Temat numeru
 
Msza Święta jest sercem Kościoła
ks. Grzegorz Śniadoch IBP

Trudno zamknąć temat Mszy Świętej w ramach jednego artykułu. Napisano o niej niezliczone ilości książek i nikogo to nie dziwi, bo Msza jest źródłem i szczytem życia Kościoła – jest jego sercem. Msza Święta jest ofiarą Ciała i Krwi Pana naszego Jezusa Chrystusa sprawowaną na naszych ołtarzach w sposób bezkrwawy pod postaciami chleba i wina dla upamiętniania ofiary krzyżowej. Jest to więc ze swojej istoty ta sama ofiara, co ofiara krzyżowa, gdyż ten sam Jezus Chrystus, który ofiarował siebie na Krzyżu, ofiarowuje się przez ręce swoich kapłanów, ale sposób, w jaki się to dzieje, jest bezkrwawy.

Msza czy Eucharystia?

 

Dzisiaj używa się zamiennie zwrotów Msza ŚwiętaEucharystia. Warto pamiętać, że tradycyjna nauka katolicka czyni pod tym względem subtelne, acz istotne rozróżnienia. Eucharystia to najważniejszy sakrament ustanowiony przez Jezusa Chrystusa pod postaciami chleba i wina, w którym jest prawdziwie (vere), rzeczywiście (realiter) i istotnie (substantialiter) obecny sam Jezus Chrystus, dawca łaski.

Czym zatem różni się sakrament Eucharystii od ofiary? Po pierwsze sakrament dokonuje się przez konsekrację i trwa, ofiara zaś wyczerpuje się i kończy z chwilą dokonania aktu ofiarowania. Dlatego Przenajświętszą Eucharystię przechowujemy ze czcią w tabernakulach i ma ona znaczenie sakramentu, a nie ofiary. Po drugie, dla tych, którzy przyjmują Eucharystię w postaci Hostii Przenajświętszej, staje się duchowym pokarmem oraz źródłem zasług i pożytków nadprzyrodzonych. Ofiara zaś ma ten skutek, że nie tylko daje możność zbierania zasług, lecz także zadośćuczynienia.            
 

Dlaczego składamy Ofiarę Mszy Świętej?

Ofiarę Mszy Świętej składamy Bogu z czterech powodów.

1) Aby oddać Bogu należną cześć i dlatego zwana jest ofiarą hołdu.

2) Aby podziękować Bogu za Jego dobrodziejstwa i dlatego zwana jest ofiarą dziękczynienia – eucharystyczną.

3) Aby przebłagać Boga i zadośćuczynić za nasze grzechy oraz aby wspomóc dusze w czyśćcu cierpiące i dlatego zwana jest ofiarą przebłagalną.

4) Aby wyprosić u Boga wszystkie łaski, które są nam potrzebne i dlatego zwana jest ofiarą prośby.

 

Dziś często można usłyszeć stwierdzenie, że istotnym celem Mszy Świętej jest ewangelizacja. Taka teza może być poważnym błędem, który ­instrumentalizuje Mszę Świętą i sprowadza ją do roli narzędzia. Pierwszym i głównym celem Mszy jest oddanie czci i nie można kultu prawdziwego Boga redukować do roli narzędzia, choćby uprzywilejowanego, i nawet w tak ważnej sprawie, jaką jest głoszenie Ewangelii.

 

Choć mamy wiele obrządków i rytów, to cele każdej Mszy Świętej są te same i ze swej sakramentalnej istoty nie mogą być inne. Zbawiciel zostawił nam tylko to, co jest absolutnie konieczne, aby sakrament zaistniał, resztę zaś pozostawił Kościołowi. Obrzędy, które okalają przeistoczenie, miały zatem swobodnie same się rozwinąć pod wpływem określonej kultury, wypływając z głębi przepełnionych modlitwą dusz świętych.
 

Rozwój Mszy


Aby lepiej wyjaśnić ten proces powstawania i nawarstwiania się przez wieki liturgii mszalnej, posłużmy się obrazem starej katedry. Katedra zwykle jest najstarszym kościołem każdej diecezji. W Polsce nie brak jest wspaniałych wiekowych gotyckich katedr, których początki sięgają czasów Średniowiecza. Gdy zejdziemy do krypt, często możemy zobaczyć pozostałości po pierwszej romańskiej budowli, wkomponowanej w potężne fundamenty lub podstawy kolumn nowej gotyckiej świątyni.

 

Styl romański, używający kamieni, surowy i prosty poprzedzający strzelisty gotyk, to odpowiednik czasów apostolskich, kiedy Mszę Świętą sprawowano w sposób prosty i surowy, nawiązując do Wieczernika i Ostatniej Wieczerzy.

 

Potem, gdy pierwotna budowla romańska okazała się niewystarczająca i zbyt mała, rozwój kultury chrześcijańskiej i sztuki budowlanej pozwolił wznieść potężny budynek, wysokie okna i sklepienia oraz strzeliste wieże gotyckiej świątyni. Resztki zaś pierwotnego romańskiego kościoła wkomponowano w jej fundamenty i ściany. To czas Średniowiecza, najdłuższej epoki w dziejach chrześcijaństwa. Miała ona największy wpływ na rozwój i ostateczny kształt liturgii ­mszalnej.

 

Następne epoki – renesans, barok i klasycyzm, kolejno dobudowywały nowe kaplice, ozdabiały ołtarze i ściany, czasem hełmy wież. Dlatego w starych katedrach widzimy wiele nakładających się epok i stylów, które przyczyniły się do podniesienia splendoru i wspaniałości całej budowli, a nam stale przypominają o pobożności i wierze poprzednich pokoleń. Jedne rzeczy z czasem przebudowywano, inne zmieniały swe przeznaczenie. Niemniej główny korpus to potężna gotycka średniowieczna bryła, na której kolejne epoki i pokolenia pozostawiały swoje ślady.
 

 
Novus Ordo Missae

 

Podobnie wyglądał rozwój obrzędów Mszy Świętej aż do roku 1970. Wtedy to, na fali posoborowych zmian wprowadzono nowe obrzędy Mszy Świętej (Novus Ordo Missae). W myśl ojców zgromadzonych na Soborze Watykańskim II reforma liturgiczna miała być oczyszczeniem liturgii z nagromadzonych przez wieki różnych obciążających ją zabytków, a używając naszego porównania do katedry – niejako przywrócić jej pierwotną surowość gotyckiej architektury poprzez usunięcie być może zbyt wybujałych dodatków późniejszych stylów, które nie do końca ze sobą wzajemnie korespondują. Zamiast tego jednak postanowiono zupełnie zburzyć katedrę z myślą, że z powstałego gruzu wzniesiemy jakąś nową, nowoczesną w kształcie, strukturze i wystroju świątynię, znacznie lepszą i funkcjonalniejszą od poprzedniej. To porównanie może wydawać nam się dość drastyczne, ale tak w istocie zrobiono i wdrożono pomimo oporu reformę, która zmiotła niemalże całą liturgiczną spuściznę dziejów chrześcijaństwa, czasem niestety dewastując nawet piękne zabytki kościelnej architektury, aby „dostosować” je do wymogów nowej Mszy. Przykro jest o tym pisać, ale tak było. Kardynał Józef Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI w swojej autobiografii opisał ten czas jako okres wielkiego zamętu. Wprowadzano zupełnie nowy mszał, któremu jako wykładowca teologii w Ratyzbonie, przyglądał się z osłupieniem. Burzono starożytną budowlę i tworzono inną, nawet jeśli używano do tego materiałów, z których zbudowana była stara konstrukcja.
 

Reakcja Pawła VI

 

Najbardziej zaś dotknięty był dyskryminacją dotychczasowego starego rytu. Ogłoszenie zakazanym mszału, który był wypracowywany przez wieki, poczynając od czasów sakramentarzy Kościoła starożytnego, spowodowało wyłom w historii liturgii i jego następstwa mogły być tylko tragiczne. Papież Paweł VI w 1972 roku powiedział swoje słynne słowa: Odnosimy wrażenie, że przez jakąś szczelinę wdarł się do Kościoła Bożego swąd (dym) szatana. Kardynał Virgilio Noe, mistrz ceremonii liturgicznych za pontyfikatu m.in. Pawła VI, w jednym z wywiadów powiedział, że papież Montini do szatana klasyfikował owych kapłanów, biskupów i kardynałów, którzy nie czcili Pana poprzez złe sprawowanie Mszy Świętej – wskutek błędnej interpretacji i błędnego zastosowania wytycznych Vaticanum II. Mówił o dymie szatana, ponieważ uważał, iż księża, którzy w imię kreatywności oszpecali Mszę Świętą, byli w rzeczywistości opętani przez próżność i pychę Nieprzyjaciela. Dym szatana nie był więc niczym innym jak mentalnością, która chciała przeinaczyć tradycyjne kanony liturgiczne w sprawowaniu Eucharystii. Potępiał protagonistyczne zapędy, delirium wszechmocy, które miały ­miejsce w liturgii posoborowej. Msza to święta ceremonia, powtarzał często, wszystko musi być przygotowane i adekwatnie przestudiowane szanując kanony, nikt nie jest panem Mszy. Niestety, po Vaticanum II wielu tego nie zrozumiało, a Paweł VI cierpiał z tego powodu, uważając owe zjawisko za atak demona. Szkoda, że tak mało osób posłuchało słów Ojca Świętego, a liturgia katolicka pogrążyła się w chaosie zmian, nadużyć, niedbalstwa i samowolnego dostosowywania do „kreatywności” celebransów.    
 

Summorum Pontificum – powrót starej Mszy?

 

Ksiądz Ratzinger, potem biskup, kardynał, a wreszcie papież, patrzył na to z wielkim bólem i powiedział również znamienne słowa, że współczesny kryzys Kościoła wypływa z kryzysu liturgii. Jeśli bowiem serce jest chore, to całe ciało słabnie. Benedykt XVI nie tylko sam celebrował świętą liturgię z największą starannością i pięknem, ale postanowił też naprawić dziejową niesprawiedliwość, jaka spotkała dawną Mszę, wszystkich kapłanów i katolików, którzy przez lata prosili o jej przywrócenie i cierpieli szykany z tego powodu.

 

W roku 2007 wydał List Apostolski w formie motu proprio Summorum Pontificum, mocą którego od święta Podwyższenia Krzyża Świętego tegoż roku w całym Kościele katolickim można odprawiać Mszę Świętą na dwa sposoby – w sposób starożytny, czyli tak, jak to powszechne było we wszystkich kościołach i kaplicach do roku 1970 (forma nadzwyczajna) oraz w formie zwyczajnej, czyli tak, jak to ma miejsce obecnie.

 

Nikogo zatem już specjalnie nie dziwi fakt, że w wielu miastach Polski można trafić do świątyni, gdzie odprawiana jest „stara” Msza – w dostojnej łacinie, w pięknych szatach i z gregoriańskim śpiewem. Zadziwiające jest, że po tylu latach tak wielu ludzi i całe rodziny pragną budować swoją katolicką tożsamość, karmiąc się duchowością, która razem z łaskami sakramentalnymi płynie do nas z liturgii, przez tyle wieków tworzącej i wynoszącej na wyżyny cały chrześcijański świat.

 

W jej ceremoniach i słowach bowiem kryje się cała teologiczna głębia minionych wieków i precyzja katolickich dogmatów.
 

Idźmy za tym, co prowadzi do wieczności!


Zamiast gonić za tym, co ciągle się zmienia i podległe jest kaprysom współczesności, idźmy za tym, co wiecznotrwałe, co oparło się współczesnym barbarzyńcom właśnie dlatego, że ma w sobie nieprzemijającą moc najpiękniejszej kultury i cywilizacji. Gdziekolwiek to ziarnko jest zasiane i podlewane, tam rozkwita ona na nowo w kapłańskiej pobożności, w rodzinach, w powołaniach i poświęceniu. Ks. Fryderyk Faber, XIX‑wieczny konwertyta pisał o rzymskiej Mszy, że jest to najpiękniejsza rzecz po tej stronie nieba. Wychodząc z wielkiej myśli Kościoła, wynosi nas ponad ziemię i ponad samych siebie; i otacza nas obłokiem mistycznej słodyczy i wzniosłości liturgii więcej niż anielskiej; sama nas oczyszcza i oczarowuje swym niebiańskim urokiem tak, że wszystkie nasze zmysły zdają się widzieć, słyszeć, czuć, smakować i dotykać czegoś, czego ta ziemia dać nie może.



Jak żadna czynność nie może być wyższa od konsekracji Ciała Chrystusowego, tak żaden stan nie może być wyższy od kapłaństwa.

Św. Albert Wielki

 

Msza Święta uobecnia ofiarę Krzyża, nie powiększa jej, niczego jej nie dodaje ani jej nie mnoży. To, co się powtarza, to sprawowanie „memoriale”, „ukazanie pamiątki”, przez co jedyna i ostateczna odkupieńcza ofiara Chrystusa zawsze uobecnia się w czasie. Natura ofiarnicza tajemnicy Eucharystii nie może być zatem pojmowana jako coś oddzielnego, niezwiązanego z krzyżem lub też odnoszącego się jedynie pośrednio do ofiary na Kalwarii.

Eucharystia przez swój ścisły związek z ofiarą na Golgocie jest „ofiarą w pełnym sensie”, a nie tylko w sensie ogólnym, jakby jedynie chodziło o zwykłe darowanie się Chrystusa jako pokarm duchowy dla wiernych, bowiem dar Jego miłości i Jego posłuszeństwa aż do ostatniego tchnienia (por. J 10, 17–18) jest przede wszystkim darem dla Jego Ojca.

Św. Jan Paweł II

 

Powinniśmy się starać tak przy odprawianiu Mszy Świętej, jak i przy jej słuchaniu o odpowiednie usposobienie duszy, którego wymaga Najświętsza Tajemnica. (…) Oddawanie czci Panu Jezusowi w Sakramencie Ołtarza było i jest dla mnie źródłem cierpliwości, wytrwałości, ratunku, pociechy, jest dosłownie źródłem życia, „fons vitae”…

Św. Rafał Kalinowski

Wszystkie dobre dzieła razem wzięte nie dają się porównać z Najświętszą Ofiarą Mszy Świętej, gdyż są dziełami ludzkimi, Msza zaś jest dziełem Boga… Męczeństwo jest nieporównywalne z niczym; jest to ofiara, jaką człowiek składa Bogu ze swego życia; Msza św. jest ofiarą, którą ze swojego Ciała i swojej Krwi Bóg składa za człowieka… Trzeba poświęcić co najmniej kwadrans, aby dobrze się przygotować do uczestnictwa we Mszy Świętej. Powinniśmy unicestwić się przed Panem Bogiem, tak jak On głęboko unicestwia się w sakramencie Eucharystii.

Św. Jan Maria Vianney

 

Celebracja eucharystyczna jest czymś znacznie więcej niż tylko ucztą. Za każdym razem, kiedy sprawujemy ten sakrament, uczestniczymy w tajemnicy męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.

papież Franciszek

 

Ofiara Mszy Świętej jest chwałą nieba, zbawieniem ziemi i czyśćca, postrachem piekła. W Ofierze tej zawiera się wszystko, co najgodniejsze podziwu aniołów i ludzi. Ona jest skarbem wszystkich łask, zapewnieniem nieśmiertelności, przypieczętowaniem wszystkich dobrodziejstw, jakie Pan Bóg kiedykolwiek nam uczynił.

Bł. abp Antoni Julian ­Nowowiejski 

 

Msza Święta jest najpiękniejszą rzeczą po tej stronie Nieba.

Ks. Fryderyk Faber, konwertyta z anglikanizmu


Uczestnicząc we Mszy Świętej, odnawiaj swoją wiarę. Wznoś swą myśl ku tajemnicy, która dzieje się na twoich oczach. Przenieś się myślą na Kalwarię. Myśl o Ofierze i rozważaj Osobę, która ofiaruje się Bożej sprawiedliwości, płacąc cenę twego odkupienia.

Każda Msza Święta, w której dobrze i pobożnie się uczestniczy, jest przyczyną cudownych działań w naszej duszy, obfitych łask duchowych i materialnych, których my sami nawet nie znamy. Dla osiągnięcia takiego celu nie marnuj bezowocnie twego skarbu, ale go wykorzystaj. Wyjdź z domu i uczestnicz we Mszy Świętej. Świat mógłby istnieć nawet bez słońca, ale nie może istnieć bez Mszy Świętej.

Św. Ojciec Pio

 

Kierunkiem zwracania się w liturgii jest Bóg. Nie idzie o to, aby osiągnąć pastoralne czy jakieś inne efekty; one są przez Niego aż nadto udzielane, o ile liturgia odbywa się prawidłowo, tj. gdy przestrzegana jest zasada: najpierw Pan Bóg. Jeśli zaś owa orientacja na Boga zostaje podporządkowana naszym różnej postaci życzeniom, wówczas liturgia w swoim rdzeniu jest schorzała.

Kard. Józef Ratzinger
(papież Benedykt XVI)

 
 Żyć życiem Eucharystii, to całkowicie wyjść z ciasnoty życia własnego i wzrastać w nieskończoności życia Chrystusowego.

Św. Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein)



NAJNOWSZE WYDANIE:
Sami, lecz nie samotni
Wyobcowanie, depresja, lęk, utrata sensu, pustka… Bardzo często te życiowe bolączki kojarzą się z samotnością, osamotnieniem, poczuciem opuszczenia. Ale zastanówmy się – czy zawsze ten stan musi być czymś złym i uciążliwym? Czy na pewno nie możemy wyciągnąć z samotności jakichś korzyści? A może mamy wtedy więcej czasu na refleksję, na przemyślenie własnego życia, relacji z Bogiem i bliźnimi?

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Wiara trzyma mnie przy życiu

Panią Wiesławę Mazur z Jeżówki w Małopolsce poznałem podczas wrześniowej pielgrzymki Apostołów Fatimy do Zakopanego, Kalwarii Zebrzydowskiej, Wadowic i Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie. W swojej parafii, pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, pani Wiesława należy do wspólnoty Żywego Różańca. Oto co jeszcze o sobie opowiedziała…

 

Wiarę przekazali mi rodzice. Mieszkaliśmy w Sułoszowie, do kościoła mieliśmy 5 km, ale w niedzielę nie było, że nie chce mi się iść do kościoła. Nawet nikt o tym nie pomyślał. To zostaje, to zaszczepiła mi mama i do dzisiaj tak jest. Był tylko podział: tato szedł na siódmą, ja na dziewiątą, a mama na sumę, bo każdy miał jakieś obowiązki. Takie były niedziele. A broń Boże, żeby coś wziąć do ręki, coś robić w niedzielę! A dzisiaj? Pranie, sprzątanie… Młode pokolenie wszystko wykonuje w niedzielę, bo wtedy ma czas. W tamtych czasach było to nie do pomyślenia.


W Licheniu doznałam czegoś niesamowitego


Pani Wiesława lubi pielgrzymować, a szczególne miejsce w jej sercu zajmuje sanktuarium w Licheniu. W Licheniu byłam siedem razy. 20 lat temu doznałam tam czegoś niesamowitego. Jechaliśmy przez Kalisz i wstąpiliśmy do Sanktuarium św. Józefa. Kolana mnie wtedy tak bolały, że myślałam iż nie dam rady dojechać do Lichenia. Jak wchodziliśmy do sanktuarium w Kaliszu, to w duchu poprosiłam: żeby te kolana przestały mnie boleć. Nagle poczułam, jakby się ugięły, ale nic więcej się nie stało. Weszliśmy do kościoła, pomodliliśmy się, złożyliśmy podziękowania oraz prośby i pojechaliśmy dalej. W Licheniu trzeba było przejść na klęczkach przez bramę, przy której jest głaz z odciśniętymi stopami Matki Bożej. Powiedziałam, że nie mogę, bo jak klęknę, to nie wstanę, tak mnie te kolana bolą. Wtedy moja koleżanka powiedziała: Spróbuj, może ci się uda. I tak zrobiłam. Przeszłam tę bramę na klęczkach, wstałam i… kolana mnie nie bolały! Do dzisiaj mam zdrowe kolana. Dlatego wracam do Lichenia, jak tylko jest okazja.


Należę do Apostolatu Fatimy i chętnie czytam „Przymierze z Maryją”


Pewnego razu znalazłam ogłoszenie w gazecie, że można otrzymać „Przymierze z Maryją” i różaniec. Wysłałam mój adres i poprosiłam o przysłanie. Dostałam różaniec i książeczkę o przepowiedniach Matki Bożej z Fatimy. Od tamtej pory wszystko się zaczęło: zaczęłam być w kontakcie ze Stowarzyszeniem, które wspomagałam, na ile mnie było stać. W czasopismach, które dostaję, jest dużo ciekawych rzeczy. Niektóre sobie zachowałam na pamiątkę; wracam do nich, czytam, analizuję, przetrawiam po swojemu. Czytam chętnie prawie całe „Przymierze z Maryją”, bo te artykuły dużo mi dają, wiele się z nich dowiedziałam, a jak rozmawiam ze znajomymi i ktoś mnie pyta skąd to wiem, to mówię, że było w „Przymierzach…”. Po przeczytaniu nic nie wyrzucam, tylko zanoszę do kościoła, żeby ktoś inny sobie zabrał, przeczytał i poznał Stowarzyszenie.


Od 2018 roku należę do Apostolatu Fatimy i jestem z tego bardzo zadowolona. Zauważyłam, że z mojej miejscowości kilka osób też zapisało się do Apostolatu, bo jak rozmawiam i mówię, że jest Apostolat Fatimy i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi, to słyszę: Tak, my już wiemy.


Żyję dzięki temu, że wierzę


Pani Wiesława przeżyła śmierć męża, syna i córki. Wiara w Pana Boga i ufność, że Matka Boża pomoże jej i jej bliskim w tej trudnej sytuacji, bardzo pomagała. Tak wspomina te trudne chwile: – Mąż zmarł wcześniej, ale z tym jeszcze szło się pogodzić, bo już przeżył trochę lat, natomiast cierpienie matki nad umierającym dzieckiem, to jest chyba najgorsza rzecz w życiu. Stało się, jak się stało. Trzeba jednak żyć dalej, trzeba się z tym pogodzić, bo jak byśmy się nie pogodzili, to co by z nas było? Dzięki temu, że wierzę, to żyję.


Pewnego razu, gdy byłam u schyłku wytrzymałości, usłyszałam wewnętrzny głos: Nie rezygnuj! I pomyślałam: Nie! Nie zrezygnuję! Dodało mi to tyle siły, że wytrzymałam wszystko i przetrwałam do końca. Nie załamałam się, bo uświadomiłam sobie, że taka była wola Boża. Modlę się tylko, żeby nie było gorzej i wierzę, że kiedyś się jeszcze spotkamy.


Oprac. Janusz Komenda

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Na początku chciałabym gorąco podziękować całej Redakcji, wszystkim redaktorom, księżom, którzy piszą piękne artykuły. Chciałam z całego serca podziękować za otrzymane „Przymierze z Maryją” oraz piękną figurkę Matki Bożej Fatimskiej oraz inne materiały i dewocjonalia. Wasza praca jest potrzebna, wartościowa, pokazuje piękno wiary w Miłosierdzie Boże. Będę się modlić za całą Redakcję o zdrowie, siły i błogosławieństwo Boże.

Z Panem Bogiem!

Jolanta z Rybnika

 

 

Szanowni Państwo!

Serdecznie dziękuję za piękny kalendarz „365 dni z Maryją”, a także za ładne poświęcone obrazki i wszystkie przesyłki, jakie otrzymuję od Was. Cieszę się, że o mnie pamiętacie i ja też o Was pamiętam w modlitwie. Bardzo cieszę się z Waszej pracy. Dużo pracuje cały zespół, chylę czoła przed Wami. Bardzo dziękuję Wam wszystkim, życząc wszelkiego Dobra. Szczęść Boże!

Franciszka z Gryfina

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za piękne życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego, ale również i fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły ducha i wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla rozwoju naszej duchowości chrześcijańskiej. Wszystkie materiały i dewocjonalia, które otrzymałem od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi, są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę Panu, Apostolatowi Fatimy, zespołowi redakcyjnemu i wszystkim współpracownikom wielu łask Bożych, opieki Maryi, dużo radości i zdrowia. Wszystkiego najlepszego. Szczęść Boże!

Marek z Lublina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za współpracę z Wami. Trwa ona już od 18 lat. Doceniam Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi i cały zespół redakcyjny. To, co piszecie, pogłębia naszą wiarę w trudnych dzisiejszych czasach. Modlę się za cały zespół redakcyjny. Dziękuję, że pamiętacie w modlitwach o mnie i mojej rodzinie, za życzenia urodzinowe, za kalendarz, który rozświetla mój dom. Każdego dnia patrzę na Matkę Najświętszą, która nas błogosławi, wyprasza nam zdrowie i opiekę.

Z Panem Bogiem!

Danuta z Michałowa

 

 

Szczęść Boże!

Pragnę złożyć serdeczne podziękowanie za otrzymane życzenia urodzinowe uwiecznione na pięknej karcie z wizerunkiem Fatimskiej Pani.

Z Panem Bogiem!

Robert

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za Wasz wkład w krzewienie prawd wiary. Pragnę podziękować za otrzymane materiały edukacyjne, które umacniają wiarę, duchowość, niosą światło pokoju i miłość w sercach. Dają nadzieję do życia i niech tak pozostanie jak najdłużej – najlepiej na zawsze. Wspierając tę kampanię, wspólnie walczymy o serca, które jeszcze są uśpione. Cały miesiąc październik uczestniczyłem w nabożeństwie różańcowym, ofiarując za grzeszników, którzy obrażają Niepokalane Serce Maryi. Życzę całej Redakcji i dla Pana Prezesa obfitych łask Bożych. Z Panem Bogiem, Bóg zapłać za wszystko z całego serca!

Wojciech z Grodziska Mazowieckiego

 

 

Szczęść Boże!

Takie dzieła Boże jak Wasze trzeba koniecznie wzbudzać! W przesłaniu Matki Bożej płynącym z Gietrzwałdu drzemie wielka potęga ratunku dla Polski – to jest nasze zadanie do odrobienia. Bogu dzięki, że mamy w Polsce tak wspaniałych ludzi jak Wy (i Wasze Stowarzyszenie), którzy to odkrywają! Heroicznym wysiłkiem rozprzestrzeniają to cudownie ratujące Polskę przesłanie. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Rita i Ryszard

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję bardzo za życzenia urodzinowe, a szczególnie za Waszą modlitwę w mojej intencji. Najbardziej wszyscy potrzebujemy opieki Pana Boga. Świętym Charbelem, zainteresowałam się już kilka lat temu. Oprócz książek, mam dla całej rodziny relikwie oraz olej świętego Charbela, przysłanym z Libanu. Warto, aby jak najwięcej ludzi Go poznało. Chciałam powiedzieć także o innym, bardzo skutecznym orędowniku, chociaż oczekującym na wyniesienie na ołtarze, Słudze Bożym Wenantym Katarzyńcu, nazywanym polskim Charbelem. Bardzo skutecznym, czego osobiście doświadczyłam. Sama nie mogłam uwierzyć, jak szybko i w jaki sposób mi pomógł. Tego dowody posiada również moja córka. Rozwikłanie jej problemu odbywało się w tak irracjonalny sposób, że trudno nie uwierzyć w pomoc Sługi Bożego Wenantego. Obiecałam, że będę opowiadała o Jego skutecznej pomocy. W internecie jest wiele filmów i książek o Wenantym. Żyjemy dzisiaj w trudnych czasach, dużo ludzi boryka się z problemami finansowymi. Jeśli ten stan się nie zmieni, czeka nas totalne bankructwo. Czcigodny Sługa Boży Wenanty Katarzyniec jest bardzo skuteczny w tych sprawach. Szanowni Państwo, może również warto by było dać ludziom szansę skorzystania z tej pomocy i zorganizować jakąś akcję związaną z tym kandydatem na ołtarze? Życzę Państwu dużo zdrowia i siły w prowadzeniu tak szczytnej działalności, z której obficie korzystamy. Mówię z wdzięcznością – Bóg zapłać!

Krystyna

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo popieram to, co robicie – że wysyłacie różne pisma, które w tym czasie są bardzo potrzebne, aby ludzie się dowiedzieli, jak żyć z pomocą Pana Jezusa, Matki Najświętszej i wiarą bo jest to bardzo potrzebne. Dziękuję za wszystkie upominki, które od Was otrzymuję. Gorąco modlę się za Was i także proszę o modlitwę.

Genowefa z Rzeszowa