Temat numeru
 
Najwspanialszy dar naszego Zbawiciela!
o. Jan Strumiłowski OCist

Triduum Paschalne to niewątpliwie najważniejszy czas w całym roku liturgicznym. W tych dniach przeżywamy i upamiętniamy samo centrum wydarzeń zbawczych. Stanowią one dla nas fundament, rdzeń i oś życia chrześcijańskiego. I tak było od samego początku. Te szczególne dni były najbardziej znaczące także dla apostołów. Oni przez trzy lata podążali za Panem Jezusem, słuchali Jego nauki o Królestwie Bożym, oglądali dzieła, których dokonywał… A jednak dopiero w ciągu tych kilku dni radykalnie zmienili myślenie na temat swojego Mistrza.

 

Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie całkowicie wstrząsnęły uczniami. W tych wydarzeniach bowiem poznali kogoś zupełnie nowego. I również dla nas te wydarzenia są tak wstrząsające i tak ważne, gdyż w nich dostępujemy prawdziwego Zbawienia. Przez ich pryzmat najlepiej możemy też poznać, kim jest prawdziwie nasz Pan.


Ofiara Chrystusa i Msza Święta


Dokładnie to samo Misterium stało się absolutnie pierwszorzędne i najbardziej znaczące dla Kościoła, który także z Niego się wyłania. Znaczenie Triduum jest tak doniosłe, że nie tylko celebrujemy je raz do roku w sposób absolutnie wyjątkowy i uroczysty, ale to Misterium, które dokonało się przed dwoma tysiącami lat, uobecniamy co do istoty podczas każdej Mszy Świętej, która jest źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego. Te fakty są dla nas również istotne dla odczytania tego Misterium.


Czasami możemy usłyszeć, że jeżeli chcemy dobrze zrozumieć i przeżyć Mszę Świętą, nie możemy zatrzymać się na jej zewnętrznej formie, ale tę pełną uroczystości formę winniśmy odczytywać jako skrywającą w sobie właśnie owo Misterium Chrystusa. Widzimy więc, że kapłan z powagą zbliża się do stopni ołtarza, a oczyma duszy winniśmy widzieć Chrystusa zbliżającego się do podnóża Golgoty. Widzimy kapłana całującego ołtarz, a oczyma duszy dostrzegamy Chrystusa przyjmującego Krzyż. Widzimy kapłana unoszącego Najświętsze Ciało i Krew w czasie podniesienia, a oczyma duszy dostrzegamy Chrystusa wywyższonego przez Ojca na drzewie Krzyża itd.


Tajemnica Chrystusowej Męki i Śmierci wyjaśnia nam więc, co dzieje się na Mszy Świętej. Ale ta relacja jest także zwrotna. Splendor i powaga rytu Mszy – o ile jest ona sprawowana zgodnie z duchem, powagą i prawdą Liturgii – wyjaśnia nam, co tak naprawdę wydarzyło się dwa tysiące lat temu na Golgocie. Bez tego odniesienia Ofiara Chrystusa może nam się wydawać pięknym, pełnym miłości i heroizmu, lecz jednak tylko ludzkim gestem miłości. Oto widzimy umęczonego, który jest tak pokorny; że chociaż katowany, nie skarży się; tak pełen miłości, że chociaż niewinnie cierpi, to jednak znosi tę udrękę dla ocalenia ludzi. I już samo to jest czymś pięknym i dostojnym. Spróbujmy jednak spojrzeć jeszcze głębiej…


Dla zbawienia człowieka konieczna była śmierć Zbawiciela


Spróbujmy wyobrazić sobie Chrystusa, który rzeczywiście idzie do Ogrodu Oliwnego i zaczyna pocić się Krwią. Lecz oczyma duszy zdajmy sobie sprawę, że to jest Najwyższy Kapłan, który przygotowuje się do złożenia doskonałej Ofiary Ojcu. Chrystus modli się o to, żeby spełniła się wola Ojca – bo jest to Kapłan, który chce wypełnić Ofiarę skierowaną ku Ojcu na Jego chwałę. Spójrzmy na Chrystusa niosącego Krzyż i wyobraźmy sobie, że nie jest to biedny i sponiewierany człowiek, ale Król odziany w najwytworniejszy ornat, który stąpa, by złożyć Ofiarę Ojcu. Spójrzmy, jak wisząc na Krzyżu, oddaje tchnienie, i zobaczmy, że w tym momencie nie tyle umiera i kończy istnienie, ale oddaje wszystko, co ma, swojemu Ojcu, jednocząc się z Nim. Że w tym momencie przestaje należeć do siebie, ale cały zostaje złożony w ręce Ojca. Staje się miłą wonią kadzidła, którego obłoki wznoszą się ku Najwyższemu. Oczy ciała widzą śmierć, natomiast wzrok duchowy widzi pełnię życia: On w Ojcu, a Ojciec w Nim – a jednak nie na wysokości Nieba, lecz na wzniesieniu wzgórza Golgoty, pośród licznego tłumu. W takim obrazie uwidacznia się wyraźnie, dlaczego dla zbawienia człowieka konieczna była śmierć Zbawiciela.


Dlaczego Syn Boży musiał przyjąć ludzką naturę, a następnie w sposób krwawy dokonać tak wstrząsającej, lecz wewnętrznie tak niepojętej i wzniosłej Ofiary?


Otóż, Syn Boży przyjął naturę ludzką, naturę naszą – stał się uczestnikiem naszego sposobu istnienia. Wraz z ciałem przyjął na siebie nasze grzechy. Święty Paweł w akcie śmierci Chrystusa dostrzega moment ukrzyżowania starego człowieka z jego grzechami. Śmierć Chrystusa to ukrzyżowanie grzechu, przybicie go do Krzyża, unicestwienie źródła naszej niewoli. W nas to samo ukrzyżowanie może i musi się dokonać w zjednoczeniu z Chrystusem. Dlatego, uczestnicząc we Mszy Świętej, uczestniczymy właśnie w tym wydarzeniu. Dlatego podczas Najświętszej Ofiary mamy pragnąć uśmiercić w nas to, co grzeszne, składając siebie w ofierze z Niepokalaną Hostią.


Cztery cele Ofiary


Ale ukrzyżowanie starego człowieka to jeszcze nie wszystko. Męka i Śmierć Chrystusa to również złożenie doskonałej Ofiary Ojcu. Jak naucza Kościół, ta Ofiara – złożona zarówno w sposób krwawy na Krzyżu, jak i ponowiona oraz uobecniona przez kapłana na ołtarzu w sposób bezkrwawy – posiada cztery cele.


Po pierwsze, jest to Ofiara uwielbienia. Chrystus, umierając na Krzyżu, doskonale uwielbia Ojca. Jego Ofiara jest wyrazem tego, że Ojciec godzien jest absolutnie wszystkiego. Że Jego chwała nie może natrafić na żadne granice. Że umrzeć dla Niego jest zaszczytem i szczęściem. Że umrzeć dla Niego oznacza tak naprawdę żyć. Chrystus w Ofierze nie dokonuje unicestwienia własnego życia, ale bierze je jakby z własnych rąk i przekazuje je Ojcu, ku Jego chwale. Ofiara jest zatem oddaniem wszystkiego, a tym samym przekazaniem Ojcu każdego atomu własnego istnienia i jest absolutnym narodzeniem w Ojcu – absolutnym należeniem do Niego.


Po drugie, jest to Ofiara dziękczynienia. W niej wybrzmiewają słowa psalmisty: Czym się Panu odpłacę za wszystko, co mi wyświadczył? Podniosę kielich zbawienia i wezwę imienia Pana. Są to słowa wypowiedziane przez Chrystusa o Ojcu. To Chrystus, a w Chrystusie człowiek, uwielbia Boga za wszelkie dobrodziejstwa: za stworzenie i odkupienie, za podarowanie człowiekowi wszystkiego – i tego, co doczesne, i tego, co wieczne. Ofiara, czyli „życie dla Ojca”, jest aktem wdzięczności. On podarował nam w Chrystusie wszystko, nawet samego Siebie. My także oddajemy Mu w Chrystusie wszystko – nawet samych siebie.


Po trzecie, jest to Ofiara przebłagalna. Pomimo nieskończonego daru Bożego jesteśmy i zawsze będziemy Bożymi dłużnikami. Zgrzeszyliśmy. Nie byliśmy wdzięczni. Obraziliśmy Boga. Ofiara Chrystusa jest prawdziwą Ofiarą przebłagalną. Bóg jest absolutną Miłością, ale jest też doskonałą Sprawiedliwością. Człowiek grzesząc, wydarł Bogu Jego własność – bo przecież wszystko, co mamy, należy do Niego. Ta zbrodnia domaga się zadośćuczynienia, jednak człowiek sam nie jest do niego zdolny, gdyż nie ma niczego, czego by wpierw nie otrzymał od Ojca. Nie ma niczego własnego, czym mógłby zadośćuczynić. Tylko Chrystus jest Tym, który sam w sobie ma życie – Boskie Życie, gdyż jest prawdziwym Bogiem. I On sam czyni zadość Ojcu, spłacając nasz dług.


Po czwarte, jest to Ofiara prośby. I nie chodzi tutaj o pewnego rodzaju interesowność. Nie chodzi o to, że człowiek w Chrystusie składa Ojcu ofiarę, gdyż w ten sposób chce coś w zamian od Boga otrzymać. Chodzi o wyznanie absolutnej zależności. W ofierze prośby człowiek w Chrystusie wyznaje, że całkowicie zależy od Boga. Że bez Niego niczego nie może uczynić i nic nie znaczy. Jest to więc miłosne wyznanie: Bez Ciebie nie istnieję, dlatego cały oddaję się Tobie. Bez Ciebie jestem tylko pustką i ciemnością. Ocal mnie w cieniu Twych skrzydeł.


Taka właśnie Ofiara dokonała się dwa tysiące lat temu i ta sama Ofiara dokonuje się codziennie na ołtarzach Kościoła. Doskonała w istocie i formie. Czym więc ona była? Całkowitym oddaniem własnego istnienia, oddaniem przekraczającym granice Męki i Śmierci czy też uroczystym śpiewem pośród obłoków kadzidła w atmosferze dostojeństwa i powagi? Była jednym i drugim. Jest to Ofiara, w której Chrystus oddaje samego siebie, a Kościół w uroczystym milczeniu pada na kolana, oglądając Chwałę Boga.


Tymczasem Chrystus zmartwychwstał…


Ta Ofiara jest nierozerwalnie związana ze Zmartwychwstaniem. Jest Ono w Nią wpisane. Ofiara ta bowiem nie jest bezmiarem i bezsensem śmierci oraz samounicestwienia, ale jest pełnym miłości aktem samooddania. Konsekwencją takiego oddania jest zjednoczenie z Tym, który sam jest Życiem. To dlatego, jak pisze św. Paweł w Liście do Rzymian, Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca (Rz 6,4). Tak – dzięki chwale Ojca! Bo tę chwałę uczcił, bo jej się przekazał, bo ją uwielbił i do niej należał. I dlatego św. Paweł odważa się powiedzieć, że gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, próżna byłaby nasza wiara i daremny nasz trud. Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, nie miałoby znaczenia Jego pełne miłości i heroiczne poświęcenie. Gdybyśmy tylko w tym życiu pokładali nadzieję w Chrystusie, to znaczy, gdyby miał On dla nas być tylko nauczycielem pięknej i heroicznej miłości, bylibyśmy godni pożałowania bardziej niż wszyscy inni ludzie – jak z mocą podkreśla Apostoł. Tymczasem Chrystus zmartwychwstał. A więc ta Ofiara była zjednoczeniem z Bogiem, który jest utęsknieniem i spełnieniem pragnienia ludzkiego serca. Zmartwychwstanie nie jest tylko przywróceniem ludzkiego życia i jego zachowaniem na wieczność. Zmartwychwstanie to kres tęsknoty w zjednoczeniu z umiłowanym Bogiem. Dlatego ta Ofiara i to Zmartwychwstanie są dwiema stronami tej samej rzeczywistości.


Chrystus jest z nami aż do końca świata!


To wszystko – realnie i historycznie – spełniło się dwa tysiące lat temu, a sakramentalnie spełnia się każdego dnia w liturgii Kościoła. W sposób wyjątkowy przeżywamy to w czasie Triduum oraz w tym, że dzięki tej liturgii sami możemy wejść w rzeczywistość i dynamikę tej Ofiary. I w tym wszystkim urzeczywistnia się najdobitniej obietnica Chrystusa, że pozostanie On z nami przez wszystkie dni aż do skończenia świata.


Chrystus, przyjąwszy ludzkie ciało, ofiarował siebie Ojcu. Wrócił do domu Ojca. A jednak przez to Ciało jest nadal z nami.


Przez to Jego Ciało, którym jest Kościół, pozostał On mimo wszystko z nami. I w tym Ciele nieustannie w liturgii urzeczywistnia to swoje święte Misterium – tę świętą wymianę i uroczyste pojednanie Boga i człowieka. I dzięki temu my także możemy współofiarować siebie Ojcu i w Chrystusie doświadczać odrodzenia życia w Zmartwychwstaniu.



NAJNOWSZE WYDANIE:
Znak, któremu sprzeciwiać się będą
Pamiętajmy jednak, że cierpieć dla Chrystusa, to nie tylko przelać za niego krew, ale również zaprzeć się siebie i poświęcić swoje życie dla służby Bogu i bliźniemu. To dokładne i z miłością wykonywanie obowiązków, zwłaszcza tych przykrych; to pokorne przyjmowanie wszelkich osobistych dramatów, trudów i przeciwności – tak jak nas tego nauczył nasz Pan: Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Warto wierzyć!

Pani Renata należy do parafii pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Suchej Beskidzkiej. Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi wspiera już od 2005 roku, a w 2013 roku przystąpiła do Apostolatu Fatimy.

 

Pani Renata urodziła się w Poznaniu, skąd po kilku latach wraz z rodzicami wyjechała do Opola, gdzie jej tata pracował jako zawiadowca stacji kolejowej. W Opolu spędziła lata szkoły podstawowej i średniej. Po ukończeniu edukacji wyszła za mąż i zamieszkała w Sosnowcu. – Tam było wówczas ciężkie powietrze przy kopalniach i nasz syn zachorował na astmę. Wtedy mąż dostał przeniesienie służbowe z pracy właśnie do Suchej Beskidzkiej i tu przywędrowaliśmy, gdy syn miał dwa latka. Tak że mieszkamy tutaj już od 50 lat – opowiada.


Stowarzyszenie i Apostolat


– O istnieniu Stowarzyszenia dowiedziałam się chyba, jeśli się nie mylę, w 2005 roku. Właśnie gdzieś wyczytałam, być może, że to była ulotka albo coś takiego, i się zapisałam, a po pewnym czasie przystąpiłam do Apostolatu Fatimy.


– Lubię te wszystkie wizerunki Matki Bożej, jakie mam w kalendarzu „365 dni z Maryją”, który otrzymuję ze Stowarzyszenia. Zresztą kalendarz zamawiam też dla rodziny i dla koleżanki. Z kolei „Przymierze z Maryją” zbieram, a jak jest jakiś artykuł, który może zainteresować moją przyjaciółkę, to jej zanoszę. Mnie najbardziej ciekawią świadectwa Apostołów Fatimy.

Jest ktoś, kto nad nami czuwa


– Myślę, że warto wierzyć, warto modlić się na różańcu, bo zawsze Ktoś jednak nad nami czuwa, tam gdzieś z góry i te modlitwy prędzej czy później zawsze zostają wysłuchane. Staram się odmawiać Różaniec codziennie, a poza tym bardzo lubię śpiewać pieśni Maryjne.


– W swojej parafii chodzę od niedawna na nabożeństwo do św. Charbela, a 22 dnia każdego miesiąca jeżdżę z koleżanką do Sanktuarium Matki Bożej Opiekunki i Królowej Rodzin w Makowie Podhalańskim na nabożeństwo do św. Rity. Święta Rita pomogła mi w pewnej sprawie. Jeździłam co miesiąc przez rok i po prostu ta moja prośba została wysłuchana.


Pani Renata darzy zaufaniem i szacunkiem osoby duchowne, co wynika między innymi z jej osobistego doświadczenia: – Gdy miałam trudny okres w życiu, udałam się do jednego z naszych księży i on bardzo mi pomógł – wspomina.


– Kiedyś byłam nad morzem, w Kołobrzegu. Tam jest zupełnie inaczej. Nie ma takich pełnych kościołów jak w Suchej
– zauważa różnice w pobożności różnych regionów Polski. To rodzice wychowali mnie w takiej, a nie innej wierze. Pamiętam, jak mama nas budziła rano i na szóstą chodziliśmy na Roraty. Wspólnie udawaliśmy się też na majówki.

Miłośniczka pielgrzymek autokarowych


Teraz ze względów zdrowotnych nie mogę dużo chodzić, ale za to chętnie jeżdżę na pielgrzymki autokarowe. Zawsze raz w roku jadę ze swojej parafii na całonocne czuwanie do Matki Bożej, do Częstochowy. Z parafii towarzyszą nam dwaj, czasem trzej księża; jadą trzy, a nawet cztery autobusy. Wszystko zaczyna się o dziewiątej wieczorem i trwa do piątej rano. Specjalnie dla nas jest przygotowane miejsce blisko ołtarza, gdzie śpiewamy pieśni, modlimy się i odprawiana jest Msza. Towarzyszy nam nasza parafialna schola. Czasami do naszej modlitwy dołączają się również inne grupy – opowiada pani Renata.


Dużo bliżej miejsca zamieszkania pani Renaty znajduje się Sanktuarium Pasyjno-Maryjne w Kalwarii Zebrzydowskiej. – Do Kalwarii jeżdżę z rodziną. Zwłaszcza w okresie bożonarodzeniowym, jak jest tam taka piękna, żywa szopka ze zwierzętami. Ostatnio zabrałam ze sobą prawnuczkę, żeby jej to pokazać.


– Jak tylko mam okazję, to jeżdżę z przyjaciółką do Lichenia, do sanktuarium Matki Bożej. W Licheniu jest przepięknie.
Wyjazd trwa dwa dni i organizuje go prywatna osoba z sąsiedniej Białki.


– W 2000 roku, który był Rokiem Jubileuszowym, byłam w Rzymie, żeby przejść przez wszystkie Drzwi Święte –
wspomina pani Renata. I dodaje: – Byłam też w Ziemi Świętej, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jednak być tam na miejscu i widzieć jak ludzie są chrzczeni w Jordanie, czy być pod ścianą płaczu, to jest coś niesamowitego.


Oprac. Janusz Komenda

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Cieszę się z każdej kampanii przeprowadzanej przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi. Myślę, że spotkania z wykładami dotyczącymi historii Polski pomogłyby wielu osobom, szczególnie młodym, zapoznać się z naszymi historycznymi dziejami. Życzę powodzenia w realizacji Waszej misji!

Ewa z Warszawy

 

 

Szanowni Państwo!

Uczestniczyć w Waszych kampaniach to tak, jakby komuś spadającemu podać rękę i zatrzymać go. Wasza działalność jest potrzebna wszystkim. Dlatego z radością pragnę udzielać Wam wsparcia!

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Ogromnie się cieszę, że Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi podjęło się opublikowania książki pt. „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski”. Ta książka jest mi ogromnie bliska, ponieważ w niej zawarte są bardzo ważne chwytające za serce przekazy dotyczące przyszłości Polski – naszej Ojczyzny. Narodowi jest to bardzo potrzebne. To święta prawda, że jest to głośne wołanie o przebudzenie Polaków oraz refleksję nad przyszłością naszego kraju i całego świata. Skoro w taki sposób wyrażają Państwo swoje przywiązanie do naszej Ojczyzny, to jakże ja bym miała nie poprzeć tej inicjatywy? Przepięknie wybrzmiały te słowa Pana Prezesa prosto z serca. Serdecznie dziękuję za te budujące szczere słowa oraz za pakiet zawierający broszurę, a także piękny poświęcony przez kapłana obrazek z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej – naszej Hetmanki! Przesyłam pozdrowienia całemu Zespołowi Redaktorskiemu, który włożył tyle trudu w przygotowanie tej książki. Kieruję również pozdrowienia dla obecnych i przyszłych czytelników. Książka ta jest dla mnie bardzo pouczająca. I jestem przekonana, że dla katolików będzie jak balsam na zranione serce. Wierzę, że rozejdzie się, jak przysłowiowe „świeże bułeczki”. Pod warunkiem jednak, że trafi na prawdziwych katolików, a nie takich, którzy tylko takich udają – czyli „farbowańców”. Prawdziwy katolik jest gotowy poświęcić nawet życie dla swojej katolickiej Ojczyzny. Kończąc ten list życzę Panu Prezesowi i całemu Stowarzyszeniu powodzenia w tej jakże potrzebnej i wartościowej kampanii. Szczęść Wam Boże!

Apostołka Fatimy Janina z Łukowa

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Jestem wdzięczna za to, co robicie dla wszystkich Polaków. Dzięki Waszym kampaniom rośnie świadomość ludzi i ich refleksja nad swoim życiem, pogłębia się też wiara w Pana Boga. Dlatego wspieram Wasze akcje. Szczęść Boże!

Małgorzata z Zielonej Góry

 

 

Szczęść Boże!

Bogu dzięki, że jest Stowarzyszenie, które dba o dobro Polaków i Polski. Dziękuję osobiście i cieszę się, że jestem Waszym Przyjacielem.

Jan z Ustronia

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Zdecydowałem się być odbiorcą Waszego czasopisma Maryjnego. Muszę przyznać, że jest w nim wiele tekstów bardzo pożytecznych i mocno złączonych z tradycją Kościoła Katolickiego. Dla kapłana także jest wiele materiałów ubogacających. Piszę ten list, bo w 146. numerze „Przymierza z Maryją” (dział Strony Maryjne) na końcu pisma w ramach Sanktuariów Maryjnych został opublikowany tekst o Matce Bożej Skoszewskiej z mojego dekanatu brzezińskiego. Bardzo się ucieszyłem z publikacji tego artykułu. Serdecznie pozdrawiam całą Redakcję, życząc błogosławieństwa Bożego.

Ks. Krzysztof

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję za to, że od roku 2018 miałam możliwość i zaszczyt uczestniczenia w Apostolacie Fatimy. Bardzo dziękuję za życzenia urodzinowe, za kalendarze, za wszelkie przesyłki i za Wasze wartościowe pisma. Dziękuję także za miłe i krzepiące słowa. Za Was wszystkich gorąco się modlę. Życzę błogosławieństwa Bożego i opieki Matuchny Fatimskiej. Bóg Wam zapłać!

Elżbieta

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się moim świadectwem dotyczącym łask, jakie nasza kochana Matka Maryja wyjednała dla mojej cioci u swojego Syna. Moja ciocia cierpi na depresję. Lekarze nie potrafili jej pomóc, choroba trzymała ją w swoim uścisku bardzo mocno. Wtem przypomniałem sobie, że jest modlitwa „nie do odparcia”, czyli Nowenna Pompejańska. Chwyciłem się więc tej nowenny jako ostatniej deski ratunku, gdyż bardzo chciałem pomóc cioci. Zacząłem się modlić mając nadzieję na pomoc. Gdy kończyłem część dziękczynną, nie było żadnych rezultatów poprawy u cioci, jednak ostatniego dnia nowenny stał się cud. Odebrałem telefon, że ciocia już o wiele lepiej się czuje, a depresja przeszła jak ręką odjął. Wiem, że to nasza Najświętsza Matka wyjednała u swojego Syna tę łaskę zdrowia dla niej. Dodatkowo podczas nowenny uzyskałem niespodziewane łaski dla siebie, abym mógł bardziej uczciwie spojrzeć na swoje życie. Zapoczątkowałem proces zmian w moim życiu, które pozwoliłyby mi przybliżyć się bardziej do Pana Boga. Mam nadzieję, że nie zawrócę z tej drogi. (…) Dzięki Nowennie Pompejańskiej zobaczyłem, że można żyć inaczej oraz inaczej przeżywać swoją wiarę!

Właśnie zacząłem kolejną, trzecią nowennę w intencji rodziny mojego brata stryjecznego, która jest w rozsypce, a węzeł zła jest tak mocno zaciśnięty, że tylko Boża interwencja może tutaj pomóc. Wierzę jednak, że nasza kochana Matka wyjedna odpowiednie łaski dla tej rodziny. Nawet jeżeli od razu nie doświadczymy namacalnych cudów tej modlitwy, to Jezus Chrystus wie, jakie łaski na daną chwilę nam zsyła i możliwe, że poznamy je dopiero po tamtej stronie. Dlatego warto odmawiać święty Różaniec, o czym sam się przekonałem. Z Panem Bogiem!

Paweł