Temat numeru
 
Tarcza Królestwa Polskiego

Szatańskie ataki

Nieprzypadkowe były daty kolejnych szturmów wojsk szwedzkich podczas oblężenia Jasnej Góry. Zwolennik kalwińskich zabobonów mniemając, że nie dosyć srogość swoją nasycić może przez niepokojenie orężem sług Bogurodzicy, umyślił jeszcze zapalczywość swą świętokradztwem powiększyć, wybierał przeto do szturmu dnie ku czci N. Panny przeznaczone(...) Jeden z tych ataków miał miejsce w dniu Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny. (...) Jak tylko dzień zajaśniał, miotały działa burzące tak gęsty i straszliwy ogień i od strony północnej i południowej, iż przez ten dzień trzysta czterdzieści kul padło, tak to świeccy zliczyli. Ojcowie bowiem jasnogórscy zajmowali się przez ten czas nabożeństwem według swego zwyczaju, postanowiono odśpiewać suplikacje przed Najświętszym Sakramentem, z którym, gdy po Mszy Świętej procesja wyszła pomiędzy przedmurza, sypały się ogromne złomy murów, a świszczące kule przelatywały nie bez wielkiego przestrachu ponad głowami modlących się(...)

 

Mnisi coraz częściej mówili o konieczności kapitulacji. Wydawało się, że dalszy opór nie ma sensu. Ojciec Kordecki jednak apelował do sumień: Rozważcie, bracia, co nas do tego przywodzi, że pragnąc uniknąć spodziewanego okrucieństwa nieprzyjaciół, zamyślamy oddać miejsce święte (...) w ręce Szwedów. Jasna Góra znana jest światu z łask i cudów (...); dlatego jej też Szwed, wróg świętej wiary, tak bardzo nienawidzi(...) I jakaż to ta nasza wiara, jaka miłość, jaka wdzięczność względem Boga tak szczodrobliwego dla nas, skoro mało znaczący uszczerbek w doczesnych wygodach zdoła nas odwrócić od strzeżenia i zachowania skarbnicy niebieskich darów wiecznego Króla?(...) Wiedzmy z pewnością, że niczym nie zadamy większego ciosu sobie samym i wolnościom naszym, jak poddając się wraz z Świętą Górą pod władzę kacerstwa skażonego Szweda. Cóż nam przeszkadza w poświęcaniu się nadal dla Boga i N.M. Panny? (...) Przybędzie On i będzie wspomagał nasze usiłowania, byle byśmy tylko na duchu nie upadli, i trudy (...) ochoczo ku czci Jego poświęcili.

Nękani przez wroga i własne słabości...

Nieprzyjaciel nie odstępował od jasnogórskich murów, krążyły też wieści, że Szwedzi ściągają potężne armaty do kruszenia murów, ludzka zaś słabość i pokusy zwątpienia, jakim ulegali sami obrońcy, wyrządzały szkody w ich duszach i łamały serca. Pośród załogi znów pojawiały się osoby, które przychodziły do przeora skarżąc się na udręki i nieuchronność zbliżającej się klęski i próbując go skłonić do rozważenia warunków kapitulacji. Ojciec Augustyn odpowiadał zaś: (...) Chcemy, aby miejsce Przeczystej Dziewicy poświęcone, nie było nigdy bezbożną stopą heretyka skalane. Wy, miłościwi panowie, złamani nieszczęściem, pragniecie sprowadzić rzecz do układów, aby uwolniwszy się od przykrości oblężenia i niewygód wojny, używać nadal bez troski błogiego pokoju. Myślicie, że po poddaniu się naszym będziecie wolni od wszelkich klęsk wojny, skoro z klasztoru wyjdziecie?(...) Poddanie więc stanie się dla nas źródłem nieszczęść i klęsk, przeciwnie zaś, jeżeli znosząc mało znaczące niewygody, pokonamy przy pomocy Bożej zaciętość nieprzyjaciół, wtenczas zyskamy niezawodnie pewny i stały pokój.

 

Tak pokrzepiani żołnierze nie poprzestawali na samej obronie w obrębie murów. Pod osłoną nocy grupy obrońców atakowały pozycje wroga, co budziło popłoch wśród Szwedów. W odpowiedzi na te wydarzenia z Krakowa nadciągnęły wozy ze sprzętem wojennym dla oblegających klasztor.
Wywołało to zniechęcenie w szeregach jasnogórskich. Ponownie pojawiły się głosy o koniecznej kapitulacji. Ci, jak ich określa o. Augustyn Kordecki, przywiązani do życia i wzdychający do pokoju, pragnęli ugody z nieprzyjacielem. Jednakże starsi ojcowie odpowiadali: Milczymy o najpiękniejszym, a zarazem koniecznym obowiązku obstawania przy Bogu i oddania za Niego, gdyby tego było potrzeba, ochotnie naszego życia(...) Pilnie na to zważać potrzeba, żeśmy się podjęli bronić kościoła Bożego i dobra całej najdroższej ojczyzny, już przez to samo, że broniąc całości Jasnej Góry, usiłujemy odeprzeć bezbożne zamachy heretyków, gdzie tym większa dla nas sława, im większe niebezpieczeństwo. Zaiste! Jeżeli najwyższy Sędzia postanowił ojczyznę naszą do dawnej świetności przywrócić(...) cała siła jej ocalenia z Jasnej Góry pochodzić musi, ta bowiem sama, choć tyle już z ciała ojczyzny uległo wrogowi, została dotąd nietknięta. Tu Najdostojniejsza Pani Nieba, poczytując sobie za rzecz miłą i przystojną nazywać się Królową Polską, zasiąść niegdyś raczyła i uczyniła Jasną Górę stolicą swojego Królestwa(...)

Strach obrońców jeszcze wzmógł się, kiedy pewien mieszczanin częstochowski przekazał wiadomość o planowanym przez Szwedów nowym strasznym uderzeniu. Mający nastąpić niebawem szturm został poprzedzony przez generała Millera listem skierowanym do obrońców twierdzy. Wymieniał w nim środki i wojenne przyrządy, które wnet obrócą klasztor w proch. Apelował do zakonników o rozwagę, wskazywał, iż „staną się winowajcami zburzenia tego sławnego miejsca".

Zbliżało się Boże Narodzenie A.D. 1655. Ofensywa mogła przypaść na dzień Wigilii. Udało się jednak powstrzymać agresora na czas świętej nocy i połowy dnia Bożego Narodzenia.

Ostatnia bitwa

Chociaż była to noc wigilii Bożego Narodzenia, zakonnicy spędzili całą noc bezsennie, rozbiegłszy się po stanowiskach, pełnili poruczone obowiązki: jedni czuwali na murach, drudzy dodawali odwagi załodze, inni dawali baczność na puszkarzy - część jednak większa pozostawała na służbie Bożej w kościele. Przed południem dnia następnego obrońcy Jasnej Góry wzięli udział w uroczystościach liturgicznych Bożego Narodzenia.
O samym południu zagrzmiały działa od północy, a kule tak silnie uderzały o ściany klasztoru, iż je w wielu miejscach przedziurawiwszy, wśród kurzawy i gruzu po korytarzach i zakrętach klasztoru, tu i ówdzie się odbijając, latały i taką trwogą mieszkających napełniały, że się nikt nawet wyjrzeć nie ośmielił. Rzucał teraz Szwed jak najwięcej pochodni z konopi ukręconych, smołą oblanych, a siarką i saletrą wypełnionych. Rozniecały one straszliwy płomień, szczególniej też takie, które tak w żelazne rury były opatrzone, iż na wszystkie strony ogień i ołów miotały(...) Najbardziej ze wszystkich przerażały kule żelazne wydrążone, które w różne strony klasztoru, gdzie się spodziewano najwięcej ludzi, z machin już tlące się rzucone z gwałtownością i trzaskiem, po zapaleniu się nagle wewnątrz będącego prochu, pękały i rozpryśniętymi kawałkami we wszelkim kierunku raniły(...)

Pod wieczór wreszcie jedno ciężkie działo, które najbardziej szkodziło murom klasztoru, pękło i położyło koniec szturmowaniu.Sami Szwedzi opowiadali później o nadzwyczajnych wydarzeniach, które towarzyszyły tego dnia ich atakowi. Mówili o kulach, które wystrzelone w kierunku klasztoru odbijały się od murów i wracały do szwedzkiego obozu. Niemały popłoch wywołało zaś to, co stało się z działem, które tak szkodziło klasztorowi. Zaświadczali o tym zdumieni Szwedzi, że przy ostatnim wystrzale kula odbiła się od murów częstochowskich i uderzyła na powrót w działo niszcząc je, zabijając przy tym artylerzystę. Kulę obnoszono później po szwedzkim obozie, a jej wielkość potwierdzała, iż mogła być wystrzelona tylko z działa szwedzkiego, ponieważ obrońcy klasztoru takich nie mieli.

Cudowna opieka Najświętszej Maryi Panny - jasnogórski triumf

Jeszcze tego samego dnia generał Miller wysłał do obrońców swój ostatni list spod murów Jasnej Góry. Pisał w nim o nieuchronnej zgubie, jaka czeka klasztor, jeśli nie zgodzą się na proponowane warunki. Wymieniał dwie możliwości: albo oddanie klasztoru pod opiekę szwedzkiego króla, albo złożenie przez wszystkich przysięgi wiernopoddańczej Karolowi Gustawowi i jako „zadośćuczynienie" za upór zapłacenie przez zakonników czterdzieści tysięcy talarów, zaś przez szlachtę dwadzieścia tysięcy. Po wypełnieniu tego warunku generał Miller obiecywał odstąpić od oblężenia. Jeśli żadnej z propozycji załoga by nie przyjęła, groził m.in. kontynuowaniem oblężenia i zniszczeniem wszystkich miast i wsi w promieniu trzech mil od Częstochowy. Samym broniącym, jeśli go nie posłuchają, zapowiadał, że będą ścigani jako zasługujący na najsroższą karę.

 

Następnego dnia w święto św. Szczepana, pierwszego męczennika, przeor postanowił zmiękczyć upór generała Millera i hrabiego Wejcharda wysyłając im w podarunku dwie książeczki: po łacinie i po niemiecku o historii Obrazu Jasnogórskiego. W liście do Millera o. Kordecki odpowiadając na warunki postawione przez Szweda, wspominał o tym, iż samo oblężenie wyrządziło olbrzymią krzywdę temu świętemu miejscu i zalecił generałowi, aby zabiegał o modlitwę mnichów w swojej intencji.

 

W nocy z 26 na 27 grudnia 1655 roku wojska szwedzkie nieoczekiwanie odstąpiły po sześciu tygodniach od oblężenia Jasnej Góry.

 

Przeor Jasnej Góry na zakończenie Pamiętnika przypomina, że obrona sanktuarium jest dziełem Bożej Opatrzności i wstawiennictwa Najświętszej Maryi Panny. Wymienia przy tym liczne świadectwa cudów, z których większość potwierdzili sami Szwedzi. Wspomina, iż Miller za przyczynę odstąpienia od Jasnej Góry podawał ukazanie mu się postaci kobiety, która do niego groźnie przemówiła, żeby odstąpił od oblężenia, bo w przeciwnym razie on i całe wojsko zginie. Siostry dominikanki z Piotrkowa relacjonowały, iż kiedy Miller zatrzymał się w ich klasztorze, z wielką uwagą przypatrywał się znajdującemu się tam obrazowi Matki Bożej Częstochowskiej. A kiedy tłumacz prosił siostry o podarowanie małej kopii wizerunku, którą zaraz otrzymał, generał wziął ją od razu z rąk tłumacza. Stąd łatwo było poznać, że generał chciał dostrzec, czy postać, którą widział w nocy, podobna była do obrazu(...) Odebrawszy z rąk tłumacza wizerunek, w te słowa się odezwał: Wcale nie jest podobny do owej dziewicy, która mi się ukazała, bo niepodobną rzeczą jest widzieć równą na ziemi. Coś niebieskiego i Boskiego, czemem się nadzwyczaj przestraszył, jaśniało na jej wspaniałym obliczu.


Pośród Szwedów byli i tacy, którzy twierdzili, że widzieli kobietę, która po murach jasnogórskich chodziła podczas oblężenia, własnymi rękami kierowała działami i dostarczała oręża obrońcom. Atakującym ukazywał się również starzec, którego postać widziała także pewna kobieta - Jadwiga Jaroszewska. Podczas widzenia ów człowiek ubrany na biało odprawiał Mszę Świętą. Panowie Jan Więckowski i Maciej Węgierski (...) poświadczali, że słyszeli opowiadających Szwedów, jako ci widzieli tegoż starca u boku kobiety na murach się pokazującej i pociski szwedzkie odtrącającej. Tym starcem, jak pisze o. Kordecki, był św. Paweł pustelnik, od którego paulini biorą swój początek.

 

Te i wiele innych dowodów cudownej opieki Maryi zapisał przeor klasztoru o. Augustyn Kordecki, który dodaje: Jasna Góra opieką Maryi wśród popiołów dymiącej się Polski sama jedna nieuszkodzona, sama jedna zachowana dla zbawienia powstającej Rzeczypospolitej(...) Bądźmy więc tego przekonania, że niepodległość Królestwa Polskiego, publiczne i prywatne mienie Rzeczypospolitej, kościołów, cześć Boga i dawne wolności, jedynie za pomocą Maryi Jasnogórskiej zachowane i przywrócone zostały, tak iż bardzo słusznie wyrzec możemy, że Bogurodzica tarczą jest Królestwa Polskiego.

 

Zwycięska obrona Jasnej Góry zapoczątkowała odwrót fal niepowstrzymanego dotąd szwedzkiego potopu. Zjednoczeni Polacy pod wodzą króla Jana Kazimierza rozpoczęli oswabadzanie ziem, Karol Gustaw musiał porzucić marzenia o polskiej koronie. Przypieczętowaniem związku Polski z Jej królową stały się słynne śluby króla Jana Kazimierza, który złożył je za przyzwoleniem senatu w dniu 1 kwietnia 1656 roku, przed ołtarzem Najświętszej Maryi Panny w katedrze lwowskiej, w obecności dworu i całego ludu.

Wielka Boga - Człowieka Matko, o Przeczysta Panno! Ja, Jan Kazimierz, z łaski Twego Syna Króla Królów Pana mojego i z Twojej łaski król, u stóp Twoich najświętszych na kolana padając, obieram Cię dziś za patronkę moją i moich państw Królową i polecam Twojej szczególnej opiece a obronie siebie samego i moje Królestwo Polskie z księstwami: Litewskim, Ruskim, Pruskim, Mazowieckim, Żmudzkim, Inflanckim, Czernihowskim, jako też wojska obydwu narodów i wszystek mój lud. Wzywam pokornie w tym opłakanym i zamieszanym królestwa mego stanie, Twego miłosierdzia i pomocy przeciw nieprzyjaciołom świętego rzymskiego Kościoła...

 

Opracowanie Sławomir Skiba
na podstawie zapisków ks. Augustyna Kordeckiego Pamiętnik Oblężenia Częstochowy 1655 r.*

 

* o. Augustyn Kordecki, Pamiętnik Oblężenia Częstochowy 1655 r., Dom Wydawniczy "Ostoja", Krzeszowice 2001. Tytuł łacińskiego oryginału: Nova Gigantomachia - 1655.
Większość cytatów zamieszczonych w powyższym tekście pochodzi z książki j.w.

1 / 2 /


NAJNOWSZE WYDANIE:
Chrystus Zmartwychwstał! Dla Ciebie i dla mnie
Wielki Post, Wielki Tydzień, Wielka Noc… Ten numer naszego pisma obejmuje czasowo jakże wielkie wydarzenia. Zatem pragniemy w temacie głównym odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie naszego Pana są Jego najwspanialszymi dla nas darami i dlaczego były niezbędne, byśmy mogli zbawić nasze dusze.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Wiarę wyniosłem z domu rodzinnego

Dzisiaj prezentujemy Państwu sylwetkę pana Zdzisława Czajki, który wspiera Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi od 2004 roku, a od 2008 roku należy do Apostolatu Fatimy. W listopadzie ubiegłego roku wziął udział w pielgrzymce Apostolatu do Sanktuarium Matki Bożej w Fatimie. Oto co nam o sobie opowiedział…

 

– Urodziłem się w Leżajsku na Podkarpaciu, a ochrzczony zostałem przez ks. Józefa Węgłowskiego w parafii pw. św. Józefa w Tarnawcu koło Leżajska. Potem wyjechałem z rodzicami, Władysławem i Reginą, na Opolszczyznę. Zamieszkaliśmy w Myszowicach, a należeliśmy do parafii pw. Świętej Trójcy w Korfantowie. W dzieciństwie byłem ministrantem i służyłem do Mszy Świętej w małej kapliczce w Myszowicach.


Zaangażowanie w życie Kościoła


– Po zawarciu małżeństwa przeprowadziłem się do swojej obecnej parafii pw. św. Marcina Biskupa w Jasienicy Dolnej, choć uczęszczam do kościoła filialnego pw. św. Mateusza w Mańkowicach. Przez kilka lat należałem wraz z żoną do Żywego Różańca, który teraz już niestety u nas nie istnieje. Poza tym przez 12 lat śpiewałem w chórze parafialnym.


– Kiedyś dostałem od mojego kolegi album poświęcony położonemu niedaleko od Mańkowic Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej na Szwedzkiej Górce. Nazwa Szwedzka Górka jest związana w obecnością na tych terenach w czasie wojny trzydziestoletniej wojsk szwedzkich. W czasach PRL-u jeździłem tam na coroczną Mszę Świętą z okazji tzw. dnia ludowego.

Obecnie w drugi dzień Zielonych Świątek odbywa się tam Zjazd Rolników.


– Od kilku lat sympatyzuję z Trzecim Zakonem ojców franciszkanów w Nysie. Do tej pory nie złożyłem przyrzeczeń, ale jeżdżę tam co jakiś czas na Msze Święte. W każdą ostatnią niedzielę miesiąca jest tam odprawiana Msza Święta w intencji powołań do Trzeciego Zakonu świeckich franciszkanów.


Duchowni w rodzinie


– Brat mojego ojca, Jan Czajka, i jego stryj, Wawrzyniec Czajka, byli księżmi. Miło wspominam zwłaszcza ks. Jana, który przez 42 lata, jako proboszcz i kanonik, posługiwał w parafii Świętych Piotra i Pawła w Zagorzycach Dolnych koło Sędziszowa w Małopolsce.


– Moja siostra stryjeczna Lucyna Czajka – siostra Katarzyna – jest zakonnicą w Zgromadzeniu Córek Bożej Miłości. Obecnie pracuje jako nauczycielka w przedszkolu prowadzonym przez swoje zgromadzenie w Wilkowicach koło Bielska-Białej.


Wspieranie Stowarzyszenia


– Dwadzieścia lat temu, wracając z pracy, znalazłem przed wejściem do mieszkania ulotkę informującą o możliwości wspierania Stowarzyszenia i tak się to zaczęło. Od 2005 roku zgromadziłem wszystkie kalendarze „365 dni z Maryją” i mam prawie 100% wydań „Przymierza z Maryją”, nie mówiąc o innych dewocjonaliach, które otrzymałem: figurce Matki Bożej Fatimskiej czy różańcach, zwłaszcza tym wydanym na 100-lecie Objawień Fatimskich.


Pielgrzymka do Fatimy


– Na 20-lecie swojego wspierania Stowarzyszenia zostałem wylosowany na pielgrzymkę do Fatimy. Byłem z tego powodu bardzo szczęśliwy. W Fatimie podobały mi się szczególnie: plac przed bazyliką, droga krzyżowa, domy, w których mieszkały dzieci fatimskie oraz zamki, kościoły i klasztor templariuszy w Tomar. Miło wspominam również to, że podczas pielgrzymki moja żona wylosowała figurkę Matki Bożej Fatimskiej, która była nagrodą za zakupy zrobione w jednym ze sklepów.

– Bardzo dziękuję za pielgrzymkę i pozdrawiam szczególnie całą naszą grupę oraz panią przewodnik, która opiekowała się nami i przekazała nam bardzo dużo wiadomości.


Oprac. JK

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szanowna Redakcjo!

Dziękuję serdecznie za przesłany kalendarz i egzemplarze „Przymierza z Maryją”. Czytam je z ochotą i uwagą „od deski do deski”. Artykuły są wartościowe i ciekawe. Życzę dalszej owocnej pracy w tym zakresie. Wasze kalendarze są przepiękne, wspieram datkiem akcję ich rozprowadzania. Życzę wytrwałości w działalności Stowarzyszenia, wspierając ją na ile mogę niemal od początku powstania organizacji, a mam już prawie 90 lat. Niech Boża Opatrzność czuwa nad Wami.

Stanisława ze Śląskiego

 

 Szczęść Boże!

Dziękuję za prowadzenie tak pięknych i potrzebnych akcji katolickich. W miarę moich możliwości wspieram Was w tym pięknym dziele materialnie i duchowo. Życzę Wam, abyście kontynuowali to dzieło jak najdłużej i niech Was Matka Boża Fatimska ma w Swojej opiece i pomaga Wam w tych trudnych dla naszego kraju czasach. Szczęść Wam Boże!

Tadeusz z Małopolski

 

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo dziękuję za przesłane pozdrowienia, upominki oraz pozostałe materiały. Ogromnie ucieszyła mnie informacja, że Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi oraz Apostolat Fatimy rozpoczęły kampanię mającą na celu ożywienie kultu św. Antoniego z Padwy. Był on bowiem ukochanym świętym mojej prababci, babci i mamy. Z czasem stał się bardzo bliski i mojemu sercu. Ale nie zawsze tak było. Był taki czas w moim życiu, gdy jako nastolatka miałam do niego wiele żalu. Szczególnie wówczas, gdy widziałam moją ukochaną mamę, stojącą w kościele, pod figurą św. Antoniego i z ufnością modlącą się do niego, a on jej nie pomagał w powrocie do zdrowia i w codziennych troskach. Tak wówczas to widziałam. Przyszedł jednak czas, gdy zrozumiałam, że to obecność tego świętego w życiu mojej mamy sprawiała, że było jej lżej nieść trudy choroby i życia.

Gdy zostałam tercjarką franciszkańską, zapragnęłam, aby w mojej parafii rozwinął się kult św. Antoniego. Żeby wierni mogli z ufnością zawierzać swoje sprawy – często tak bardzo trudne i beznadziejne – Bożemu Cudotwórcy. Aby w ich sercach nigdy nie zaginęła nadzieja Jego wstawiennictwa u Boga i otrzymania skutecznej pomocy. Ta sama nadzieja, jaką żywiła w sercu przez całe życie moja mama. Za każdym razem, gdy wspominam tę historię, to odnoszę wrażenie, graniczące z pewnością, że to sam św. Antoni prowadził mnie w działaniach, które miały rozszerzyć jego kult, na chwałę Bożą, w moim parafialnym kościele. Tu muszę dodać, że zostałam tercjarką w kościele, w którym znajduje się figura św. Antoniego, przed którą tak często modliła się moja mama. I to dzięki Ojcom Franciszkanom z tej świątyni mogłam zaangażować się w ożywienie kultu św. Antoniego w moim kościele parafialnym.

Proszę pozwolić, że poniżej krótko opiszę, jak obecnie przedstawia się ten kult w mojej parafii:

W 2000 roku uroczyście powitaliśmy w naszej parafii relikwie św. Antoniego przybyłe prosto z Padwy. W kościele stanęła figura Świętego, obok której jest umieszczony koszyczek z cytatami z kazań św. Antoniego. Tym samym mogą one stanowić formę modlitwy za wstawiennictwem tego Świętego. W każdy wtorek, po Mszy Świętej, odmawiana jest litania do św. Antoniego z Padwy. Każdego 13 czerwca, gdy Kościół obchodzi jego wspomnienie, w intencjach złożonych przez parafian odprawiana jest Msza z poświęceniem chlebków, które później wierni zabierają do domów. Chlebki mają przypominać o chrześcijańskim obowiązku niesienia pomocy potrzebującym i ubogim. Przy figurze umieszczona jest również kasetka na ofiary, które przekazywane są parafialnej Caritas. Tak zebrane pieniądze służą do organizowania różnorakiej pomocy potrzebującym w naszej parafii.

Pozdrawiam Was serdecznie i ufam, że kampania mająca ożywić kult św. Antoniego z Padwy przyniesie liczne duchowe owoce – o co, z całą gorliwością, będę się modliła! Szczęść Boże!

Mariola – Apostołka Fatimy

 

 Szczęść Boże!

Dziękuję bardzo za wszystkie piękne i wartościowe broszurki. Św. Antoni i św. Józef są moimi szczególnymi patronami, chociaż św. Ojciec Pio i św. Jan Paweł II też są moimi wielkimi orędownikami. Dziękuję za Wasze akcje i piękne publikacje. Ja i moja mamusia (91 lat) chętnie dowiadujemy się z nich dużo o życiu świętych, a modlitwy są piękne. Dlatego z całego serca Wam dziękuję. Bóg zapłać za wszystko, co buduje oraz umacnia moją wiarę i miłość do Pana Boga, Jego Syna i naszej Matki.

Grażyna z Torunia

 

 Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję za niezmierzone wsparcie duchowe, modlitwy oraz wszystkie przesyłki. Wasze kampanie są bardzo szlachetne i potrzebne. Proszę pozwolić, że dam przykład… W zeszłym roku pewnej rodzinie podarowałam kalendarz Maryjny. Od tej pory jej członkowie zaczęli częściej chodzić do kościoła, a ostatnio nawet jeżdżą na pielgrzymki. Nie jest to jedyna rodzina, bo przekazywałam też „Przymierze z Maryją” – zdarzało się, że zostawiałam je na stoliku w przychodni zdrowia. W każdym „Przymierzu…” można znaleźć bardzo ciekawe i pouczające artykuły oraz nowe modlitwy, za co serdecznie dziękuję!

Czas bardzo szybko upływa, już jesteśmy razem od 2009 roku. Mam nadzieję, że dobry Pan Bóg i Najświętsza Maryja Panna pobłogosławią nam i jeszcze dłuższy czas będziemy razem. Choć niestety muszę przyznać, że ostatnio choroby bardzo nękają mnie i mojego męża… Czasem jest mi bardzo ciężko, ale staram się wytrwale modlić i odzyskuję siły. Modlę się też za Was wszystkich codziennie, wypraszając zdrowie, błogosławieństwo Boże we wszystkim oraz opiekę Matki Bożej. Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego co najlepsze – zwłaszcza zdrowia, błogosławieństwa Bożego, opieki Najświętszej Maryi Panny oraz darów Ducha Świętego dla Was wszystkich.

Z Panem Bogiem

Irena z Jastrzębia Zdroju

 

 Szczęść Boże!

Wspieram każdą akcję, którą organizuje Wasze Stowarzyszenie ku czci Pana Jezusa i Matki Najświętszej. Uważam, że są one bardzo potrzebne. Mimo sędziwego wieku, śledzę je na bieżąco. Niech Matuchna Fatimska Wam błogosławi!

Henryk z Tychów