najpiękniejszą rzeczą po tej stronie Nieba.

Ks. Fryderyk Faber, konwertyta z anglikanizmu


Uczestnicząc we Mszy Świętej, odnawiaj swoją wiarę. Wznoś swą myśl ku tajemnicy, która dzieje się na twoich oczach. Przenieś się myślą na Kalwarię. Myśl o Ofierze i rozważaj Osobę, która ofiaruje się Bożej sprawiedliwości, płacąc cenę twego odkupienia.

Każda Msza Święta, w której dobrze i pobożnie się uczestniczy, jest przyczyną cudownych działań w naszej duszy, obfitych łask duchowych i materialnych, których my sami nawet nie znamy. Dla osiągnięcia takiego celu nie marnuj bezowocnie twego skarbu, ale go wykorzystaj. Wyjdź z domu i uczestnicz we Mszy Świętej. Świat mógłby istnieć nawet bez słońca, ale nie może istnieć bez Mszy Świętej.

Św. Ojciec Pio

 

Kierunkiem zwracania się w liturgii jest Bóg. Nie idzie o to, aby osiągnąć pastoralne czy jakieś inne efekty; one są przez Niego aż nadto udzielane, o ile liturgia odbywa się prawidłowo, tj. gdy przestrzegana jest zasada: najpierw Pan Bóg. Jeśli zaś owa orientacja na Boga zostaje podporządkowana naszym różnej postaci życzeniom, wówczas liturgia w swoim rdzeniu jest schorzała.

Kard. Józef Ratzinger
(papież Benedykt XVI)

 
 Żyć życiem Eucharystii, to całkowicie wyjść z ciasnoty życia własnego i wzrastać w nieskończoności życia Chrystusowego.

Św. Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein)



NAJNOWSZE WYDANIE:
Złóżmy hołd Królowej Polski!
370 lat temu, 1 kwietnia 1656 roku we lwowskiej katedrze nasz monarcha, Jan II Kazimierz Waza, przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej oddał Rzeczpospolitą szczególnej opiece Najświętszej Maryi Panny, nazywając ją Królową Polski. Co jednak szczególnie interesujące, ten tytuł odnoszący się do Matki Zbawiciela został objawiony trzykrotnie przez samą Maryję na początku XVII wieku w dalekiej Italii.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Łaska w Roku Jubileuszowym

Pani Cecylia Pajka pochodzi z Mazowsza. Urodziła się w miejscowości Lutobrok koło Pniewa, ale od prawie 50 lat mieszka w Makowie Mazowieckim, gdzie należy do parafii pod wezwaniem św. Józefa. W 2025 roku wraz z grupą Apostołów Fatimy udała się na pielgrzymkę do Sanktuarium Matki Bożej w Fatimie.

 

– W Fatimie było cudownie. Naprawdę jestem wdzięczna za to, że po 21. latach uczestnictwa w Apostolacie spotkało mnie takie szczęście – pojechałam do Fatimy, o której marzyłam od dawna – wspomina pielgrzymkę do portugalskiego sanktuarium pani Cecylia.


– To było niesamowite przeżycie, bo byłam tam po raz pierwszy. Dziękuję Bogu, że w Roku Jubileuszowym otrzymałam od Niego taką łaskę. Groby pastuszków: świętych Hiacynty i Franciszka oraz s. Łucji, to po prostu coś cudownego. Z wdzięcznością pokonałam na klęczkach tradycyjną drogę do Kaplicy Objawień, a wieczorami brałam udział w procesjach ze świecami
– dodaje.

 

Zaczęło się od książki o Fatimie…


Wszystko to możliwe było dzięki temu, że pani Cecylia już od dawna wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi. Początki swojej przygody z naszą organizacją wspomina następująco: – Zaczęło się tak, że znalazłam ulotkę i zamówiłam książkę o Fatimie. Wypełniłam formularz Apostolatu i zaczęłam dostawać kalendarze, różańce oraz wiele różnych dewocjonaliów. Otrzymałam także oczywiście figurkę Matki Bożej Fatimskiej.


Jako Apostołka Fatimy pani Cecylia dostaje również systematycznie „Przymierze z Maryją”, którego jest wierną czytelniczką:
– W „Przymierzu…” jest dużo ciekawych artykułów, np. świadectwa członków Apostolatu czy opis pielgrzymek do Fatimy. Po przeczytaniu zanoszę „Przymierze z Maryją” do kościoła żeby ktoś inny poznał Stowarzyszenie, zapisał się do Apostolatu i żeby przyniosło to dobre owoce –
mówi z przekonaniem.


Obecnie kościołem parafialnym pani Cecylii jest świątynia pod wezwaniem Bożego Ciała w Makowie Mazowieckim, ale nie zawsze tak było. – Chrzest przyjęłam w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny – Królowej Świata w Zatorach, a do Pierwszej Komunii Świętej i bierzmowania przystępowałam w bazylice kolegiackiej Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Pułtusku – przytacza fakty ze swojej młodości. – Z dzieciństwa pamiętam, że moja babcia codziennie odmawiała Różaniec, a ja klęczałam obok i też się razem z nią modliłam.

 

Kurpie – ich kultura i zwyczaje


Pani Cecylia pochodzi z Kurpiów Białych, krainy etnograficznej leżącej na północny-wschód od Legionowa w województwie mazowieckim. Region ten słynie m.in. z charakterystycznej gwary, haftów, wycinanek i wyrobów tkackich. – Moja mama i ciocia zajmowały się haftem serwetek kurpiowskich na tiulu. Wykonywały też obrusy, bieżniki, serwetki na drutach i szydełku.


– Moja ciocia ma po babci cały strój kurpiowski. Składa się on z białej koszuli wyszywanej czarno-czerwonym wzorem kurpiowskim, kolorowej sukni w paski, fartucha zdobionego kolorowymi cekinami, czarnych, sznurowanych trzewików i czerwonej lub zielonej chusty w kwiaty.
Babcia zawsze zakładała ten tradycyjny strój na specjalne uroczystości w kościele.

 

Żona, matka, babcia


– Skończyłam szkołę zawodową i 1,5 roku technikum rolniczego, ale moje główne zainteresowanie i zawód to kucharstwo. 28 lat pracowałam na kuchni, a przez prawie 38 lat pracy zawodowej miałam tylko siedem dni zwolnienia –
opowiada pani Cecylia.


– W 1972 roku po zawarciu ślubu zamieszkałam u męża w miejscowości Pękowo. Tam też urodziła się nasza pierwsza córka. Do Makowa Mazowieckiego przeprowadziliśmy się w 1978 roku, gdy miała iść do pierwszej klasy szkoły podstawowej. W sumie urodziłam czworo dzieci, ale jeden syn zmarł po kilku dniach. Doczekałam się też czterech wnuków, dwóch wnuczek oraz dwóch prawnuków.


– Od ośmiu lat jestem wdową, ale w 2021 roku zaprzyjaźniłam się z Januszem, którego kuzynka wyszła za mojego wnuka. Razem byliśmy na pielgrzymce w Fatimie, a w tym roku wybieramy się do Sanktuarium Matki Bożej w Lourdes.


Swoją opinią na temat pielgrzymki Apostolatu do Fatimy podzielił się z nami też pan Janusz:
–Jestem zachwycony i bardzo zadowolony. Brak mi słów. Największe wrażenie wywarły na nas nabożeństwa, Droga Krzyżowa i nauki, które przy tej okazji głosił towarzyszący nam ksiądz. Chcemy też podziękować koordynatorowi Apostolatu Fatimy, panu Krzysztofowi Golcowi za organizację pielgrzymki.


Oprac. Janusz Komenda


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za piękny kalendarz i za słowa wdzięczności. Wszystko co robicie, jest wielkie. Jestem wzruszona i proszę dalej pracować nad wszystkim, co jest związane z wiarą chrześcijańską.

Barbara z Pińczowa

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się swoim świadectwem… W 1983 roku pracowałem na budowach w Poznańskim Kombinacie Budowlanym. Zostałem wysłany do Libii na kontrakt. Budowaliśmy tam domy parterowe. Nasz „camp” mieścił się w miejscowości Azzija. W każdą środę przyjeżdżał franciszkanin spowiadać i odprawiać Mszę Świętą. (…) Starałem się codziennie odmawiać Różaniec na „campie”. Pracownicy z różnych stron Polski zauważyli, że wierzę i kocham Boga, że nie wstydzę się Go… Po powrocie latem 1984 żona zauważyła, że Pan Jezus Miłosierny mnie otworzył na innych i odmienił mego ducha.

W kościele Wniebowstąpienia znajdowała się półka z cudownymi medalikami. Zapoznałem się z postacią św. Katarzyny Laboure, która otrzymała wzór na medaliki od Matki Bożej. I tak Jezus Miłosierny posłał mnie, abym rozdawał je na budowie i głosił Prawdę o dobroci Boga. Święta Katarzyna na każdym kroku mnie także towarzyszyła, w ogóle nie czułem jakiegoś zawstydzenia, wręcz przeciwnie: czułem radość z niesienia Bożego Miłosierdzia w codzienności, jakie Dobry Bóg daje nam przez ręce Maryi. To trwało wiele lat. Ewangelizowałem tam, gdzie chciano słuchać. Mówiłem, że o każdą sekundę zapyta nas Pan Bóg i że Boże Miłosierdzie jest jedynym ratunkiem dla każdego człowieka.

Żona zachorowała, kiedy jeszcze pracowałem. W sumie trwało to około 7 lat. To był dla nas trudny okres… Po przejściu na emeryturę żona pomału gasła. W pierwsze piątki miesiąca przychodził do nas ksiądz proboszcz z Panem Jezusem Eucharystycznym. Choć był to dla nas trudny czas, to był także pełen łaski mimo cierpienia. 9 listopada 2019 roku stał się dniem spotkania żony z Jezusem Miłosiernym.

Później zaopiekowałem się bezdomnym Michałem, miał 37 lat. (…) Słuchał tajemnic Różańca na dany dzień. Kolega z pracy zaproponował, aby w jego mieszkaniu odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego.

Drugi bezdomny, Piotr, był na wózku inwalidzkim. Mogąc jednak pomóc tylko doraźnie, zapragnąłem przyprowadzić go do tronu Miłosierdzia Bożego, aby i on doświadczył ogromu Miłości i dobroci Boga. Wszedłem nawet we współpracę z pewnym kapłanem i robiliśmy, co w naszej mocy, aby zdroje łaski wylewały się w życiu Piotra. Mój podopieczny żył z żebrania. Dzięki dobroci kolegów, którzy pomagali mu się przemieszczać i pchali wózek, starczało mu na przetrwanie, ale część przeznaczał na alkohol. To niestety bardzo mu przeszkadzało w dotarciu do spowiedzi. Z czasem jednak się rozchorował, trafił do szpitala i już nie wrócił…

I tak idę dalej w codzienność, aby nieść Miłość do każdego człowieka. Najlepiej mi to wychodzi, kiedy tłumaczę tajemnice Różańca świętego. Każde miejsce się nadaje. Patrzę, gdzie Pan mnie prowadzi, gdzie chce swoim Miłosierdziem dotknąć człowieka…

Dodatkowo ostatnio chodzę na fizykoterapię. Tam rozdaję medaliki Matki Bożej, które dostaję z karmelu żeńskiego, z którym weszliśmy w relację, kiedy żyła jeszcze moja żona. Kochane siostry wymadlały łaski i siły dla małżonki.

Ja sam wierząc i ufając Bożemu Miłosierdziu zamówiłem u salezjanów Msze gregoriańskie za moich bliskich. W tym kościele w drugi wtorek miesiąca modlimy się za konających i za dusze w czyśćcu cierpiące. Zwłaszcza te potrzebują Miłosierdzia. Dobry Pan prosi i pobudza serce do tego, aby się za nimi wstawiać.

Codziennie rano proszę Ducha Świętego, abym odczytywał dobrze Jego natchnienia i żył z nimi tego dnia. Na razie Duch Święty tak mnie prowadzi, że na kolejnych „gregoriankach” zaprosił mnie, aby razem z pobożnymi niewiastami wspólnie modlić się na Mszy Świętej i prosić o Miłosierdzie dla konających dusz czyścowych. Pozdrawiam Was serdecznie!

Z Panem Bogiem

Stanisław z Poznania

 

 

Szanowni Państwo!

Dobrze, że jesteście. Życzę wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują niszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg!

Dariusz z Marcinowic

 

 

Szczęść Boże!

Kampania promująca książkę „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest świetnym pomysłem, a sama publikacja jest znakomicie przygotowana i wydana. To w zasadzie jest książka historyczna i tak też mogłaby być reklamowana. Może w przyszłości warto przygotować również osobną kampanię marketingową dla tych, którzy w Kościele nie są jeszcze tak silnie osadzeni…

Z pozdrowieniami

Michał z Gdańska

 

 

Szanowna Redakcjo!

Życzę wszystkiego co najlepsze w roku 2026, niech Boża Opatrzność czuwa nad Waszą działalnością. Artykuły w czasopiśmie „Przymierze z Maryją” są wspaniałe, zawsze ciekawe i potrzebne. Czasami mam wątpliwości, że może ktoś inny bardziej by potrzebował takiej lektury, a ja zajmuję to miejsce. Komu tylko mogę, to podaję po przeczytaniu. Pozdrawiam serdecznie – szczęść Boże!

Stanisława z Rędzin

 

 

Szczęść Boże!

Dziękuję Panu Bogu i Matce Najświętszej za to, co robicie. To bardzo trudne, ważne sprawy. Proszę, nigdy nie ustawajcie w Waszych działaniach. Chylę czoło przed Wami za trud i Wasze poświęcenie w każdej akcji Stowarzyszenia – wychodzicie do ludzi, szerząc kult Maryjny w dzisiejszych trudnych czasach. Zasługujecie na wielki szacunek. Bóg zapłać!

Józefa z Dąbrowy Tarnowskiej

 

 

Szczęść Boże!

W moim przekonaniu Wasza kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniałą akcją. W lipcu tego roku ukończę, jeśli Pan Bóg pozwoli, 85 lat. Miałem w tym czasie wiele upadków, jak: depresja, rak złośliwy gruczołu krokowego, ale moja silna wiara wpojona mi przez rodziców uzdrowiła mnie. Pozdrawiam Was serdecznie!

Roman z Kujawsko-Pomorskiego