Temat numeru
 
Nie było dla nich miejsca…
Valdis Grinsteins

 – I co teraz zrobimy? Musimy zdecydować, którego z kuzynów przyjąć w domu! – głos Samuela był donośny, lecz brzmiało w nim niezdecydowanie. Jego siostry, Sara i Debora, zawsze zmuszały go do podejmowania decyzji, bo gdyby tego nie robiły, żyliby w kompletnej niepewności i nigdy nie wiedzieliby, co czynić.

 

– Wybierz Józefa – powiedziała Sara. – Jest w końcu dziedzicem tronu Izraela, a poza tym jego żona Maria spodziewa się pierwszego dziecka. Przydadzą się nam dobre stosunki z kimś, kto pewnego dnia, jeśli polityka się zmieni i Rzymianie wyniosą się z Izraela, może zostać królem.
– Nie!
– sprzeciwiła się Debora. – Lepiej wybrać Jonatana. Jest bogaty, mieszka w Jerozolimie, nie to, co zwykły cieśla z Nazaretu. Skoro musimy co roku bywać w Jerozolimie, lepiej mieć dobre stosunki z kimś, kto posiada tam wygodny, nowoczesny dom.

Problem polegał na tym, że Samuel i jego siostry mieszkali w Betlejem – miasteczku tak małym, że ­właściwie było mieściną, w której nic się nigdy nie działo. Wiadomo było jednak, że Betlejem to miejsce pochodzenia króla Dawida i jego potomków. A tak się złożyło, że akurat rzymski cesarz August nakazał przeprowadzić spis ludności i wszyscy musieli się zapisać w miejscu, z którego pochodziła ich rodzina. Dlatego wszyscy członkowie królewskiego rodu, który już nie rządził, lecz zachował wpływy, mieli przybyć do Betlejem, by się zapisać zgodnie z rozkazem cesarza.

 

– Dobrze – podsumował Samuel. – Mamy powody, by przyjąć i jednego, i drugiego. Właściwie obaj są naszymi kuzynami i kto wie, czy nie byłoby lepiej ugościć ich obu.
– Nieee!
– zawołały jednym głosem dwie siostry.

– W domu zrobi się ciasno i niewygodnie, jeśli przybędzie tyle osób – rzekła Sara.

– Za dużo pracy przy tylu gościach – dodała Debora.

Dyskusja wróciła do punktu wyjścia.

– Trzeba wybrać jednego z dwóch – stwierdził Samuel.

– Lepiej bogatych niż biednych. Są bardziej wpływowi – podsunęła Debora.

– Lepiej wybierz bliższego krewnego, czyli Józefa, mimo że jest cieślą. Jeśli go nie przyjmiemy, co powiedzą sąsiedzi – przekonywała Sara.

 

To ostatnie zdanie odnosiło się do tego, że gościnność była w tamtych czasach świętą powinnością. Z wyjątkiem dużych miast, takich jak Jerozolima, nie istniały gospody ani inne miejsca, w których można by przenocować za opłatą. Wprawdzie w miejscowościach położonych na szlakach handlowych znajdowały się otoczone murami domy zajezdne, w których kupcy mogli złożyć na noc towary, zjeść i przenocować, ale Betlejem nawet w snach nie zbliżało się do wielkiego handlu. Bóg wybrał je na narodziny króla Dawida właśnie dlatego, że była to ostatnia, najpośledniejsza z miejscowości Izraela. A skoro nie było się gdzie zatrzymać, i to w czasach kiedy podróżowało się pieszo lub konno, gościnność miała kluczowe znaczenie – była nieodzowna. Przybywający podróżni zawsze mogli liczyć na nocleg – przyjęcie ich pod swój dach uważano za powinność, choćby byli obcymi. Tym większym moralnym obowiązkiem stawało się ugoszczenie krewnych albo przynajmniej znajomych. Można więc sobie wyobrazić, że osobom nieskorym do wysiłku, egoistycznym i wygodnickim, jak Samuel, Debora i Sara, nie uśmiechała się perspektywa spędzenia kilku dni w niewygodzie z powodu wypełniania tej powinności.

 

Sęk w tym, że musieli się zdecydować, a nie mieli zbyt wiele czasu. Zbliżała się zima, która – zgodnie z przepowiedniami – w tym roku miała być szczególnie chłodna.

 

– Cóż, trzeba coś postanowić – orzekł Samuel, ale niedane mu było powiedzieć nic więcej.

– O, w jakich ciężkich żyjemy czasach! – zaczęła jak zwykle narzekać Sara. – Co za utrapienie! Jesteśmy zmuszeni decydować! A wszystko dlatego, że jeśli przyjmiemy dwóch kuzynów z rodzinami, nie będziemy miały czasu na pogaduszki i plotki, będziemy przez cały dzień uwiązane pracami w kuchni i przy sprzątaniu! A co gorsza, to o nas będą mówili wszyscy sąsiedzi…
– Uważam, że powinniśmy przyjąć Jonatana z rodziną. On zawsze nosi się elegancko w nowych szatach, ma wspaniałe konie. Sąsiedzi będą nam zazdrościli
– Debora bardzo lubiła znajdować się w centrum zainteresowania.

– Dobrze więc – rzekł Samuel. – Zdecydujcie i dajcie mi znać, co mam zrobić.

Dwie siostry zaczęły się naradzać. Największy problem polegał na tym, że jeżeli nie ugoszczą krewnego w potrzebie, sąsiedzi dowiedzą się o tym i wezmą ich na języki. A skoro one chętnie obmawiały sąsiadów, ci zapewne skorzystają z nadarzającej się okazji, by się zemścić. Jednak co dwie głowy, to nie jedna i siostry szybko podjęły decyzję.

 

– No to kogo w końcu przyjmiemy? – spytał Samuel.

– Jonatana – odpowiedziały razem. – Jest bardziej wpływowy i użyteczny, ponieważ później on ugości nas w Jerozolimie. A żeby sąsiedzi nie mówili, że nie przyjęliśmy kuzyna Józefa z jego żoną Marią, zaproponujemy im nocleg w stajence, którą mamy na obrzeżu miasta. Jeśli nie będzie się miał jak ogrzać, z konieczności zgłosi się szybko na spis i wróci do swojego Nazaretu, zanim ktokolwiek go zauważy. Bo to ważne, żeby nikt nie spostrzegł, że nie przyjmujemy go w domu.
– Dobrze, zatem postanowione
– zgodził się Samuel.

A potem dni biegły aż do przyjazdu gości…

 

Zima rzeczywiście okazała się tego roku bardzo chłodna. Śnieg nie przestawał padać, co w tych stronach należało do rzadkości, a ponieważ wiele osób przybyło na spis powszechny, brakowało drewna do ogrzewania domów.


Jonatan i jego rodzina przybyli konno oraz w powozie i zostali serdecznie przywitani przez kuzyna Samuela i jego dwie siostry. Wkrótce potem pojawił się Józef ze swoją małżonką Marią, która jechała na osiołku, ponieważ spodziewała się dziecka i nie powinna była wędrować pieszo ani się zbytnio przemęczać. Samuel zaczął się rozpływać w przeprosinach i usprawiedliwieniach, ale kazał ubogiemu krewnemu zatrzymać się w stajence na końcu miasteczka. Na próżno Józef próbował go przekonać, żeby przenocował przynajmniej jego żonę, a on sam jakoś sobie poradzi. Kuzyn pozostał nieubłagany i nie dał mu innego wyboru, jak przyjąć to nędzne miejsce, bo inaczej zostaliby na ulicy. Deborze i Sarze zrobiło się trochę żal Marii, która w zaawansowanej ciąży bez skargi znosiła zimno, ale w końcu interesowne wygodnictwo zwyciężyło i obie siostry bez problemów pożegnały kuzyna Józefa, mając nadzieję, że sąsiedzi nic nie widzieli. No a skoro nikt się nie dowiedział, to nic się nie stało. Taki był tok ich rozumowania…

 

Jednakże ścieżki Boże są inne od ludzkich. Najpierw nad Betlejem pojawiła się wielka gwiazda i sprawiła, że wszyscy zaczęli się zastanawiać, co może oznaczać. Później, w środku nocy, Samuel, jego siostry i ich goście zauważyli niezwykły ruch na ulicach. Przed domem przechodzili grupami pasterze, śpiewając i obwieszczając, że ukazał im się Anioł i ogłosił narodzenie Odkupiciela. Jak przystało na osoby religijne, Samuel i jego siostry mieli świadomość, że przyszedł czas, w którym powinien się objawić Mesjasz, nikt jednak nie wiedział, jak ma to nastąpić. Ale najwyraźniej ci wszyscy pasterze wiedzieli i ze śpiewem na ustach kierowali się do stajenki.

Sara i Debora zaniepokoiły się. A sąsiedzi zaczynali już szemrać:

 

– Jak to możliwe, że ktoś musiał rodzić dziecko w stajence, skoro ma w tej miejscowości krewnych.
– Co robimy?
– zapytała jedna.

– A możemy coś zrobić? – odpowiedziała druga.

– No to co zrobimy? – wtrącił Samuel. – Lepiej szybko się zdecydujmy!

W końcu postanowili nie robić nic i zobaczyć, czy wszystko to nie rozejdzie się samo po kościach za dzień albo dwa. Zimno zapewne sprawi, że ludzie się zmęczą chodzeniem do stajni i wrócą do swych wygodnych domów.

 

Boże ścieżki są jednak inne od ludzkich… Gdy nikt się tego nie spodziewał, ze Wschodu przybyła bogata karawana z trzema Królami i liczną służbą, wielbłądami i końmi. I dokąd podążyła? Prosto do ubogiej stajenki, gdzie Dzieciątko spało u boku swej Matki i świętego Józefa, mając za towarzyszy tylko osła i wołu.

 

I jeżeli przedtem ludzie szemrali, teraz zwracali się otwarcie przeciw Samuelowi i jego siostrom.

 

– Co za wstyd! – mówili mieszkańcy Betlejem. – Nawet Królowie wypytywali, jacyż to ludzie tu mieszkają, że nie mieli serca, by przyjąć pod swój dach krewnego w potrzebie! Wszyscy przez nich wyjdziemy na bandę interesownych, bezdusznych egoistów.

Samuel i jego siostry nie wiedzieli, gdzie się schować. Cały ich plan opierał się na tym, żeby się nikt nie dowiedział, a teraz cały świat zdawał się wiedzieć o tym, co zrobili! Co gorsza, trzej Królowie ze Wschodu nie zatrzymali się w żadnym z domów zajezdnych, tylko rozbili swoje bogate namioty z pięknych, drogich tkanin tuż obok stajni. Jeden z nich odstąpili świętemu Józefowi, Marii i Dzieciątku, sami zaś rozlokowali się w pozostałych.

 

Mieszkańcy Betlejem poczuli się nadzwyczaj urażeni i zaciekle krytykowali Samuela i jego siostry. I jak zwykle jedno nieszczęście pociąga za sobą inne – kuzyn Jonatan nie chciał więcej słyszeć o pozostawaniu u nich, a ponieważ syn Józefa miał być ofiarowany w Świątyni, Jonatan zaprosił Józefa z rodziną, by zatrzymali się u niego w Jerozolimie. O Samuelu i jego siostrach zaś zupełnie zapomniał.

 

W rezultacie Samuel i jego siostry z powodu gniewu sąsiadów musieli się wyprowadzić z Betlejem i przez długi czas tułali się po miasteczkach Judei, błagając różnych krewnych o nocleg. Skończyło się ich egoistyczne i wygodne życie. A dlaczego ich to spotkało? Ponieważ myśleli, że jeżeli zachowają się niegodnie i zgrzeszą, nikt się nie dowie o tym, co zrobili. Bóg jednak wie wszystko i za dobre wynagradza, a za złe karze. Nieprawdaż, Drogi Czytelniku?

 



NAJNOWSZE WYDANIE:
Uczmy i wychowujmy po katolicku!
W tym numerze „Przymierza z Maryją” postanowiliśmy podjąć tematykę edukacji młodych pokoleń Polaków. Pokładamy nadzieję w chrześcijańskim, czy też ściślej – katolickim kształceniu i wychowaniu. Pamiętamy bowiem, że katolicyzm jest nie tylko doktryną, dogmatem czy też zbiorem modlitw i obrzędów, lecz nade wszystko żywą relacją z Bogiem i powinien oddziaływać na całe państwo i całe społeczeństwo.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
W odwiedzinach u Fatimskiej Pani
Roman Motoła

Pomiędzy 25 a 29 maja wraz z grupą Apostołów Fatimy pielgrzymowaliśmy do miejsca, w którym 109 lat temu trojgu portugalskim pastuszkom ukazywała się Matka Boża, niosąc światu przesłanie pokuty i nadziei.

 

Fatima, choć jest odwiedzana przez bardzo licznych wiernych oraz turystów, zdołała jednak zachować atmosferę ciszy. Wyjąwszy największe uroczystości gromadzące wielotysięczne rzesze uczestników, można tam zarówno modlić się, jak i słuchać w skupieniu. Każdego dnia chętnie korzystaliśmy z tej możliwości tym bardziej, że nasz hotel położony był w bezpośredniej bliskości bazyliki oraz miejsca Maryjnych objawień.


Codziennie uczestniczyliśmy też w tradycyjnych nabożeństwach i procesjach na olbrzymim placu przed sanktuarium. W trakcie trzeciego wieczoru przedstawiciele naszej grupy mieli zaszczytną okazję prowadzić fragment modlitwy. W pamięci uczestników pozostanie z pewnością atmosfera towarzysząca tym różańcowym spotkaniom. Wypowiadane przez setki pielgrzymów w różnych językach wezwania Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… podkreślały zarówno jedność jak i różnorodność Kościoła. Z drugiej strony jednak – zamiast harmonii rodziły szum, utrudniając modlitewne skupienie. Może gospodarze tego cudownego miejsca zechcą kiedyś „odkryć” na nowo łacinę?


Niespokojny duch współczesności daje też w Fatimie znać o sobie w sposób widoczny gołym okiem. Niby w trosce o prostotę i skromność stara się on jak może zasłonić sanktuarium, wznosząc wokół betonowe bryły, z których niektóre nawet zostały poświęcone jako miejsca katolickiego kultu. Tylko co wspólnego z żywą, autentyczną wiarą mogą mieć płaskie, szare bunkry albo kaplice, w których Tabernakulum przypomina bardziej skrzynkę na narzędzia? Albo co powiedzieć o ustawionym tuż przy nowej bazylice wielkim krzyżu, na którym zamiast Chrystusa umieszczono dziwaczną postać jakby wyjętą ze starożytnych hieroglifów? W kulturowym kontekście naszych czasów to raczej karykatura niż godny wizerunek Zbawiciela…

Zatem nawet w bezpośrednim otoczeniu sanktuarium naocznie przekonaliśmy się, że wewnątrz Kościoła toczy się ogromna walka o kształt katolicyzmu i o serca wierzących. Do czego to zmaganie może prowadzić, widzieliśmy w urokliwym, niewielkim mieście Obidos, gdzie w miejscu dawnego kościoła działa dzisiaj… księgarnia.


Nasze pielgrzymkowe wyprawy, których celem były wspaniałe klasztory w miasteczku Alcobaça czy w Batalhi, przeniosły nas do czasów, gdy świątynie bez wątpienia wznoszono na chwałę Bożą, na przykład – w podzięce za Opatrznościową pomoc w wygranej bitwie o niepodległość kraju. Zachwyt budziła potężna, a zarazem misterna architektura tych monumentalnych dzieł, wspaniałe zdobienia, dbałość ich twórców o detale, połączenie talentów z wytrwałością i pracowitością budowniczych.


Podążyliśmy też śladami fatimskich wizjonerów – Łucji dos Santos oraz świętych Hiacynty i Franciszka Marto. Modliliśmy się przy ich grobach. Odprawiliśmy Drogę Krzyżową w ich rodzinnych stronach, odwiedziliśmy domy, w których żyli.


W miejscu objawień Matki Bożej zapaliliśmy świece przywiezione wraz z intencjami powierzonymi nam przez Darczyńców w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.

Podczas tej kilkudniowej wyprawy na każdym kroku spotykaliśmy się z serdeczną otwartością Portugalczyków. Podziwialiśmy ich ludową sztukę i zwyczaje. Mimo że nasze kraje są od siebie bardzo oddalone, w żaden sposób nie czuliśmy się obco. Sprawiła to oczywiście sama Matka Boża, ale też kulturowa bliskość biorąca swój początek w naszej wspólnej wierze. Podczas wyjazdów do historycznych miejsc, które znalazły się na trasie naszej pielgrzymki, mieliśmy okazję przekonać się, że Maryja swoją opieką otacza nie tylko nasz naród, lecz wszystkie nacje, które się Jej ufnie oddają, a także każdą osobę, która zawierza Jej siebie oraz swych bliskich.


Dzieje Portugalii to również historia wierności Bogu i odstępstw, także w życiu władców. Trudne momenty w wymiarze tak osobistym, jak i zbiorowym, przypominają o konieczności ciągłego zabiegania o własną duszę i o łaskę Opatrzności. Wierność przynosi pomyślność – przynajmniej w życiu duchowym. Odstępstwo owocuje nieszczęściem i śmiercią. Te uniwersalne prawdy przychodziły na myśl, gdy słuchaliśmy opowieści przewodników o portugalskich monarchach i wodzach, zwycięskich bitwach i nieszczęśliwych losach grzesznych kochanków.


Byli tym razem pośród Apostołów Fatimy reprezentanci każdego spośród żyjących pokoleń. Najmłodszy uczestnik liczył sobie 13 lat, zaś senior, pan Zdzisław – już 94. – Całe życie marzyłem, by tu przyjechać – przyznał w rozmowie.


Nasza pielgrzymka nie byłaby tak bogata w duchową treść bez obecności duszpasterza – księdza Krzysztofa. Oprócz zapewnienia nam możliwości codziennego wysłuchania Mszy Świętej, dawał on wyrazy swej niezwykłej czci dla Matki Bożej śpiewem Godzinek i pięknych pieśni.


Każdy z nas przywiózł Matce Bożej bagaż własnych intencji, od tych najbardziej osobistych po zbiorowe – dotyczące Kościoła i Ojczyzny. Każdy też otrzymał w duchowym wymiarze to, czego najbardziej potrzebował. To doświadczenie znają wszyscy pielgrzymujący ze szczerą intencją w miejsca szczególnie wybrane przez Pana Boga i przez Maryję.

Wśród tych niezwykłych miejsc jest też Fatima, niosąca do Nieba już od ponad wieku nieprzerwany strumień ludzkiej modlitwy.


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowni Państwo!

Jesteście wspaniali! Wasze wydawnictwa oraz gazetki, broszury i ulotki wzmacniają naszą duchowość i informują o wielu faktach oraz miejscach objawień Maryjnych. Artykuły czytam z wielkim zainteresowaniem. Naprawdę bardzo cenię informacje o Jezusie i Maryi, które w nieskończoność otwierają serca. Pamiętamy w modlitwie o Waszej pracy. Pozdrawiam gorąco Pana Prezesa i cały zespół redakcyjny!

Anna ze Zgierza

 

 

Szczęść Boże!

Kampania „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski” jest wspaniała. Popieram ją i bardzo się cieszę, że jesteście i stoicie na straży wiary. Musimy dziękować i wspierać naszą Królową za Jej miłość do naszego Narodu.

Zbigniew z Katowic

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie, dziękuję bardzo serdecznie za przesłane mi pozdrowienia urodzinowe. Ucieszyłam się z bardzo ładnej kartki. Jestem dumna z działalności apostolskiej, jaką Państwo prowadzą. Podobają mi się bardzo czasopisma „Przymierze z Maryją” i „Apostoł Fatimy”. Cieszę się z tego, że mogę w nich znaleźć wiele bardzo ciekawych artykułów poruszających interesujące mnie tematy. Cieszę się z tego, że wiele osób może korzystać z tych czasopism. Pragnęłabym bardzo, aby wielu Polaków mogło zapoznać się z tymi ciekawymi gazetami.

Bardzo serdecznie dziękuję za otrzymane ostatnio „Przymierze z Maryją” i „Apostoła Fatimy”. Znalazłam w tych numerach wiele interesujących mnie zagadnień. Cieszę się z tego, że te czasopisma mogą trafić do wielu rodzin w Polsce. Pragnęłabym dalej otrzymywać te pisma.

Pozdrawiam Maryję Naszą Królową. Życzę Panu i współpracownikom dużo zdrowia i wielu łask Bożych w Jezusie i Maryi.

Wdzięczna Czytelniczka

Krystyna z Pruszkowa

 

 

Szczęść Boże!

Bardzo dziękuję za przysyłanie mi „Przymierza z Maryją”. Jest to pismo, które bardzo sobie cenię i szanuję. Redagujecie ciekawe artykuły. Zawsze czekam na nowe numery i pragnę poinformować, że zawsze będę Was wspierać. Niech Pan Bóg nas prowadzi!

Barbara

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję Panu za życzenia z piękną Matką Bożą Fatimską. Dziękuję także za wsparcie modlitewne, które jest podporą naszego życia duchowego oraz fizycznego. Ja także życzę Panu i Stowarzyszeniu siły i ducha wytrwałości w prowadzeniu tego niezwykle ważnego dzieła dla naszej duchowości chrześcijańskiej. Dziękuję bardzo za wszystkie dewocjonalia, materiały, które od Stowarzyszenia Ks. Piotra Skargi otrzymałam – są także narzędziem umocnienia w wierze. Życzę całej Redakcji i Panu Prezesowi obfitych łask Bożych. Szczęść Wam Boże na długie lata!

Danuta z Krakowa

 

 

Szanowni Państwo!

Dziękuję za wszystkie numery „Przymierza…”, bo to ciekawe czasopismo. Warto je prenumerować. Dużo opisujecie i dużo się dowiadujemy, co się dzieje teraz i kiedyś – jak to było na świecie dawno temu, w tamtych wiekach. Życzę Wam wielu łask Bożych i siły w dalszym działaniu. Nie poddawajcie się siłom zła, które próbują zniszczyć wszystko, co Boże. Któż jak Bóg! Pozdrawiam Was serdecznie,

Maria

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziękuję z całego serca za cudowne „Przymierze z Maryją”. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję to pismo. Jest tam dużo pięknych, cudownych tekstów o Maryi i Jezusie Chrystusie, a także dużo o wierze katolickiej i o naszej kulturze. Są tam piękne tematy i bardzo dobre dla naszego życia wiadomości. Jestem szczęśliwa, że otrzymuję „Przymierze z Maryją”. Dziękuję, modlę się za cały Apostolat Fatimy i za Pana Prezesa.

Janina z Włocławka

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Panie Sławomirze, w liście zadał mi Pan pytanie, czy jestem dumna z otrzymywanego pisma „Przymierze z Maryją”. Jestem dumna! A dlaczego? Bo jest to pismo jedyne w swoim rodzaju. To ogromna wiedza. Każdy artykuł bogaty w wydarzenia, emanuje częścią historii o naszej wierze katolickiej. Bardzo dużo przeczytałam dobrych książek (bo lubię czytać), ale pismo „Przymierze z Maryją” stawiam na pierwszym miejscu, bo porusza serce, ubogaca duszę i umysł. O wielu sprawach opisanych w artykułach wcześniej nie miałam wiedzy. Ale teraz mając 86 lat jestem poniekąd uczennicą „Przymierza z Maryją”. Mówi się, że człowiek uczy się do końca życia, prawda? Bóg zapłać za tę wiedzę. Z szacunkiem chylę czoło przed wszystkimi osobami za pracę i trud w tworzeniu pisma. A Matka Boża, nasza Królowa, niech Was błogosławi. Przy okazji „Bóg zapłać” za wszystko co dostaję od Stowarzyszenia Księdza Piotra Skargi: za życzenia urodzinowe, za listy Pana Sławomira i wszystkie pamiątki, a szczególnie za koronę Matki Bożej Fatimskiej. Jak stawałam przed Fatimską Panią, mówiłam w duchu: „Jesteś taka skromniutka, skromniutka bez korony”… A teraz moja Dostojna Pani ma koronę! Serdecznie dziękuję, bardzo się cieszę.

A jeszcze kilka słów o mnie… Jestem schorowaną osobą, chodzę o lasce. Nie mam już nawet siły iść sama do kościoła – to około 1 kilometra, ale mój sąsiad zawozi mnie co niedzielę na Mszę. Mam też problemy ze słuchem. Aparat słuchowy nie wszędzie zdaje egzamin, szczególnie w kościele, jak kapłan mówi dalej od mikrofonu, to robi się pogłos, ale jakoś daję sobie radę. Nie narzekam, bo mam dużą rodzinę i opiekuje się mną córka. Praktycznie przejęła wszystkie moje obowiązki. Przepraszam, że nie nadążam za waszymi propozycjami, ale w miarę możliwości będę wspomagać Stowarzyszenie. Życzę Wam wszystkim zdrowia i błogosławieństwa.

Z Panem Bogiem!

Genowefa