
Triduum Paschalne to niewątpliwie najważniejszy czas w całym roku liturgicznym. W tych dniach przeżywamy i upamiętniamy samo centrum wydarzeń zbawczych. Stanowią one dla nas fundament, rdzeń i oś życia chrześcijańskiego. I tak było od samego początku. Te szczególne dni były najbardziej znaczące także dla apostołów. Oni przez trzy lata podążali za Panem Jezusem, słuchali Jego nauki o Królestwie Bożym, oglądali dzieła, których dokonywał… A jednak dopiero w ciągu tych kilku dni radykalnie zmienili myślenie na temat swojego Mistrza.
Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie całkowicie wstrząsnęły uczniami. W tych wydarzeniach bowiem poznali kogoś zupełnie nowego. I również dla nas te wydarzenia są tak wstrząsające i tak ważne, gdyż w nich dostępujemy prawdziwego Zbawienia. Przez ich pryzmat najlepiej możemy też poznać, kim jest prawdziwie nasz Pan.
Ofiara Chrystusa i Msza Święta
Dokładnie to samo Misterium stało się absolutnie pierwszorzędne i najbardziej znaczące dla Kościoła, który także z Niego się wyłania. Znaczenie Triduum jest tak doniosłe, że nie tylko celebrujemy je raz do roku w sposób absolutnie wyjątkowy i uroczysty, ale to Misterium, które dokonało się przed dwoma tysiącami lat, uobecniamy co do istoty podczas każdej Mszy Świętej, która jest źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego. Te fakty są dla nas również istotne dla odczytania tego Misterium.
Czasami możemy usłyszeć, że jeżeli chcemy dobrze zrozumieć i przeżyć Mszę Świętą, nie możemy zatrzymać się na jej zewnętrznej formie, ale tę pełną uroczystości formę winniśmy odczytywać jako skrywającą w sobie właśnie owo Misterium Chrystusa. Widzimy więc, że kapłan z powagą zbliża się do stopni ołtarza, a oczyma duszy winniśmy widzieć Chrystusa zbliżającego się do podnóża Golgoty. Widzimy kapłana całującego ołtarz, a oczyma duszy dostrzegamy Chrystusa przyjmującego Krzyż. Widzimy kapłana unoszącego Najświętsze Ciało i Krew w czasie podniesienia, a oczyma duszy dostrzegamy Chrystusa wywyższonego przez Ojca na drzewie Krzyża itd.
Tajemnica Chrystusowej Męki i Śmierci wyjaśnia nam więc, co dzieje się na Mszy Świętej. Ale ta relacja jest także zwrotna. Splendor i powaga rytu Mszy – o ile jest ona sprawowana zgodnie z duchem, powagą i prawdą Liturgii – wyjaśnia nam, co tak naprawdę wydarzyło się dwa tysiące lat temu na Golgocie. Bez tego odniesienia Ofiara Chrystusa może nam się wydawać pięknym, pełnym miłości i heroizmu, lecz jednak tylko ludzkim gestem miłości. Oto widzimy umęczonego, który jest tak pokorny; że chociaż katowany, nie skarży się; tak pełen miłości, że chociaż niewinnie cierpi, to jednak znosi tę udrękę dla ocalenia ludzi. I już samo to jest czymś pięknym i dostojnym. Spróbujmy jednak spojrzeć jeszcze głębiej…
Dla zbawienia człowieka konieczna była śmierć Zbawiciela
Spróbujmy wyobrazić sobie Chrystusa, który rzeczywiście idzie do Ogrodu Oliwnego i zaczyna pocić się Krwią. Lecz oczyma duszy zdajmy sobie sprawę, że to jest Najwyższy Kapłan, który przygotowuje się do złożenia doskonałej Ofiary Ojcu. Chrystus modli się o to, żeby spełniła się wola Ojca – bo jest to Kapłan, który chce wypełnić Ofiarę skierowaną ku Ojcu na Jego chwałę. Spójrzmy na Chrystusa niosącego Krzyż i wyobraźmy sobie, że nie jest to biedny i sponiewierany człowiek, ale Król odziany w najwytworniejszy ornat, który stąpa, by złożyć Ofiarę Ojcu. Spójrzmy, jak wisząc na Krzyżu, oddaje tchnienie, i zobaczmy, że w tym momencie nie tyle umiera i kończy istnienie, ale oddaje wszystko, co ma, swojemu Ojcu, jednocząc się z Nim. Że w tym momencie przestaje należeć do siebie, ale cały zostaje złożony w ręce Ojca. Staje się miłą wonią kadzidła, którego obłoki wznoszą się ku Najwyższemu. Oczy ciała widzą śmierć, natomiast wzrok duchowy widzi pełnię życia: On w Ojcu, a Ojciec w Nim – a jednak nie na wysokości Nieba, lecz na wzniesieniu wzgórza Golgoty, pośród licznego tłumu. W takim obrazie uwidacznia się wyraźnie, dlaczego dla zbawienia człowieka konieczna była śmierć Zbawiciela.
Dlaczego Syn Boży musiał przyjąć ludzką naturę, a następnie w sposób krwawy dokonać tak wstrząsającej, lecz wewnętrznie tak niepojętej i wzniosłej Ofiary?
Otóż, Syn Boży przyjął naturę ludzką, naturę naszą – stał się uczestnikiem naszego sposobu istnienia. Wraz z ciałem przyjął na siebie nasze grzechy. Święty Paweł w akcie śmierci Chrystusa dostrzega moment ukrzyżowania starego człowieka z jego grzechami. Śmierć Chrystusa to ukrzyżowanie grzechu, przybicie go do Krzyża, unicestwienie źródła naszej niewoli. W nas to samo ukrzyżowanie może i musi się dokonać w zjednoczeniu z Chrystusem. Dlatego, uczestnicząc we Mszy Świętej, uczestniczymy właśnie w tym wydarzeniu. Dlatego podczas Najświętszej Ofiary mamy pragnąć uśmiercić w nas to, co grzeszne, składając siebie w ofierze z Niepokalaną Hostią.
Cztery cele Ofiary
Ale ukrzyżowanie starego człowieka to jeszcze nie wszystko. Męka i Śmierć Chrystusa to również złożenie doskonałej Ofiary Ojcu. Jak naucza Kościół, ta Ofiara – złożona zarówno w sposób krwawy na Krzyżu, jak i ponowiona oraz uobecniona przez kapłana na ołtarzu w sposób bezkrwawy – posiada cztery cele.
Po pierwsze, jest to Ofiara uwielbienia. Chrystus, umierając na Krzyżu, doskonale uwielbia Ojca. Jego Ofiara jest wyrazem tego, że Ojciec godzien jest absolutnie wszystkiego. Że Jego chwała nie może natrafić na żadne granice. Że umrzeć dla Niego jest zaszczytem i szczęściem. Że umrzeć dla Niego oznacza tak naprawdę żyć. Chrystus w Ofierze nie dokonuje unicestwienia własnego życia, ale bierze je jakby z własnych rąk i przekazuje je Ojcu, ku Jego chwale. Ofiara jest zatem oddaniem wszystkiego, a tym samym przekazaniem Ojcu każdego atomu własnego istnienia i jest absolutnym narodzeniem w Ojcu – absolutnym należeniem do Niego.
Po drugie, jest to Ofiara dziękczynienia. W niej wybrzmiewają słowa psalmisty: Czym się Panu odpłacę za wszystko, co mi wyświadczył? Podniosę kielich zbawienia i wezwę imienia Pana. Są to słowa wypowiedziane przez Chrystusa o Ojcu. To Chrystus, a w Chrystusie człowiek, uwielbia Boga za wszelkie dobrodziejstwa: za stworzenie i odkupienie, za podarowanie człowiekowi wszystkiego – i tego, co doczesne, i tego, co wieczne. Ofiara, czyli „życie dla Ojca”, jest aktem wdzięczności. On podarował nam w Chrystusie wszystko, nawet samego Siebie. My także oddajemy Mu w Chrystusie wszystko – nawet samych siebie.
Po trzecie, jest to Ofiara przebłagalna. Pomimo nieskończonego daru Bożego jesteśmy i zawsze będziemy Bożymi dłużnikami. Zgrzeszyliśmy. Nie byliśmy wdzięczni. Obraziliśmy Boga. Ofiara Chrystusa jest prawdziwą Ofiarą przebłagalną. Bóg jest absolutną Miłością, ale jest też doskonałą Sprawiedliwością. Człowiek grzesząc, wydarł Bogu Jego własność – bo przecież wszystko, co mamy, należy do Niego. Ta zbrodnia domaga się zadośćuczynienia, jednak człowiek sam nie jest do niego zdolny, gdyż nie ma niczego, czego by wpierw nie otrzymał od Ojca. Nie ma niczego własnego, czym mógłby zadośćuczynić. Tylko Chrystus jest Tym, który sam w sobie ma życie – Boskie Życie, gdyż jest prawdziwym Bogiem. I On sam czyni zadość Ojcu, spłacając nasz dług.
Po czwarte, jest to Ofiara prośby. I nie chodzi tutaj o pewnego rodzaju interesowność. Nie chodzi o to, że człowiek w Chrystusie składa Ojcu ofiarę, gdyż w ten sposób chce coś w zamian od Boga otrzymać. Chodzi o wyznanie absolutnej zależności. W ofierze prośby człowiek w Chrystusie wyznaje, że całkowicie zależy od Boga. Że bez Niego niczego nie może uczynić i nic nie znaczy. Jest to więc miłosne wyznanie: Bez Ciebie nie istnieję, dlatego cały oddaję się Tobie. Bez Ciebie jestem tylko pustką i ciemnością. Ocal mnie w cieniu Twych skrzydeł.
Taka właśnie Ofiara dokonała się dwa tysiące lat temu i ta sama Ofiara dokonuje się codziennie na ołtarzach Kościoła. Doskonała w istocie i formie. Czym więc ona była? Całkowitym oddaniem własnego istnienia, oddaniem przekraczającym granice Męki i Śmierci czy też uroczystym śpiewem pośród obłoków kadzidła w atmosferze dostojeństwa i powagi? Była jednym i drugim. Jest to Ofiara, w której Chrystus oddaje samego siebie, a Kościół w uroczystym milczeniu pada na kolana, oglądając Chwałę Boga.
Tymczasem Chrystus zmartwychwstał…
Ta Ofiara jest nierozerwalnie związana ze Zmartwychwstaniem. Jest Ono w Nią wpisane. Ofiara ta bowiem nie jest bezmiarem i bezsensem śmierci oraz samounicestwienia, ale jest pełnym miłości aktem samooddania. Konsekwencją takiego oddania jest zjednoczenie z Tym, który sam jest Życiem. To dlatego, jak pisze św. Paweł w Liście do Rzymian, Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca (Rz 6,4). Tak – dzięki chwale Ojca! Bo tę chwałę uczcił, bo jej się przekazał, bo ją uwielbił i do niej należał. I dlatego św. Paweł odważa się powiedzieć, że gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, próżna byłaby nasza wiara i daremny nasz trud. Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, nie miałoby znaczenia Jego pełne miłości i heroiczne poświęcenie. Gdybyśmy tylko w tym życiu pokładali nadzieję w Chrystusie, to znaczy, gdyby miał On dla nas być tylko nauczycielem pięknej i heroicznej miłości, bylibyśmy godni pożałowania bardziej niż wszyscy inni ludzie – jak z mocą podkreśla Apostoł. Tymczasem Chrystus zmartwychwstał. A więc ta Ofiara była zjednoczeniem z Bogiem, który jest utęsknieniem i spełnieniem pragnienia ludzkiego serca. Zmartwychwstanie nie jest tylko przywróceniem ludzkiego życia i jego zachowaniem na wieczność. Zmartwychwstanie to kres tęsknoty w zjednoczeniu z umiłowanym Bogiem. Dlatego ta Ofiara i to Zmartwychwstanie są dwiema stronami tej samej rzeczywistości.
Chrystus jest z nami aż do końca świata!
To wszystko – realnie i historycznie – spełniło się dwa tysiące lat temu, a sakramentalnie spełnia się każdego dnia w liturgii Kościoła. W sposób wyjątkowy przeżywamy to w czasie Triduum oraz w tym, że dzięki tej liturgii sami możemy wejść w rzeczywistość i dynamikę tej Ofiary. I w tym wszystkim urzeczywistnia się najdobitniej obietnica Chrystusa, że pozostanie On z nami przez wszystkie dni aż do skończenia świata.
Chrystus, przyjąwszy ludzkie ciało, ofiarował siebie Ojcu. Wrócił do domu Ojca. A jednak przez to Ciało jest nadal z nami.
Przez to Jego Ciało, którym jest Kościół, pozostał On mimo wszystko z nami. I w tym Ciele nieustannie w liturgii urzeczywistnia to swoje święte Misterium – tę świętą wymianę i uroczyste pojednanie Boga i człowieka. I dzięki temu my także możemy współofiarować siebie Ojcu i w Chrystusie doświadczać odrodzenia życia w Zmartwychwstaniu.
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.
Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.
Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.
Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?
Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…
Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.
Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.
Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.
W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.
Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.
Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.
Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.
Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.
Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.
Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.
Szanowni Państwo!
Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!
Anna ze Zgierza
Szczęść Boże!
Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.
Zbigniew z Katowic
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.
Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.
Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.
Wdzięczna Czytelniczka
Krystyna z Pruszkowa
Szczęść Boże!
Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!
Barbara
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!
Danuta z Krakowa
Szanowni Państwo!
Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,
Maria
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.
Janina z Włocławka
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.
A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.
Z Panem Bogiem!
Genowefa